13 sie 2013
Przygotowania do dużej wojny?
Pomimo braku dowodów na przekroczenie "czerwonej linii" jakim w/g Waszyngtonu miałoby być użycie przez władze Syrii broni chemicznej, siły zbrojne USA prowadzą systematycznie przygotowania do możliwej dużej operacji lotniczej nad tym krajem w postaci utworzenia strefy zakazu lotów.
W dniu 11 sierpnia gen. Mark Welsh, szef sztabu US Air Force, zakończył tygodniową wizytę w Izraelu gdzie spotkał się z wysokimi dowódcami wojskowymi izraelskiej armii w tym z szefem Sztabu Generalnego Beny Gantz'em.
Szczegóły wizyty nie są znane poza tym że amerykański dowódca dokonał przeglądu wszystkich izraelskich baz sił powierznych. Wizyta odbyła się w dużej dyskrecji z powodu, jak poinformowali amerykanie, dużego napiecia na Bliskim Wschodzie. Omówiono wspólne zadania w świetle aktualnej sytuacji w regionie zgodnie z potrzebami IDF i ustanowiono nowe kanały komunikacji (co w języku dyplomacji wojskowej może oznaczać wszystko lub nic).
Następnego dnia, 12.08. rozpoczął w Izraelu wizytę generał Martin Dempsey, przewodniczący amerykańskiego Kolegium Szefów Połączonych Sztabów. Oprócz szefa sztabu armii, spotka się również z najwyższym przywództwem politycznym Izraela. Następnie odwiedzi też inne kraje tej części Bliskiego Wschodu.
W pobliżu Syrii znajdują się już rozlokowane pewne siły wojskowe USA. Jest to m.inn. eskadra samolotów F-16 i jednostka rakiet Patriot które pozostały po niedawnych ćwiczeniach na terenie Jordanii. Należy też pamietać o stałej obecności w regionie kilku amerykańskich lotniskowcowych grup uderzeniowych.
Wizyty mają prawdopodobnie na celu skoordynowanie planów oraz sprawdzenia gotowości lotnisk do przyjecia samolotów amerykańskich być może też wspólnej operacji nadzoru nad przestrzeganiem ograniczonej strefy zakazu lotów w Syrii, która może zostać zarządzona wkrótce.
W tym samym czasie Rosja kończy serię wielkich manewrów wojskowych sprawdzających zdolność armii do pojęcia natychmiastowych działań na dużą skalę bez etapu długotrwałych przygotowań wstępnych, czyli z zaskoczenia lub jako reakcja na działania drugiej strony (czytaj USA) w innym rejonie świata. Ostatnim z serii będą manewry "Zapad 2013" na terytorium Białorusi. Dobiegają końca ćwiczenia z armią chińską w Obwodzie Czelabińskim na południu Uralu, wcześniej odbyły się ćwiczenia ochrony konwojów broni jądrowej w zachodniej Rosji.
Równocześnie na linii Waszyngton-Moskwa nastąpiło ochłodzenie. Po tym jak dyktator W. Putin udzielił azylu współpracownikowi NSA Snowdenowi, w lokalnych wiadomościach telewizyjnych w Czelabińsku został wrzucony film pokazujący Putina jako krwawego dyktatora a dwa dni później prezydent Obama nazwał Putina "znudzonym uczniakiem rozrabiającym na ostatniej ławce w klasie". Wspomniał przy tym o problemach jakie Rosja stwarza w Syrii utrudniając podjęcie decyzji przez ONZ o interwencji a następnie odwołał wizytę w Moskwie. Zamiast do Moskwy postanowił udać się do Szwecji co jest kolejnym psztyczkiem dla Putina po niedawnych prowokacjach zbrojnych Rosji wobec tego kraju. Być może podziałało to na Putina otrzeźwiająco, bo następnego dnia Rosja zaprosiła obserwatorów z USA na swoje manerwry "Zapad 2013" choć wcześniej takich zaproszeń odmawiała. Tak więc kremlowski wielbiciel Stalina szybko mięknie, nawet lekko przyciśniety.
Oczywiście Rosja nie jest w stanie stawić czoła lotnictwu USA nad Syrią. Jeżeli podejmie jakieś działania to raczej w innym rejonie świata, na przykład w Europie i w sposób asymetryczny by wykorzystać słabe punkty USA, na przykład brak większych jednostek wojsk ladowych USA.
Można oczekiwać że jeśli na terytorium Syrii ogłoszona zostanie strefa zakazu lotów, co jest wielce prawdopodobne, a Syria na ataki z powietrza odpowie uderzeniami rakiet balistycznych na Izrael, to wojna przejdzie do etapu działań lądowych. Wtedy być może Rosja spróbowałaby skorzystać z okazji by na innym froncie wykonać jakiś krok w kierunku odzyskania utraconego imperium co od dawna jest marzeniem W. Putina. Przy tym jest kilka krajów z terytorium byłego ZSRS, które jeszcze nie w pełni podporządkowały się Kremlowi. Są to Azerbejdżan, Gruzja, kraje bałtyckie i Ukraina. W tym celu jednak Rosja musiałaby podeprzeć się "starszym bratem" jakim powoli w stosunkach wzajemnych stają się dla niej Chiny. Chiny już w sprawie Snowdena pokazały że są bardziej dojrzałe politycznie i być może próbują wpuścić Putina w pułapkę uzależnienia wykorzystując jego kompleksy wobec Zachodu.
29 lip 2013
Rosja: nowe samoloty przychodzą, stare pozostają
Znalazłem ciekawą informację agencji Interfax-AWN, że od ponad półtora roku lotnictwo DOSAAF Rosji nie otrzymuje od wojsk lotniczych
samolotów i śmigłowców, pomimo że wcześniej takie przekazania były
zaplanowane. Przy masowych dostawach dla Sił Powietrznych nowych
samolotów i smigłowców jest to wyjątkowo dziwne. Lotnictwo Rosji od kilku lat jest intensywnie modernizowane, otrzymuje po kilkaset nowych samolotów i smigłowców rocznie. Do 2020 roku Moskwa planuje doposażyć lotnictwo wojskowe w 600 nowych samolotów i 1000 nowych smigłowców. Rosja zwiększa wydatki zbrojeniowe najszybciej na świecie.
Normalna procedura w czasie pokoju jest w Rosji taka że samoloty i śmigłowce zbliżające się do końca resursu są przekazywane do DOSAAF (paramilitarnej organizacji szkolenia kandydatów dla armii) pod warunkiem że wykona ona remont tych statków powietrznych na własny koszt.Obecnie średni wiek samolotów i smigłowców DOSAAF przekracza 20 lat. W 2011 roku lotnictwo DOSAAF otrzymało z Sił Powietrznych Rosji 15 samolotów L-410 i 30 śmigłowców, jednak od 2012 roku do tej pory żadnych dostaw nie było. Remont samolotu L-410 kosztuje DOSAAF około 20 mln. rubli a śmigłowca Mi-8 10-15 milionów.
Lotnictwo DOSAAF posiada 1289 samolotów i śmigłowców z których sprwnych jest jednak tylko 480-500.
Normalnie w czasie pokoju jest tak, że kiedy przychodzą nowe samoloty i śmigłowce, stare wycofuje się ze służby.
W czasach zimnej wojny wstrzymywanie wycofywania starego wyposażenia zdarzało się w podczas wzrostów napięcia i intensyfikowania przygotowań do wojny kiedy czas osągania gotowości bojowej był skrócony. Nie trzeba było wtedy sięgać do rezerw organizacji paramilitarnych bo sprzęt pozostawał w magazynach wojska. Jest to kolejny dowód ze Putin coś szykuje.
Normalna procedura w czasie pokoju jest w Rosji taka że samoloty i śmigłowce zbliżające się do końca resursu są przekazywane do DOSAAF (paramilitarnej organizacji szkolenia kandydatów dla armii) pod warunkiem że wykona ona remont tych statków powietrznych na własny koszt.Obecnie średni wiek samolotów i smigłowców DOSAAF przekracza 20 lat. W 2011 roku lotnictwo DOSAAF otrzymało z Sił Powietrznych Rosji 15 samolotów L-410 i 30 śmigłowców, jednak od 2012 roku do tej pory żadnych dostaw nie było. Remont samolotu L-410 kosztuje DOSAAF około 20 mln. rubli a śmigłowca Mi-8 10-15 milionów.
Lotnictwo DOSAAF posiada 1289 samolotów i śmigłowców z których sprwnych jest jednak tylko 480-500.
Normalnie w czasie pokoju jest tak, że kiedy przychodzą nowe samoloty i śmigłowce, stare wycofuje się ze służby.
W czasach zimnej wojny wstrzymywanie wycofywania starego wyposażenia zdarzało się w podczas wzrostów napięcia i intensyfikowania przygotowań do wojny kiedy czas osągania gotowości bojowej był skrócony. Nie trzeba było wtedy sięgać do rezerw organizacji paramilitarnych bo sprzęt pozostawał w magazynach wojska. Jest to kolejny dowód ze Putin coś szykuje.
22 lip 2013
Powrót do dywizji czyli "Dzień M"
Okazuje się że Rosja znowu tworzy dywizje pancerne i zmechanizowane. W 2009 roku tzw. reforma Sierdiukowa zniosła szczebel dywizji pozostawiając brygady i armie. Na początku obecnego roku min. Szojgu ogłosił że zostaną ponownie sformowane dywizje czemu niezbyt przychylnie przyglądał się prezydent Putin ale decyzji nie cofnął. Zaczęto od odtworzenia 2 Tamańskiej Dywizji Zmechanizowanej i 4 Kantemirowskiej Dywizji Pancernej, obie bazują na zachód od Moskwy w pobliżu wielkiego ośrodka szkolenia poligonowego Alabino, unowocześnianego ostatnio przez Niemców.
Pojawiły się też nieoficjalne informacje że więcej brygad będzie przekształcanych znowu w dywizje. Sytuacja jest dosyć dziwna bo rosyjskie ministerstwo obrony milczy na temat dalszych planów, w przeciwieństwie do okresu kiedy dywizje likwidowano. Wtedy informowano szeroko i dogłębnie.
Oby nie okazało się to metodą. Jak pisał Sun-Tzu w swoim traktacie "Sztuka wojny": "jeśli jesteś słaby, krzycz że jesteś silny, jeśli jesteś silny, udawaj słabego".
Jeśli opierać się na analogii którą opisał W. Suworow w "Dniu M", rozwijanie nowych wyższych związków taktycznych może być sygnałem przygotowań do wojny. W przeddzień wojny z Hitlerem, to właśnie w Rosji rozpoczęto formowanienie nowych dywizji i armii.
Ciekawe jest na jakim poziomie mają być usytuowane nowe dywizje. Są sygnały od rosyjskich komentatorów, że ma to być powrót do dywizji w armiach. Jeśli tak, to byłoby to niezbyt rozsądne, chyba że rzeczywiście Kreml stwierdził że będzie duża wojna i rozpoczął do niej przygotowania. Niezbyt rozsądne bo oprócz tego że oznaczałoby to że wszystkie pieniądze włożone w tworzenie brygad wyrzucono w błoto, to jeszcze wraca się do struktury niezbyt elastycznej (choć lepiej przystosowanej do prowadzenia długotwałych działań bojowych). W takim układzie w armiach byłoby 2-3 dywizje i 1-2 brygady. Trzeba by przystąpić do aktywacji baz składowania i remontu sprzętu i przekształcania ich w dywizje. Ilośc sprzętu wymagającego remontu przed wprowadzeniem do służby jest kolosalna.
Inny wariant, to formowanie dywizji na szczeblu okręgów wojskowych. Takich okręgów jest obecnie 4 na terytorium Rosji i utworzenie w nich kilku nowych dywizji nie stanowiłoby problemu. Co więcej, taka struktura dodałaby elastyczności strukturze dowództw strategicznych. Każdemu z nich podlegałoby kilka armii o strukturze brygadowej i 1-2 dywizje jako odwód przeznaczony do wzmocnienia szczególnie ważnych kierunków operacyjnych. Jest to prawdopodobne tym bardziej że na szczeblu centralnym odwodem jest armia powietrzno-desantowa złożona z kilku dywizji, dywizje w okręgach są więc logicznym powtórzeniem tej struktury o szczebel niżej. Zresztą pierwotnie w reformie Sierdiukowa zakładano pozostawić niektóre dywizje.
Ciekawą wiadomością jaka wypłyneła przy tej okazji jest to że rosyjski Sztab Generalny od jakiegoś czasu monitował o powrót do struktury zawierającej dywizje motywując to tym, że rośnie prawdopodobieństwo wybuchu dużej wojny.
Znaczący jest też kierunek (zachód) od którego zaczęto odtwarzanie dywizji. Przykre ale i znamienne jest, że w tym samym czasie w naszym biednym kraju, ludzie nieodpowiedzialni rozpoczęli demontaż systemu dowodzenia armią.
Pojawiły się też nieoficjalne informacje że więcej brygad będzie przekształcanych znowu w dywizje. Sytuacja jest dosyć dziwna bo rosyjskie ministerstwo obrony milczy na temat dalszych planów, w przeciwieństwie do okresu kiedy dywizje likwidowano. Wtedy informowano szeroko i dogłębnie.
Oby nie okazało się to metodą. Jak pisał Sun-Tzu w swoim traktacie "Sztuka wojny": "jeśli jesteś słaby, krzycz że jesteś silny, jeśli jesteś silny, udawaj słabego".
Jeśli opierać się na analogii którą opisał W. Suworow w "Dniu M", rozwijanie nowych wyższych związków taktycznych może być sygnałem przygotowań do wojny. W przeddzień wojny z Hitlerem, to właśnie w Rosji rozpoczęto formowanienie nowych dywizji i armii.
Ciekawe jest na jakim poziomie mają być usytuowane nowe dywizje. Są sygnały od rosyjskich komentatorów, że ma to być powrót do dywizji w armiach. Jeśli tak, to byłoby to niezbyt rozsądne, chyba że rzeczywiście Kreml stwierdził że będzie duża wojna i rozpoczął do niej przygotowania. Niezbyt rozsądne bo oprócz tego że oznaczałoby to że wszystkie pieniądze włożone w tworzenie brygad wyrzucono w błoto, to jeszcze wraca się do struktury niezbyt elastycznej (choć lepiej przystosowanej do prowadzenia długotwałych działań bojowych). W takim układzie w armiach byłoby 2-3 dywizje i 1-2 brygady. Trzeba by przystąpić do aktywacji baz składowania i remontu sprzętu i przekształcania ich w dywizje. Ilośc sprzętu wymagającego remontu przed wprowadzeniem do służby jest kolosalna.
Inny wariant, to formowanie dywizji na szczeblu okręgów wojskowych. Takich okręgów jest obecnie 4 na terytorium Rosji i utworzenie w nich kilku nowych dywizji nie stanowiłoby problemu. Co więcej, taka struktura dodałaby elastyczności strukturze dowództw strategicznych. Każdemu z nich podlegałoby kilka armii o strukturze brygadowej i 1-2 dywizje jako odwód przeznaczony do wzmocnienia szczególnie ważnych kierunków operacyjnych. Jest to prawdopodobne tym bardziej że na szczeblu centralnym odwodem jest armia powietrzno-desantowa złożona z kilku dywizji, dywizje w okręgach są więc logicznym powtórzeniem tej struktury o szczebel niżej. Zresztą pierwotnie w reformie Sierdiukowa zakładano pozostawić niektóre dywizje.
Ciekawą wiadomością jaka wypłyneła przy tej okazji jest to że rosyjski Sztab Generalny od jakiegoś czasu monitował o powrót do struktury zawierającej dywizje motywując to tym, że rośnie prawdopodobieństwo wybuchu dużej wojny.
Znaczący jest też kierunek (zachód) od którego zaczęto odtwarzanie dywizji. Przykre ale i znamienne jest, że w tym samym czasie w naszym biednym kraju, ludzie nieodpowiedzialni rozpoczęli demontaż systemu dowodzenia armią.
18 lip 2013
Uczczenie 22 lipca przez strzał w mózg armii
Jak podało dziś Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, ustawę likwidującą dotychczasowy system dowodzenia Siłami Zbrojnymi prezydent Komorowski podpisze w dniu 22 lipca. Jak wiadomo 22 lipca był świętowany w PRL jako dzień przyjęcia komunistycznego "manifestu PKWN" który ustanawiał Krajową Radę Narodową jako jedyne legalne źródło władzy i odmawiał legitymacji Rządowi RP na uchodźstwie.
Komorowski od początku swojego urzędowania wykazuje się bardzo specyficznymi "gafami" szydzącymi z Polski i Polaków jak i z godności urzędu który piastuje.
Pomysł likwidacji jednoosobowego systemu dowodzenia opartego na Sztabie Generalnym, przeforsował szef BBN, papierowy generał S. Koziej. Ten "teoretyk wojskowości", absolwent kursu w Moskwie i działacz partii komunistycznej który nigdy nie dowodził nawet batalionem, uważany jest przez zwykłych żołnierzy za grabarza polskiej obronności. Pełniąc swoją obecną funkcję, utrzymuje robocze kontakty z funkcjonariuszem KGB generałem Patruszewem a jego pomysły mogą przyprawić o kolkę wywołaną spazmami śmiechu. W czasie wojny w Iraku komentując w telewizji oblężenie Bagdadu twierdził że armia amerykańska będzie zdobywać miasto za pomocą śmigłowców. Okazało się to pudłem, amerykanie działali klasycznie, za pomocą piechoty wpieranej czołgami. Obecnie udało mu się, z pominięciem procedur, wdrożyć w praktykę swoją koncepcję "przeskoku generacyjnego" i forsuje wymianę samolotów Su-22 na bezpilotowce. Twierdzi przy tym że mają one porównywalne możliwości, co jest kłamstwem bo nie ma obecnie, nawet w stadium prototypu, bezpilotowca zdolnego przenosić 4 tony uzbrojenia albo podjąć walkę powietrzną tak jak Su-22 czy inny załogowy samolot bojowy.
Nowy system dowodzenia charakteryzuje się rozmyciem odpowiedzialności i niejasnym podziałem zadań. Obecny Sztab Generalny ma zostać okrojony do obecnego zarządu planowania strategicznego a jego kompetencje dowódcze przekazane do Dowództwa Generalnego i do Dowództwa Operacyjnego. W trakcie przejścia ustawy przez legislaturę okazało się że jest ona sprzeczna z Konstytucją RP, gdyż ta zawiera zapis że prezydent mianuje dowódców rodzajów Sił Zbrojnych a ustawa te stanowiska likwidowała. Problem szybko rozwiązano, przez dodanie do nazwy nowych dowództw sformułowania "Rodzajów Sił Zbrojnych". I tak Dowództwo Generalne nazwano "Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych" a Dowództwo Operacyjne - "Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych". Tak bezczelnej machlojki Polska nie pamietała od czasów słynnego "lub czasopisma", ale tamta nie przeszła.
W sposób oczywisty jest to sprzeczne z intencją autorów Ustawy Zasadniczej w której mowa jest w artykule 134, o rodzajach Sił Zbrojnych jako oddzielnych grupach jednostek działajacych w tym samym środowisku (WL na lądzie, MW na morzu i SP w powietrzu oraz Wojskach Specjalnych wykonujących specyficzne zadania na lądzie i morzu). Rządowi Tuska brakuje jednak większości w sejmie żeby zmienić konstytucję, stąd uciekł się do sztuczki z nazwami.
W rezultacie przyjęcia ustawy, od 1 stycznia 2014 roku Wojskiem Polskim będzie dowodziło 3 równorzędnych generałów jednocześnie: Szef Sztabu Generalnego ma być odpowiedzialny za planowanie strategiczne, programowanie rozwoju i doradzanie ministrowi obrony. Dowódca Generalny - za dowodzenie w czasie pokoju, szkolenie i "bieżące funkcjonowanie Sił Zbrojnych" (co też jest definicją pod którą można podpiąc wszystko) a Dowódca Operacyjny ma "dowodzić operacyjnie" w czasie pokoju i wojny oraz rozwijać stanowisko dowodzenia Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych którego powinien powołać prezydent w razie wybuchu wojny.
Jedną z postawowych zasad w wojsku jest zasada "ten sam szkoli i ten sam dowodzi na polu walki". Teraz ta zasada zostaje złamana. Chodzi o to że dowódca mający przyjąć odpowiedzialność za rezultat walki, bitwy, operacji czy wojny, inaczej będzie podchodził do szkolenia swoich podwładnych niż ten, który wie że i tak przekaże ich innemu. Z kolei dowódca przeznaczony do dowodzenia w razie wojny, powinien wiedzieć co potrafią jego żołnierze, znać ich możliwości a te najlepiej się sprawdza szkoląc ich. Teraz zarówno Dowódca Generalny jak i Dowódca Operacyjny w razie porażki będą mogli powiedzieć "to nie ja, to kolega".
Przyjmując tę ustawę, parlament i prezydent odbierają żołnierzom ich największe prawo, wyrażające się w starym wojskowym przysłowiu że "żołnierz ma wiele obowiązków ale ma też jedno, niezbywalne prawo - ma prawo być dobrze dowodzonym. Podpisując zmiany już nazwane "reformą Kozieja", prezydent Komorowski to prawo polskim żołnierzom odbierze.
Wiadomo że natura ludzka jest ułomna stopnie generalskie osiągają ludzie najbardziej ambitni. Istnienie 3 równorzędnych stanowisk na czele armii może spowodować wzajemne animozje a być może i podstawianie sobie nogi i kopanie dołków pod konkurentem o wzgledy ministra i prezydenta. Dlatego struktura dowodzenia powinna być tak skonstruowana żeby te ułomności ludzkie likwidować a nie je wzmacniać.
Wszystko to powoduje że rozwiązania zapisane w nowej ustawie są najgorszymi z możliwych. W razie nagłej agresji na Polskę, żołnierze nie będą wiedzieli kto nimi dowodzi a przyszli politycy i historycy będą się spierać kto jest odpowiedzialny za klęskę.
Oficjalnie mówiono że manifest PKWN został ogłoszony w Chełmie przez "grupę polskich patriotów". W rzeczywistości został napisany i wydrukowany w Moskwie przez sowietów. Czy będziemy czekali też 40 lat żeby się dowiedzieć jak było z "reformą Kozieja"? Jedno nie ulega wątpliwości już dziś, reforma wprowadzająca organiczny zamęt w systemie dowodzenia będzie bardzo korzystna dla potencjalnego przeciwnika naszej armii. Dla Sztabu Generalnego WP, jednolitego dowództwa Wojska Polskiego rozumianego jako organ zdolny jeszcze przez kilka miesięcy dowodzić sprawnie obroną Polski, będzie to strzał w potylicę.
Komorowski od początku swojego urzędowania wykazuje się bardzo specyficznymi "gafami" szydzącymi z Polski i Polaków jak i z godności urzędu który piastuje.
Pomysł likwidacji jednoosobowego systemu dowodzenia opartego na Sztabie Generalnym, przeforsował szef BBN, papierowy generał S. Koziej. Ten "teoretyk wojskowości", absolwent kursu w Moskwie i działacz partii komunistycznej który nigdy nie dowodził nawet batalionem, uważany jest przez zwykłych żołnierzy za grabarza polskiej obronności. Pełniąc swoją obecną funkcję, utrzymuje robocze kontakty z funkcjonariuszem KGB generałem Patruszewem a jego pomysły mogą przyprawić o kolkę wywołaną spazmami śmiechu. W czasie wojny w Iraku komentując w telewizji oblężenie Bagdadu twierdził że armia amerykańska będzie zdobywać miasto za pomocą śmigłowców. Okazało się to pudłem, amerykanie działali klasycznie, za pomocą piechoty wpieranej czołgami. Obecnie udało mu się, z pominięciem procedur, wdrożyć w praktykę swoją koncepcję "przeskoku generacyjnego" i forsuje wymianę samolotów Su-22 na bezpilotowce. Twierdzi przy tym że mają one porównywalne możliwości, co jest kłamstwem bo nie ma obecnie, nawet w stadium prototypu, bezpilotowca zdolnego przenosić 4 tony uzbrojenia albo podjąć walkę powietrzną tak jak Su-22 czy inny załogowy samolot bojowy.
Nowy system dowodzenia charakteryzuje się rozmyciem odpowiedzialności i niejasnym podziałem zadań. Obecny Sztab Generalny ma zostać okrojony do obecnego zarządu planowania strategicznego a jego kompetencje dowódcze przekazane do Dowództwa Generalnego i do Dowództwa Operacyjnego. W trakcie przejścia ustawy przez legislaturę okazało się że jest ona sprzeczna z Konstytucją RP, gdyż ta zawiera zapis że prezydent mianuje dowódców rodzajów Sił Zbrojnych a ustawa te stanowiska likwidowała. Problem szybko rozwiązano, przez dodanie do nazwy nowych dowództw sformułowania "Rodzajów Sił Zbrojnych". I tak Dowództwo Generalne nazwano "Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych" a Dowództwo Operacyjne - "Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych". Tak bezczelnej machlojki Polska nie pamietała od czasów słynnego "lub czasopisma", ale tamta nie przeszła.
W sposób oczywisty jest to sprzeczne z intencją autorów Ustawy Zasadniczej w której mowa jest w artykule 134, o rodzajach Sił Zbrojnych jako oddzielnych grupach jednostek działajacych w tym samym środowisku (WL na lądzie, MW na morzu i SP w powietrzu oraz Wojskach Specjalnych wykonujących specyficzne zadania na lądzie i morzu). Rządowi Tuska brakuje jednak większości w sejmie żeby zmienić konstytucję, stąd uciekł się do sztuczki z nazwami.
W rezultacie przyjęcia ustawy, od 1 stycznia 2014 roku Wojskiem Polskim będzie dowodziło 3 równorzędnych generałów jednocześnie: Szef Sztabu Generalnego ma być odpowiedzialny za planowanie strategiczne, programowanie rozwoju i doradzanie ministrowi obrony. Dowódca Generalny - za dowodzenie w czasie pokoju, szkolenie i "bieżące funkcjonowanie Sił Zbrojnych" (co też jest definicją pod którą można podpiąc wszystko) a Dowódca Operacyjny ma "dowodzić operacyjnie" w czasie pokoju i wojny oraz rozwijać stanowisko dowodzenia Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych którego powinien powołać prezydent w razie wybuchu wojny.
Jedną z postawowych zasad w wojsku jest zasada "ten sam szkoli i ten sam dowodzi na polu walki". Teraz ta zasada zostaje złamana. Chodzi o to że dowódca mający przyjąć odpowiedzialność za rezultat walki, bitwy, operacji czy wojny, inaczej będzie podchodził do szkolenia swoich podwładnych niż ten, który wie że i tak przekaże ich innemu. Z kolei dowódca przeznaczony do dowodzenia w razie wojny, powinien wiedzieć co potrafią jego żołnierze, znać ich możliwości a te najlepiej się sprawdza szkoląc ich. Teraz zarówno Dowódca Generalny jak i Dowódca Operacyjny w razie porażki będą mogli powiedzieć "to nie ja, to kolega".
Przyjmując tę ustawę, parlament i prezydent odbierają żołnierzom ich największe prawo, wyrażające się w starym wojskowym przysłowiu że "żołnierz ma wiele obowiązków ale ma też jedno, niezbywalne prawo - ma prawo być dobrze dowodzonym. Podpisując zmiany już nazwane "reformą Kozieja", prezydent Komorowski to prawo polskim żołnierzom odbierze.
Wiadomo że natura ludzka jest ułomna stopnie generalskie osiągają ludzie najbardziej ambitni. Istnienie 3 równorzędnych stanowisk na czele armii może spowodować wzajemne animozje a być może i podstawianie sobie nogi i kopanie dołków pod konkurentem o wzgledy ministra i prezydenta. Dlatego struktura dowodzenia powinna być tak skonstruowana żeby te ułomności ludzkie likwidować a nie je wzmacniać.
Wszystko to powoduje że rozwiązania zapisane w nowej ustawie są najgorszymi z możliwych. W razie nagłej agresji na Polskę, żołnierze nie będą wiedzieli kto nimi dowodzi a przyszli politycy i historycy będą się spierać kto jest odpowiedzialny za klęskę.
Oficjalnie mówiono że manifest PKWN został ogłoszony w Chełmie przez "grupę polskich patriotów". W rzeczywistości został napisany i wydrukowany w Moskwie przez sowietów. Czy będziemy czekali też 40 lat żeby się dowiedzieć jak było z "reformą Kozieja"? Jedno nie ulega wątpliwości już dziś, reforma wprowadzająca organiczny zamęt w systemie dowodzenia będzie bardzo korzystna dla potencjalnego przeciwnika naszej armii. Dla Sztabu Generalnego WP, jednolitego dowództwa Wojska Polskiego rozumianego jako organ zdolny jeszcze przez kilka miesięcy dowodzić sprawnie obroną Polski, będzie to strzał w potylicę.
13 lip 2013
Gigantyczne niezapowiedziane manewry, tuż po ćwiczeniach z Chińczykami
Dzisiaj w nocy, niecały dzień po zakończeniu wspólnych ćwiczeń morskich z Chińczykami, Moskwa rozpoczęła
kolejne ze swojej serii niezapowiedzianych manewrów, tym razem we Wschodnim Okręgu
Wojskowym. Jak początkowo podano, bierze w nich udział 160 tys. żołnierzy, 1000 czołgów, 130
samolotów i helikopterów oraz 70 okrętów. Rozkaz rozpoczęcia manewrów wydał na polecenie prezydenta Putina minister Szojgu o godzinie pierwszej czasu moskiewskiego, w nocy z piątku na sobotę.
W ramach tego "niezapowiedzianego sprawdzenia gotowości bojowej" przerzucono wojska wraz z uzbrojeniem (w tym czołgi, bwp, transportery opancerzone) na odległość średnio 3 tys. km między innymi z Chabarowska na wybrzeże Morza Japońskiego do portu Wanino. Stamtąd wojska przeprawiono za pomocą promów na Sachalin. W ćwiczeniach bierze udział lotnictwo dalekiego zasięgu i transportowe. Wiadomo że wystąpiły problemy z tankowaniem samolotów na cywilnych lotniskach rozśrodkowania, mówił o tym minister Szojgu kierujący sprawdzianem z Centralnego Stanowiska Dowodzenia w Moskwie. Zarządzający lotniskami domagali się zapłaty za paliwo. Dowódca lotnictwa poinformował że odpowiednie fundusze na ten cel są w dyspozycji jego podwładnych. W niektórych epizodach ćwiczenia, w roli umownego przeciwnika mają wziąć również udział jednostki Nowosybirskiego zgrupowania wojsk Centralnego Okręgu Wojskowego.
Rosyjskie media podkreślają że obecne ćwiczenia są częścią strategii mającej na celu wzmocnienie rosyjskich sił zbrojnych. W rzeczywistości nikt nie urządza tak szeroko zakrojonych ćwiczeń bez równie szeroko zakrojonych planów użycia sił zbrojnych. Wojska Wschodniego Okręgu Wojskowego składają się z czterech armii lądowych. Być może celem tej serii "niezapowiedzianych ćwiczeń" jest stopniowe przyzwyczajanie sąsiednich krajów do nagłego podnoszenia gotowości bojowej wojsk rosyjskich aby, w chwili gdy zostanie wydany rozkaz ataku, uzyskać efekt zaskoczenia. Przy tym można się tylko domyślać o których sąsiadów Rosji chodzi, na pewno nie są to Chiny. Wielkość ćwiczeń szybko rośnie i można się spodziewać że po Wschodnim Okręgu Wojskowym tak duże ćwiczenia będą przeprowadzone w Zachodnim Okręgu Wojskowym czyli na granicy między innymi z Polską i krajami bałtyckimi. Warto zwrócić uwagę na datę obecnych niezapowiedzianych manewrów - środek sezonu urlopowego, noc, początek weekendu. Gdyby to wydarzyło się przy granicy z Polską, większość naszej armii, nie mówiąc już o decydentach politycznych byłaby złapana z "opuszczonymi spodniami".
Pierwsze od 20 lat "niezapowiedziane sprawdzenie gotowości" na tak dużą
skalę miało miejsce w lutym tego roku w Centralnym Okręgu Wojskowym
wzięło w nim wtedy udział 7 tys. żołnierzy. Obecne niezapowiedziane
manewry są rekordowe jeśli chodzi o liczbę żołnierzy i jednostek
uzbrojenia. Mają one potrwać tydzień. Skala tych manewrów jest
niewyobrażalna i przewyższa wszystko co działo się od czasów podobnych
ćwiczeń armii sowieckiej w 1979 roku w czasie wojny chińsko-wietnamskiej
i w 1980 roku w czasie wydarzeń w Polsce. Po południu propaganda rosyjska spuściła z tonu i pisze "tylko" o "ponad 80 tysiącach" żołnierzy przy niezmienionej ilości sprzętu i uzbrojenia - (być może chodzi tu o pierwszy etap ćwiczeń) ale i tak nikt dzisiaj na świecie nie przeprowadza tak wielkich ćwiczeń. Dla porównania w niedawno zakończonych ćwiczeniach wojsk USA i 19 innych krajów w Jordanii łącznie wzięło udział 8 tys. żołnierzy.
W dnaich 5 - 12 lipca odbywały się wspólne chińsko-rosyjskie manewry wojskowe sił morskich. Były to pierwsze wspólne ćwiczenia obu marynarek wojennych na tak dużą skalę. Ćwiczenia odbywały się w rejonie Morza Japońskiego w rejonie Wysp Kurylskich o które toczy się spór pomiędzy Rosją a Japonią. Rosja zaanektowała wyspy w 1945 roku już po zakończeniu II Wojny Światowej. Podczas manewrów chińska marynarka miała użyć 4 niszczycieli, 5 fregat i 1 okrętu zaopatrzeniowego. Ze strony rosyjskiej miało wziąć udział 12 jednostek pływających, w tym 1 okręt podwodny i 3 samoloty morskie. W ćwiczeniu brało udział także 5 śmigłowców.
Manewry odbywały się w okresie napięcia między Pekinem a Tokio w związku ze sporem o wyspy Senkaku (chińska nazwa Diaoyu) na Morzu Wschodniochińskim. Pierwsze chińsko-rosyjskie ćwiczenia morskie odbyły się w zeszłym roku. Agencja Associated Press podkreślała, że nigdy dotąd Chiny nie prowadziły ćwiczeń morskich na tak wielką skalę wspólnie z zagranicznym partnerem.
Wybór czasu i miejsca przeprowadzenia manewrów wskazuje że obie strony wykorzystują je nie tylko dla podniesienia zdolności wojsk do współdziałania ale też dla uzyskania efektu politycznego - wzajemnego wspierania się w rywalizacji z państwami trzecimi.
Tego lata odbędą się jeszcze jedne zaplanowane manewry chińsko-rosyjskie. W dniach 27 lipca do 5 sierpnia na Uralu odbędą się kolejne już doroczne chińsko-rosyjskie manewry "antyterrorystyczne".
Celem tych działań jest dalsze zacieśnienie współpracy wojskowej pomiędzy oboma krajami. Tego typu przedsięwzięcia militarno-polityczne odbywają się systematycznie od 2005 roku, na mocy Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Jest to organizacja polityczno-wojskowa zawiązana przez Rosję, Chiny, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan.
Po zakończeniu "niezapowiedzianego sprawdzenia gotowości" we Wschodnim Okręgu Wojskowym, rosyjskie ministerstwo obrony wydało podsumowanie w którym poinformowało że w manewrach wzięło udział:
- 12 związków szczebla operacyjnego:
5 armii ogólnowojskowych (5, 29, 35, 41 armie), 4 dowództwa sił powietrznych (lotnictwa dalekiego zasięgu, lotnictwa transportowego oraz 2 i 3 dowództwa sił powietrznych i obrony powietrznej) i 3 dowództwa marynarki wojennej (Służby Pograncznej, Połączone Dowództwo Wojsk i Sił na Pónocnym Wschodzie FR i Nadmorska Flotylla Różnorodnych Sił).
- 47 związków taktycznych:
35 związków taktycznych wojsk lądowych (18DKmA, 36, 37, 38, 39, 59, 60, 64, 70, 74 brygady zmechanizowne, 5 Brygada Pancerna, 11 i 83 brygady desantowo-szturmowe, 155 Brygada Piechoty Morskiej, 54, 75, 80, 101, 104 brygady dowodzenia, 200, 305 brygady artylerii, 20, 103, brygady rakiet, 338 Brygada Rakietowo-artyleryjska, 8, 140 brygady rakiet przeciwlotniczych, 1, 16 brygady wojsk obrony radiochemicznej i biologicznej, 91 Brygada wojsk drogowych;
4 związki taktyczne sił powietrznych (6952, 6955, 6980, 6983 bazy lotnicze); 8 związków taktycznych marynarki wojennej (10 i 25 dywizje okrętów podwodnych, 114 Brygada Okrętów Ochrony Rejonu Wodnego,
19 Brygada Okrętów Podwodnych, 165 Brygada Okrętów Nawodnych, 100 Brygada Okrętów Desantowych, 36 Dywizja Okrętów, 520 Brzegowa Brygada Rakietowo-artyleryjska.
W ćwiczeniu wzięło udział 160 tys. żołnierzy, 130 saolotów i smigłowców, 70 okrętów, 12 tysięcy wozów bojowych i samochodów.
Do przewozu wojsk użyto 30 samolotów lotnictwa transportowego, wykonano 167 samoloto-lotów, przewieziono 8,5 tys. żołnierzy, 415 jednostek uzbrojenia i techniki wojskowej, 700 ton środków materiałowych;
Użyto 562 wagonów kolejowych, przwieziono 482 jedn. uzbr. i techniki wojskowej, 320 ton środków materiałowych; Dla przewozy morzem 64 Brygady Żmechanizowanej uzyto 7 promów.
Rozwinięto 45 polowych punktów dowodzenia z tego pomocniczych: 2 okręgowych i 3 armijnych, głównych: 5 armijnych i 35 brygadowych;
Rozwinięto 380 składów polowych; Utworzono pływający most kolejowy o długości 200 m. powołano w trybie alarmowym 1000 rezerwistów (głównie brygady drogowej i batalionów drogowych i remontowo-ewakuacyjnych).
W ramach tego "niezapowiedzianego sprawdzenia gotowości bojowej" przerzucono wojska wraz z uzbrojeniem (w tym czołgi, bwp, transportery opancerzone) na odległość średnio 3 tys. km między innymi z Chabarowska na wybrzeże Morza Japońskiego do portu Wanino. Stamtąd wojska przeprawiono za pomocą promów na Sachalin. W ćwiczeniach bierze udział lotnictwo dalekiego zasięgu i transportowe. Wiadomo że wystąpiły problemy z tankowaniem samolotów na cywilnych lotniskach rozśrodkowania, mówił o tym minister Szojgu kierujący sprawdzianem z Centralnego Stanowiska Dowodzenia w Moskwie. Zarządzający lotniskami domagali się zapłaty za paliwo. Dowódca lotnictwa poinformował że odpowiednie fundusze na ten cel są w dyspozycji jego podwładnych. W niektórych epizodach ćwiczenia, w roli umownego przeciwnika mają wziąć również udział jednostki Nowosybirskiego zgrupowania wojsk Centralnego Okręgu Wojskowego.
Rosyjskie media podkreślają że obecne ćwiczenia są częścią strategii mającej na celu wzmocnienie rosyjskich sił zbrojnych. W rzeczywistości nikt nie urządza tak szeroko zakrojonych ćwiczeń bez równie szeroko zakrojonych planów użycia sił zbrojnych. Wojska Wschodniego Okręgu Wojskowego składają się z czterech armii lądowych. Być może celem tej serii "niezapowiedzianych ćwiczeń" jest stopniowe przyzwyczajanie sąsiednich krajów do nagłego podnoszenia gotowości bojowej wojsk rosyjskich aby, w chwili gdy zostanie wydany rozkaz ataku, uzyskać efekt zaskoczenia. Przy tym można się tylko domyślać o których sąsiadów Rosji chodzi, na pewno nie są to Chiny. Wielkość ćwiczeń szybko rośnie i można się spodziewać że po Wschodnim Okręgu Wojskowym tak duże ćwiczenia będą przeprowadzone w Zachodnim Okręgu Wojskowym czyli na granicy między innymi z Polską i krajami bałtyckimi. Warto zwrócić uwagę na datę obecnych niezapowiedzianych manewrów - środek sezonu urlopowego, noc, początek weekendu. Gdyby to wydarzyło się przy granicy z Polską, większość naszej armii, nie mówiąc już o decydentach politycznych byłaby złapana z "opuszczonymi spodniami".
Sojusz z Chinami
W dnaich 5 - 12 lipca odbywały się wspólne chińsko-rosyjskie manewry wojskowe sił morskich. Były to pierwsze wspólne ćwiczenia obu marynarek wojennych na tak dużą skalę. Ćwiczenia odbywały się w rejonie Morza Japońskiego w rejonie Wysp Kurylskich o które toczy się spór pomiędzy Rosją a Japonią. Rosja zaanektowała wyspy w 1945 roku już po zakończeniu II Wojny Światowej. Podczas manewrów chińska marynarka miała użyć 4 niszczycieli, 5 fregat i 1 okrętu zaopatrzeniowego. Ze strony rosyjskiej miało wziąć udział 12 jednostek pływających, w tym 1 okręt podwodny i 3 samoloty morskie. W ćwiczeniu brało udział także 5 śmigłowców.
Manewry odbywały się w okresie napięcia między Pekinem a Tokio w związku ze sporem o wyspy Senkaku (chińska nazwa Diaoyu) na Morzu Wschodniochińskim. Pierwsze chińsko-rosyjskie ćwiczenia morskie odbyły się w zeszłym roku. Agencja Associated Press podkreślała, że nigdy dotąd Chiny nie prowadziły ćwiczeń morskich na tak wielką skalę wspólnie z zagranicznym partnerem.
Wybór czasu i miejsca przeprowadzenia manewrów wskazuje że obie strony wykorzystują je nie tylko dla podniesienia zdolności wojsk do współdziałania ale też dla uzyskania efektu politycznego - wzajemnego wspierania się w rywalizacji z państwami trzecimi.
Tego lata odbędą się jeszcze jedne zaplanowane manewry chińsko-rosyjskie. W dniach 27 lipca do 5 sierpnia na Uralu odbędą się kolejne już doroczne chińsko-rosyjskie manewry "antyterrorystyczne".
Celem tych działań jest dalsze zacieśnienie współpracy wojskowej pomiędzy oboma krajami. Tego typu przedsięwzięcia militarno-polityczne odbywają się systematycznie od 2005 roku, na mocy Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Jest to organizacja polityczno-wojskowa zawiązana przez Rosję, Chiny, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan.
Podsumowanie:
- 12 związków szczebla operacyjnego:
5 armii ogólnowojskowych (5, 29, 35, 41 armie), 4 dowództwa sił powietrznych (lotnictwa dalekiego zasięgu, lotnictwa transportowego oraz 2 i 3 dowództwa sił powietrznych i obrony powietrznej) i 3 dowództwa marynarki wojennej (Służby Pograncznej, Połączone Dowództwo Wojsk i Sił na Pónocnym Wschodzie FR i Nadmorska Flotylla Różnorodnych Sił).
- 47 związków taktycznych:
35 związków taktycznych wojsk lądowych (18DKmA, 36, 37, 38, 39, 59, 60, 64, 70, 74 brygady zmechanizowne, 5 Brygada Pancerna, 11 i 83 brygady desantowo-szturmowe, 155 Brygada Piechoty Morskiej, 54, 75, 80, 101, 104 brygady dowodzenia, 200, 305 brygady artylerii, 20, 103, brygady rakiet, 338 Brygada Rakietowo-artyleryjska, 8, 140 brygady rakiet przeciwlotniczych, 1, 16 brygady wojsk obrony radiochemicznej i biologicznej, 91 Brygada wojsk drogowych;
4 związki taktyczne sił powietrznych (6952, 6955, 6980, 6983 bazy lotnicze); 8 związków taktycznych marynarki wojennej (10 i 25 dywizje okrętów podwodnych, 114 Brygada Okrętów Ochrony Rejonu Wodnego,
19 Brygada Okrętów Podwodnych, 165 Brygada Okrętów Nawodnych, 100 Brygada Okrętów Desantowych, 36 Dywizja Okrętów, 520 Brzegowa Brygada Rakietowo-artyleryjska.
W ćwiczeniu wzięło udział 160 tys. żołnierzy, 130 saolotów i smigłowców, 70 okrętów, 12 tysięcy wozów bojowych i samochodów.
Do przewozu wojsk użyto 30 samolotów lotnictwa transportowego, wykonano 167 samoloto-lotów, przewieziono 8,5 tys. żołnierzy, 415 jednostek uzbrojenia i techniki wojskowej, 700 ton środków materiałowych;
Użyto 562 wagonów kolejowych, przwieziono 482 jedn. uzbr. i techniki wojskowej, 320 ton środków materiałowych; Dla przewozy morzem 64 Brygady Żmechanizowanej uzyto 7 promów.
Rozwinięto 45 polowych punktów dowodzenia z tego pomocniczych: 2 okręgowych i 3 armijnych, głównych: 5 armijnych i 35 brygadowych;
Rozwinięto 380 składów polowych; Utworzono pływający most kolejowy o długości 200 m. powołano w trybie alarmowym 1000 rezerwistów (głównie brygady drogowej i batalionów drogowych i remontowo-ewakuacyjnych).
27 cze 2013
Plany reorganizaji US Army
Szef
Sztabu Armii USA gen. Raymond Odierno ogłosił 25 czerwca plany
reorganizacji wojsk lądowych USA do realizacji w okresie lat podatkowych od 2014 do 2017.
General Odierno powiedział, że redukcje te są wynikiem ustawy budżetowej 2011, a nie obecnej sekwestracji budżetu, ale ostrzegł, że dalsze przedłużenie sekwestracji może doprowadzić do jeszcze głębszych cięć.
Głównym elementem reorganizacji będzie zmniejszenie liczby obecnych regularnych brygad bojowych (Brigade Combat Team - BCT) o 13 - z 45 do 32 (na razie ogłoszono szczególowe plany odnośnie 12 brygad). Należy zauważyć, że głównym sposobem reorganizacji będzie długo oczekiwane przejście brygad pancernych i piechoty, ze struktury dwubatalionowej na trzybatalionową, tak że całkowita liczba regularnych batalionów ogólnowojskowych w armii amerykańskiej spadnie tylko o dwa - z 98 do 96 (lub 95). W brygadach zostaną także wzmocnione pododziały saperów i wsparcia ogniowego.
Zamiast obecnych 16 brygad pancernych (ABCT, były HBCT), 21 brygad Piechoty (IBCT) oraz ośmiu brygad Stryker (SBCT) wstępnie zakłada się mieć 12 brygad pancernych (ABCT), 14 brygad piechoty (IBCT) oraz siedem brygad Stryker (SBCT) . Jednak General Odierno powiedział że liczba jednostek ciężkich może być skorygowana w dół. Według nieoficjalnych danych, w perspektywie możliwe jest przeformowanie dwóch dalszych brygad pancernych w brygady piechoty i jednej brygady piechoty w brygadę Stryker.
Tak więc, struktura armii USA wraca do sytuacji istniejącej przed osławioną "Transformacją Armii" przeprowadzoną przez pomyleńca i zbrodniarza wojennego Donalda Rumsfelda (w 2003 roku, armia miała 33 regularnych brygad bojowych). Odpowiednio, liczba brygad w dywizji zostanie prawdopodobnie obniżona z czterech do trzech.
Z dziesięciu dywizji armii USA, osiem przejdzie na strukturę trzybrygadową, 1 Dywizja Piechoty straci dwie brygady, a 25 Dywizja Piechoty (dawna lekka) zachowa cztery brygady. W związku z tymi zmianami liczebność wojsk ladowych USA spadnie z obecnych 570 tysiecy, do 490 tys. żołnierzy.
Wiadomo, że dziesięć brygad planowanych do redukcji znajduje się w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Ponadto w liczbę rozwiązywanych włączono dwie samodzielne brygady stacjonujące w Niemczech: 170 ВСТ (rozformowana w końcu 2012 roku) i 172 BCT (zostanie rozwiązana w październiku 2013). Planowane jest również rozformowanie jeszcze jednego BCT, ale konkretna brygada jeszcze nie została ustalona.
General Odierno powiedział, że redukcje te są wynikiem ustawy budżetowej 2011, a nie obecnej sekwestracji budżetu, ale ostrzegł, że dalsze przedłużenie sekwestracji może doprowadzić do jeszcze głębszych cięć.
Głównym elementem reorganizacji będzie zmniejszenie liczby obecnych regularnych brygad bojowych (Brigade Combat Team - BCT) o 13 - z 45 do 32 (na razie ogłoszono szczególowe plany odnośnie 12 brygad). Należy zauważyć, że głównym sposobem reorganizacji będzie długo oczekiwane przejście brygad pancernych i piechoty, ze struktury dwubatalionowej na trzybatalionową, tak że całkowita liczba regularnych batalionów ogólnowojskowych w armii amerykańskiej spadnie tylko o dwa - z 98 do 96 (lub 95). W brygadach zostaną także wzmocnione pododziały saperów i wsparcia ogniowego.
Zamiast obecnych 16 brygad pancernych (ABCT, były HBCT), 21 brygad Piechoty (IBCT) oraz ośmiu brygad Stryker (SBCT) wstępnie zakłada się mieć 12 brygad pancernych (ABCT), 14 brygad piechoty (IBCT) oraz siedem brygad Stryker (SBCT) . Jednak General Odierno powiedział że liczba jednostek ciężkich może być skorygowana w dół. Według nieoficjalnych danych, w perspektywie możliwe jest przeformowanie dwóch dalszych brygad pancernych w brygady piechoty i jednej brygady piechoty w brygadę Stryker.
Tak więc, struktura armii USA wraca do sytuacji istniejącej przed osławioną "Transformacją Armii" przeprowadzoną przez pomyleńca i zbrodniarza wojennego Donalda Rumsfelda (w 2003 roku, armia miała 33 regularnych brygad bojowych). Odpowiednio, liczba brygad w dywizji zostanie prawdopodobnie obniżona z czterech do trzech.
Z dziesięciu dywizji armii USA, osiem przejdzie na strukturę trzybrygadową, 1 Dywizja Piechoty straci dwie brygady, a 25 Dywizja Piechoty (dawna lekka) zachowa cztery brygady. W związku z tymi zmianami liczebność wojsk ladowych USA spadnie z obecnych 570 tysiecy, do 490 tys. żołnierzy.
Wiadomo, że dziesięć brygad planowanych do redukcji znajduje się w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Ponadto w liczbę rozwiązywanych włączono dwie samodzielne brygady stacjonujące w Niemczech: 170 ВСТ (rozformowana w końcu 2012 roku) i 172 BCT (zostanie rozwiązana w październiku 2013). Planowane jest również rozformowanie jeszcze jednego BCT, ale konkretna brygada jeszcze nie została ustalona.
Mapa nowej dyslokacji
Więcej: http://www.army.mil/article/106373/Brigade_combat_teams_cut_at_10_posts_will_help___/
26 cze 2013
Czy proxy wojna w Syrii przekształci się w 3 Wojnę Światową ?
21 czerwca telewizja CBS News poinformowała że CIA
od końca ubiegłego roku szkoli syryjskich rebeliantów w tajnych
bazach w Turcji i Jordanii. Szkolenia obejmują wykorzystanie uzbrojenia przeciwpancernego i przeciwlotniczego dostarczonego przez kraje arabskie.
W tym tygodniu w Jordanii trozpoczęły się kolejne duże ćwiczenia w których bierze udział 8000 żołnierzy, w tym 4500 z USA a także 19 krajów arabskich i europejskich. Wcześniej, Biały Dom poinformował że wysłany do Jordanii sprzęt i uzbrojenie nie zostanie wycofany w całości po ćwiczeniach spowrotem do USA.
Biały Dom ogłosił w zeszłym tygodniu, że będzie dostarczać wsparcia wojskowego dla rebeliantów pod pretekstem wykrycia śladów użycia broni chemicznej. Jak jednak pokazało CBS, wysiłki militarne USA w Syrii trwają już od dawna. Były też sygnały obecności od jakiegoś czasu żołnierzy wojsk specjalnych NATO, zarówno w Jordanii jak i w samej Syrii.
Kilka dni temu władze Rosji zapowiedziały że wyślą Assadowi zamówione jeszcze przed wojną przeciwlotnicze zestawy rakietowe S-300, co rozwścieczyło Izrael. Po tym jak siły syryjskie wyparły rebeliantów z kilku miast, operetkowe władze na Kremlu nabrały odwagi i dały nieoficjalne sygnały że moga również wysłać swoich żołnierzy dla wsparcia Assada. Mowa była w tym kontekscie między innymi o żołnierzach oddziału specjalnego Zasłon. Tymczasem po cichu wycofały obsadę bazy w Tartusie.
Konflikt syryjski z obecnej wojny zastępczej USA i Izraela przeciwko Iranowi i Rosji, może się przekształcić w bezpośrednie starcie sił zbrojnych kilku mocarstw a ryzyko wymknięcia się sytuacji spod kontroli rośnie. Dotychczas, w tej "proxy-wojnie" są wykorzystywani, podobnie jak w Libii, najemnicy i bandyci Al Kaidy opłacani i uzbrajani przez rządy USA, Arabii Saudyjskiej i innych krajów regionu sprzymierzonych z USA. Po przeciwnej stronie, u boku rządu syryjskiego, stoi Iran ze swoimi bojownikami i Rosja ze wsparciem politycznym.
W konflicie biorą również bezpośredni udział żołnierze izraelscy. 16 maja telewizja Fox News pokazała nagranie na którym widać objuczonych ciężkimi plecakami izraelskich żołnierzy wracających z misji na terytorium Syrii. Dziennikarze amerykańscy kręcąc film na granicy syryjskiej przypadkowo nagrali moment przechodzenia żołnierzy izraelskich ze strony syryjskiej na izraelską. Jest to naruszenie rezolucji ONZ z 1973 r. która zezwala na przebywanie w tej strefie jedynie wojskom sił obserwacyjnych ONZ (UNDOF). Pojawiły się również doniesienia że Izrael uruchomił na swoim terytorium lecznicę i bazy zaopatrzeniowe dla terrorystów walczących przeciw Assadowi w Syrii.
Konflikt w Syrii rozpoczął się ponad dwa lata temu, kiedy amerykańskie i izraelskie służby specjalne zainicjowały rebelię przeciwko rządowi Baszara Assada. Do tej pory zginęło w nim około 100 tysięcy osób, a ponad milion zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
Wydaje się że wojna w Syri jest częścią szerszego zamysłu strategicznego grup kierowniczych w USA i Izraelu mającego na celu, poprzez inicjowanie kolejnych arabskich "kolorowych rewolucji", zmianę architektury bliskowschodniej. Chodzi o "libanizację" wszystkich przeciwników Izraela. Dla Izraela libanizacja, czyli skłócenie wewnętrzne, sąsiadów jest korzystniejsza niż stan dotychczasowy - jednolitych skonsolidowanych wewnętrznie państw.
Dzieje się tak między innymi z powodu rozwoju i coraz większej dostępności nowoczesnego uzbrojenia. Rozwój elektroniki i techniki rakietowej spowodował że bronie konwencjonalne dzięki niespotykanej dotąd precyzji osiągają możliwości dostępne dotąd tylko dla broni jądrowej małej mocy. Przy tym problem odległości rażenia dzięki bezpilotowcom praktycznie znika. Każdy kraj może się wyposażyć w broń o zasięgu kilku tysięcy kilometrów. Jednocześnie na światowych rynkach dostępne stają się systemy przeciwlotnicze i antyrakietowe które mogą pozbawić siły uderzeniowe Izraela dotychczasowej przewagi nad sąsiadami. Jeśli Syria dostałaby rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-300 lub S-400, lotnictwo Izraela nie mogłoby dokonywać już tak bezkarnie rajdów jak w maju tego roku. W tej sytuacji ktoś w Izraelu uznał widoczne że lepiej mieć za przeciwnika małe grupki radykałów niż silne, dobrze uzbrojone państwa.
Być może zresztą ów zamysł strategiczny jest szerszy. Wiele wskazuje że zmiany te mają też doprowadzić, poprzez rozszerzenie się radykalizmu islamskiego, do przelania się konfliktu do Europy. Potwierdzałby to fakt że wśród najemników walczących przeciwko reżimowi Assada w Syrii, jest wielu obywateli krajów UE. Kiedy wojna w Syrii się zakończy, przeniosą oni dżihad do Europy niszcząc dotychczasową cywilizację i torując drogę nowemu niewolniczemu porządkowi światowemu. Dotychczasowy liberalny kapitalizm oparty na wartościach klasycznych wzbogaconych o etykę chrześcijańską nie jest na rękę wyznawcom kultu pieniądza. Europa ogarnięta konfliktem wewnętrznym pomiędzy Chrześcijanami a muzułmanami, w krótkim czasie stanie się łupem komunistów ze wschodu którzy wypatrują okazji do rewanżu za przegraną zimną wojnę. Pisząc o komunistach mam na myśli rosyjskich i chińskich praktyków systemu wyzysku i totalnej kontroli a nie tylko zwolenników zwietrzałej ideologii.
Ktoś mógłby wysunąć argument że Rosja jest za słaba i boi się Chińczyków dlatego nigdy się z nimi nie sprzymierzy przeciwko Europie. Nic bardziej błędnego. Jeśli przewodzące światu zachodniemu USA uznały że ich głównym przeciwnikiem w XXI wieku będą Chiny, to Rosja pod żadnym pozorem nie może stanąć po stronie USA w tej wojnie. Po prostu ma zbyt długą granicę z Chinami żeby ryzykować starcie z, wkrótce już, pierwszą potęgą świata. A jeśli, sprzymierzona z USA, Europa pogrąży się w chaosie, to Chiny nie bedą mogły nie skorzystać z okazji żeby uderzyć w słaby punkt przeciwnika.
W tym tygodniu w Jordanii trozpoczęły się kolejne duże ćwiczenia w których bierze udział 8000 żołnierzy, w tym 4500 z USA a także 19 krajów arabskich i europejskich. Wcześniej, Biały Dom poinformował że wysłany do Jordanii sprzęt i uzbrojenie nie zostanie wycofany w całości po ćwiczeniach spowrotem do USA.
Biały Dom ogłosił w zeszłym tygodniu, że będzie dostarczać wsparcia wojskowego dla rebeliantów pod pretekstem wykrycia śladów użycia broni chemicznej. Jak jednak pokazało CBS, wysiłki militarne USA w Syrii trwają już od dawna. Były też sygnały obecności od jakiegoś czasu żołnierzy wojsk specjalnych NATO, zarówno w Jordanii jak i w samej Syrii.
Kilka dni temu władze Rosji zapowiedziały że wyślą Assadowi zamówione jeszcze przed wojną przeciwlotnicze zestawy rakietowe S-300, co rozwścieczyło Izrael. Po tym jak siły syryjskie wyparły rebeliantów z kilku miast, operetkowe władze na Kremlu nabrały odwagi i dały nieoficjalne sygnały że moga również wysłać swoich żołnierzy dla wsparcia Assada. Mowa była w tym kontekscie między innymi o żołnierzach oddziału specjalnego Zasłon. Tymczasem po cichu wycofały obsadę bazy w Tartusie.
Konflikt syryjski z obecnej wojny zastępczej USA i Izraela przeciwko Iranowi i Rosji, może się przekształcić w bezpośrednie starcie sił zbrojnych kilku mocarstw a ryzyko wymknięcia się sytuacji spod kontroli rośnie. Dotychczas, w tej "proxy-wojnie" są wykorzystywani, podobnie jak w Libii, najemnicy i bandyci Al Kaidy opłacani i uzbrajani przez rządy USA, Arabii Saudyjskiej i innych krajów regionu sprzymierzonych z USA. Po przeciwnej stronie, u boku rządu syryjskiego, stoi Iran ze swoimi bojownikami i Rosja ze wsparciem politycznym.
W konflicie biorą również bezpośredni udział żołnierze izraelscy. 16 maja telewizja Fox News pokazała nagranie na którym widać objuczonych ciężkimi plecakami izraelskich żołnierzy wracających z misji na terytorium Syrii. Dziennikarze amerykańscy kręcąc film na granicy syryjskiej przypadkowo nagrali moment przechodzenia żołnierzy izraelskich ze strony syryjskiej na izraelską. Jest to naruszenie rezolucji ONZ z 1973 r. która zezwala na przebywanie w tej strefie jedynie wojskom sił obserwacyjnych ONZ (UNDOF). Pojawiły się również doniesienia że Izrael uruchomił na swoim terytorium lecznicę i bazy zaopatrzeniowe dla terrorystów walczących przeciw Assadowi w Syrii.
Konflikt w Syrii rozpoczął się ponad dwa lata temu, kiedy amerykańskie i izraelskie służby specjalne zainicjowały rebelię przeciwko rządowi Baszara Assada. Do tej pory zginęło w nim około 100 tysięcy osób, a ponad milion zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
Wydaje się że wojna w Syri jest częścią szerszego zamysłu strategicznego grup kierowniczych w USA i Izraelu mającego na celu, poprzez inicjowanie kolejnych arabskich "kolorowych rewolucji", zmianę architektury bliskowschodniej. Chodzi o "libanizację" wszystkich przeciwników Izraela. Dla Izraela libanizacja, czyli skłócenie wewnętrzne, sąsiadów jest korzystniejsza niż stan dotychczasowy - jednolitych skonsolidowanych wewnętrznie państw.
Dzieje się tak między innymi z powodu rozwoju i coraz większej dostępności nowoczesnego uzbrojenia. Rozwój elektroniki i techniki rakietowej spowodował że bronie konwencjonalne dzięki niespotykanej dotąd precyzji osiągają możliwości dostępne dotąd tylko dla broni jądrowej małej mocy. Przy tym problem odległości rażenia dzięki bezpilotowcom praktycznie znika. Każdy kraj może się wyposażyć w broń o zasięgu kilku tysięcy kilometrów. Jednocześnie na światowych rynkach dostępne stają się systemy przeciwlotnicze i antyrakietowe które mogą pozbawić siły uderzeniowe Izraela dotychczasowej przewagi nad sąsiadami. Jeśli Syria dostałaby rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-300 lub S-400, lotnictwo Izraela nie mogłoby dokonywać już tak bezkarnie rajdów jak w maju tego roku. W tej sytuacji ktoś w Izraelu uznał widoczne że lepiej mieć za przeciwnika małe grupki radykałów niż silne, dobrze uzbrojone państwa.
Być może zresztą ów zamysł strategiczny jest szerszy. Wiele wskazuje że zmiany te mają też doprowadzić, poprzez rozszerzenie się radykalizmu islamskiego, do przelania się konfliktu do Europy. Potwierdzałby to fakt że wśród najemników walczących przeciwko reżimowi Assada w Syrii, jest wielu obywateli krajów UE. Kiedy wojna w Syrii się zakończy, przeniosą oni dżihad do Europy niszcząc dotychczasową cywilizację i torując drogę nowemu niewolniczemu porządkowi światowemu. Dotychczasowy liberalny kapitalizm oparty na wartościach klasycznych wzbogaconych o etykę chrześcijańską nie jest na rękę wyznawcom kultu pieniądza. Europa ogarnięta konfliktem wewnętrznym pomiędzy Chrześcijanami a muzułmanami, w krótkim czasie stanie się łupem komunistów ze wschodu którzy wypatrują okazji do rewanżu za przegraną zimną wojnę. Pisząc o komunistach mam na myśli rosyjskich i chińskich praktyków systemu wyzysku i totalnej kontroli a nie tylko zwolenników zwietrzałej ideologii.
Ktoś mógłby wysunąć argument że Rosja jest za słaba i boi się Chińczyków dlatego nigdy się z nimi nie sprzymierzy przeciwko Europie. Nic bardziej błędnego. Jeśli przewodzące światu zachodniemu USA uznały że ich głównym przeciwnikiem w XXI wieku będą Chiny, to Rosja pod żadnym pozorem nie może stanąć po stronie USA w tej wojnie. Po prostu ma zbyt długą granicę z Chinami żeby ryzykować starcie z, wkrótce już, pierwszą potęgą świata. A jeśli, sprzymierzona z USA, Europa pogrąży się w chaosie, to Chiny nie bedą mogły nie skorzystać z okazji żeby uderzyć w słaby punkt przeciwnika.
12 cze 2013
Nie atak z kosmosu, tylko atak na Gruzję
Okazało się że dziwne manewry rosyjskich wojsk obrony powietrznej były osłoną dla operacji przesuniecia granicy z Gruzją. Tego samego dnia kiedy zaczęły się manewry, wojska rosyjskie jednostronnie przesunęły granicę z Gruzją na granicy gruzińsko-południowoosetyjskiej o 300 metrów stawiając nowe słupy i rozciągając druty kolczaste. Gruzini mieszkający w pasie przygranicznym twierdzą, że zabrano im cześć pól uprawnych. Linia rozgraniczająca w tym rejonie pojawiła się po gruzińsko-rosyjskiej wojnie z 2008 r. Nieśmiałe protesty i popiskiwania gruzińskiego MSZ zostały ledwo odnotowane przez agencje prasowe.
27 maj 2013
Rosja tym razem szykuje się na atak z kosmosu
Rosja staje się coraz bardziej nieobliczalna. Nawet w czasach zimnej wojny podwyższenie gotowosci bojowej wojsk strategicznych w takiej skali wymagało poważnej przyczyny. Dziś rano minister Szojgu i prezydent Putin postawili ot tak sobie, w stan gotowości bojowej Wojska Obrony Kosmicznej, Lotnictwo Strategiczne i lotnictwo transportowe. Oficjalnie jak wyjaśniono, w celu sprawdzenia gotowości bojowej. Jak powiedział szef sztabu generalnego Walerij Gierasimow, w stan gotowości postawiono 8700 żołnierzy, 185 samolotów bojowych i 240 bojowych pojazdów opancerzonych. Ćwiczenia mają potrwać 3 dni. Rosyjskie rządowe radio nadało tej wiadomości dziwny tytuł: "Rosyjskie wojska postawiono w stan gotowości w celu odparcia ataku z kosmosu" jakby chciało wzbudzić jeszcze większy zamęt. W ramach ćwiczeń mają być przeprowadzone strzelania rakietowe na poligonie Aszułuk w Obwodzie Astrachańskim. Miano też przeprowadzić start rakiety kosmicznej Angara.
Jest to już kolejne z serii "niezapowiedzianych sprawdzeń" wielkich formacji. Poprzednie postawienie wojsk w stan alarmu przeprowadzono na początku maja w Południowym Okręgu Wojskowym i w Wojskach Powietrznodesantowych. Było w nich zaangażowane około 7000 żołnierzy, 30 okrętów, 250 pojazdów opancerzonych, 50 sztuk artylerii, 20 samolotów bojowych i śmigłowców, sił szybkiego reagowania, wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych. Podsumowując niedawno to sprawdzenie, W. Putin powiedział że największe niedociągnięcia stwierdzono w systemie łączności.
Wcześniej, w Wielki Piątek, 29 marca, Rosjanie przeprowadzili jeszcze bardziej niepokojącą akcję, wysyłając nad Szwecję 2 bombowce Tu-22M3 w eskorcie czterech myśliwców Su-27. Grupa wtargnęła w przestrzeń powietrzną Szwecji i przeleciała nad jej terytorium nie niepokojona przez szwedzką obronę bowiem szwedzkie myśliwce nie zdążyły wystartować. Władze Szwecji tłumaczyły brak reakcji tym że ćwiczenia były zapowiedziane, jednak wtargnięcie nad terytorium Szwecji zapowiedziane oczywiście nie było. Jak podały szwedzkie źródła wojskowe, celem były "dwa najważniejsze obiekty wojskowe" w Szwecji, których nazw nie sprecyzowano. Rosyjska formacja przeleciała między innymi nad szwedzką niezamieszkaną wyspą Gotska Sandön. Doszło więc do kompromitacji szwedzkiego ministerstwa obrony, co jednak wyszło mu na dobre, bo władze tego kraju nieoficjalnie dążą do zwiększenia przychylności swojej opinii publicznej dla wstąpienia Szwecji do NATO. Pod koniec grudnia ubiegłego roku, szef sztabu generalnego Szwecji generał Sverker Goeranson rozpętał ogólnokrajową dyskusję gdy w wywiadzie dla "Svenska Dagbladet" przyznał, że w przypadku ataku zbrojnego Szwecja jest w stanie bronić się samodzielnie tylko przez tydzień. Efektem tej oceny są polityczne naciski na zwiększenie spadających w ostatnich latach nakładów na wojsko. W 2010 roku w Szwecji zniesiono powszechny obowiązek służby wojskowej podobnie jak w Polsce.
Jest to już kolejne z serii "niezapowiedzianych sprawdzeń" wielkich formacji. Poprzednie postawienie wojsk w stan alarmu przeprowadzono na początku maja w Południowym Okręgu Wojskowym i w Wojskach Powietrznodesantowych. Było w nich zaangażowane około 7000 żołnierzy, 30 okrętów, 250 pojazdów opancerzonych, 50 sztuk artylerii, 20 samolotów bojowych i śmigłowców, sił szybkiego reagowania, wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych. Podsumowując niedawno to sprawdzenie, W. Putin powiedział że największe niedociągnięcia stwierdzono w systemie łączności.
Wcześniej, w Wielki Piątek, 29 marca, Rosjanie przeprowadzili jeszcze bardziej niepokojącą akcję, wysyłając nad Szwecję 2 bombowce Tu-22M3 w eskorcie czterech myśliwców Su-27. Grupa wtargnęła w przestrzeń powietrzną Szwecji i przeleciała nad jej terytorium nie niepokojona przez szwedzką obronę bowiem szwedzkie myśliwce nie zdążyły wystartować. Władze Szwecji tłumaczyły brak reakcji tym że ćwiczenia były zapowiedziane, jednak wtargnięcie nad terytorium Szwecji zapowiedziane oczywiście nie było. Jak podały szwedzkie źródła wojskowe, celem były "dwa najważniejsze obiekty wojskowe" w Szwecji, których nazw nie sprecyzowano. Rosyjska formacja przeleciała między innymi nad szwedzką niezamieszkaną wyspą Gotska Sandön. Doszło więc do kompromitacji szwedzkiego ministerstwa obrony, co jednak wyszło mu na dobre, bo władze tego kraju nieoficjalnie dążą do zwiększenia przychylności swojej opinii publicznej dla wstąpienia Szwecji do NATO. Pod koniec grudnia ubiegłego roku, szef sztabu generalnego Szwecji generał Sverker Goeranson rozpętał ogólnokrajową dyskusję gdy w wywiadzie dla "Svenska Dagbladet" przyznał, że w przypadku ataku zbrojnego Szwecja jest w stanie bronić się samodzielnie tylko przez tydzień. Efektem tej oceny są polityczne naciski na zwiększenie spadających w ostatnich latach nakładów na wojsko. W 2010 roku w Szwecji zniesiono powszechny obowiązek służby wojskowej podobnie jak w Polsce.
17 kwi 2013
Armia izraelska - projekt reformy
Izraelscy przywódcy lubią się chwalić potęgą swojej armii. Prezydent Peres mówi że siły zbroje są gotowe na każdy scenariusz, premier Netanjahu powtarza że armia jest "silniejsza niż kiedykolwiek" a szef sztabu Benny Ganz chwali się że "miecz Izraela nigdy nie był tak ostry i nie ma takiego celu lub miejsca którego nie mógłby dosięgnąć". Nie przeszkadza to Izraelczykom wyłudzać od USA kolejnych miliardów na dozbrojenie i to pomimo kryzysu w Ameryce.
Rzeczywiście Izrael dysponuje różnymi (nuklearna triada strategiczna) środkami przenoszenia swojej broni masowego rażenia. Strategiczne siły rakietowe Izraela posiadają 100 zmodyfikowanych pocisków balistycznych (z średniego zasięgu na międzykontynentalny) typu Jerycho-2 B o zasięgu ok. 8000 km mogących przenieść jedną głowicę o mocy 1 Mt, lub 1000 kg konwencjonalną, oraz 50 pociskami Jerycho-3 o zasięgu 11 500 kilometrów i uzbrojonymi w zależności od konfiguracji w 3 głowice typu MIRV, sześć 100 kt głowic, lub jedną o mocy 1 megatony, oba te pociski są umieszczone na mobilnych wyrzutniach. Lotnictwo dysponuje 324 samolotami F-16, 97 F-15 i około setką samolotów bojowych starszych typów, głównie zmodernizowanych F-4. Marynarka wojenna dysponuje 5 okrętami podwodnymi typu Delfin produkcji niemieckiej, wyposażonymi w pociski manewrujące z głowicami jądrowymi które wystrzelone z morza, mogą dosięgnąć wszystkie stolice świata oprócz Ułan Bator. Siły lądowe posiadają trzy bataliony artylerii armat o kalibrze 173 mm i 203 milimetrową z atomową amunicją o zasięgu 72 km i sile 20 kt. Własne rakiety kosmiczne zapewniają funkcjonowanie konstelacji satelitów rozpoznawczych i łącznościowych.
Ogółem Izrael dysponuje prawdopodobnie około 500 głowicami nuklearnymi. Arsenał atomowy składa się z: 108 artyleryjskich taktycznych pocisków nuklearnych ok. 20 kt, 116 głowic 5 kt, 80-ciu 6 kt plutonowych głowic bojowych, 10 bomb uranowych, oraz z nieznanej ilości bomb neutronowych, walizkowych, minowych (nuklearne miny), termojądrowych o sile 1 megatony i 200 głowic 100 kilotonowych. Oprócz tego Izrael posiada duże zapasy broni chemicznej i biologicznej.
Władze Izraela uważają że po raz pierwszy od 65 lat granice państwa nie są zagrożone przez duże armie zdolne przeprowadzić konwencjonalny atak na dużą skalę. Sprawiły to tak zwane "arabskie kolorowe rewolucje". Obecnie 2 głównych przeciwników Izraela jest w stanie rozkładu wewnętrznego (Egipt i Syria - pierwszy pogrążony w katastrofie gospodarczej druga od 2 lat w wojnie domowej). Nowy minister obrony Izraela Mosze Yaalon przygotowuje w związku z tym rewolucyjną reformę armii izraelskiej. Jak powiedział, prace grupy specjalistów przygotowujących plan są w fazie końcowej. Co ciekawe, specjaliści ci wywodzą się głównie z wywiadu a nie spośród armijnej generalicji, może dlatego że że sam Yaalon wywodzi się z wywiadu. Planują oni powiększyć siły lotnictwa, marynarki wojennej oraz strategicznych rakiet jądrowych kosztem wojsk lądowych. Niektórzy eksperci są temu przeciwni zwracając uwagę ze jeśli padnie dynastia Haszymidów w Jordanii, zagrożenie żywotnych rejonów Izraela od strony lądu może się zwiększyć. Były szef wywiadu jednak tym się nie przejmuje, widocznie wie lepiej.
Istotą proponowanej reformy ma być wprowadzenie nowej struktury oraz stopniowa znaczna redukcja wojsk lądowych, w szczególności wojsk pancernych począwszy od planów rezygnacji z takich ambitnych programów jak wprowadzanie dalszych czołgów Merkawa 4 i ciężkich transporterów Namer.
Minister Yaalon uważa że nadszedł czas by skończyć z klasycznymi dywizjami, brygadami i rodzajami wojsk jak artyleria i wojska pancerne które są charakterystyczne dla konwencjonalnych armii i zastąpić je małymi, samowystarczalnymi armiami zdolnymi do niezależnego działania. Każda taka armia ma być wyposażona we własne jednostki śmigłowców bojowych, czołgów, i sił specjalnych oraz własną logistykę.
Obecnie wojska lądowe Izraela składają się z 4 armii i 12 dywizji pancernych oraz 4 skadrowanych dywizji zmechanizowanych. Każda armia składa się z 4 dywizji, każda dywizja z 4 brygad a każda brygada z 4 batalionów czołgów i zmechanizowanych. W każdej armii znajduje się ponadto brygada artylerii i inne jednostki wsparcia i zabezpieczenia. Trudno powiedzieć na razie jak będzie wyglądała struktura przyszłych "mini armii", ale można przypuszczać że będzie ich więcej niż dotychczas - część zostanie sformowana zapewne na bazie dotychczasowych dywizji.Trudno powiedzieć czy ta reforma w ogóle wejdzie w życie, podobna reforma była planowana już kilka lat temu, jednak słuch o niej zaginął po operacji "Płynny Ołów" w Gazie.
W przeciwieństwie do tego co planuje się dla wojsk lądowych, minister zamierza powiększyć marynarkę, siły powietrzne i strategiczne siły rakietowe. Maja one zabezpieczyć przestrzeń powietrzną i kosmiczną oraz wody terytorialne. Jednostki sił specjalnych będą dodatkowo zabezpieczać strategiczne miejsca w państwie. Yaalon przypisuje też nie mniejszą wagę do utworzenia nowego dowództwa Broni Cybernetycznej. Planuje się dla tej nowej jednostki przeznaczyć hojną alokację w następnym budżecie obronnym.
Rzeczywiście Izrael dysponuje różnymi (nuklearna triada strategiczna) środkami przenoszenia swojej broni masowego rażenia. Strategiczne siły rakietowe Izraela posiadają 100 zmodyfikowanych pocisków balistycznych (z średniego zasięgu na międzykontynentalny) typu Jerycho-2 B o zasięgu ok. 8000 km mogących przenieść jedną głowicę o mocy 1 Mt, lub 1000 kg konwencjonalną, oraz 50 pociskami Jerycho-3 o zasięgu 11 500 kilometrów i uzbrojonymi w zależności od konfiguracji w 3 głowice typu MIRV, sześć 100 kt głowic, lub jedną o mocy 1 megatony, oba te pociski są umieszczone na mobilnych wyrzutniach. Lotnictwo dysponuje 324 samolotami F-16, 97 F-15 i około setką samolotów bojowych starszych typów, głównie zmodernizowanych F-4. Marynarka wojenna dysponuje 5 okrętami podwodnymi typu Delfin produkcji niemieckiej, wyposażonymi w pociski manewrujące z głowicami jądrowymi które wystrzelone z morza, mogą dosięgnąć wszystkie stolice świata oprócz Ułan Bator. Siły lądowe posiadają trzy bataliony artylerii armat o kalibrze 173 mm i 203 milimetrową z atomową amunicją o zasięgu 72 km i sile 20 kt. Własne rakiety kosmiczne zapewniają funkcjonowanie konstelacji satelitów rozpoznawczych i łącznościowych.
Ogółem Izrael dysponuje prawdopodobnie około 500 głowicami nuklearnymi. Arsenał atomowy składa się z: 108 artyleryjskich taktycznych pocisków nuklearnych ok. 20 kt, 116 głowic 5 kt, 80-ciu 6 kt plutonowych głowic bojowych, 10 bomb uranowych, oraz z nieznanej ilości bomb neutronowych, walizkowych, minowych (nuklearne miny), termojądrowych o sile 1 megatony i 200 głowic 100 kilotonowych. Oprócz tego Izrael posiada duże zapasy broni chemicznej i biologicznej.
Władze Izraela uważają że po raz pierwszy od 65 lat granice państwa nie są zagrożone przez duże armie zdolne przeprowadzić konwencjonalny atak na dużą skalę. Sprawiły to tak zwane "arabskie kolorowe rewolucje". Obecnie 2 głównych przeciwników Izraela jest w stanie rozkładu wewnętrznego (Egipt i Syria - pierwszy pogrążony w katastrofie gospodarczej druga od 2 lat w wojnie domowej). Nowy minister obrony Izraela Mosze Yaalon przygotowuje w związku z tym rewolucyjną reformę armii izraelskiej. Jak powiedział, prace grupy specjalistów przygotowujących plan są w fazie końcowej. Co ciekawe, specjaliści ci wywodzą się głównie z wywiadu a nie spośród armijnej generalicji, może dlatego że że sam Yaalon wywodzi się z wywiadu. Planują oni powiększyć siły lotnictwa, marynarki wojennej oraz strategicznych rakiet jądrowych kosztem wojsk lądowych. Niektórzy eksperci są temu przeciwni zwracając uwagę ze jeśli padnie dynastia Haszymidów w Jordanii, zagrożenie żywotnych rejonów Izraela od strony lądu może się zwiększyć. Były szef wywiadu jednak tym się nie przejmuje, widocznie wie lepiej.
Istotą proponowanej reformy ma być wprowadzenie nowej struktury oraz stopniowa znaczna redukcja wojsk lądowych, w szczególności wojsk pancernych począwszy od planów rezygnacji z takich ambitnych programów jak wprowadzanie dalszych czołgów Merkawa 4 i ciężkich transporterów Namer.
Minister Yaalon uważa że nadszedł czas by skończyć z klasycznymi dywizjami, brygadami i rodzajami wojsk jak artyleria i wojska pancerne które są charakterystyczne dla konwencjonalnych armii i zastąpić je małymi, samowystarczalnymi armiami zdolnymi do niezależnego działania. Każda taka armia ma być wyposażona we własne jednostki śmigłowców bojowych, czołgów, i sił specjalnych oraz własną logistykę.
Obecnie wojska lądowe Izraela składają się z 4 armii i 12 dywizji pancernych oraz 4 skadrowanych dywizji zmechanizowanych. Każda armia składa się z 4 dywizji, każda dywizja z 4 brygad a każda brygada z 4 batalionów czołgów i zmechanizowanych. W każdej armii znajduje się ponadto brygada artylerii i inne jednostki wsparcia i zabezpieczenia. Trudno powiedzieć na razie jak będzie wyglądała struktura przyszłych "mini armii", ale można przypuszczać że będzie ich więcej niż dotychczas - część zostanie sformowana zapewne na bazie dotychczasowych dywizji.Trudno powiedzieć czy ta reforma w ogóle wejdzie w życie, podobna reforma była planowana już kilka lat temu, jednak słuch o niej zaginął po operacji "Płynny Ołów" w Gazie.
W przeciwieństwie do tego co planuje się dla wojsk lądowych, minister zamierza powiększyć marynarkę, siły powietrzne i strategiczne siły rakietowe. Maja one zabezpieczyć przestrzeń powietrzną i kosmiczną oraz wody terytorialne. Jednostki sił specjalnych będą dodatkowo zabezpieczać strategiczne miejsca w państwie. Yaalon przypisuje też nie mniejszą wagę do utworzenia nowego dowództwa Broni Cybernetycznej. Planuje się dla tej nowej jednostki przeznaczyć hojną alokację w następnym budżecie obronnym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
