22 wrz 2014

Jak w 48 minut napisać bzdurę i stać się sławnym?

Ile trwa napisanie dobrego artykułu? 2 godziny, czasami dwa dni, (czyli 48 godzin) jeżeli wymaga poszperania w internecie, czasami dłużej. A ile trwa napisanie krótkiego artykułu bez zastanowienia się czy ma on sens? Może 48 minut?

Tyle prawdopodobnie pisał swój słynny artykuł "W 48 godzin możemy być pod Kaliningradem" redaktor portalu Dziennik Zbrojny, Mariusz Cielma. Artykuł miał na tyle sensacyjny tytuł, że zacytowały go największe portale w Polsce a nawet niektóre strony rosyjskie i ukraińskie. Co ciekawe, zarówno Rosjanie jak i Ukraińcy przytaczają go w tonie całkowicie poważnym, chociaż zapewne z całkowicie odmiennych powodów.

Artykuł miał być odpowiedzią na słowa prezydenta Putina o tym, że Armia Rosyjska może w 2 dni zająć Warszawę. Gdyby pan Cielma próbował dowodzić w nim że słowa prezydenta Putina są równie bezsensowne jak jego własne, nie można by się z nim zgodzić, ale przynajmniej cel napisania takiego artykułu byłby zrozumiały. Ale nie, pan Cielma z całą powagą zabiera się za dowodzenie że zajęcie Kaliningradu przez Wojsko Polskie jest całkowicie realne.

Aby podeprzeć swoją tezę konkretami, autor wylicza jak daleko od granicy dyslokowane są poszczególne brygady na Warmii i Mazurach (brygada w Braniewie - kilka km, w Bartoszycach 15 km, w Giżycku i Orzyszu - 30-60 km). Po drugiej stronie, jak pisze autor, stoją też 3 duże oddziały, a że do Kaliningradu jest tylko 40 km, to oczywiście zwycięstwo mamy w kieszeni. Głównie dzięki temu że, jak twierdzi, przerzut spadochroniarzy nad Bałtykiem w czasie wojny będzie trudny a wykorzystanie baz przechowywania sprzętu (skadrowanych brygad), jest możliwe dopiero po przetransportowaniu rezerwistów z terenu "zasadniczej" Rosji.

Dlaczego pan Cielma zakłada że w samym Obwodzie Kaliningradzkim rezerwistów nie wystarczy? Liczba mieszkańców Obwodu wynosi ponad 900 tysięcy. Przy armii poborowej zdatnych do służby wojskowej jest zwykle 5-10% mieszkańców. Powinno się więc tam znajdować co najmniej 45 tysięcy mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Uwzględniając że w służbie czynnej jest około 13 tysięcy żołnierzy, pozostałe jednostki skadrowane można wypełnić z powodzeniem przez część z 32 tysiący rezerwistów z samego Obwodu Kaliningradzkiego.

Na tym samym portalu można znaleźć informację że w Obwodzie stacjonowało w 2010 roku 811 czołgów, 1239 wozów opancerzonych, 345 systemów artyleryjskich, w tym 18 taktycznych rakiet balistycznych, 170 samolotów i śmigłowców. Oznacza to po prostym przeliczeniu uzbrojenie dla (między innymi) około 19 batalionów czołgów i 23 batalionów zmechanizowanych, czyli około 10 brygad. Potencjał militarny wojsk lądowych dyslokowany w Obwodzie Kaliningradzkim jest więc porównywalny z potencjałem całych Sił Zbrojnych RP. Tymczasem aby osiągnąć sukces, strona atakująca zgodnie z regułami taktyki musi mieć przewagę co najmniej 3 do 1, a w skali strategicznej co najmniej 2 do 1.
Pomijam już takie "drobnostki" jak to, że Rosja, nawet gdyby nie miała w Obwodzie Kaliningradzkim ani jednego żołnierza, ani jednego czołgu, mogłaby w odpowiedzi na nasz atak, zmieść Warszawę czy Olsztyn w kilka minut dzięki użyciu broni jądrowej.

Pan Cielma pisząc swój scenariusz zwycięskiej wojenki z Rosją miał pecha. Tego samego dnia kiedy ukazał się jego artykuł, w TVP Info został wyemitowany program w którym pokazano stopień rozwinięcia naszych brygad. Żeby użyć 9 Brygadę Pancerną z Braniewa nie wystarczy 48 godzin. Może nie wystarczyć nawet 3 miesiące. Jak tłumaczył ppłk rez. dr. Krzysztof M. Gaj, z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, jednostki o najniższym stopniu ukompletowania stacjonują właśnie na tzw. ścianie wschodniej.

 Jak widać 9 Brygada nie dojedzie do Kaliningradu w 48 godzin, chociaż to tylko 40 kilometrów, musi najpierw przeprowadzić mobilizacyjne rozwinięcie. fot. TVP.
Jednostki o wysokim stopniu rozwinięcia, powyżej 80% są zdolne do podjęcia działań bojowych bez przeprowadzania mobilizacyjnego rozwinięcia. Według klasyfikacji NATO są to jednostki tzw. gotowe (ready), oznaczone kolorem zielonym. Około 2/3 naszych  jednostek Wojsk Lądowych, to jednostki "semi ready" które oznaczono kolorem żółtym. Są to jednostki które aby wejść do akcji bojowej, muszą przeprowadzić mobilizacyjne rozwinięcie, a więc poświęcić jakiś czas na osiągnięcie zdolności do działania. Czas mobilizacyjnego rozwinięcia takich jednostek, w zależności od typu jednostki, wynosi od kilku, do kilkunastu tygodni.
 Jak dodaje mjr. dr. Grzegorz Kwaśniak, połowa brygad która ma ukompletowanie rzędu 80-90% jest w stanie podjąć działania bojowe po kilku dniach. Ale jeżeli brygada ma 20-30% ukompletowania, to na pewno potrzeba do tego 2-3 miesiące. Taki stopień ukompletowania byłby zadowalający gdyby Polska leżała na przykład na Półwyspie Iberyjskim. Jednak przy naszym położeniu i sąsiadach, ten stopień ukompletowania powinien budzić najwyższe zaniepokojenie.

 Biorąc pod uwagę intensywność ćwiczeń, czas rozwinięcia skadrowanych jednostek rosyjskich jest o wiele krótszy. W Rosji już dawno pozbyto się tak zwanych "dywizji trzydziestek" gdzie liczba 30 oznaczała czas w dobach potrzebny na rozwinięcie. Na podstawie analogii do czasów schyłkowych lat Układu Warszawskiego w naszej armii, i pewnych informacji jakie ukazały się na Białorusi, można oceniać że rosyjskie bazy przechowywania sprzętu stają się pełnokrwistymi brygadami w czasie od 4 dni do 2 tygodni, ze wskazaniem na tę pierwszą liczbę.

Jednak Rosja wcale nie potrzebuje przeprowadzać mobilizacyjnego rozwinięcia swoich skadrowanych brygad żeby zająć Warszawę w kilka dni. Wystarczy że użyje swoich wojsk powietrznodesantowych, specnazu i części jednostek rozwiniętych wojsk lądowych. I nic nie pomoże tu zaklinanie rzeczywistości że "w czasie wojny nie tak łatwo będzie przelecieć samolotem transportowym". NATO przyznało że zostało zaskoczone inwazją rosyjską na Krym. Będzie zaskoczone i następnym razem. Słowa Putina o tym że może zająć Warszawę w 2 dni, należy traktować z największą powagą. Są one bowiem sygnałem, że taki plan już istnieje. Że jest to plan całkowicie realny mogą potwierdzić wypowiedzi generała Skrzypczaka (który mówił wprawdzie o 3 dniach potrzebnych Rosji do zajęcia Warszawy, ale to niewielka różnica).

Jedyne czego Putin potrzebuje, to przygotowanie psychologiczne na taki krok własnego społeczeństwa i opinii publicznej Zachodu. Do tego potrzebuje użytecznych idiotów którzy dostarczą mu pretekstu i dowodów że Polska "przecież od dawna szykowała się do wojenki z Rosją". Po co był ten wielki program modernizacji "Polskie Kły" jak grzmiała propaganda Warszawy? Po co były te artykuły o zajęciu Kaliningradu? - Rosja nie miała po prostu innego wyjścia, musiała przerwać to pobrzękiwanie szabelką powie Putin. Na takie argumenty nie nabiorą się może w Waszyngtonie i Londynie, ale może nabiorą się w Berlinie i w Paryżu. To wystarczy.

11 wrz 2014

FSB czuje swąd

Prezydent Rosji Władimir Putin zarządził nieoczekiwany przegląd gotowości bojowej wojsk we Wschodnim Okręgu Wojskowym – podał minister obrony Rosji Siergiej Szojgu, cytowany przez agencję ITAR-TASS. Ćwiczenia rozpoczynają się w czwartek (czyli dziś).
Jak poinformował Szojgu, prezydent Władimir Putin polecił także sprawdzenie gotowości federalnych organów władzy na Dalekim Wschodzie do wypełniania zadań w warunkach wojennych.

Jak podały wczoraj media, Chiny rozmieściły 12 tys. żołnierzy przy rosyjskiej granicy. Według doniesień FSB, która kontroluje granicę, wysyłanie chińskich wojsk na granicę rozpoczęło się 6 września. Około 12-15 tysięczne zgrupowanie jest wspierane przez ciężką artylerię.

Cytowany przez media przedstawiciel rosyjskich służb granicznych powiedział, że nie jest jasne, dlaczego Chiny zdecydowały się na przemieszczenie wojsk na granicę. Jednak podkreślił, że „coś tu brzydko pachnie”. Nie wiadomo od kiedy FSB jest tak uczulone na smród. Sami przecież z ładnego zapachu raczej nie słyną.

Dziwne że psie syny z FSB się dziwią, przecież to dosyć jasne: Jeśli Rosja zajmuje wschodnią Ukrainę, to dlaczego Chiny nie mogą zająć wschodniej Rosji? A dokładnie okupowanej przez Rosję chińskiej Mandżurii. Dziwne jest raczej to, że moskiewskie psie syny nie chcą w to uwierzyć. Podobnie jak nie chciały uwierzyć w 1941 roku, że może ich zaatakować ich sojusznik Hitler z którym razem napadli na Polskę i kraje bałtyckie.

Putin myślał że wkupił się w łaski Chińczyków kontraktem na dostawy gazu po kosztach. Jednak zapomniał że Chiny kupują więcej gazu ziemnego od Kazachstanu i po tańszej cenie. Gaz z Rosji do niczego nie jest im potrzebny. Zgodzili się go kupować chyba tylko z litości nad nieudolnością Rosjan.
Chiny ze spokojem przyglądają się szaleńczym, epileptycznym drgawkom Kremla. Rosja już od dawna nie jest w stanie w żaden sposób im zagrozić. Mają 2,3 mln żołnierzy i drugie tyle w rezerwie (przy ok 750 tys. sołdatów plus drugie tyle czynnej rezerwy jakimi dysponuje Moskwa). Same operacyjne siły wojsk lądowych liczą więcej niż cała armia rosyjska. Chińskie wojska lądowe składają się z 18 korpusów plus samodzielne dywizje i brygady (przy 10 armiach czynnych i 4 rezerwowych rosyjskich, słabszych od chińskich korpusów). Mając więcej nowoczesnych czołgów, są w stanie zmiażdżyć moskiewską soldateskę w krótkim czasie.
Jeśli mają zaatakować, to właśnie teraz, kiedy Moskwa nie uruchomiła jeszcze produkcji czołgu Armata, który będzie przewyższał obecne czołgi chińskie. Okazja do ataku będzie zwłaszcza jeśli wojska putlerowskie będą zaangażowane w konflikt z wojskami NATO. Putin we wschodnim okręgu wojskowym ma tylko 4 czynne armie plus jedna w Centralnym OW, przeznaczona do wsparcia okręgu wschodniego. Nawet jeśli Chiny zostawią 8 korpusów naprzeciw rosyjskiego zgrupowania na Dalekim Wschodzie, to i tak pozostanie im jeszcze 10 korpusów przeciwko 6 rosyjskim armiom uwikłanym w konflikt z NATO na zachodzie. W praktyce 10 chińskich korpusów będzie mieć przeciwko sobie tylko 1-2 armie Centralnego OW. W Chinach jest 100 milionów więcej mężczyzn niż kobiet. Pekin nie musi obawiać się że duże straty na froncie przyniosą znaczący uszczerbek dla potencjału ludnościowego kraju.

Władimir Putin naiwnie liczył że Chiny staną po jego stronie w konflikcie z Zachodem który rozpoczął bez konsultacji z nimi. Jednak wchodząc w konflikt z NATO, oddaje wszystkie atuty w ręce Pekinu. Chiny mogą odebrać swoje ziemie zabrane im przez imperium carskie. Rosja, zajęta konfliktem na Zachodzie, nie będzie mogłaby temu przeciwdziałać. Wiele wskazuje jednak na to, że Chińczycy wybiorą inny wariant. Nie mogą czekać biernie aż Putin odbuduje sowieckie imperium. Chiny nigdy dobrze nie wychodziły na kontaktach z imperialną Rosją. Nie zadowolą się więc zajęciem swoich historycznych ziem na Dalekim Wschodzie. Żeby dobić Rosyjskiego gada, grożącego im bronią jądrową, muszą zmiażdżyć mu głowę. Dlatego jest bardzo prawdopodobne że główne chińskie uderzenie zostanie wyprowadzone z północno-zachodniej części Chin i pójdzie południowym skrajem Uralu na Moskwę. Nam pozostaje tylko życzyć chińskim przyjaciołom powodzenia.
Putin w tej sytuacji ma oczywiście jeszcze jedno wyjście. Wykonywać grzecznie wszystkie polecenia Pekinu. Agonia Rosji w takim wypadku potrwa trochę dłużej i jeśli kraj ten będzie miał mądrych przywódców po Putinie, może nawet przetrwać jako chiński satelita kilkadziesiąt lat.

8 wrz 2014

Co w obecnej sytuacji pownniśmy zrobić przede wszystkim?

Rosja coraz częściej grozi Polsce uderzeniami jądrowymi, nasi sojusznicy na szczycie w Walii pokazali że nie mają chęci nas bronić. Co w takiej sytuacji powinniśmy zrobić przede wszystkim?

Chyba wszyscy już uświadomili sobie (politycznego folkloru w rodzaju "króla" Korwina Mikke i innych klientów Moskwy nie liczę) że przejście na stronę Rosji czy próby podlizywania się, nic nie dadzą. Próbował tego Donald Tusk ze swoim nierządem PO-PSL, nic z tego nie wyszło. Rosja reaguje jak typowy drapieżnik - daj jej palec, będzie chciała całą rękę. Jej celem jest odbudowa imperium. Polska jako suwerenne państwo, nie jest jej do niczego potrzebna (jak mówił nadworny ideolog Putina, prof. Dugin). Dlatego musimy się przygotować na najgorsze.

Najpewniejszym sposobem obrony (i właściwie jedynym skutecznym) w dzisiejszym świecie jest odstraszanie nuklearne. Niestety rządy Kaczyńskiego i Tuska przekazały Rosji cały zapas polskiego wzbogaconego uranu (około 1000 kg) z którego można było w krótkim czasie zbudować 25-26 ładunków jądrowych. Akcja przekazywania zakończyła się na początku 2010 roku i zaraz potem nastąpił a katastrofa w Smoleńsku. Wszystko wskazuje na to że te dwa wydarzenia mają ze sobą ścisły związek. Rosja nigdy nie zaatakowałaby państwa mogącego odpowiedzieć bronią jądrową lub państwa "progowego" jakim była Polska.

Moglibyśmy starać się o przystąpienie do programu NATO Nuclear Sharing dostosować nasze F-16 do przenoszenia amerykańskich bomb jądrowych B61. Niestety, po Smoleńsku pełnię władzy zdobyła PO, partia oszustów i zwykłych sprzedawczyków, w dodatku silnie powiązana wieloma nićmi z siłami starego systemu. Rosja ma na nich rozliczne haki (próbkę dały nagrania z restauracji "Sowa i przyjaciele") i jest mało prawdopodobne żeby ci politycy (a raczej zwykłe lumpy w garniturach) zdobyli się na taki krok. Powinniśmy więc przygotować się na najgorszy wariant rozwoju sytuacji.

Trzeba przestać oszukiwać społeczeństwo że uratuje nas program "Polskie kły" które mogą "wyrosnąć" najwcześniej za kilka lat, a i tak użycie ich jako odpowiedź na pojedyncze uderzenie jądrowe, np. na Warszawę, tylko spotęgowałoby odwet Rosji. "Polskie kły" są potrzebne, ale jako niezbędny element klasycznych sił zbrojnych, tak jak w każdym porządnym kraju (nawet Finlandia ma wyrzutnie MLRS M270 i pociski JASSM). W planowanym kształcie jest to broń o znaczeniu tylko taktycznym i taktyczno-operacyjnym, nie strategicznym i jako taka nie zmieni naszego położenia.

Putin spowodował że mamy do czynienia, jeżeli nie z początkiem 3 wojny światowej, to przynajmniej z powrotem do zimnej wojny. Biorąc to pod uwagę, musimy podjąć działania adekwatne do sytuacji. Takie, które mogą podnieść bezpieczeństwo już teraz a nie za kilka lat. Przede wszystkim trzeba w obecnej sytuacji:

- Zwrócić się do sojuszników o użyczenie nowoczesnych zestawów przeciwrakietowych i przeciwlotniczych takich jak Patriot PAC-3 i THAAD na zasadach podobnych jak dla Turcji.
 - Bezprzetargowo, w związku z pilną potrzebą operacyjną, zakupić zestawy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe (w tym dalekiego zasięgu - obecnie nie ma takich w planie modernizacji). Niestety ich produkcja trwa kilka lat a propozycję przekazania zestawów Patriot z Niemiec, rząd Tuska odrzucił).

Równolegle lub nawet w pierwszej kolejności, powinny być podjęte działania związane z ochroną ludności:

- Przygotować schrony dla ludności w Warszawie i innych dużych miastach i budować nowe (Rosja już w 2009 roku, przygotowując się do wojny, uruchomiła taki program, zakładał on wybudowanie tylko w Moskwie do 2012 roku 2 tysięcy nowych schronów). Większość schronów jest zamieniona na składy rupieci czy wynajęta firmom komercyjnym. Trzeba je oczyścić i uporządkować. Wbrew pozorom jest to poważny problem bo atak, z tego co się słyszy i czyta, może przyjść w każdej chwili, Putin jest nieobliczalny. Należy też zmienić prawo aby zmusić inwestorów budowlanych do obowiązkowego wyposażania w schrony wszystkich nowych budynków, podobnie jak to jest w Szwajcarii.

- Reaktywować Obronę Cywilną. Armia jest zawodowa, ale służba w OC może i powinna być z poboru (4-5 miesięczna). Trzeba też przywrócić przedmiot PO (Przysposobienie Obronne) w szkołach. Polacy domagają się przeszkolenia obronnego, więc będą je mieli, w zakresie najbardziej dla nich przydatnym.

Oprócz tego należy przygotować struktury obronne do reakcji na prowokacje i incydenty zbrojne oraz nowy model wojny zaprezentowany przez Rosję na Ukrainie.
Rosja może podjąć wobec Polski i jej obywateli prowokacje takie jak:
- Porwania na swoim terytorium polskich funkcjonariuszy poaństwowych, pobicia i zabójstwa obywateli.
- Zabór mienia, statków, samolotów cywilnych a nawet mniejszych okrętów, także na wodach państw trzecich.
- Rajdy grup terrorystycznych na terytorium Polski.
- Incydenty graniczne na lądzie, morzu i w powietrzu.
- Ataki na przedstawicieli rządu, ważne osobistości świata kultury (zamachy terrorystyczne).
Najgroźniejsze oprócz bezpośredniego ataku, mogą być próby wywołania rebelii na obszarze jednego lub kilku regionów, na przykład na Śląsku lub w rejonie Białegostoku. W takiej sytuacji w pierwszym rzędzie kluczowe znaczenie ma lojalność policji i innych służb MSW oraz właściwe jej współdziałanie z wojskiem i kontrwywiadem.

Wszystkie te rodzaje ataków będą połączone z działaniami w przestrzeni informacyjnej. Posiadając przewagę w przestrzeni informacyjnej można nie tylko wygrać wojnę ale nawet nie dopuścić do jej wybuchu. Już Napoleon Bonaparte mawiał że "Cztery nieprzyjazne gazety są groźniejsze od tysiąca bagnetów". Przy okazji przytoczmy inne powiedzenie Napoleona: "Rządy dotrzymują słowa tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne". Nie bez przyczyny kremlowska mafia szykując się do wojny, już kilka lat temu uruchomiła anglojęzyczną telewizję "Russia Today". Ukraińcy poszli po rozum do głowy dopiero gdy wojna już rozkręciła się na dobre i też niedawno uruchomili telewizję "Ukraine Today". Polska powinna uruchomić całodobową telewizję anglojęzyczną prowadzoną przez dziennikarzy z W. Brytanii i USA, władających natywnym angielskim.  Trzeba też myśleć o pozyskiwaniu osobistości, najbardziej wpływowych polityków i przedstawicieli mediów świata, zwłaszcza w USA, W. Brytanii, Francji, to co Rosja robi od dziesięcioleci. Nie po to by dezinformować Zachód, tak jak robi to Rosja, ale przeciwnie - żeby prostować kłamstwa Rosji.

W nowym modelu wojny większe znaczenie niż wojska pancerne ma piechota, wojska specjalne, artyleria i śmigłowce. Po doświadczeniach na Ukrainie, Rosjanie zamierzają znacznie zwiększyć liczebność wojsk powietrzno-desantowych, przy czym w czasie tej wojny wykorzystują je bez desantowania z powietrza, jako elitarną lekką piechotę. Walka może toczyć się często w rejonach zurbanizowanych, z wykorzystaniem wojsk specjalnych i lokalnych grup zbrojnego podziemia. Patrząc na mapę, innym najbardziej prawdopodobnym terenem starcia z Rosją jest teren lesisto-jeziorny Mazury i Suwalszczyzna. W takim terenie najważniejsza jest piechota. Dlatego my również powinniśmy rozwijać jednostki elitarnej lekkiej piechoty jakimi są 6BPD i 25BKPow. Powinniśmy też odtworzyć zmotoryzowane wojska OT, zwłaszcza na wschodzie kraju.Na początek po kilka batalionów na województwo. Bitność z jaką walczą bataliony Gwardii Narodowej i OT na Ukrainie poddaje w wątpliwość tezy o bezwzględnej przewadze armii zawodowej. 

Czołgi pełnią obecnie częściej rolę wozów wsparcia piechoty niż przełamania, dlatego mogą być słabiej opancerzone. W tej roli nadal dobrze będą spisywać się stare T-72, trzeba tylko wyposażyć je w nowoczesne przyrządy obserwacyjno-celownicze (nokto i termowizyjne). Również BWP-1 będą nadal spełniały swoją rolę po remoncie standardowo połączonym z modernizacją przyrządów obserwacyjno-celowniczych i wyposażeniu w nowe ppk. Śmigłowce w obronie, o ile będziemy bronić się sami (co jest najbardziej prawdopodobne), będą działać najczęściej pod parasolem własnej opl, nad własnymi wojskami. Dlatego w przetargu na nowe śmigłowce wielozadaniowe, warto wybrać takie, które oprócz transportowej, mogą pełnić rolę śmigłowców bojowych, które łatwo wyposażyć w podwieszenia ppk i które mogą być kompatybilne z przyszłymi śmigłowcami uderzeniowymi.

Niezwykle pilna jest modernizacja artylerii. Stanowiące gros polskiej artylerii stare zestawy 2S1 Goździk 122mm , należy zachować w brygadach jako drugi dywizjon przeznaczony do wzmocnienia batalionów, a jako główne na szczeblu brygady, i dywizji, wprowadzić  jak najszybciej dywizjony wyposażone w dawno oczekiwane haubice 155mm Krab. Dużą liczbę posiadanych wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet Grad/Langusta, należy wykorzystać przesuwając część z nich na szczebel brygady skąd zostały błędnie wycofane kilka lat temu. Nowo rozwijane lekkie haubice samobieżne Kryl można będzie wprowadzić na wyposażenie tylko 6 BPD, ponieważ dla brygad zmechanizowanych lepiej nadaje się haubica Krab górująca nad Krylem mobilnością taktyczną i odpornością. W pułkach artylerii należy jak najszybciej wprowadzić wyrzutnie większego kalibru takie jak HIMARS, przy tym trzeba zrezygnować z programu Homar jako zbyt opóźnionego. Można też rozważyć pozyskanie wyrzutni M270 MLRS ze składów armii USA wraz z pociskami ATACMS o zasięgu 300km. Tu trzeba nadmienić że Rosja opracowała nowe pociski ziemia-ziemia średniego zasięgu, klasy GCLM, ale zadanie walki z nimi musi spaść na obronę przeciwlotniczą. Odpowiedzią na nie może być zakup pocisków JASSM-ER lub opracowanie własnych pocisków manewrujących średniego zasięgu (obejmującego Moskwę).

Walcząc samotnie, przy miażdżącej przewadze przeciwnika, będziemy musieli opuścić rejony przygraniczne prowadząc działania opóźniające i odwrotowe sił głównych. Dlatego ważne jest, żeby na opuszczonych czasowo terenach mieć przygotowane grupy działań nieregularnych. Mogą to być żołnierze wojsk OT a także grupy nieetatowe złożone z ochotników. Trzeba je zawczasu przygotować do działania w podziemiu, wybierając oczywiście sprawdzonych i pewnych ludzi.

 Posiadając silną obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, zdolność do przeciwdziałania ogniowego rosyjskim pociskom operacyjno-taktycznym oraz działaniom niekonwencjonalnym, moglibyśmy myśleć o dalszym trwaniu naszej państwowości (bez "bulu" ale z nadzieją).

Pewnym optymizmem napawa, że politycy obudzili się wreszcie z zimowego snu i zaczynają przebąkiwać nawet o zwiększeniu wydatków na wojsko. Jednak ten optymizm osłabia fakt, że może być już za późno na modernizację, podobnie jak w 1939 roku. W chwili obecnej trzeba skupić się na remontach posiadanego ale niesprawnego sprzętu i uzbrojenia, produkcji amunicji wyposażenia pojedynczego żołnierza. Na przykład dlaczego jeszcze nie są zamawiane granatniki rewolwerowe 40mm z Tarnowa? Dlaczego nie kupuje się głowic do RGP-7 o większej przebijalności i nie prowadzi się prac nad pozyskaniem nowych granatników przeciwpancernych? Jeśli skupimy się na pozyskaniu najważniejszych rodzajów uzbrojenia, będących już w produkcji i posiadanych na zbyciu przez sojuszników, można wyraźnie i stosunkowo szybko wzmocnić potencjał obronny nawet przy niewielkim zwiększeniu budżetu MON.


18 sie 2014

Jeszcze o białoruskich wojskach lądowych

W uzupełnieniu wcześniejszego wpisu o wojskach lądowych Białorusi.

 Siły Zbrojne Białorusi wpółdziałają z rosyjskimi siłami zbrojnymi Obwodu Kaliningradzkiego i Zachodniego Okręgu Wojskowego stanowiąc intergralny komponent Regionalnego Zgrupowania Wojskowego Państwa Związkowego Białorusi i Rosji na Zachodnim Kierunku Strategicznym.

 W wojskach lądowych uwagę zwraca bardzo liczna i silna artyleria. Wyrzutnie rakiet operacyjno-taktycznych (60), artyleryjskie zestawy rakietowe kalibru 300 mm 9A52 Smiercz (60), a także zestawy rakietowe Uragan.
W rozwiniętych brygadach (6, 11, 120 BZ) oraz w bazach przechowywania sprzętu i uzbrojenia, uworzono batalionowe grupy taktyczne (mówiąc prosto, są to wzmocnione bataliony). Są one utrzymywane w wysokim stopniu gotowości bojowej i mogą realizować wiele zadań związanych z osłoną rozwinięcia mobilizacyjnego wojsk oraz przechodzenia do działań obronno-opóźniających i poszukiwawczo-likwidacyjnych. Bazy przechowywania sprzętu i uzbrojenia (BSU) są też brygadami zmechanizowanymi, tylko głęboko skadrowanymi. Mówiąc obrazowo jest to "wojsko w workach" (każdy żołnierz ma w bazie swój worek z umundurowaniem). Po powołaniu rezerwistów, w ciągu kilku dni taka baza staje się znowu pełnokrwistą brygadą. Jednak z tego powodu, czasami krążą fałszywe opinie na temat liczby białoruskich brygad i ich składu.




Grafiki mają kilka lat ale raczej niewiele się tu zmieniło. Liczebność armii może się zmieniać zależnie od sytuacji międzynarodowej. Teraz raczej będzie wzrastać.
Bałoruska brygada zmechanizowana miała podobną strukturę jak rosyjska brygada zmechanizowana typu B, czyli 2 bataliony czołgów i 2 bataliony zmechanizowane. Do tego bardzo silna artyleria (kilka dywizjonów, praktycznie pułk), kilka dywizjonów plot (też o sile praktycznie pułku przeciwlotniczego, z zestawami rakietowymi), bataliony rozpoznawczy i saperów. Różnica w porównaniu z Rosjanami jest taka że białoruskie bataliony czołgów były słabsze - batalion czołgów liczył 31 czołgów podczas gdy rosyjskie mają obecnie po 42. Batalion zmechanizowany liczył 45 BWP-2 i 1 BWP-2K a batalion zmotoryzowany 42 BTR-70 i 1 BTR-70K.
 Białoruski batalion zmechanizowany.

Wykorzystałem publikację "Struktury organizacyjne pododziałów sił zbrojnych poszczególnych państw" i inne publikacje MON. W kolejnych wpisach postaram się przybliżyć struktury rosyjskich brygad ciężkich i batalionów rosyjskich i białoruskich. 

17 sie 2014

Główne cechy wojen według Rosji

 Fragment Doktryny wojennej Rosji:


9. Główne cechy ogólne współczesnych wojen:

- wpływ na wszystkie sfery działalności ludzkiej;
- charakter koalicyjny wojen;
- szerokie zastosowanie niebezpośrednich, bezkontaktowych i innych (w tym także nietradycyjnych) form i sposobów działań, dalekosiężnego oddziaływania ogniowego i elektronicznego;
- aktywne przeciwdziałanie informacyjne (wojna informacyjna), dezinformacja opinii publicznej tak w poszczególnych państwach jak i globalnie;
- dążenie stron walczących do dezorganizacji systemu kierowania państwem i dowodzenia wojskami (nota bene, reforma Kozieja wpisuje się w tę cechę znakomicie z p.tu widzenia rosyjskiego);
- użycie najnowszych wysokoefektywnych (w tym także opartych na nowych zasadach fizycznych) systemów uzbrojenia i techniki wojskowej;
- manewrowy charakter działań wojsk (sił) na różnorodnych kierunkach z szerokim wykorzystywaniem wojsk aeromobilnych, desantów i wojsk specjalnych;
- uderzenia na wojska (siły) obiekty tyłowe, ekonomikę, system komunikacyjny na całej głębokości operacyjnej i terytorium kraju walczących stron;
- prowadzenie operacji powietrznych, katastrofalne następstwa uderzeń (zniszczenia) zakładów energetycznych (zwłaszcza energetyki jądrowej), chemicznych i innych produkujących związki niebezpieczne, zniszczenia infrastruktury państwa, komunikacji, kompleksów mieszkalnych;
- duże prawdopodobieństwo wciągnięcia do wojny (konfliktu zbrojnego) nowych państw, eskalacja działań zbrojnych, rozszerzenie zakresu i zasięgu użytych systemów bojowych, użycie broni masowego rażenia;
- uczestnictwo w działaniach bojowych obok formacji wojskowych oddziałów paramilitarnych i nieregularnych oddziałów wojsk.

10. Konflikt zbrojny może zostać zainicjowany w formie incydentu zbrojnego, akcji zbrojnej i innych starć zbrojnych o ograniczonym zakresie i stanowić próbę rozstrzygania przeciwieństw natury nacjonalistycznej, etnicznej, religijnej lub innych źródeł niezgodności za pomocą walki zbrojnej.

Podstawową formą konfliktu zbrojnego jest konflikt graniczny.

Konflikt zbrojny może mieć charakter międzynarodowy (z udziałem dwóch lub kilku państw) lub wewnętrzny (gdy działania bojowe prowadzone są w obrębie granic jednego państwa)

11. Konflikt zbrojny charakteryzuje się:

- szerokim zakresem objęcia działaniami bojowymi i uzależnieniem od ich przebiegu i charakteru ludności miejscowej (zamieszkującej w rejonie konfliktu);
- udziałem w działaniach bojowych sił uregulowanych;
- szerokim wykorzystaniem metod dywersji i terroru;
- złożonością sytuacji moralno-psychologicznej w jakiej działają wojska;
- koniecznością wydzielenia znacznych sił i środków do zapewnienia bezpieczeństwa linii komunikacyjnych i rejonów dyslokacji wojsk (sił);
- możliwością przekształcenia się w wojnę lokalną konfliktu pomiędzy dwoma państwami lub w wojnę domową konfliktu wewnętrznego o początkowo ograniczonym zakresie.

12. Dla osiągnięcia celów w ramach wewnętrznego konfliktu zbrojnego mogą być formowane połączone (z wojsk będących w różnorodnej podległości instytucjonalnej) ugrupowania wojsk (sił) rozwinięte w rejonie konfliktu wraz z organami dowodzenia.

13. Wojna lokalna może być prowadzona ugrupowaniem wojsk (sił) rozwiniętym w rejonie konfliktu, z możliwością, w sytuacji koniecznej ich wzmocnienia przez przerzut wojsk, sił i środków z innych kierunków oraz realizacją częściowego strategicznego rozwinięcia sił zbrojnych.

W wojnie lokalnej strony będą prowadzić działania w granicach walczących państw i zmierzać do osiągnięcia ograniczonych celów wojskowo-politycznych.

14. Wojna regionalna może stać się rezultatem eskalacji działań zbrojnych w ramach wojny lokalnej lub konfliktu zbrojnego. Jej stronami mogą być dwa lub więcej państw (grup państw) jednego regionu z wykorzystaniem narodowych lub koalicyjnych sił zbrojnych, które walczyć będą za pomocą broni klasycznych oraz broni masowego rażenia. W wojnie regionalnej strony walczące będą zmierzać do osiągnięcia wyższych celów polityczno-wojskowych.

15. Wojna o szerokim zasięgu (globalna) może być rezultatem eskalacji konfliktu zbrojnego, wojny lokalnej lub regionalnej i udziału w niej znacznej liczby państw w różnych regionach świata.

Wojna globalna prowadzona tylko z użyciem klasycznych środków rażenia będzie charakteryzować się wysokim stopniem prawdopodobieństwa użycia w toku działań bojowych broni jądrowej z jej katastroficznymi następstwami dla cywilizacji.

W wojnie globalnej strony uczestniczące w konflikcie będą dążyć do osiągnięcia bardzo radykalnych celów polityczno-wojskowych. Wojna taka będzie wymagała pełnej mobilizacji rosyjskich dóbr materialnych i duchowych państw uczestników.

16. Wojnę globalną (regionalną) może poprzedzać okres zagrożenia pokoju.

17. Wojna globalna (regionalna) może posiadać okres początkowy, którego głównymi cechami będą zaciekłe działania zbrojne o osiągnięcie inicjatywy strategicznej, zachowanie stałości kierowania państwem i dowodzenia wojskami, osiągnięcie przewagi w sferze informacyjnej, wywalczenie (utrzymanie) panowania w powietrzu.

W sytuacji długotrwałej wojny globalnej jej cele będą osiągane w następnych i końcowym okresie.


Wytłuszczone fragmenty pokazują to co dzieje się już, lub może się dziać za chwilę na Ukrainie lub w związku z Ukrainą. Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt że Rosja uznaje iż broń jądrowa może zostać użyta również w konfliktach regionalnych (a Rosja posiada największy na świecie arsenał taktycznej broni jądrowej), oraz na znaczenie jakie przywiązuje do wojny informacyjnej i sił specjalnych, desantowych (na Krymie) oraz nieregularnych co widzimy na wschodniej Ukrainie (najemnicy).

6 sie 2014

Uwaga! Perad - radiostacja podatna na zakłócenia!

Firma WB-Electronics prowadzi intensywny marketing swojej nowej radiostacji Perad 4010. Chce by to ona stała się wyposażeniem polskiego systemu "żołnierza przyszłości" Tytan. Wysłano ją na wystawę Eurosatory a następnie zaczęły się ukazywać obszerne artykuły zachwalające radio w prasie.

Nad radiostacją, WB Electronics pracowało prawie cztery lata.
Według założeń, przyszła radiostacja osobista żołnierza powinna posiadać możliwości smartfona jeśli chodzi o szybkość przesyłania informacji a jednocześnie powinna obejść się bez infrastruktury zewnetrznej, niezbędnej do działania smatfonów, to znaczy stacji bazowych.

I Perad 4010 to założenie spełnia. Firma chwali się że w transmisji w terenie zurbanizowanym jest lepsza niż inne radia renomowanych firm światowych. Między innymi amerykańskich, które prowadziły najbardziej zaawansowane prace nad takimi radiostacjami od kilkunastu lat. A osiągnęła to, robiąc to, czego nie zrobili Amerykanie - przyjmując sposób modulacji OFDM.  Armia USA bowiem, po wielu analizach i latach badań, przyjęła w 2013 roku starszy typ modulacji. W jednym z wywiadów cytowany wiceprezes zarządu WB Electronics Adam Bartosiewicz, rzuca slogan "nasz projekt tworzył zespół, który nie wiedział, że tego nie da się zrobić i odniósł sukces".

Niestety jak to w życiu bywa, ta historia prawdopodobnie nie skończy się happy endem. Podwładni pana Bartosiewicza nie wiedzieli bowiem o jeszcze jednej rzeczy. A raczej wiedzieli, tylko poszli na łatwiznę.  Modulacja OFDM nie jest dobrym wyborem transmisji dla radiostacji wojskowych. OFDM jest łatwa do wykrycia i zakłócania. Jest też wrażliwa na efekt Dopplera (trudności w odbiorze sygnału gdy jedno z urządzeń znajduje się w ruchu - dlatego jest wykorzystywana w urządzeniach stacjonarnych a nie przenośnych). Jednak postawowa wada to podatność na zakłócenia - dyskwalifikująca na przykład w starciu z Rosją, gdzie każda brygada zmotoryzowana ma własny batalion walki radioelektronicznej. Dlatego zapewne odrzucili ją Amerykanie. Dobry sposób transmisji danych to dyskretny system WCDMA który pozwala na osiągnięcie lepszych rezultatów transmisji.
fot. WB Electronics/Rc2

Miejmy nadzieję że radio z WB Electroncs znajdzie swoją niszę wśród użytkowników mniej wymagających, na przykład służb leśnych albo straży pożarnej. Miejmy nadzieję że MON nie będzie kierować się tanim populizmem typu "dobre bo polskie" i "co, my nie potrafimy?" i nie kupi sprzętu bezużytecznego na polu walki, tylko ze zmienioną nazwą. Natomiast firma WB Electronics mająca na koncie wiele dobrych rozwiązań, opracuje na bazie Perada dobrego smartfona dla trekkerów, a dla wojska stworzy nową radiostację, tym razem odporną na zakłócenia.

4 sie 2014

Szkodliwość rozproszonej OT

Wydarzenia na Ukrainie pokazują jak groźna może być "półcywilna", rozporszona Obrona Terytorialna według schematu proponowanego przez grupę "Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej".

Próbują oni odbudować OT od dołu: propagując tworzenie plutonów na szczeblu powiatów. W dodatku proponują żeby plutony te były finansowane przez władze samorządowe. - Idealny przepis na zrobienie w Polsce drugiej Donbaskiej lub Ługańskiej "Republiki Ludowej". Wystarczy że rosyjskie lub niemieckie służby opłacą kilkunastu ludzi żeby zoraganizowali swoje plutony w jakimś regionie a dalej pójdzie już z górki. - Rozpoczynając wojnę hybrydową, Moskwa przyśle wyszkolonych oficerów GRU którzy z plutonów zrobią kompanie i bataliony a przekupieni samorządowcy ogłoszą "autonomię" powiatu czy województwa. Potem już droga prosta do "rozmów pokojowych" na szczeblu międzypaństwowym i przehandlowaniu jakiejś części Polski "za pokój" w innej, tak jak to proponują Niemcy na Ukrainie (pokój w Donbasie za Krym).

Kto wie czy nie taki jest cel niektórych z nich? Trzeba by to sprawdzić, ale kto ma to zrobić? ABW której rząd Tuska nakazał przyjacielską współpracę z FSB? Zresztą polski kontrwywiad jest za mały. Szacowano że po wycofywaniu Armii Sowieckiej z Polski, w naszym kraju pozostało około 16 tysięcy agentów sowieckich. Kto wie ile jest ich dziś? Wielu z nich to agenci wpływu operujący w mediach, środowiskach opiniotwórczych - dziennikarzy, aktorów, poetów, polityków. Prawdopodobnie polskie służby są dla nich całkowicie przejrzyste. Co więcej, starają się wpływać na kierunki ich rozwoju. Dziś wsparci są przez rosyjskie brygady sieciowe robiące atmosferę w internecie. Dla nich stworzyć atmosferę wewnętrznego konfliktu to pestka. Zresztą właśnie to robią od kilku lat siejąc nienawiść i anarchię.

Poza tym trzeba pamiętać o zasadzie ekonomii sił. Zamiast plutonu w każdym powiecie, lepiej mieć kompanię w województwie a jeszcze lepiej batalion manewrowy w regionie. Konflikt lokany bowiem, a nawet wielka wojna, nie obejmie wszystkich powiatów. Większość z tych plutonów pozostałaby bezczynna.

Inny wariant tego pomysłu propaguje Romuald Szeremietiew. Z tą różnicą że on stawia na masowość. Widzi wojska OT liczące nawet kilka milionów żołnierzy, a więc należałoby uzbroić już gminy. W obu przypadkach broń, ci niedzielni żołnierze, mieliby posiadać w domach lub na lokalnych posterunkach policji (jeden z wariantów). Oczywiście szybko lokalne sitwy, ufundowane na korupcji i nepotyzmie, przejęłyby z niewielką pomocą SWR czy innej służby wywiadowczej, kontrolę nad takimi formacjami.

Ludzie którym daje się broń do ręki muszą być lojalni, sprawdzeni w służbie, wyszkoleni i poddani scisłej kontroli. Robienie OT opartej na weekendowych entuzjastach z grup airsoftowych, lub na bazie drużyn Ochotniczych Straży Pożarnych (gdzie niektórzy "strażacy" sami wywołują pożary żeby zarobić na flaszkę "jabola") czy grup rekonstrukcyjnych, jak to proponuje szef BBN, minister S. Koziej, to kręcenie sobie powroza na którym FSB i GRU nas powieszą.

Dziś nie ma potrzeby tworzenia wielomilionowej OT.  Wystarczy policzyć: liczebność wojsk lądowych jakimi dysponują władcy Kremla, spadła około pięciokrotnie w stosunku do czasów zimnej wojny. Z kilku milionów, do kilkuset tysięcy. Żeby pokonać jednego statystycznego partyzanta, potrzeba co najmniej 20 żołnierzy. Rosji nie stać na armię która mogłaby zdusić nawet 300 tysięczną OT. Chyba że połączyłaby swe siły z Chińczykami. Może natomiast sama zorganizować w Polsce swoją 20 czy 50 tysięczną armię partyzantów. Na to ją stać.

Dlatego nasza OT powinna być budowana jako formacja nie tyle bardzo liczna, co wysoce profesjonalna i patriotyczna. Przykład ukraińskiej Gwardii Narodowej pokazał, że nawet przy słabym uzbrojeniu, ale mając silnego ducha walki, można osiągać znaczące sukcesy pokonując formacje lepiej uzbrojonych zawodowych najemników z Rosji. Sam profesjonalizm bez patriotyzmu, jest jak doskonały samochód wyścigowy bez benzyny.

Niedopuszczalne jest, żeby żołnierze okazywali większą lojalność swojej "małej ojczyźnie", regionowi, województwu, niż Państwu Polskiemu. W tego rodzaju pułapkę łatwo wpaść, tworząc formację OT opartą o lokalne grupy ochotników finansowanych przez lokalne samorządy. Wojska OT nie powinny być wojskiem starostów, czy sołtysów. Zwłaszcza w demokracji, gdzie konflikt wpisany jest niejako w naturę ustroju. Nie powinny być nawet "wojskiem wojewodów" jak proponuje S. Koziej, choć to łatwo wpadający w ucho slogan.

Najlepiej byłoby gdyby podlegały dowódcom dywizji, komendantom regionalnych sztabów wojskowych, lub dowódcom okręgów wojskowych (o ile takie zostaną przywrócone). Powinny być zorganizowane w brygady lub bataliony zmotoryzowane, o stosunkowo dużej mobilności, poruszające się na opancerzonych lub przystosowanych do opancerzenia ciężarówkach i dysponujące silną artylerią, zwłaszcza ppk.

Przywiązanie do terenu to archaizm. Wyjątkiem mogłyby być, formowane w razie zagrożenia dużą wojną, obejmującą cały kraj, bataliony OT podlegające Wojewódzkim Sztabom Wojskowym i kompanie OT, działające w rejonach WKU (w czasie kryzysu i wojny - Wojskowe Komendy Rejonowe lub Rejonowe Dowództwa Obrony). Ich zadaniem byłaby ochrona i obrona lokalnych ośrodków administracyjnych i ważnych obiektów infrastruktury, wsparcie Wojsk Operacyjnych a także Straży Granicznej i policji. Wśród nich możnaby ukryć kompanie dywersyjne przygotowane do natychmiastowego przejścia do działań nieregularnych na tyłach przeciwnika.

Taka OT powinna być oparta na rezerwistach i składałaby się z 2 segmentów: pierwszego, lepiej wyposażonego, zmotoryzowanego, zorganizowanego w brygady i bataliony zmotoryzowane, podlegającego kilku dowództwom regionalnym (ponadwojewódzkim). Byłby to odpowiednik Gwardii Narodowej. Byłyby to wojska obrony regionalnej. Obszar odpowiedzialności takiego dowództwa obejmowałby kilka województw, ale podległe mu wojska mogłyby też działać w razie potrzeby w innych regionach kraju przekazywane tamtejszym dowództwom. Drugi segment byłby formowany tylko w razie zagrożenia wojną na dużą skalę, obejmującą całe terytorium państwa, złożonego z batalionów i kompanii OT podlegająchych WSzW i WKU (WKR/RDO, Dowództwom Garnizonów). Być może w późniejszym czasie, gdy liczba rezerwistów pozostałych po zsw spadnie, jego rozwinięcie będzie możliwe dopiero po przywróceniu zasadniczej służby wojskowej w czasie zagrożenia wojną. Jego częścią mogą być też nieetatowe grupy obrony złożone na przykład z grup Związku Strzelec, harcerzy, członków niektórych grup ASG czy rekonstrukcyjnych.

Pierwszy segment, wojska obrony regionalnej lub Gwardia Narodowa,  mógłby liczyć w czasie kryzysu i wojny około 50-100 tysięcy żołnierzy. Drugi - Obrona Terytorialna lub Obrona Narodowa - 100-200 tysięcy. Razem z wojskami operacyjnymi dałoby to w czasie wojny 300-500 tysięcy żołnierzy.

Ochroną ludności cywilnej powinny zajmować się formacje OC podległe w czasie pokoju ministrowi spraw wewnętrznych i jednostkom administracji samorządowej. Jednak struktura, wielkość i wyposażenie oddziałów ogólnej samoobrony OC powinny dobrze zazębiać się z jednostkami OT a w czasie wojny, te największe, mogłyby podlegać komendantom WSzW.

Na zakończenie należy przypomnieć o roli, jaką w najbardziej prawdopodobnym dzisiaj rodzaju wojny, jakim jest wojna hybrydowa, musi odgrywać kontrwywiad a także policja i służby walki informacyjnej podlegające jednemu scentralizowanemu dowództwu. Bez nich, skuteczna obrona w takiej wojnie jest niemożliwa. Najlepszym zabezpieczeniem przed  wojną hybrydową jest silne państwo, wyrażające się właściwym i sprawnym funkcjonowaniem jego wszystkich struktur.

Żyjemy w wyjątkowych czasach. Dziś wystarczy niewiele pieniędzy żeby zapewnić Polsce niepodległość i bezpieczeństwo. W czasach braku niepodległości za PRL, wydawaliśmy na obronę ponad 12% PKB rocznie. Być może dziś wystarczyłoby 2,5 lub 3 % PKB wydawanych na obronę, i 150 tysięcy żołnierzy w czasie pokoju, a 400 tys. w czasie wojny, żebyśmy byli bezpieczni. Niestety, rządzący naszym krajem politycy nawet tego nie chcą zrobić. 


21 lip 2014

Liczba czołgów w Wojskach Lądowych

Liczba czołgów, bwp i transporterów Rosomak według danych na czerwiec 2014:
Leopard 2A4 - 128 sztuk
Leopard 2A5 - 49 sztuk*
PT-91 - 218 sztuk
T-72 - 306 sztuk
BWP-1 - 1098 sztuk
KTO Rosomak - 333 sztuki

 *) kupione ale nie wprowadzone rozkazem do SZ RP

Źródło - MON.

Dyslokacja czołgów (z pamięci):
Leopard 2A4 - 2 bataliony w 10 BKPanc w Świętoszowie.
Leopard 2A5 - 34 BPanc w Żaganiu.
PT-91 - 4 bataliony w: 1 BPanc w Wesołej (1 batalion), 2 BZ w Czarnem (1 batalion), 34 BPanc w Żaganiu (2 bataliony, w trakcie przekazywania do 9 BPanc w Braniewie).
T-72 - 5 batalionów: 2 w 9 BPanc w Braniewie, po jednym w 15 BZ w Giżycku (Orzysz), 20 BZ w Bartoszycach, 21 BSP w Rzeszowie (Żurawica).
Bataliony czołgów i zmechanizowane liczą etatowo po 58 czołgów lub bwp/KTO.
Kilkaset czołgów T-72 znajdowało się prawdopodobnie w dyspozycji Inspektoratu Wsparcia  lub AMW w różnym stanie technicznym, najczęściej niesprawne.
Czołgów PT-91 było 232, liczba 218 może wskazywać że część znajdowała się w zakładach remontowych. 

O lekkich związkach taktycznych

Czasem pojawiają się jeszcze wśród entuzjastów militariów zwolennicy wyposażenia części brygad w lekkie samochody opancerzone zamiast klasycznych bwp, czołgów i ciężkiej artylerii. - Pokłosie dawno skompromitowanej idei syjonistycznego neokona P. Wolfowitza który chciał zaoszczędzić na paliwie, wysyłając amerykańskich żołnierzy, zamiast w czołgach - w lekkich pojazdach, na swoje "szybkie wojenki". Fanbojom lekkich brygad coś do myślenia może da to wspomnienie:

"Na bazie Kijowskiego Okręgu Wojskowego, w tym czasie (rok 1987) była utworzona eksperymentalna struktura - jedna z dywizji zmotoryzowanych* była przeformowana w dywizję lekką. W związku z tym, ciężki sprzęt i uzbrojenie były czasowo zdjęte z jej wyposażenia. W ich miejsce, w dywizji była znacznie zwiększona liczba przenośnego (przewoźnego) sprzętu i uzbrojenia. Na przykład, w miejsce transporterów opancerzonych i bwp, każda drużyna zmotoryzowana otrzymała lekki samochód UAZ z granatnikiem automatycznym AGS-17. W miejsce ciężkich haubic samobieżnych, zwiększono liczbę ciągnionych haubic 122 mm. Oczekiwano (w teorii) że takie dywizje będzie można wykorzystywać do uchwycenia i utrzymania wygodnych robieży do czasu podejścia sił głównych, wykorzystując ich manewrowość i szybkość przemieszczania się. Polecono mi przetestować celowość tworzenia takich dywizji. W tym celu odbyły się ćwiczenia na terytorium Ukrainy w obwodach Woroszyłowgradzkim, Charkowskim i Czernihowskim. Ćwiczenia planował i prowadził sztab Kijowskiego Okręgu Wojskowego. Moim zadaniem było zrozumieć tę strukturę organizacyjną i jej możliwości podczas wykonywania długich marszów, w tym po bezdrożach, prowadzeniu działań bojowych, przede wszystkim o charakterze obronnym. Zebrawszy grupę specjalistów z dowództwa Wojsk Lądowych, głównego zarządu wojsk pancernych i zmechanizowanych, wyjechaliśmy w rejon dyslokacji dywizji. Był sierpień, na Ukrainie pogoda była piękna, ciepła i sucha. Przed naszym przyjazdem, dowództwo okręgu poderwało dywizję alarmem, z częściowym zmobilizowaniem jej elementów i przekazało im zadanie bojowe. Istotą zadania było to że dywizja musiała z rejonu centrum szkoleniowego "Piatichatki" (Obwód Woroszyłowgradzki),  wykonać długi marsz przez Obwód Charkowski i na poligonie "Czernihow krug" (Obwód Czernihowski), przystąpić do działań bojowych z "przeciwnikiem", uchwycić wygodną rubież na rzece Desna, utrzymując ją do podejścia sił głównych armii. Jako umownego przeciwnika wyznaczono część szkolnej dywizji pancernej znajdującej się w mieście Desna. Pierwszy etap ćwiczeń - marsz, pokazał wyższość możliwości eksperymentalnej (lekkiej) dywizji nad dywizjami o istniejących etatach. Nie obciążone ciężką bronią i sprzętem (opancerzonymi pojazdami gąsienicowymi), części dywizji podczas marszu pokazały prędkości znacznie przekraczające obowiązujące. Tu trzeba uwzglednić doskonałe warunki pogodowe i dobry stan dróg na Ukrainie. Zupełnie inny obraz ukazał się po rozegraniu działań bojowych. Nie mająca możliwości zniszczyć przeciwnika na dalekich podejściach (brak dalekosiężnej artylerii) a także ze względu na zmniejszenie wydajności walki z czołgami (brak własnych czołgów na wyposażeniu dywizji), dywizja została skazana na porażkę. Wykorzystanie takich dywizji na Zachodnim Teatrze Działań Wojennych było niecelowe. Na teatrach z górskim profilem terenu, gdzie trudno użyć ciężkiego sprzętu, gdzie obrona ma w większości przypadków charakter ogniskowy, możliwość wykorzystania lekkich dywizji nie była wyluczona. Do takich wniosków doszliśmy i my i dowództwo okręgu. Na tym, decyzją ministra obrony, eksperyment się zakończył. Lekkie dywizje w wojskach lądowych nie pojawiły się."
Generał armii S.I. Postnikow.

Poza ciekawostką jaką dla nas jest pojawienie się w tym tekscie znanych Polakom miejscowości jak Piatichatki (obecnie Obwód Ługański), czy Charków, można znaleźć też odniesienia do dzisiejszej sytuacji militarnej. Widać że prace koncepcyjne nad nowymi strukturami wojsk podjęte w ZSRS w czasie potężnego kryzysu lat 1980 (Moskwa zaczęła przegrywać wyścig zbrojeń a, z powodu niskich cen ropy, gospodarka padała), szły w kierunku badania możliwości przyjęcia struktur lżejszych, mniej paliwożernych, a więc tańszych w utrzymaniu. Widać próby poszukiwania nowej strategii, od wyłącznie agresywnej, do zaczepno-obronnej. Trzeba było jednak jeszcze głębszych przemian w myśleniu o wojnie żeby te koncepcje znalazły zastosowanie w życiu. Efektem tych zmian jest dzisiejsza wojna hybrydowa. Pozwoliła ona użyć struktur typowych dla strony słabszej, metod wojny partyzanckiej - w działaniach agresywnych. A więc pomimo kryzysu i cięcia kosztów pozwalających na zachowanie agrersywnego charakteru polityki. Jak widać jednak, i w tym rodzaju wojny posiadanie ciężkiego sprzętu daje przewagę i pozwala zdobyć lub utrzymać teren o czym przekonujemy się z doniesień z Donbasu każdego dnia.

Wniosek dla naszych budowniczych struktur jest taki że sens istnienia 12 BZmot i 17 BZmot bez czołgów jest wątpliwy. Brygady te od początku powstały na kanwie błędnego założenia że wszystko w nich powinno być na jednakowym podwoziu - transportera Rosomak. Miało to zmniejszyć koszty i uprościć logistykę na dalekich teatrach wojen gdzie nasze jednostki ekspedycyjne walczące u boku US Army widzieli  postkomunistyczni generałowie i politycy o wasalnej mentalności. Zupełnie nie wzięto pod uwagę mobilnosci taktycznej, gdzie przewagę mają pojazdy gąsienicowe, i wydajności ognia przeciwpancernego, którą zapewniają czołgi. Inny wniosek to jak najszybsze wprowadzenie samobieżnych haubic 155 mm Krab w brygadach zmechanizowanych i pancernych w miejsce haubic 122 mm Goździk o zbyt małej donośności. Brygady zmotoryzowane zaś, powinny mieć własny etatowy batalion czołgów który zwiększałby nie tylko ich możliwości ogniowe, ale i manewrowość w terenie, zwłaszcza podczas silnych opadów deszczu i śniegu.

*) Dosłownie "motostriełkowe" czyli "strzelców zmotoryzowanych". Ich wyposażenie nie różni się jednak od jednostek zmechanizowanych.

20 lip 2014

Rosja zestrzeliła samolot pasażerski nad Ukrainą

Czy Putin już na tyle stracił poczucie rzeczywistości że chce doprowadzić do wojny światowej?

W dążeniu do przywrócenia imperium, Władimir Putin jest konsekwentny i prze do przodu niczym buldożer. Natychmiast po ogłoszeniu nowych sankcji przez USA i UE, Putin powiedział że, cytat: "odpowiedź Rosji będzie bolesna i ostra". I rzeczywiście, kilka godzin później rosyjscy żołnierze "oddelegowani na urlop" na Ukrainę, dokonali zestrzelenia samolotu B-777 malezyjskich linii lotniczych mordując 298 osób, głównie Holendrów, ale też jednego Amerykanina. Po wykonaniu zadania, wyrzutnia Buk z której dokonano ataku, została ewakuowana do Rosji.

fot. Twitter, Peter Brookes.

Oczywiście między bajki możemy włożyć tłumaczenia że tak zwani "separatyści" nie umieli obsługiwać wyrzutni i "pomylili" samolot malezyjski z ukraińskim samolotem An-26. Rosja wysyłając wyrzutnie Buk z obsługami z pewnością nie dopuściłaby do sytuacji żeby żołnierze strzelali ot tak, do wszystkiego co zobaczą. Głównie z tego powodu, że również lotnictwo rosyjskie wykonuje w tym rejonie loty. Rozkaz o zestrzeleniu samolotu malezyjskiego musiał przyjść co najmniej od dowództwa rosyjskiego sektora obrony powietrznej, a najpewniej z samej Moskwy gdyż była to decyzja o znaczeniu strategicznym.

Zastanówmy się co przez to wydarzenie prezydent Rosji chce powiedzieć Zachodowi. Przede wszystkim nie należy się łudzić że Rosja mogłaby rzucić wyzwanie światu, bez choćby cienia przekonania że są na Zachodzie znaczące, acz nie koniecznie stojące w pierwszym szeregu siły, które dadzą na to zgodę. To co się dzieje, te niemrawe protesty, są dla Rosjan tylko zachętą żeby szli kolejny krok dalej. Dla tych zaś, którzy mają wątpliwości i dla opinii publicznej, przesłanie jest proste: "nic mnie nie powstrzyma, nie cofnę się przed żadną zbrodnią". Oraz: "jeżeli staniecie mi na drodze, sami zginiecie".

Chodzi przede wszystkim o opinię publiczną i polityków UE. Czy taki szantaż może być wobec tej części Zachodu skuteczny? Całkiem możliwe, biorąc pod uwagę gnuśność i oportunizm naszych polityków. Właściwie to nie do końca naszych bo Polska, chociaż formalnie jest częścią Zachodu, ostatnio w przyspieszonym tempie dryfuje w kierunku standardów wschodnich. Także dlatego nie naszych, że rządząca ekipa Tuska, prawdopodobnie widzi w nagłym zaostrzeniu tonu wobec Rosji szansę odwrócenia uwagi "publiczności" od własnych afer.

Spodziewajmy się więc dalszego ciągu już wkrótce, być może również z udziałem Polski.