Jak dowiedziała się nieoficjalnie Gazeta Polska Codziennie, OBRUM Gliwce chce opracować nowy czołg we współpracy z Niemcami. Podczas kwietniowego posiedzenia sejmowej podkomisji ds. przemysłu obronnego, prezes Adam Janik powiedział że zakład chce stworzyć nowy czołg 4 generacji, który byłby odpowiedzią na rosyjski czołg T-14 Armata. Wóz o konstrukcji modułowej, z armatą 120 mm z automatem ładowania w bezzałogowej wieży oddzielonej od przestrzeni załogowej miałby posiadać wysoką odporność balistyczną przedniej półsfery dzięki specjalnemu pancerzowi. Czołg miałby powstać we współpracy z partnerem zagranicznym, prawdopodobnie niemieckim. Decyzja w tej sprawie musi być podjęta przez PGZ we współpracy z MON. Czołg miałby być spolonizowany przynajmniej w 50%. Ta informacja przynajmniej częściowo tłumaczy słowa ministra Macierewicza, który kilka dni temu, podczas dorocznej odprawy kadry kierowniczej MON zapowiedział zawężenie na najbliższe 3 lata Planu Modernizacji Technicznej do programu obejmującego jedynie najistotniejsze i najbardziej priorytetowe kierunki modernizacji wśród których wymienił między innymi modernizację wojsk pancernych. Trudno jednak spodziewać się że OBRUM opracuje, nawet we współpracy z najlepszymi firmami świata, nowy czołg w ciągu 3 lat. Co prawda ZM Tarnów pracowały nad automatem ładowania dla armaty 120 mm w ramach programu Gepard, ale to za mało. Chyba że wykorzysta się gotowe elementy a nawet całe podwozie wywodzące się z czołgu Leopard 2 z dostosowaniem przedniej części dla 3 osób załogi, a od początku powstanie tylko bezzałogowa wieża. Takie rozwiązanie pozwoliłoby znacznie zaoszczędzić na masie i rzeczywiście opracować czołg o wysokiej mobilności. Zresztą podwozie też można skrócić o ok. metr, i odjąć 2 koła nośne, dając zespół napędowy z poprzecznie umieszczonym silnikiem. Być może pozwoliłoby to łączne ograniczyć masę wozu do ok. 50 ton.
Źródło: http://gpcodziennie.pl/49984-pancernyskokdlanaszegowojska.html
29 kwi 2016
23 mar 2016
Jeszcze o OT Macierewicza
Nikt chyba nie zwrócił uwagi że sformowanie 17 brygad OT będzie wymagać co najmniej 18 dodatkowych etatów generalskich (17 generałów brygady - dowódców brygad OT i co najmniej jeden generał dywizji - dowódca Wojsk OT) a prawdopodobnie więcej, bo zastępca d-cy wojsk OT to będzie też etat generała brygady. Do tego korowód pułkowników w sztabach brygad, majorów lub podpułkowników w dowództwach batalionów (co najmniej 86) ich zastępców i szefów sztabów. - Setki nowych etatów oficerów starszych! I kto je wypełni? Ci straszni wychowankowie komunistycznych szkół oficerskich ściągnięci z emerytury? Pan Antoni ma chyba jednak lekką schizofrenię. Nie lepiej podporządkować kompanie OT w czasie "P" komendantom WKU, tylko wzmocnić je etatowo? To samo z brygadami i WSzW! Po co tworzyć równoległe struktury? Po co niepotrzebnie wydawać pieniądze?!
14 mar 2016
Nie niszczcie komitetów! Zakładajcie swoje!
Dlaczego rząd RP zabiega o "bazy wojsk NATO" w Polsce, a nie po prostu o bazy wojsk USA i WB? Przecież wiadomo że istnieje zaledwie kilka małych jednostek czysto natowskich i nie o nie tutaj chodzi. Dogadanie się z rządem jednego czy 2 państw jest łatwiejsze niż uzyskanie zgody wszystkich 28 państw i nie jest do tego potrzebny szczyt NATO. Czy rząd RP chce, czy może nie chce obcych baz w Polsce, skoro tak stawia problem? A może właśnie o to chodzi że chcemy mieć bazy wojsk niemieckich na Mazurach, Pomorzu i Śląsku?
Idąc dalej: Czy przygotowana przez rząd ustawa o pobycie wojsk sojuszniczych w Polsce może stać się zagrożeniem? Przypomnijmy że ustawa ma umożliwić szybkie rozmieszczenie "Szpicy NATO" bez zbędnych formalności biurokratycznych. Siły sojuszników otrzymają uprawnienia jakie ma Wojsko Polskie jeszcze w czasie "P", łącznie z użyciem broni, także przeciwko Polakom. Wyobraźmy sobie że podczas milionowej demonstracji, manifestanci w obronie "demokracji" lub innej cennej wartości, zdobywają URM i formują nowy rząd tymczasowy. Dochodzi do wojny domowej. Jak zachowają się w takiej sytuacji wojska niemieckie przebywające w Polsce? Czy np. na prośbę marszałka województwa zachodniopomorskiego albo prezydenta Szczecina nie przejmą władzy nad tą częścią terytorium RP, żeby utrzymać spokój i zapobiec anarchii?
Podczas sobotniego wystąpienia na międzynarodowej konferencji "Współczesna polityka: konflikty zbrojne i terroryzm" w WSKSiM w Toruniu, minister Antoni Macierewicz powiedział: "Obecnie terroryzm jest stosowany wobec państw Europy jako narzędzie, używa się - niespotykanego dotąd w dziejach cywilizacji - prowokowania fali emigracji ludności mającej destabilizować kontynent europejski". Szef MON powiedział, że obecnie trwa konflikt, i wskazując na katastrofę w Smoleńsku dodał, że my, Polacy byliśmy jego pierwszą wielką ofiarą. "Warto pamiętać, że to my byliśmy pierwszą ofiarą terroryzmu w latach 30, a po Smoleńsku możemy powiedzieć, że byliśmy też pierwszą wielką ofiarą terroryzmu we współczesnym konflikcie, jaki się na naszych oczach rozgrywa" - mówił Macierewicz. Dodał, że rosyjski atak zbrojny na Gruzję był atakiem, który był rozpoczęty najpierw wewnętrzną dywersją wewnątrz Gruzji a to co się stało nad Smoleńskiem miało na celu pozbawienie Polski przywództwa. Zdaniem Macierewicza kolejnymi takimi krokami były atak na Ukrainę i okupacja najbardziej uprzemysłowionej części tego kraju, zestrzelenie samolotu malezyjskiego i inwazja w Syrii.
Jak mówił, "tylko Polska niepodległa może podnieść pełnym głosem i bez żadnych ograniczeń sprawę ludobójstwa katyńskiego". Próba podjęcia tej sprawy przez prezydenta Kaczyńskiego w roku 2009 r. wywołała reakcję jakiej współczesny świat nie wyobrażał sobie. Reakcję, która kosztowała całą polską elitę śmierć nad Smoleńskiem - podkreślał Macierewicz. Tak więc, nasza niepodległość, w ocenie Macierewicza, została pogrzebana w Smoleńsku, zanim jeszcze zdołała rozkwitnąć.
Co ciekawe Macierewicz uważa, że za obecną wojną w Europie, nie stoi tylko Rosja. Użył bowiem liczby mnogiej: "Terroryzm jest narzędziem w realizacji rozstrzygnięcia w konfliktach zbrojnych państw zmierzających do zmian w Europie". Dodał również, że terroryzm jest tylko wstępem do prawdziwej wojny którą rozstrzygają "wielkie bataliony" .Jakie państwo oprócz Rosji miał na myśli? Być może Niemcy, które w konstytucji wciąż uznają obecne polskie ziemie zachodnie i północne, za swoje terytoria i importują miliony islamistów żeby wzmóc nastroje nacjonalistyczne i dokonać zwrotu w prawo?
Antoni Macierewicz zajmował się partyzantką miejską i ruchami partyzanckimi Ameryki Łacińskiej naukowo, jako pracownik PAN. Jego zainteresowanie, jak sam mówił, wiązało się z możliwością wykorzystania partyzantki miejskiej jako drogi do odzyskania niepodległości. Budowa więc dzisiejszej OT ma głębokie uzasadnienie historyczne. W 1989 roku wielu myślało że Polska jest na prostej drodze do niepodległości. Niepodległości jednak nikt nie dostaje za darmo. Trzeba o nią walczyć. Pierwszą wielką bitwę, w czerwcu 1992 roku Antoni Macierewicz przegrał, choć nie ze swojej winy. Agenci komunistyczni obalili rząd Olszewskiego podczas "nocnej zmiany". Inicjatorem nieudanej lustracji był Janusz Korwin Mikke. Drugą potyczkę, kiedy likwidował WSI w 2006 i 2007 roku wygrał, ale jego szef, J. Kaczyński przegrał całą bitwę, nakazując odwrót, gdy trzeba było bronić pozycji do końca. Być może wtedy pan Macierewicz zrozumiał że bez mobilizacji szerokich mas bojowników się nie obędzie. Następną szansę dostał w 2015 roku. Co ciekawe, zwycięstwo wyborcze PiS w 2015 było poprzedzone peregrynacją Macierewicza do USA w kwietniu 2014 roku. Szukał on tam kontaktów ze służbami, w celu pomocy przy wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej ale prawdopodobnie nie tylko. Kilka miesięcy później wybuchła afera taśmowa która pogrążyła PO.
W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość dzięki temu, że nasi zaborcy wykrwawili się w I Wojnie Światowej. Z tej perspektywy, nowa wojna w Europie, nie musi być dla sprawy polskiej czymś złym. Albo inaczej: wojna już trwa, naszą rzeczą jest, wykorzystać ją tak, by odzyskać niepodległości. Antoni Macierewicz w Toruniu mówił: "Jesteśmy w NATO po to, żeby móc być zdolnym przeciwstawić się, by zyskać czas na odbudowę naszej armii, która musi być na przyszłość głównym ośrodkiem bezpieczeństwa narodowego państwa polskiego". Być może trzeba więc będzie zgodzić się na częściową "zmianę geopolitycznej mapy europy", aby zyskać na czasie i byśmy mogli odzyskać niepodległość.
Kiedyś Jacek Kuroń, dysydent który odszedł z PZPR dlatego że była za mało komunistyczna, mówił "nie palcie komitetów, zakładajcie swoje". Dziś na naszych oczach próbuje się zrealizować scenariusz znany z krajów arabskich i Ukrainy: "kolorowa rewolucja". KOD, Nowoczesna, Partia Razem...Brakuje tylko pobicia jakiejś przystojnej dziewczyny (niestety na demonstracje KOD chodzą głównie emerytki). Po drugiej stronie barykady, idąc za radą Kuronia, Antoni Macierewicz zakłada społeczną OT, żeby było więcej patriotyzmu i chrześcijaństwa w Wojsku Polskim. Bardzo odważny ruch - podobnie jak ten Korwina z 1992 roku. Wybiegnięcie do przodu, uderzenie wyprzedzające. Polsce grożą "zielone ludziki"? Inwazja islamistów pod parasolem ochronnym lewactwa? - Bardzo dobrze! Macierewicz stworzy nasze własne "zielone ludziki", patriotyczne i chrześcijańskie.
Jacek Kuroń wierzył w komunizm. Myślał że klasa robotnicza zakładając swoje komitety przyspieszy drogę Polski do prawdziwego socjalizmu. Tymczasem klasa robotnicza założyła Solidarność i przyspieszyła drogę Polski do kapitalizmu. Czy społeczna OT Antoniego Macierewicza przyspieszy drogę Polski do prawdziwej niepodległości? A może będzie taką samą pułapką jak Solidarność dla idei Jacka Kuronia?
PS. Minister Macierewicz powiedział w Toruniu, jedną ważną rzecz, której komentatorzy starannie nie zauważają. Powiedział: "Polska potrzebuje tego, co prezydent De Gaule nazywał Force de Frappe", czyli jądrowych sił odstraszania. Dodał, że "bez tego, nigdy nie będziemy bezpieczni". To ważniejsze od wszystkich pomyłek i niezręczności którymi od kilku dni zajmuje się szczujnia związana z PO. Ta wypowiedź idzie znacznie dalej niż tuskowe "polskie kły", ponieważ stanowi wyraźną deklarację zainteresowania wyposażeniem w przyszłości polskich Sił Zbrojnych w broń jądrową.
Idąc dalej: Czy przygotowana przez rząd ustawa o pobycie wojsk sojuszniczych w Polsce może stać się zagrożeniem? Przypomnijmy że ustawa ma umożliwić szybkie rozmieszczenie "Szpicy NATO" bez zbędnych formalności biurokratycznych. Siły sojuszników otrzymają uprawnienia jakie ma Wojsko Polskie jeszcze w czasie "P", łącznie z użyciem broni, także przeciwko Polakom. Wyobraźmy sobie że podczas milionowej demonstracji, manifestanci w obronie "demokracji" lub innej cennej wartości, zdobywają URM i formują nowy rząd tymczasowy. Dochodzi do wojny domowej. Jak zachowają się w takiej sytuacji wojska niemieckie przebywające w Polsce? Czy np. na prośbę marszałka województwa zachodniopomorskiego albo prezydenta Szczecina nie przejmą władzy nad tą częścią terytorium RP, żeby utrzymać spokój i zapobiec anarchii?
Podczas sobotniego wystąpienia na międzynarodowej konferencji "Współczesna polityka: konflikty zbrojne i terroryzm" w WSKSiM w Toruniu, minister Antoni Macierewicz powiedział: "Obecnie terroryzm jest stosowany wobec państw Europy jako narzędzie, używa się - niespotykanego dotąd w dziejach cywilizacji - prowokowania fali emigracji ludności mającej destabilizować kontynent europejski". Szef MON powiedział, że obecnie trwa konflikt, i wskazując na katastrofę w Smoleńsku dodał, że my, Polacy byliśmy jego pierwszą wielką ofiarą. "Warto pamiętać, że to my byliśmy pierwszą ofiarą terroryzmu w latach 30, a po Smoleńsku możemy powiedzieć, że byliśmy też pierwszą wielką ofiarą terroryzmu we współczesnym konflikcie, jaki się na naszych oczach rozgrywa" - mówił Macierewicz. Dodał, że rosyjski atak zbrojny na Gruzję był atakiem, który był rozpoczęty najpierw wewnętrzną dywersją wewnątrz Gruzji a to co się stało nad Smoleńskiem miało na celu pozbawienie Polski przywództwa. Zdaniem Macierewicza kolejnymi takimi krokami były atak na Ukrainę i okupacja najbardziej uprzemysłowionej części tego kraju, zestrzelenie samolotu malezyjskiego i inwazja w Syrii.
Jak mówił, "tylko Polska niepodległa może podnieść pełnym głosem i bez żadnych ograniczeń sprawę ludobójstwa katyńskiego". Próba podjęcia tej sprawy przez prezydenta Kaczyńskiego w roku 2009 r. wywołała reakcję jakiej współczesny świat nie wyobrażał sobie. Reakcję, która kosztowała całą polską elitę śmierć nad Smoleńskiem - podkreślał Macierewicz. Tak więc, nasza niepodległość, w ocenie Macierewicza, została pogrzebana w Smoleńsku, zanim jeszcze zdołała rozkwitnąć.
Co ciekawe Macierewicz uważa, że za obecną wojną w Europie, nie stoi tylko Rosja. Użył bowiem liczby mnogiej: "Terroryzm jest narzędziem w realizacji rozstrzygnięcia w konfliktach zbrojnych państw zmierzających do zmian w Europie". Dodał również, że terroryzm jest tylko wstępem do prawdziwej wojny którą rozstrzygają "wielkie bataliony" .Jakie państwo oprócz Rosji miał na myśli? Być może Niemcy, które w konstytucji wciąż uznają obecne polskie ziemie zachodnie i północne, za swoje terytoria i importują miliony islamistów żeby wzmóc nastroje nacjonalistyczne i dokonać zwrotu w prawo?
Antoni Macierewicz zajmował się partyzantką miejską i ruchami partyzanckimi Ameryki Łacińskiej naukowo, jako pracownik PAN. Jego zainteresowanie, jak sam mówił, wiązało się z możliwością wykorzystania partyzantki miejskiej jako drogi do odzyskania niepodległości. Budowa więc dzisiejszej OT ma głębokie uzasadnienie historyczne. W 1989 roku wielu myślało że Polska jest na prostej drodze do niepodległości. Niepodległości jednak nikt nie dostaje za darmo. Trzeba o nią walczyć. Pierwszą wielką bitwę, w czerwcu 1992 roku Antoni Macierewicz przegrał, choć nie ze swojej winy. Agenci komunistyczni obalili rząd Olszewskiego podczas "nocnej zmiany". Inicjatorem nieudanej lustracji był Janusz Korwin Mikke. Drugą potyczkę, kiedy likwidował WSI w 2006 i 2007 roku wygrał, ale jego szef, J. Kaczyński przegrał całą bitwę, nakazując odwrót, gdy trzeba było bronić pozycji do końca. Być może wtedy pan Macierewicz zrozumiał że bez mobilizacji szerokich mas bojowników się nie obędzie. Następną szansę dostał w 2015 roku. Co ciekawe, zwycięstwo wyborcze PiS w 2015 było poprzedzone peregrynacją Macierewicza do USA w kwietniu 2014 roku. Szukał on tam kontaktów ze służbami, w celu pomocy przy wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej ale prawdopodobnie nie tylko. Kilka miesięcy później wybuchła afera taśmowa która pogrążyła PO.
W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość dzięki temu, że nasi zaborcy wykrwawili się w I Wojnie Światowej. Z tej perspektywy, nowa wojna w Europie, nie musi być dla sprawy polskiej czymś złym. Albo inaczej: wojna już trwa, naszą rzeczą jest, wykorzystać ją tak, by odzyskać niepodległości. Antoni Macierewicz w Toruniu mówił: "Jesteśmy w NATO po to, żeby móc być zdolnym przeciwstawić się, by zyskać czas na odbudowę naszej armii, która musi być na przyszłość głównym ośrodkiem bezpieczeństwa narodowego państwa polskiego". Być może trzeba więc będzie zgodzić się na częściową "zmianę geopolitycznej mapy europy", aby zyskać na czasie i byśmy mogli odzyskać niepodległość.
Kiedyś Jacek Kuroń, dysydent który odszedł z PZPR dlatego że była za mało komunistyczna, mówił "nie palcie komitetów, zakładajcie swoje". Dziś na naszych oczach próbuje się zrealizować scenariusz znany z krajów arabskich i Ukrainy: "kolorowa rewolucja". KOD, Nowoczesna, Partia Razem...Brakuje tylko pobicia jakiejś przystojnej dziewczyny (niestety na demonstracje KOD chodzą głównie emerytki). Po drugiej stronie barykady, idąc za radą Kuronia, Antoni Macierewicz zakłada społeczną OT, żeby było więcej patriotyzmu i chrześcijaństwa w Wojsku Polskim. Bardzo odważny ruch - podobnie jak ten Korwina z 1992 roku. Wybiegnięcie do przodu, uderzenie wyprzedzające. Polsce grożą "zielone ludziki"? Inwazja islamistów pod parasolem ochronnym lewactwa? - Bardzo dobrze! Macierewicz stworzy nasze własne "zielone ludziki", patriotyczne i chrześcijańskie.
Jacek Kuroń wierzył w komunizm. Myślał że klasa robotnicza zakładając swoje komitety przyspieszy drogę Polski do prawdziwego socjalizmu. Tymczasem klasa robotnicza założyła Solidarność i przyspieszyła drogę Polski do kapitalizmu. Czy społeczna OT Antoniego Macierewicza przyspieszy drogę Polski do prawdziwej niepodległości? A może będzie taką samą pułapką jak Solidarność dla idei Jacka Kuronia?
PS. Minister Macierewicz powiedział w Toruniu, jedną ważną rzecz, której komentatorzy starannie nie zauważają. Powiedział: "Polska potrzebuje tego, co prezydent De Gaule nazywał Force de Frappe", czyli jądrowych sił odstraszania. Dodał, że "bez tego, nigdy nie będziemy bezpieczni". To ważniejsze od wszystkich pomyłek i niezręczności którymi od kilku dni zajmuje się szczujnia związana z PO. Ta wypowiedź idzie znacznie dalej niż tuskowe "polskie kły", ponieważ stanowi wyraźną deklarację zainteresowania wyposażeniem w przyszłości polskich Sił Zbrojnych w broń jądrową.
11 mar 2016
Jest koncepcja OT
W czwartek 10 marca, na posiedzeniu Sejmowej Komisji Obrony Narodowej przedstawiciele MON zaprezentowali wstępną koncepcję budowy Obrony Terytorialnej. Tradycjami ma nawiązywać do żołnierzy "wyklętych" i innych formacji niepodległościowych.
Nowa OT ma być piątym rodzajem sił zbrojnych, składać się głównie z jednostek stacjonarnych, zorganizowanych w brygady wojewódzkie, którym będą podlegać bataliony zorganizowane na siatce WKU i kompanie na siatce powiatów. W województwie Mazowieckim, z racji jego rozległości (42 powiaty), ma być 2 brygady. Ogółem ma być 17 brygad, 86 batalionów i 264 kompanie OT. Formacja będzie budowana w 4 etapach do 2021 roku. Ma składać się zarówno z rezerwistów, żołnierzy zawodowych (głównie w dowództwach) jak i "ochotników". Każda brygada ma liczyć 1,5-2,5 tys. żołnierzy, cała formacja ma liczyć około 35 tys. żołnierzy. Krajowe dowództwo OT ma podlegać zreformowanemu SG WP.
W 2016 i 2017 roku ma powstać po 3 brygady OT. Jak wynikało z prezentacji dr. Kwaśniaka, pierwsze 3 brygady powstaną prawdopodobnie na Podlasiu, Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Pierwsze brygady mają osiągnąć gotowość organizacyjną za rok, ostatnie – do końca 2019 r. Po sformowaniu każda brygada ma zostać poddana trzyletniemu szkoleniu, podobnie jak ma to miejsce w wojskach operacyjnych. Dla ostatniej, ma się ono zakończyć do końca 2021 r.
Jak powiedział Szef Zarządu Organizacji i Uzupełnień SG WP płk Gaj, brygady będą miały zróżnicowany skład w zależności od specyfiki danego województwa. Jedne będą złożone przede wszystkim z jednostek ochrony, inne – z jednostek bardziej manewrowych, w tym przeznaczonych do działań nieregularnych. Brygady mają składać się z 3-4 batalionów, w każdym po 4-5 kompanii. W miastach wojewódzkich mają powstać bataliony OT.
Oprócz ochrony infrastruktury, OT ma zajmować się zwalczaniem dywersji, terroryzmu i dezinformacji. Nie wyjaśniono bliżej na czym mają polegać działania "antydezinformacyjne" (być może chodzi o walkę z rosyjskimi trollami w internecie).
Pełnomocnik ministra d/s OT płk Kwaśniak wyróżnił trzy cele OT: wzmocnienie potencjału odstraszania przez wsparcie wojsk operacyjnych, uzyskanie zdolności do samodzielnego prowadzenia działań nieregularnych oraz "wzmocnienie patriotycznych i chrześcijańskich fundamentów naszego systemu obronnego oraz sił zbrojnych". To ostatnie wywołało furię posłów opozycji.
Terytorialna struktura brygad OT, złożona z rozrzuconych na dużym obszarze batalionów przywiązanych do terenu, przypomina przedwojenną strukturę jednostek Obrony Narodowej. Wtedy jednak tam gdzie dziś przewiduje się kompanie, były bataliony.
Kompanie mają składać się z ochotników lub (tam gdzie ochotników zabraknie) z rezerwistów. Ochotnicy mają być nową kategorią żołnierzy, ich prawa i obowiązki są dopiero w trakcie opracowania. Żołnierze mają szkolić się 30 dni w roku – raz w miesiącu w weekend oraz raz w roku przez kilka dni na poligonie. Mają powstać wojewódzkie ośrodki szkolenia OT. Będzie w nich organizowane ok 15% zajęć szkoleniowych (5-6 dni w roku dla żołnierza). Jeśli chodzi o rekrutację, przewiduje się 2 rozwiązania: - ochotnik może wstąpić do OT indywidualnie, lub wraz z pododdziałem. W tym ostatnim przypadku przygotowuje się system certyfikacji. Przewiduje się szkolenie dla osób z organizacji proobronnych, które nie posiadają stosownego przeszkolenia. Służba w OT ma być płatna - 300 zł za pozostawanie w gotowości i 200 zł za szkolenie rezerwisty 1 weekend w miesiącu. Wśród rezerwistów jest duże zainteresowanie służbą w OT.
Broń indywidualna będzie być może przechowywana w komendach powiatowych policji, MSWiA na prośbę MON analizuje jakie są możliwości w tym zakresie. Cięższe uzbrojenie i amunicja mają być przechowywane na poziomie batalionów i brygad. Odpowiada to zasadom obowiązującym w wojskach operacyjnych, gdzie również amunicja jest przechowywana na szczeblu brygady.
Jak przyznał dr. Kwaśniak, problemem przy formowaniu pododdziałów OT mogą być braki w infrastrukturze. Za kilka lat trzeba będzie rozważyć budowę koszar, strzelnic i magazynów. Płk.Gaj wspomniał, że infrastruktura na wschodzie Polski znajduje się w fatalnym stanie. Jak powiedział, zwłaszcza w ciągu ostatnich 3-4 lat wiele obiektów popadło w ruinę, tak że łatwiej byłoby je wysadzić w powietrze i zbudować nowe, niż remontować.
Innym problemem są braki kadrowe, szczególnie wśród oficerów starszych. MON będzie zachęcać oficerów rezerwy spełniających warunki zdrowotne, żeby powrócili do służby. Wspomniano też o możliwości obniżenia wymagań w zakresie sprawności fizycznej które obecnie są rzekomo zbyt wysokie.
W dyskusji, poseł Mroczek (PO) powiedział, że poprzednie kierownictwo MON planowało sformowanie 30 batalionów OT na czas "W" w tym 6 (w strukturach brygad wojsk operacyjnych?) na etacie "P". Zwrócił uwagę, że obecnie planowana rozbudowana w czasie pokoju OT może zabrać wszystkie pieniądze na modernizację SZ. W odpowiedzi przedstawiciel MON płk. Gaj powiedział że utworzenie wojsk OT pochłonie relatywnie niewielkie koszty gdyż wg szacunków koszt sformowania brygady lekkiej piechoty, to 20-25% kosztów brygady pancernej. Gdybyśmy chcieli sformować 4 dywizje lekkiej piechoty, to byłby taki koszt jak by sformować 1 dywizję pancerną.
Poseł Czartoryski (PiS) zauważył że są samorządy gotowe wspierać finansowo bądź rzeczowo jednostki OT, np. wyremontować starą strzelnicę. Nie może jednak to być bezpośrednie wsparcie (ponieważ taka forma rodzi groźbę korupcji). Powinno się zatem stworzyć coś w rodzaju przedwojennego FON.
Poseł Pięta (PiS) wspomniał że rekrutacji do OT powinna towarzyszyć współpraca z SKW. W Niepołomicach d-ca grupki org. proobronnej okazał się działaczem prorosyjskiej partii Zmiana. Uzyskał potwierdzenie że takie działania są prowadzone.
Wiceminister T. Szatkowski komentując na gorąco pomysł posła Czartoryskiego, powiedział że współpraca z lokalnymi branżami, to jest kwestia do podniesienia systemowo. Nie powinno się tworzyć oddzielnego kanału współpracy z lokalnym przemysłem w ramach OT, i to takiego który byłby zupełnie zlokalizowany, bo byśmy powielali obecny model ukraiński. Można rozpatrywać współpracę przez Inspektorat Uzbrojenia, Inspektorat Wsparcia SZ, ale oddziały OT nie powinny być zaopatrywane w oparciu o zupełnie różnych lokalnych dostawców. W odpowiedzi na zarzuty opozycji o tworzenie niepotrzebnych dowództw OT, powiedział że zatrudnienie w IC MON w ostatnich latach pod rządami obecnej opozycji wzrosło o 20% pomimo redukcji jednostek.
Posłanka Siarkowska (Kukiz15) zwróciła uwagę że wiele strzelnic jest obecnie nieużywanych z powodu zbyt wyśrubowanych (chyba najwyższych w świecie) wymogów bezpieczeństwa. Wiele domów zostało pobudowanych w pobliżu strzelnic co uniemożliwia ich użytkowanie. Zdarzało się że świeżo unowocześniona strzelnica nie może działać, ponieważ jeszcze przed zakończeniem modernizacji wymogi bezpieczeństwa ponownie podwyższano. Mamy tu do czynienia z problemem pasożytowania władz i koterii na bezpieczeństwie narodowym, co było bardzo częste na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.
Siarkowska zwróciła też uwagę że kwestie związane z zamówieniami publicznymi mocno hamują modernizację i inwestycje w infrastrukturę. Zaproponowała by znaleźć drogi obejścia tego problemu.
Wydaje się że OT w przedstawionej formie będzie zbyt rozbudowana w czasie "P" i zbyt rozproszona. Być może lepiej byłoby po jednym - do kilku batalionów zmotoryzowanych na województwo, bez kompanii powiatowych ale z 1-2 kompaniami przy WKU (już obecnie przewiduje się formowanie przez WKU kompanii ochrony na czas "W"). Jeśli nie będzie pododdziałów mobilnych, sens tworzenia dowództwa brygady w czasie "P" jest wątpliwy. Zwłaszcza w sytuacji sygnalizowanych braków oficerów starszych. Rolę szczebla zarządzającego nad mniejszą liczbą batalionów OT może pełnić odpowiednio wzmocniony kadrowo WSzW. Dopiero w czasie "W" szef WSzW lub inny wyznaczony oficer mógłby stawać się d-cą OT województwa. Takie rozwiązanie pozwoliłoby zaoszczędzić wiele wysokich etatów. Podobnie niepotrzebne wydaje się centralne dowództwo OT kraju. Dla uspokojenia nastrojów społecznych, zwłaszcza w zachodnich i centralnych rejonach kraju, wystarczy sama świadomość że formowanie określonych jednostek OT jest przewidziane na czas zagrożenia i wojny a wyznaczeni rezerwiści okresowo szkoleni. W miejsce dziesiątek rozproszonych kompanii na wschodzie, lepiej byłoby sformować kilka brygad zmotoryzowanych wojsk operacyjnych, z normalnym dywizjonem artylerii, plot, pododdziałem saperów itd.
(Grafika: MON).
A. Macierewicz demonstruje mundur dla żołnierzy "wyklętych".
Bataliony OT powstaną na siatce WKU które obejmują od 2 do 7 powiatów,
jednak mają liczyć od 4 do 5 kompanii. Być może chodzi tu o przeciętną liczbę kompanii w batalionie.
W 2016 i 2017 roku ma powstać po 3 brygady OT. Jak wynikało z prezentacji dr. Kwaśniaka, pierwsze 3 brygady powstaną prawdopodobnie na Podlasiu, Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Pierwsze brygady mają osiągnąć gotowość organizacyjną za rok, ostatnie – do końca 2019 r. Po sformowaniu każda brygada ma zostać poddana trzyletniemu szkoleniu, podobnie jak ma to miejsce w wojskach operacyjnych. Dla ostatniej, ma się ono zakończyć do końca 2021 r.
Jak powiedział Szef Zarządu Organizacji i Uzupełnień SG WP płk Gaj, brygady będą miały zróżnicowany skład w zależności od specyfiki danego województwa. Jedne będą złożone przede wszystkim z jednostek ochrony, inne – z jednostek bardziej manewrowych, w tym przeznaczonych do działań nieregularnych. Brygady mają składać się z 3-4 batalionów, w każdym po 4-5 kompanii. W miastach wojewódzkich mają powstać bataliony OT.
Oprócz ochrony infrastruktury, OT ma zajmować się zwalczaniem dywersji, terroryzmu i dezinformacji. Nie wyjaśniono bliżej na czym mają polegać działania "antydezinformacyjne" (być może chodzi o walkę z rosyjskimi trollami w internecie).
Pełnomocnik ministra d/s OT płk Kwaśniak wyróżnił trzy cele OT: wzmocnienie potencjału odstraszania przez wsparcie wojsk operacyjnych, uzyskanie zdolności do samodzielnego prowadzenia działań nieregularnych oraz "wzmocnienie patriotycznych i chrześcijańskich fundamentów naszego systemu obronnego oraz sił zbrojnych". To ostatnie wywołało furię posłów opozycji.
Terytorialna struktura brygad OT, złożona z rozrzuconych na dużym obszarze batalionów przywiązanych do terenu, przypomina przedwojenną strukturę jednostek Obrony Narodowej. Wtedy jednak tam gdzie dziś przewiduje się kompanie, były bataliony.
Kompanie mają składać się z ochotników lub (tam gdzie ochotników zabraknie) z rezerwistów. Ochotnicy mają być nową kategorią żołnierzy, ich prawa i obowiązki są dopiero w trakcie opracowania. Żołnierze mają szkolić się 30 dni w roku – raz w miesiącu w weekend oraz raz w roku przez kilka dni na poligonie. Mają powstać wojewódzkie ośrodki szkolenia OT. Będzie w nich organizowane ok 15% zajęć szkoleniowych (5-6 dni w roku dla żołnierza). Jeśli chodzi o rekrutację, przewiduje się 2 rozwiązania: - ochotnik może wstąpić do OT indywidualnie, lub wraz z pododdziałem. W tym ostatnim przypadku przygotowuje się system certyfikacji. Przewiduje się szkolenie dla osób z organizacji proobronnych, które nie posiadają stosownego przeszkolenia. Służba w OT ma być płatna - 300 zł za pozostawanie w gotowości i 200 zł za szkolenie rezerwisty 1 weekend w miesiącu. Wśród rezerwistów jest duże zainteresowanie służbą w OT.
Broń indywidualna będzie być może przechowywana w komendach powiatowych policji, MSWiA na prośbę MON analizuje jakie są możliwości w tym zakresie. Cięższe uzbrojenie i amunicja mają być przechowywane na poziomie batalionów i brygad. Odpowiada to zasadom obowiązującym w wojskach operacyjnych, gdzie również amunicja jest przechowywana na szczeblu brygady.
Jak przyznał dr. Kwaśniak, problemem przy formowaniu pododdziałów OT mogą być braki w infrastrukturze. Za kilka lat trzeba będzie rozważyć budowę koszar, strzelnic i magazynów. Płk.Gaj wspomniał, że infrastruktura na wschodzie Polski znajduje się w fatalnym stanie. Jak powiedział, zwłaszcza w ciągu ostatnich 3-4 lat wiele obiektów popadło w ruinę, tak że łatwiej byłoby je wysadzić w powietrze i zbudować nowe, niż remontować.
Innym problemem są braki kadrowe, szczególnie wśród oficerów starszych. MON będzie zachęcać oficerów rezerwy spełniających warunki zdrowotne, żeby powrócili do służby. Wspomniano też o możliwości obniżenia wymagań w zakresie sprawności fizycznej które obecnie są rzekomo zbyt wysokie.
W dyskusji, poseł Mroczek (PO) powiedział, że poprzednie kierownictwo MON planowało sformowanie 30 batalionów OT na czas "W" w tym 6 (w strukturach brygad wojsk operacyjnych?) na etacie "P". Zwrócił uwagę, że obecnie planowana rozbudowana w czasie pokoju OT może zabrać wszystkie pieniądze na modernizację SZ. W odpowiedzi przedstawiciel MON płk. Gaj powiedział że utworzenie wojsk OT pochłonie relatywnie niewielkie koszty gdyż wg szacunków koszt sformowania brygady lekkiej piechoty, to 20-25% kosztów brygady pancernej. Gdybyśmy chcieli sformować 4 dywizje lekkiej piechoty, to byłby taki koszt jak by sformować 1 dywizję pancerną.
Poseł Czartoryski (PiS) zauważył że są samorządy gotowe wspierać finansowo bądź rzeczowo jednostki OT, np. wyremontować starą strzelnicę. Nie może jednak to być bezpośrednie wsparcie (ponieważ taka forma rodzi groźbę korupcji). Powinno się zatem stworzyć coś w rodzaju przedwojennego FON.
Poseł Pięta (PiS) wspomniał że rekrutacji do OT powinna towarzyszyć współpraca z SKW. W Niepołomicach d-ca grupki org. proobronnej okazał się działaczem prorosyjskiej partii Zmiana. Uzyskał potwierdzenie że takie działania są prowadzone.
Wiceminister T. Szatkowski komentując na gorąco pomysł posła Czartoryskiego, powiedział że współpraca z lokalnymi branżami, to jest kwestia do podniesienia systemowo. Nie powinno się tworzyć oddzielnego kanału współpracy z lokalnym przemysłem w ramach OT, i to takiego który byłby zupełnie zlokalizowany, bo byśmy powielali obecny model ukraiński. Można rozpatrywać współpracę przez Inspektorat Uzbrojenia, Inspektorat Wsparcia SZ, ale oddziały OT nie powinny być zaopatrywane w oparciu o zupełnie różnych lokalnych dostawców. W odpowiedzi na zarzuty opozycji o tworzenie niepotrzebnych dowództw OT, powiedział że zatrudnienie w IC MON w ostatnich latach pod rządami obecnej opozycji wzrosło o 20% pomimo redukcji jednostek.
Posłanka Siarkowska (Kukiz15) zwróciła uwagę że wiele strzelnic jest obecnie nieużywanych z powodu zbyt wyśrubowanych (chyba najwyższych w świecie) wymogów bezpieczeństwa. Wiele domów zostało pobudowanych w pobliżu strzelnic co uniemożliwia ich użytkowanie. Zdarzało się że świeżo unowocześniona strzelnica nie może działać, ponieważ jeszcze przed zakończeniem modernizacji wymogi bezpieczeństwa ponownie podwyższano. Mamy tu do czynienia z problemem pasożytowania władz i koterii na bezpieczeństwie narodowym, co było bardzo częste na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.
Siarkowska zwróciła też uwagę że kwestie związane z zamówieniami publicznymi mocno hamują modernizację i inwestycje w infrastrukturę. Zaproponowała by znaleźć drogi obejścia tego problemu.
Wydaje się że OT w przedstawionej formie będzie zbyt rozbudowana w czasie "P" i zbyt rozproszona. Być może lepiej byłoby po jednym - do kilku batalionów zmotoryzowanych na województwo, bez kompanii powiatowych ale z 1-2 kompaniami przy WKU (już obecnie przewiduje się formowanie przez WKU kompanii ochrony na czas "W"). Jeśli nie będzie pododdziałów mobilnych, sens tworzenia dowództwa brygady w czasie "P" jest wątpliwy. Zwłaszcza w sytuacji sygnalizowanych braków oficerów starszych. Rolę szczebla zarządzającego nad mniejszą liczbą batalionów OT może pełnić odpowiednio wzmocniony kadrowo WSzW. Dopiero w czasie "W" szef WSzW lub inny wyznaczony oficer mógłby stawać się d-cą OT województwa. Takie rozwiązanie pozwoliłoby zaoszczędzić wiele wysokich etatów. Podobnie niepotrzebne wydaje się centralne dowództwo OT kraju. Dla uspokojenia nastrojów społecznych, zwłaszcza w zachodnich i centralnych rejonach kraju, wystarczy sama świadomość że formowanie określonych jednostek OT jest przewidziane na czas zagrożenia i wojny a wyznaczeni rezerwiści okresowo szkoleni. W miejsce dziesiątek rozproszonych kompanii na wschodzie, lepiej byłoby sformować kilka brygad zmotoryzowanych wojsk operacyjnych, z normalnym dywizjonem artylerii, plot, pododdziałem saperów itd.
(Grafika: MON).
4 mar 2016
Prywatne armie - szaleństwa ciąg dalszy
To co się dzieje w sprawach OT w Polsce, jest przerażające. Dotychczas, tak jak we wszystkich normalnych krajach, monopol na użycie przemocy (sił zbrojnych) miało państwo. I taka była definicja nowoczesnego państwa. Inaczej było w krajach Trzeciego Świata gdzie często państwa po dekolonizacji cofały się do średniowiecza i lokalnie rządziły tam klany, wspólnoty plemienne czy też religijne, z własnymi armiami. Wygląda na to, że Polska podąża w tym samym kierunku.
We wczorajszej, lokalnej cieszyńskiej Gazecie Codziennej, ukazał się zdumiewający artykuł opisujący działania MON w sprawie formowania lokalnych jednostek wojska (OT) podporządkowanego samorządom terytorialnym (powiatom). Wg artykułu, w powiecie cieszyńskim, ma ruszyć pierwszy w Polsce "program pilotażowy", dotyczący Kompanii Obrony Narodowej powołanej przez jednego z tamtejszych radnych, Krzystofa Nieściora. Jak mówił Bogdan Ścibut, inny lokalny polityk z Cieszyna a obecnie dyrektor generalny w MON, ministerstwo chce uruchomić "program pilotażowy dotyczący Kompanii Obrony Narodowej w strukturach jednostki samorządowej, jaką jest powiat". Jak zapowiedział K. Nieścior, "po opracowaniu takiego modelu, ruszyłaby organizacja tego typu formacji wojskowych w całej Polsce"!
Jeżeli to, co pisze autorka artykułu jest prawdą, czeka nas niedługo libanizacja Polski. Przypomnijmy, że Liban był kwitnącym krajem, zwanym "perłą Bliskiego Wschodu" konkurującym gospodarczo z Izraelem. Działania służb Izraela spowodowały że stał się zagłębiem terrorystów. Powstawały tam kolejne coraz bardziej radykalne muzułmańskie i chrześcijańskie ugrupowania i organizacje polityczne, zbrojne milicje i armie terrorystyczne, które walczyły wyłącznie pomiędzy sobą a Izrael miał spokój. Rosja to pojętny uczeń. Niedawno twórczo rozwinęła izraelską koncepcję "Hasbary" i dziś nawet Polacy oskarżają się wzajemnie o "rusofobię" (podobnie jak kilka lat temu każdy kto nie lubił polityki państwa żydowskiego stawał się "antysemitą"). Dziś Rosja i jej agenci idzie o krok dalej - chce, wzorem Izraela, skłócić wewnętrznie otaczające ją kraje i tym sposobem wyłączyć je z gry. MON, podejmując takie działania, idzie jej na rękę. Polska potrzebuje silnej Obrony Terytorialnej ale to wojsko powinno być podporządkowane dowódcom mianowanym przez rząd w Warszawie a nie samozwańczym watażkom z takiej czy innej lokalnej partii. Przecież nigdy nie będzie tak, że we wszystkich powiatach będzie rządziła ta sama partia która rządzi Polską. Łatwo sobie wyobrazić rozhuśtanie nastrojów społecznych i ogłoszenie "autonomii" przez władze takiego czy innego powiatu nieprzychylne partii rządzącej! Oczywiście z inspiracji służb rosyjskich czy niemieckich. W województwach mniejszości etniczne nie mają przewagi, ale w niektórych powiatach już tak. Dlatego kompanie OT powinny być podporządkowane szefom WKU i przez nich formowane z rezerwistów przeszkolonych przez MON. Bowiem to komendanci WKU niejako w sposób naturalny są do tego przygotowani (większość ma stopień ppłk lub płk.), a nie władze powiatowe. Powiat ma określone zadania w zakresie Obrony Cywilnej, nie ma potrzeby obciążać go dodatkowymi zadaniami. Niestety wielu polityków chyba nie odróżnia Obrony Cywilnej od Obrony Terytorialnej i to jest spadek po rzezi elit w czasie II Wojny Światowej. Po wojnie powstały nowe elity posiadające wiedzę potrzebną do rządzenia państwem, ale były to elity kompradorskie, i są dziś tylko planktonem politycznym. Zaś nowi, są jak przywódcy Zulusów w RPA po odejściu białych - coś tam słyszeli, coś tam sobie wyobrażają, coś tam by chcieli, ale nie bardzo wiedzą co i jak. A najważniejsze - mają bardzo silny lęk przed podejmowaniem niewygodnych decyzji. Takich jak choćby częściowe przywrócenie poboru lub powiększenie armii zawodowej przynajmniej o połowę. Dlatego będą grzęznąć w kanale w który wprowadziło ich FSB i GRU aż do końca.
We wczorajszej, lokalnej cieszyńskiej Gazecie Codziennej, ukazał się zdumiewający artykuł opisujący działania MON w sprawie formowania lokalnych jednostek wojska (OT) podporządkowanego samorządom terytorialnym (powiatom). Wg artykułu, w powiecie cieszyńskim, ma ruszyć pierwszy w Polsce "program pilotażowy", dotyczący Kompanii Obrony Narodowej powołanej przez jednego z tamtejszych radnych, Krzystofa Nieściora. Jak mówił Bogdan Ścibut, inny lokalny polityk z Cieszyna a obecnie dyrektor generalny w MON, ministerstwo chce uruchomić "program pilotażowy dotyczący Kompanii Obrony Narodowej w strukturach jednostki samorządowej, jaką jest powiat". Jak zapowiedział K. Nieścior, "po opracowaniu takiego modelu, ruszyłaby organizacja tego typu formacji wojskowych w całej Polsce"!
Jeżeli to, co pisze autorka artykułu jest prawdą, czeka nas niedługo libanizacja Polski. Przypomnijmy, że Liban był kwitnącym krajem, zwanym "perłą Bliskiego Wschodu" konkurującym gospodarczo z Izraelem. Działania służb Izraela spowodowały że stał się zagłębiem terrorystów. Powstawały tam kolejne coraz bardziej radykalne muzułmańskie i chrześcijańskie ugrupowania i organizacje polityczne, zbrojne milicje i armie terrorystyczne, które walczyły wyłącznie pomiędzy sobą a Izrael miał spokój. Rosja to pojętny uczeń. Niedawno twórczo rozwinęła izraelską koncepcję "Hasbary" i dziś nawet Polacy oskarżają się wzajemnie o "rusofobię" (podobnie jak kilka lat temu każdy kto nie lubił polityki państwa żydowskiego stawał się "antysemitą"). Dziś Rosja i jej agenci idzie o krok dalej - chce, wzorem Izraela, skłócić wewnętrznie otaczające ją kraje i tym sposobem wyłączyć je z gry. MON, podejmując takie działania, idzie jej na rękę. Polska potrzebuje silnej Obrony Terytorialnej ale to wojsko powinno być podporządkowane dowódcom mianowanym przez rząd w Warszawie a nie samozwańczym watażkom z takiej czy innej lokalnej partii. Przecież nigdy nie będzie tak, że we wszystkich powiatach będzie rządziła ta sama partia która rządzi Polską. Łatwo sobie wyobrazić rozhuśtanie nastrojów społecznych i ogłoszenie "autonomii" przez władze takiego czy innego powiatu nieprzychylne partii rządzącej! Oczywiście z inspiracji służb rosyjskich czy niemieckich. W województwach mniejszości etniczne nie mają przewagi, ale w niektórych powiatach już tak. Dlatego kompanie OT powinny być podporządkowane szefom WKU i przez nich formowane z rezerwistów przeszkolonych przez MON. Bowiem to komendanci WKU niejako w sposób naturalny są do tego przygotowani (większość ma stopień ppłk lub płk.), a nie władze powiatowe. Powiat ma określone zadania w zakresie Obrony Cywilnej, nie ma potrzeby obciążać go dodatkowymi zadaniami. Niestety wielu polityków chyba nie odróżnia Obrony Cywilnej od Obrony Terytorialnej i to jest spadek po rzezi elit w czasie II Wojny Światowej. Po wojnie powstały nowe elity posiadające wiedzę potrzebną do rządzenia państwem, ale były to elity kompradorskie, i są dziś tylko planktonem politycznym. Zaś nowi, są jak przywódcy Zulusów w RPA po odejściu białych - coś tam słyszeli, coś tam sobie wyobrażają, coś tam by chcieli, ale nie bardzo wiedzą co i jak. A najważniejsze - mają bardzo silny lęk przed podejmowaniem niewygodnych decyzji. Takich jak choćby częściowe przywrócenie poboru lub powiększenie armii zawodowej przynajmniej o połowę. Dlatego będą grzęznąć w kanale w który wprowadziło ich FSB i GRU aż do końca.
25 lut 2016
Prywatyzacja OT jako element budowy infrastruktury wojny domowej
Niektóre propozycje budowy Obrony Terytorialnej zmierzają bezpośrednio do naruszenia spójności Sił Zbrojnych.
Podstawą działania każdej sprawnej organizacji jest morale. Dlatego budowa odpowiedniego morale jest fundamentem formowania każdego młodego żołnierza. Wszystkie armie na przestrzeni wieków wypracowały podobny system formowania nowych żołnierzy. Wszyscy żołnierze na początku muszą być poddani jednolitemu szkoleniu unitarnemu, aby poczuli wspólnotę z pozostałą częścią sił zbrojnych. Trzeba wytworzyć we wszystkich to, co nazywa się esprit de corps, identyfikację nie tylko ze swoim oddziałem, ale i z wszystkimi pozostałymi żołnierzami swojej armii. Tego ducha, wywodzącego się ze wspólnie przeżytego wysiłku i emocji związanych z oderwaniem na kilka miesięcy od swojego cywilnego środowiska, czegoś w rodzaju rzucenia na głęboką wodę, nie da się zastąpić przez usługi zlecone wykupowane w spółdzielni "Wojak" na szkolenie w systemie weekendowym czy lekcje Przysposobienia Obronnego w szkołach.
W 2010 roku pojawiły się zorganizowane inicjatywy zwiększenia dostępu do broni palnej i tworzenia formacji paramilitarnych w Polsce (ROMB, ObronaNarodowa.pl). Ciekawe że niewiele wcześniej, w Rosji na obozy i szkolenia paramilitarne zaczęto zapraszać obywateli z krajów byłego bloku wschodniego.
W 2012 roku Stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl rozpoczyna tworzenie "oddziałów lekkiej piechoty", a w 2014 roku, uruchamia akcję "Odbudujmy AK". W tym samym roku Związek Przedsiębiorców i Pracodawców sygnalizuje chęć tworzenia oddziałów zbrojnych prywatnych przedsiębiorców. Autorem koncepcji jest Andrzej Talaga - dziennikarz. Oddziały miałyby być dowodzone przez cywilnych menadżerów. Broń (w tym przeciwpancerną i przeciwlotniczą) miałoby im dostarczyć MON, ale magazyny tej broni widzieliby oni w swoich firmach.
Również Stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl i jego Ruch na Rzecz Odbudowy OT, proponuje tworzenie "Krajowego Systemu Obrony Narodowej", z niezależnym od MON systemem dowodzenia rekrutacji i szkolenia. MON miałby tylko dawać broń i pieniądze, nie mając prawa decyzji co do wyboru dowódców ani członków formacji. Pieniądze formacja miałaby czerpać również od prywatnych sponsorów i samorządów.
Pod koniec rządów PO-PSL zadanie utworzenia namiastki OT w oparciu o organizacje cywilne, otrzymuje były oficer WSW, gen. Bogusław Pacek. Przyłącza się do tego R. Szeremietiew, pod rządami PO mianowany specjalistą od OT z własną kancelarią i telefonem (to było chyba jego jedyne osiągnięcie, poza silnym i skutecznym "parciem na szkło"). Jak twierdził min. Siemoniak, domagał się jeszcze samochodu z szoferem, ale nie dostał.
Szeremietiew głosi, że dzięki temu iż OT będzie rozproszona małymi pododdziałami po całym kraju, wojna nigdy nie wybuchnie bo przeciwnik będzie się bał wojny partyzanckiej. Nie ma jednak przykładów w historii wojen na poparcie tej tezy. Przeciwnie - rozproszenie sił obrońcy zawsze sprzyjało planom najeźdźcy ponieważ mógł niszczyć obrońców częściami, wykorzystując do tego mniejsze siły.
W byłej Jugosławii też była liczna i silna Obrona Terytorialna. Josif Broz Tito sądził, że dzięki powszechnej OT, jego państwo będzie nie do zdobycia. Tymczasem to właśnie wojska OT stały się pierwszymi które podjęły walkę z jugosłowiańską armią rządową kiedy tamtejsze "województwa" zaczęły ogłaszać niepodległość. Tito po prostu nie wziął pod uwagę czynnika psychologicznego.
Szeremietiew twierdzi, że rozproszona stacjonarna partyzancka OT na wzór Armii Krajowej, będzie działać odstraszająco na przeciwnika. Jednak logika podpowiada że ta sama liczba oddziałów, ale manewrowych, będzie działać jeszcze bardziej odstraszająco, ponieważ mogą znaleźć się tam, gdzie jest w danym czasie przeciwnik, a nie czekać tam, gdzie będzie dopiero za kilka dni albo nigdy. Zgrupowane w większe jednostki, z odpowiednim wsparciem, takie manewrowe oddziały OT mogą same wybrać czas i miejsce walki a nie biernie czekać aż przyjdzie do nich przeciwnik i zrobi z nich mielonkę za pomocą swojej artylerii. Niewielkie stacjonarne pododdziały OT są oczywiście potrzebne do ochrony i obrony ważnych obiektów infrastruktury krytycznej o znaczeniu strategicznym, ale jak obliczono już dawno, ich wielkość zamyka się liczbą około 50 tysięcy żołnierzy.
Jednak dziś Rosja nie potrzebuje podbijać Polski ani nie ma do tego wystarczających sił. Ona chce odzyskać Ukrainę i kraje bałtyckie. Co do Polski, wystarczy jej, że ją sparaliżuje wewnętrznie tak, aby nie mogła udzielić pomocy bałtom, i zablokuje tranzyt wojsk NATO przez nasz kraj. To ostatnie zresztą może być na rękę również niektórym na Zachodzie, niechętnym by ich żołnierze umierali za Kłajpedę. Z tego powodu powoływanie się przez Szeremietiewa na opinię prof. Luttwaka (ekonomisty z zawodu), który był przeciwny wejściu Polski do NATO, a dziś twierdzi że niby masowa OT spowoduje że Polska stanie się nie do zdobycia, jest co najmniej śmieszne. Luttwak po prostu opowiada bzdury, a Szeremietiew je powtarza. Być może obydwaj grają w tej samej drużynie rosyjskiej agentury wpływu biorąc pod uwagę że Szeremietiew jest również przeciwny rozmieszczeniu broni jądrowej w Polsce.
Powtórzmy jeszcze raz: Rosja, aby sparaliżować i wyłączyć z gry terytorium Polski, nie potrzebuje tu wysyłać swoich wojsk okupacyjnych. Może to zrobić poprzez wojnę domową. W tym celu jednak, potrzebuje uzbrojonych, w dużym stopniu niezależnych od MON, grup, na przykład prywatnych armii przedsiębiorców lub samorządowców. Wiele wskazuje na to że taki właśnie wybór został dokonany. Wszyscy znamy poziom korupcji władz na szczeblu powiatów. Ile będzie kosztować przekupienie jakiegoś starosty powiatowego, czy przedsiębiorcy? W Polsce nie ma silnej mniejszości rosyjskiej którą można by wykorzystać tak jak na Ukrainie, dlatego Rosja szuka innych sposobów. W Polsce mogą to być animozje polityczne: tu PO, KOD,Zlew, Korwin i Niezależna, tam PiS, Kukiz, narodowcy, jeśli się odpowiednio podkręci nastroje i uzbroi ludzi, efekt końcowy może być taki sam jak w Donbasie.
Na poziomie samorządowym Polska nigdy nie będzie jednolita politycznie. Walka polityczna w Polsce jest niesłychanie ostra, mówi się nawet o dwóch plemionach jak Tutsi i Hutu. Niezależnie od tego czy jest kampania wyborcza, czy też nie, walka trwa na śmierć i życie bo po jednej stronie są byli właściciele Polski Ludowej - esbecy i ich agenci oraz potomkowie stalinistów a po drugiej ich odwieczni wrogowie - odradzające się elity narodowe, zwane przez tamtych "faszystami".
Fot. Facebook, Rosyjska V kolumna w Polsce.
Politycy
prorosyjskiej Partii Zmiana brali udział w legitymizowaniu rosyjskiej
aneksji Krymu. Fot. Facebook, Rosyjska V kolumna w Polsce.
Jak zbudować dobre i skuteczne ugrupowanie obronne na wypadek inwazji rosyjskiej, wg współczesnych poglądów powinno być jasne i nie powinno nastręczać aż tylu problemów. Metodyka postępowania jest stała i niezmienna od lat. Po dokonaniu oceny potencjalnego przeciwnika należy wypracować Plan Obrony i wyliczyć bardzo szczegółowo liczbę i rodzaj potrzebnych jednostek, określić ich zadania i ich uzbrojenie, koniec. A właściwie pozostaje jeszcze jedno: uzupełniać systematycznie potrzebne uzbrojenie wg wcześniej wypracowanego planu, organizować i szkolić jednostki na potrzeby tegoż planu. Dlaczego tak się nie dzieje? Czyżby w demokracji było to zbyt trudne? Czy jest to normalne że plan zbrojeń przebiega w sobie tylko znanym kierunku wyznaczanym przez wypadkową wpływów firm zbrojeniowych i działań służb zagranicznych a liczba żołnierzy na wypadek „W” jest tajna bo mogłaby wywołać nerwicę w społeczeństwie? Żołnierzy OT powinniśmy posiadać tylu, na ile pozwala potencjał demograficzny 38-milionowego narodu. Wojsk operacyjnych możemy mieć tyle, ile posiadamy sprzętu bojowego typu czołg, bwp, transporter bojowy, haubica i na ile pozwala potencjał ekonomiczny. Jednak wszyscy żołnierze muszą podlegać jednemu dowództwu, być przez niego dobierani i formowani według tych samych zasad.
Tworzenie oddzielnych armii przedsiębiorców i samorządowców jest wstępem do wojny domowej i rozpadu kraju. Naszym wrogom wystarczy, że na terenie Polski będzie permanentna wojna domowa, jak w Syrii, Libanie, Libii, Iraku. Nie zawsze trzeba zniszczyć przeciwnika. Czasami wystarczy że powodujemy u niego zakłócenia które wyłączą go z gry. W taktyce to się nazywa porażenie. W razie wojny z krajami bałtyckimi, Rosji wystarczy czasowe porażenie Polski.
Próby upolitycznienia polskich organizacji paramilitarnych i
wprzęgnięcia ich w politykę rosyjską, mają już swoją historię. Fot.
Facebook, Rosyjska V kolumna w Polsce.
Ochotnicza OT może być na rękę Rosji ponieważ tworzy duże grupy uzbrojonych osobników luźno związanych z dowództwem centralnym, a często mocno upolitycznione.
Pod koniec II Wojny Światowej i kilka lat po niej, NKWD tworzyło tzw."pozorowane grupy partyzanckie", w celu rozpracowania i sparaliżowania obrony przeciwnika. Udawały one partyzantów, ale kradły, mordowały, paliły wsie, inwigilowały prawdziwą partyzantkę. Dziś może być podobnie. Tworzy się za nasze pieniądze grupy niezależne od MON, które mogą stać się czynnikiem rozsadzającym kraj. Nie trzeba okupacji. Dopiero po osłabieniu w ten sposób Polski, Rosja (ewentualnie też Niemcy), może wprowadzić małą liczbę wojsk i zapanuje pokój na jej warunkach. Przecież właśnie taką strategię stosuje na Ukrainie! Ale nasi medialni specjaliści od OT udają że tego nie rozumieją.
Główną przyczyną całej histerii związanej z OT jest utajnienie przewidywanej liczebności armii (w tym OT) na czas wojny, spowodowane chęcią wyprzedaży zapasów mobilizacyjnych MON (słynne "kręcenie lodów" na majątku państwowym). Ludziom wydaje się że Polska będzie miała tylko 100, czy 120 tysięcy żołnierzy. Jest to oczywiście za mało, ale to tylko stan na czas pokoju. W czasie wojny dzięki systemowi mobilizacyjnemu liczba ta powiększyć się ma prawdopodobnie około dwukrotnie. Tymczasem, żeby podkręcić nastroje, porównuje się naszą armię czasu pokoju, z armiami innych krajów rozwiniętymi do stanów wojennych. 250 tysięcy żołnierzy to też za mało, ale na dłuższą metę nie będzie więcej jeżeli nie przywrócimy jakiejś krótkoterminowej formy powszechnej służby wojskowej. Polsce potrzebna jest armia złożona z zawodowych wojsk operacyjnych i wspierającej je armii terytorialnej opartej na powszechnym obowiązku służby wojskowej a nie emerytach myśliwych i dzieciach z klas mundurowych. Inaczej za kilka lat rzeczywiście będziemy mieć do dyspozycji tylko emerytów bo rezerwy mobilizacyjne z czasów obowiązywania poboru wyczerpią się.
Strategia agentów wpływu Rosji jest prosta i znana od lat. Jest to zasada Sun-Tzu:
- Kiedy Rosja jest słaba - krzyczą że jest silna i robią wszystko żeby przyjąć błędną strategii obrony.
- Kiedy jest silna - krzyczą że jest słaba i też dążą by przyjąć błędną strategię wobec niej.
Nie jest prawdą, jak twierdzi Szeremietiew, że Rosja to superpotęga, a Polska nie ma szans się przed nią obronić za pomocą wojsk operacyjnych i musimy od razu tworzyć masową partyzantkę. To próba podsycania histerii i odwracania uwagi. W latach 1980 Układ Warszawski miał nad NATO przewagę około 1,8 do 1 w podstawowych kategoriach uzbrojenia. To wystarczyło NATO, żeby powstrzymać Rosję sowiecką od zamiaru inwazji. Dziś mamy osłonę powietrzną i jądrową USA. Wojska Lądowe Rosji (bo one nas głównie interesują - z Flotą Pacyfiku nie będziemy walczyć) liczą tylko około 300 tysięcy żołnierzy. Nie jest to liczba która może przerazić Polskę. Przez większą część PRL, nasza armia liczyła ponad 400 tys. żołnierzy. Nawet przyjmując że Rosjanie rzucą całe swoje WL, to nam wystarczy armia lądowa licząca 166 tysięcy żołnierzy (współczynnik 1,8 do 1). Wykorzystanie nowoczesnej broni precyzyjnej (głównie samonaprowadzającej się amunicji artyleryjskiej i lotniczej) pozwoliłoby zatrzymać kolumny przeciwnika jeszcze na podejściach do naszych granic, tak jak planowała to NATO w konfrontacji z UW w latach 1980.
Wykorzystanie amunicji precyzyjnej pozwala zatrzymać przeciwnika zanim
jeszcze jego siły dojdą do linii styczności wojsk. Taki model obrony
przyjęło NATO w latach 1980.
Ciekawe tylko że od 25 lat nie możemy się w taką broń wyposażyć chociaż wojsko się jej domaga od dawna. Widać liczba kretów FSB w MON przekracza nawet najśmielsze oceny. Oczywiście, pewna liczba ukrytych w terenie grup specjalnych na wzór organizacji Gladio, może być przydatna i zapewne taka siatka już istnieje choć nie koniecznie wie o tym rząd PiS. Ale tworzenie "powszechnej OT opartej na myśliwych, harcerzach, strażakach i uczniach klas mundurowych" to zupełnie nie ta jakość i zabieranie pieniędzy na rzeczy potrzebne.
16 lut 2016
Co się dzieje z GPS na wschodzie Polski?
Ciekawe i niepokojące zarazem: GPS na wschodzie Polski wariuje...
W komentarzach ktoś doprecyzował że na wschód od Lublina GPS zaczyna wariować, od Puław jest OK.Gdyby chodziło o utrudnienie nawigacji migrantom przez wprowadzenie celowych błędów w sygnale jednego lub kilku satelitów, to dlaczego błędy obejmują obszar na wschód od granicy Egiptu i Libii a nie obejmują Libii?*
W zeszłym roku pojawiły się zdjęcia systemu dowodzenia BSL stojącego po stronie białoruskiej na wzniesieniu, na wysokości mniej więcej Białegostoku, zrobione ze strony polskiej a więc bardzo blisko naszego terytorium. Takie rozmieszczenie sugeruje że chcieli operować nad Polską. Może więc chodzi także o utrudnienie życia (nie)przyjaciołom ze wschodu?
*) Edycja: Libię też mogą obejmować, jako że pole pokrycia emisją o określonej wartości na pow. Ziemi ma kształt kołowy lub eliptyczny.
W komentarzach ktoś doprecyzował że na wschód od Lublina GPS zaczyna wariować, od Puław jest OK.Gdyby chodziło o utrudnienie nawigacji migrantom przez wprowadzenie celowych błędów w sygnale jednego lub kilku satelitów, to dlaczego błędy obejmują obszar na wschód od granicy Egiptu i Libii a nie obejmują Libii?*
W zeszłym roku pojawiły się zdjęcia systemu dowodzenia BSL stojącego po stronie białoruskiej na wzniesieniu, na wysokości mniej więcej Białegostoku, zrobione ze strony polskiej a więc bardzo blisko naszego terytorium. Takie rozmieszczenie sugeruje że chcieli operować nad Polską. Może więc chodzi także o utrudnienie życia (nie)przyjaciołom ze wschodu?
*) Edycja: Libię też mogą obejmować, jako że pole pokrycia emisją o określonej wartości na pow. Ziemi ma kształt kołowy lub eliptyczny.
4 lut 2016
Kraje bałtyckie padną trzeciego dnia wojny
Gdyby wojska rosyjskie dokonały inwazji na kraje bałtyckie jutro, opór wojsk NATO w tych krajach zostanie pokonany maksymalnie 3 dnia. Do takiego wniosku doszli analitycy z RAND Corporation którzy z udziałem amerykańskich specjalistów wojskowych i urzędników prowadzili symulacje konfliktu w 2014 i 2015 roku. Wniosek był jednoznaczny: NATO nie mogło skutecznie obronić najsłabszych państw członkowskich sojuszu dysponując tak ograniczonymi siłami jakie tam posiadało.

W serii gier wojennych która odbyła się latem 2014 roku i wiosną 2015 roku, RAND Corp. modelowała formę oraz prawdopodobny rezultat wtargnięcia wojsk rosyjskich do państw bałtyckich w bliskiej perspektywie.
W kilku grach z udziałem szerokiego kręgu ekspertów stwierdzono że dotarcie do przedmieść stolicy Estonii lub Łotwy, wojskom rosyjskim zajmie maksymalnie 60 godzin.
Eksperci szacowali że Rosja może zebrać 22 bataliony z Zachodniego Okręgu Wojskowego który graniczy z krajami bałtyckimi. Siły te są bardziej niż wystarczające, żeby pokonać każdą obronę armii państw bałtyckich. Taka szybka porażka pozostawi NATO z ograniczoną liczbą wariantów odpowiedzi i wszystkie one będą złe: krwawa kontrofensywa tająca w sobie ryzyko eskalacji ze strony Rosji; wywierać presję poprzez groźbę użycia broni jądrowej żeby zapobiec porażce, jak miało to miejsce podczas zimnej wojny; lub uznać, przynajmniej tymczasowo, klęskę, z nieokreślonymi ale przewidywalnymi katastrofalnymi skutkami tak dla sojuszu jak i dla mieszkańców krajów bałtyckich.
Aby zapobiec porażce, NATO musiałoby posiadać w tym rejonie co najmniej 7 brygad, w tym 3 pancerne, odpowiednio wspieranych przez lotnictwo i artylerię.
Tymczasem siły NATO w krajach bałtyckich to 12 batalionów (= 4 brygady), jednak 7 z nich jest wyjątkowo lekko uzbrojonych, brak im taktycznej mobilności, i są słabo wyposażone do walki z opancerzonym przeciwnikiem. Ponadto sojusz nie posiadał w regionie ami jednego czołgu. Utrzymanie dodatkowych sił kosztowałoby ok. 2,7 mld dolarów rocznie.
Tymczasem wszystkie jednostki rosyjskie mają pododdziały zmotoryzowane, zmechanizowane lub pancerne. Nawet ich osiem batalionów desantowych jest wyposażonych w lekkie pojazdy opancerzone w przeciwieństwie do amerykańskich odpowiedników. Po drugie, Rosja posiada przewagę w taktycznym i operacyjnym wsparciu ogniowym. W rosyjskim ugrupowaniu bojowym znajduje się 10 dywizjonów ciężkiej artylerii (3 wyposażone w artylerię lufową i 7 w kilka wyrzutni rakiet).
Obecnie ta sytuacja zaczyna się poprawiać, Litwa kupiła pewną liczbę
transporterów opancerzonych i dział w Niemczech, USA rozmieszczają swoje
ciężkie wyposażenie dla 3 batalionów, włącznie z czołgami. Litwa podjęła też decyzję o sformowaniu w najbliższych latach nowej brygady, jednak te działania wydają się żenująco nieproporcjonalne do potrzeb.
Analiza ta, w szczególności ukazując ile naprawdę warte są siły lekkie, jest pouczająca dla naszych nieszczęsnych polityków w rodzaju Romualda Szeremietiewa, który robiąc w mediach za dyżurnego specjalistę od wojska, próbuje promować model armii partyzanckiej, lekko wyposażonej, mającej rzekomo odstraszyć przeciwnika samym swoim istnieniem. W rzeczywistości działania pana Szeremietiewa idą po myśli rosyjskiej strategii rozkładu przeciwnika (czytaj Polski) od wewnątrz, gdyż tego rodzaju ochotnicze grupy bardzo łatwo stałyby się niesterowalne dla MON i mogłyby stać się zbrojnym ramieniem ugrupowań separatystycznych lub narzędziem wojny domowej.

W serii gier wojennych która odbyła się latem 2014 roku i wiosną 2015 roku, RAND Corp. modelowała formę oraz prawdopodobny rezultat wtargnięcia wojsk rosyjskich do państw bałtyckich w bliskiej perspektywie.
W kilku grach z udziałem szerokiego kręgu ekspertów stwierdzono że dotarcie do przedmieść stolicy Estonii lub Łotwy, wojskom rosyjskim zajmie maksymalnie 60 godzin.
Eksperci szacowali że Rosja może zebrać 22 bataliony z Zachodniego Okręgu Wojskowego który graniczy z krajami bałtyckimi. Siły te są bardziej niż wystarczające, żeby pokonać każdą obronę armii państw bałtyckich. Taka szybka porażka pozostawi NATO z ograniczoną liczbą wariantów odpowiedzi i wszystkie one będą złe: krwawa kontrofensywa tająca w sobie ryzyko eskalacji ze strony Rosji; wywierać presję poprzez groźbę użycia broni jądrowej żeby zapobiec porażce, jak miało to miejsce podczas zimnej wojny; lub uznać, przynajmniej tymczasowo, klęskę, z nieokreślonymi ale przewidywalnymi katastrofalnymi skutkami tak dla sojuszu jak i dla mieszkańców krajów bałtyckich.
Aby zapobiec porażce, NATO musiałoby posiadać w tym rejonie co najmniej 7 brygad, w tym 3 pancerne, odpowiednio wspieranych przez lotnictwo i artylerię.
Tymczasem siły NATO w krajach bałtyckich to 12 batalionów (= 4 brygady), jednak 7 z nich jest wyjątkowo lekko uzbrojonych, brak im taktycznej mobilności, i są słabo wyposażone do walki z opancerzonym przeciwnikiem. Ponadto sojusz nie posiadał w regionie ami jednego czołgu. Utrzymanie dodatkowych sił kosztowałoby ok. 2,7 mld dolarów rocznie.
Obecnie ta sytuacja zaczyna się poprawiać, Litwa kupiła pewną liczbę
transporterów opancerzonych i dział w Niemczech, USA rozmieszczają swoje
ciężkie wyposażenie dla 3 batalionów, włącznie z czołgami. Litwa podjęła też decyzję o sformowaniu w najbliższych latach nowej brygady, jednak te działania wydają się żenująco nieproporcjonalne do potrzeb.Analiza ta, w szczególności ukazując ile naprawdę warte są siły lekkie, jest pouczająca dla naszych nieszczęsnych polityków w rodzaju Romualda Szeremietiewa, który robiąc w mediach za dyżurnego specjalistę od wojska, próbuje promować model armii partyzanckiej, lekko wyposażonej, mającej rzekomo odstraszyć przeciwnika samym swoim istnieniem. W rzeczywistości działania pana Szeremietiewa idą po myśli rosyjskiej strategii rozkładu przeciwnika (czytaj Polski) od wewnątrz, gdyż tego rodzaju ochotnicze grupy bardzo łatwo stałyby się niesterowalne dla MON i mogłyby stać się zbrojnym ramieniem ugrupowań separatystycznych lub narzędziem wojny domowej.
31 sty 2016
Obrona Terytorialna jakiej potrzebujemy
Czy potrzebujemy dziś masowej obrony terytorialnej? Czy możemy samodzielnie obronić się przed Rosją? Czy są nam do tego potrzebne wojska OT? Czy istnienie masowych sił OT nie byłoby większą szkodą dla bezpieczeństwa Polski niż pożytkiem?
Debatę o obronności w Polsce w ostatnich miesiącach zdominowała dyskusja o obronie terytorialnej. O ile wcześniej prawie nikt nie myślał o realnym zagrożeniu Polski, to po rosyjskiej agresji na Ukrainę, rozpętała się histeria, że grozi nam rosyjska inwazja i że trzeba tworzyć odziały OT w każdej gminie, osiedlu i parafii. Rzeczywiście, po doświadczeniach Polaków z II Wojny Światowej i komunistycznej okupacji taka reakcja nie była trudna do przewidzenia. Wszystkiemu pomogło jeszcze utajnienie liczebności Sił Zbrojnych na czas wojny spowodowane bardziej chęcią wyprzedaży zapasów mobilizacyjnych, niż realną potrzebą zachowania tajemnicy przed Rosją. W efekcie politycy i dziennikarze widząc konieczność powiększenia armii i przyspieszenia modernizacji, swój lęk przed podejmowaniem niewygodnych decyzji uciszają gorączkowym wynajdowaniem rozwiązań zastępczych które mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. W naszym polityczno-medialnym kociołku mieszają też służby rosyjskie próbując tak ukierunkować bieg wydarzeń i podejmowanych decyzji, żeby nasz system obrony stał się jak najmniej skuteczny. Może nawet nieodwracalnie nieskuteczny, a może nawet uruchomić procesy autodestrukcji tak, by stał się elementem samozniszczenia państwa. W biologii znane są choroby autoimmunologiczne, kiedy system obronny organizmu zaczyna niszczyć własne komórki, organy i narządy, aż do zniszczenia całego organizmu. Obrona terytorialna może, i powinna być ważną częścią systemu obronnego, ale kiedy wprowadzi się do niej szkodliwe rozwiązania organizacyjne, może stać się dla tego państwa zagrożeniem. Kiedy się czyta nawoływania do tworzenia prywatnych lub samorządowych armii, a jednocześnie widzi że zawodowych żołnierzy wykorzystuje się głównie do pokazów i ozdabiania uroczystości pogrzebowych, przychodzi na myśl analogia ze schyłkiem I Rzeczpospolitej.
Tworząc wojska OT, trzeba pamiętać o panującej sytuacji międzynarodowej. Nie tylko o zagrożeniu ze wschodu, ale i z południa - w postaci napływu imigrantów islamskich. Niosą oni nowy rodzaj wojny - wojnę religijną, powszechną wojnę terrorystyczną, masowy bandytyzm. Chronieni przez dominującą w UE lewicowo liberalną ideologię bezwzględnej równości wszystkiego ze wszystkim, mogą domagać się dostępu do broni tak, jak inni obywatele. A także do własnych szkoleń wojskowych, i własnych formacji zbrojnych jeżeli inni takie prawo mają. Czy chcemy otwierać tę puszkę Pandory? Czy chcemy wracać do średniowiecza gdy każdy bogaty szlachcic i każde miasto mogło mieć swoją własna armię? Czy skład broni dla żołnierzy burmistrza musi być na posterunku policji? Zwiększenie dostępu do broni jest słuszne ale czy musi to być broń maszynowa, granatniki? Może wystarczą pistolety? Spór polityczny w Polsce od kilku lat się zaostrza. Można już mówić o wojnie politycznej. Były już przypadki morderstw politycznych pod wpływem partyjnej nienawiści sączonej przez "zaprzyjaźnione" media i polityków (Ryszard Cyba - zwolennik PO który zamordował polityka PiS). Czy chcemy żeby skorumpowani, opłacani przez FSB lub białoruskie KGB burmistrze i starostowie PO, PSL, SLD, mieli swoje własne armie hunwejbinów i wypowiedzieli posłuszeństwo państwu polskiemu tylko dlatego że akurat rządzi nim PiS? Może to działać oczywiście we wszystkich kierunkach. Naszym wrogom nie musi zależeć na szybkim podboju Polski i i włączeniu jej do grona swoich wasali. Może im wystarczyć, że będzie tu trwała wieloletnia wojna domowa jak w Iraku, Libii i Syrii a wcześniej w Libanie. Nie ma w cywilizowanej Europie państwa gdzie obrona terytorialna podlega lokalnym władzom samorządowym lub przedsiębiorcom. Dlaczego więc chce się nam wcisnąć rosyjskie patenty rodem z Donbasu i Abchazji?
Rozważając przygotowanie systemu obronnego, trzeba na początku przyjrzeć się zamiarom i siłom przeciwnika. Rosja stosuje w polityce groźbę użycia siły jednak trzeba realnie oceniać zarówno jej zamiary jak i możliwości. Zacznijmy od zamiarów. Są one niewątpliwie agresywne, ale... Można założyć z dużym prawdopodobieństwem że jeśli dojdzie do wojny z NATO, bliższym celem Rosji będzie zajęcie krajów bałtyckich. Koncept Rosjan może być taki: kiedy zaczną zajmować kraje bałtyckie, Polscy politycy specjalnej troski każą ruszyć naszemu wojsku na pomoc sojusznikom. Dlatego wojska rosyjskie muszą równocześnie z uderzeniem na bałtów, zająć rejon Suwałk. Dzięki temu zablokują pomoc Polski dla państw bałtyckich. Równocześnie, żeby podzielić polskie siły, Rosja zagrozi uderzeniem na Warszawę z rejonu Brześcia. Możemy się też spodziewać zbrojnych rebelii na naszych tyłach, żeby odciągnąć jak najwięcej naszych sił od rejonu Suwałk. Następnie, kiedy operetkowe armie bałtów zostaną rozbite a tworzenie nowych władz w podbitych krajach dobiegnie końca, siły rosyjskie z rejonu Suwałk wycofają się. Oczywiście w ramach negocjacji pokojowych - coś za coś (może jeszcze dorzucą wrak Tu-154M).. Wtedy Polacy będą szczęśliwi że znowu im się udało, ale bałtowie naszej pomocy nie dostaną.
Dzisiejsza Rosja dysponuje licznymi wojskami konwencjonalnymi ale nie są one tak potężne jak jeszcze 10-20 lat temu. Jest to zaledwie około 60 brygad i pułków ogólnowojskowych. Nawet przyjmując że część z brygad będzie w najbliższych latach przeformowana w dywizje, nie jest to tak wielka siła żeby Polski nie było stać na zbudowanie odpowiedniej siły obronnej. Aby uzyskać powodzenie, przeciwnik powinien posiadać przewagę 3 do 1. W uproszczeniu, zakładając podobny poziom wyposażenia technicznego, 3 ich bataliony na jeden nasz. Trzeba też pamiętać że przeciwnik nie odważy się pozostawić nie bronionych niektórych regionów na dalekim wschodzie (Władywostok) w centrum i na południu (Azja Środkowa - miękkie podbrzusze Rosji, okupowane terytoria Gruzji). Obecnie zaangażowany jest również na Ukrainie. Również nagły przerzut znacznych sił z Dalekiego Wschodu do Europy spotkałby się zapewne z ostrą reakcją USA. Można przyjąć że przeciwko Bałtom i Polsce Rosja mogłaby rzucić najwyżej 2/3 swoich jednostek lądowych. Jest to 160 batalionów. Do tego około 10 brygad, czyli 40 batalionów armii białoruskiej. Razem 200 batalionów. Z tego około 90 zostałoby użytych do rozbicia wojsk bałtów. Na Polskę pozostaje 110 batalionów. Przyjmując dopuszczalną przewagę przeciwnika 2 do 1, Polska powinna posiadać około 55-60 batalionów ciężkich i średnich. Obecnie posiadamy 34 takie bataliony, brakuje więc 26 batalionów. Naszych batalionów wojsk aeromobilnych nie warto liczyć bo ich wartość bojowa jest znikoma.
Wychodząc od stanów liczebnych czołgów, bwp, artylerii, jakie były jeszcze kilka lat temu (ok. 1000 czołgów, 1310 BWP-1, 530 2S-1, 230 Gradów), uzbrojenia wycofanego z linii a przechowywanego w składach, powinno być dla około 6 dodatkowych brygad zmotoryzowanych (przyjmując że część batalionów piechoty może się poruszać na opancerzonych ciężarówkach). Prawdopodobnie jest go mniej bo część sprzedano, a jego stan jest bardzo zły i wymaga remontu. Dodatkowo, również do istniejących brygad można dodać po 1-2 bataliony piechoty na ciężarówkach tak, żeby każda brygada miała 4 bataliony, w tym co najmniej 1 batalion czołgów i 1 batalion na BWP-1 lub Rosomakach. Dałoby to łącznie 68 batalionów. Taka liczba jest wystarczająca do obrony w przedstawionym wariancie, pod warunkiem że wszystkie te bataliony będą mobilne i będzie można ich użyć tam, gdzie wystąpi zagrożenie a nie będą rozrzucone według podziału administracyjnego kraju - po jednym na powiat.
Struktura OT w Polsce została już dawno przemyślana i zastosowana. Kiedy powstawała w latach 1960, miała być namiastką polskiej suwerennej armii, nie podlegającej dowództwu Układu Warszawskiego. Z definicji nie mogła być użyta na froncie zewnętrznym, musiała pozostać w kraju kiedy przewalały się przez niego milionowe masy wojsk sowieckich jadących na zachód. Potem Jaruzelski sprytnie przekształcił ją z jednostek bojowych, w wojska zabezpieczające płynność tego transferu ale to już inna historia.
W czasie "W", w każdym powiecie miał być batalion OT. Żołnierze przechowywali swoje oporządzenie i umundurowanie w domach. Trzeba jednak pamiętać że działo się to w państwie totalitarnym a za nie wykonanie rozkazu groziła kara śmierci. Nie było obaw że taki batalion wymknie się spod kontroli i ogłosi niepodległość powiatu. Kilka takich batalionów podlegało Rejonowej Komendzie Wojskowej (późniejsze WKU) których było już wtedy mniej niż powiatów. RKW były dowództwami obwodowymi nad tymi batalionami. Nad nimi były wojewódzkie sztaby wojskowe (WSzW) które miały swoje oddziały OT - pułki lub brygady. W czasie pokoju te pułki i brygady podlegały dowództwom okręgów wojskowych. WSzW-we były na prawach dywizji, mieliśmy więc 17 dywizji OT.
Oprócz tego, swoją siatkę miało MSW. W każdym powiecie na czas "W" były rozwijane rezerwowe kompanie MO. Zwróćmy uwagę że te kompanie, dzięki jednolitości stopni służbowych, wyszkolenia i uzbrojenia, mogły być płynnie włączone w podległość lokalnego dowództwa batalionu OT. Tak więc wojsko mogło realizować zasadę obrony totalnej. Struktury doskonale się zazębiały.
Jednym z zadań jednostek OT, obok ochrony i obrony ważnych obiektów, jest obrona przeciwdywersyjna. W ramach
tego zadania będą
wykonywane takie działania jak blokowanie, przeczesywanie, organizacja
posterunków kontrolnych. Będą one wykonywane często wspólnie z jednostkami policji. Dlatego również dziś struktury obu formacji powinny się zazębiać.
Dziś, przy uzawodowieniu policji, na powiat nie będzie więcej policjantów rezerwy niż pluton. Ale też wojska w powiecie nie będzie w zasadzie więcej niż kompania! Nie tylko dlatego że armia zawodowa ma mniej rezerwistów. Nie powinno być więcej niż kompania dlatego, że przy otwartych granicach, infiltracji ze wschodu, poziomie korupcji, obecności mniejszości etnicznych które mogą rządzić w niektórych powiatach, byłoby to niepożądane. Do ochrony ważnych obiektów infrastruktury taka liczebność powinna wystarczyć. Tam gdzie będzie potrzebny batalion - będzie on podlegał pod WKU lub WSzW.
WKU na czas "W" stawałyby się dowództwami obwodowymi OT na prawach batalionu lub pułku. Sztaby wojewódzkie - na prawach brygady. Jest to o szczebel niżej niż w dawnej strukturze. Pozwoliłoby to oszczędnie gospodarować etatami. Nie ma potrzeby formowania w czasie pokoju oddzielnych dowództw OT szczebla wojewódzkiego jak to sugerują niektóre enuncjacje urzędników MON. Te zadania z powodzeniem może realizować w czasie pokoju WSzW wzmocniony tylko o kilka etatów.
Nie ma też organizacyjnej potrzeby tworzenia nowego dowództwa krajowego OT, chociaż można zrozumieć sens strategiczny i polityczny powołania takiej struktury (jeśli chodzi o politykę zagraniczną) a nawet sens przyjęcia nazwy OTK (Kraju). Istnieje natomiast sens powołania wydziałów lub zarządów OT w dowództwach (obecnie inspektoratach) rodzajów sił zbrojnych. W czasie "W", bazy lotnicze będą wymagały ochrony przez pododdziały wielkości batalionu. Podobnie w MW. Cedowanie tych zadań na pododdziały OT podległe strukturom wojewódzkim OT nie byłoby dobrym rozwiązaniem gdyż komplikowałoby współdziałanie z dowództwem bazy, wydłużało niepotrzebnie łańcuch dowodzenia itp. Trzeba pamiętać że ustanowienie wojsk OT odrębnym rodzajem sił zbrojnych,skomplikuje wykorzystanie ich w innych rodzajach sił zbrojnych oraz niepotrzebnie utrudni współdziałanie i szkolenie z jednostkami wojsk lądowych..
Mobilne jednostki OT
Z organizacyjnego i operacyjnego punktu widzenia byłoby lepiej, żeby nowe dywizje zmotoryzowane na wschodzie, o ile takie powstaną, należały do wojsk operacyjnych a nie OT. Mogłyby im podlegać zarówno brygady wojsk operacyjnych jak i OT. Można jednak zrozumieć uwarunkowania zewnętrzne jak i wewnątrzekonomiczne dyktujące potrzebę włączenia takich dywizji do OT. Jeśli mają być formowane mobilne dywizje OT, to powinny one podlegać albo pod korpusy (okręgi wojskowe) wojsk lądowych albo pod oddzielne dowództwo strategiczne OT.
Wbrew doktrynerskim uprzedzeniom niektórych, powołanie mobilnych jednostek OT ma sens. Zarówno sens taktyczny jak i strategiczny. Z naszego położenia geostrategicznego wynika że będziemy jednym z pierwszych krajów NATO, o ile nie pierwszym, zaangażowanych w działania lądowe w krajach bałtyckich w razie inwazji Rosji na te kraje. Dywizje wojsk operacyjnych być może będą musiały pójść na Litwę lub do Estonii. Nasza wschodnia granica pozostanie bez większych jednostek. W takiej sytuacji dobrze jest mieć kilka mobilnych dywizji lub przynajmniej brygad zmechanizowanych OT a nawet dobrze jest nazwać je jednostkami Obrony Terytorialnej Kraju - żeby nikt nie miał wątpliwości gdzie nie będą walczyć.
Dowodzący zawsze będzie miał do dyspozycji ograniczoną liczbę żołnierzy i sprzętu. Przy zagrożeniu ze wschodu, nie ma sensu tworzyć podobnej wielkości jednostki OT w Jeleniej Górze i w Białej Podlaskiej. Żołnierze tej pierwszej, prawdopodobnie nie zobaczą przeciwnika aż do skończenia wojny a żołnierze tej drugiej oddadzą życie walcząc w osamotnieniu podczas gdy ich towarzysze broni wypatrywali wroga w Sudetach. Dlatego dowodzący i tak będzie zmuszony wykorzystać część żołnierzy OT z innych regionów kraju tam, gdzie będą oni bardziej potrzebni. Pytanie tylko dlaczego nie uczynić ich mobilnymi jeszcze zanim rozpocznie się wojna? Znacznie lepiej jest mieć żołnierzy tam gdzie może wystąpić zagrożenie zanim ono wystąpi, niż wysyłać ich dopiero wtedy, gdy już wróg zaatakuje.
Mobilność na dzisiejszym polu walki jest zresztą warunkiem przetrwania. Nie ma obecnie takiego bunkra bojowego który by wytrzymał bezpośrednie trafienie pociskiem lotniczym czy głowicą burzącą rakiety. A przecież zadaniem wojsk OT nie jest chowanie się pod ziemią, tylko walka. Jak mówił generał Patton, "fortyfikacje to pomniki głupoty" - zawsze można je obejść lub zniszczyć. Dlatego współczesne armie stosują schrony lekkie, doraźnie przygotowane, okopują sprzęt w obronie, ale nie budują linii Maginota. Obrona miast jest potrzebna, ale miast trzeba bronić o ile to możliwe na podejściach. Miasto po kilku tygodniach walk zamienia się w gruzowisko. Zakładanie z góry że będziemy siedzieć w miastach i czekać aż przeciwnik zrówna je z ziemią za pomocą artylerii byłoby zbrodnią. Dlatego wojska OT powinny być nie tylko mobilne, ale też dysponować własna artylerią dalekiego zasięgu. Nie tylko moździerzami, ale i haubicami.
Wbrew nieukom i doktrynerom, wojska OT powinny też, o ile istnieje taka możliwość, dysponować czołgami. Tych którzy mają co do tego wątpliwości odeślijmy do zapoznania się uzbrojeniem brygad OT Bundeswehry kiedy to Niemcy były "wschodnią flanką". Również rosyjskie dywizje karabinów maszynowych i artylerii na granicy z Chinami dysponowały okopanymi punktami ogniowymi wykorzystującymi starsze modele czołgów (T-55, T-62). W obronie wykorzystuje się wszystko co jest dostępne. Każdy żołnierz przyzna że zawsze lepiej jest mieć stary czołg niż nic, nawet jeśli ten czołg ma tylko amunicję do pokładowego kaemu. Czołgi nie muszą występować w strukturach takich samych jak w wojskach operacyjnych. Mogą być używane jako pododdział przeciwpancerny, mniej liczny niż batalion czy kompania czołgów.
Często, biorący udział w dyskusji teoretycy i wizjonerzy, nie rozróżniają pomiędzy kilkoma kategoriami uzbrojonych sił. Pomińmy już haniebny pomysł oparcia OT na strażakach z OSP, grupach rekonstrukcyjnych, klasach mundurowych, harcerzach i wesołkach z ASG, jakim uraczył nas swego czasu rząd PO. Ale istnieje wiele nieporozumień co do miejsca w systemie poszczególnych formacji i grup. Niektórzy próbują nadmiernie eksponować rolę niektorych formacji, albo na przykład nieetatowych grup obronnych.
System obronny powinien być wielowarstwowy lub inaczej mówiąc, opierać się na kilku filarach:
1. Główną warstwą powinny być zawodowe WOJSKA OPERACYJNE, wyposażone w najnowszy sprzęt i pełne spektrum środków rażenia.
2. Następną warstwą powinna być mobilna Obrona Terytorialna Kraju lub Gwardia Narodowa ( mobilne jednostki OT) w razie zagrożenia oparte na wykorzystaniu zsw i rezerwistów. Uzbrojenie produkowane głównie w kraju.
3. Kolejna warstwa to jednostki stacjonarne OT (głównie rezerwiści), wśród nich jest miejsce dla:
3a. Nieetatowe grupy obronne (NGO) formowane przez organizacje proobronne.
4. Formacje podległe MSW: Policja, Straż Graniczna i
4a. Najliczniejsza - Obrona Cywilna (uzbrojone pododdziały ogólnej samoobrony - broń indywidualna np. kbk AK) broniąca życiowo ważnych dla mieszkańców instalacji oraz zakładów pracy. Tu jest miejsce dla firm ochroniarskich i części NGO.
5. Ostatni filar: Uzbrojeni i przygotowani obronnie obywatele, broniący swoich rodzin (liberalizacja przepisów posiadania broni).
W czasie wojny powinny być wykorzystywane wszystkie siły. Nie tylko regularna armia zawodowa ale i siły podległe innym resortom. W MSW będzie to przede wszystkim Straż Graniczna i Policja. Dlatego bardzo słuszny jest pomysł żeby kandydatom do tych formacji postawić prawny wymóg odbycia podstawowego przeszkolenia wojskowego. Niestety jakoś ostatnio sprawa ta ucichła, czyżby zablokował ją potężny nepotyzm panujący również w MSW?
Ważne jest też kompatybilność struktur w tym podział terytorialny i okresowe ćwiczenia we współdziałaniu z wojskiem (w tym ćwiczenia Kraj które miały się odbyć w ubiegłym roku ale zostało odwołane ze względu na kampanię wyborczą). Jeśli się popatrzy na rozmieszczenie brygad (obecnie "oddziałów" Straży Granicznej), to widać jak rozmieszczone były kiedyś dywizje wojsk lądowych. Widać jak wielkich zniszczeń dokonano w strukturach WL. W MSW znajduje się również Obrona Cywilna. Struktura praktycznie zniszczona ale teoretycznie to do niej powinny należeć formacje ogólnej samoobrony.
Zgodnie z prawem międzynarodowym formacje OC mogą być uzbrojone w broń indywidualną (do której w Polsce zaliczano również karabinki AK) i być dowodzone przez żołnierzy. Ale co ważniejsze: prawo międzynarodowe przewiduje, ze formacje OC nie podlegają rozbrojeniu po wejściu wojsk okupacyjnych przeciwnika. To właśnie uzbrojone pododdziały OC powinny występować na szczeblu gminy, a nie jednostki OT. Ich zadaniem będzie obrona ludności przed grupami bandytów i maruderów jakich pełno na każdej wojnie. Dlatego zasadniczo to do nich, a nie do wojska, powinny być włączane uzbrojone grupy samoobrony organizowane przez obywateli. Oczywiście wojsko może włączyć w razie potrzeby nieetatowe grupy obronne (NGO) pod swoją komendę, podobnie jak OC, ale nie ma sensu stawiać tego jako wymóg formalny.
Uwzględniając wymienione czynniki, stacjonarna część wojsk OT mogłaby wyglądać następująco:
Struktura:
W rejonie obejmującym zasadniczo powiat (380), osiedle w dużym mieście lub mały garnizon: kompania OT lub kompania ochrony;
Istniejące 86 WKU (RKW/dowództwo obwodowe OT) na prawach batalionów lub pułków: każdemu podlegałoby po kilka "powiatowych" kompanii OT, kompania - batalion manewrowy (na ciężarówkach), kompania - batalion obrony i ochrony; kompania - batalion forteczny na ważnych kierunkach operacyjnych i tam gdzie istnieją obiekty fortyfikacyjne.
16 WSzW na prawach brygady lub dywizji: każdemu podlegałoby kilka - kilkanaście dowództw obwodowych OT (na bazie WKU/RKW), dowództw garnizonu oraz jednostki samodzielne: bataliony - pułki forteczne, bataliony - pułki manewrowe, bataliony obrony i ochrony obiektów.
W kilku większych aglomeracjach jest po kilka WKU. Tam należałoby
na czas "W" formować dowództwa obrony aglomeracji lub wykorzystać
dowództwo garnizonu. Analogicznie do WSzW, podporządkować im dowództwa obwodowe OT obejmujące
rejon odpowiedzialności WKU. Dowództwa obrony aglomeracji będą na prawach brygady lub
dywizji, dlatego powinny podlegać nie WSzW, ale nadrzędnemu dowództwu
regionalnemu lub centralnemu.
Dowództwo OTK szczebla centralnego: 2-3 dywizje zmotoryzowane OT o strukturze zbliżonej do dywizji wojsk operacyjnych.
Liczebność - około 60-80 tysięcy żołnierzy w siłach stacjonarnych i około 60-80 tys w siłach mobilnych.
Razem 120-160 tys. żołnierzy OT, czyli jakaś 1/2 całości Sił Zbrojnych.
Oczywiście w razie dalszej eskalacji zagrożenia i ewentualnego przywrócenia poboru, można zwiększać liczebność OT przez zwiększenie pododdziałów dyslokowanych w powiatach do batalionów, co dałoby około 250 tysięcy dodatkowych żołnierzy. Przywrócenie poboru to inna ważna kwestia związana z OT. Nie da się realnie zwiększyć liczebności armii bez przywrócenia jakiejś formy zasadniczej służby wojskowej choćby tylko w OT, ale może to być służba odbywana w skróconej formie, na przykład: szkolenie podstawowe (3-4 miesiące) obowiązywałoby wszystkich poborowych, a specjalistyczne (5 miesięcy) tylko dla ochotników. Oczywiście organizacje proobronne, takie jak Strzelec, czy lekcje przysposobienia obronnego w szkołach powinny być cennym uzupełnieniem systemu, ale nie mogą one stanowić jego zasadniczej części..
Zobacz też na tym blogu:
Nowoczesna Obrona Terytorialna
Szkodliwość rozproszonej OT
Przyszła wojna
Zasady sztuki wojennej
Debatę o obronności w Polsce w ostatnich miesiącach zdominowała dyskusja o obronie terytorialnej. O ile wcześniej prawie nikt nie myślał o realnym zagrożeniu Polski, to po rosyjskiej agresji na Ukrainę, rozpętała się histeria, że grozi nam rosyjska inwazja i że trzeba tworzyć odziały OT w każdej gminie, osiedlu i parafii. Rzeczywiście, po doświadczeniach Polaków z II Wojny Światowej i komunistycznej okupacji taka reakcja nie była trudna do przewidzenia. Wszystkiemu pomogło jeszcze utajnienie liczebności Sił Zbrojnych na czas wojny spowodowane bardziej chęcią wyprzedaży zapasów mobilizacyjnych, niż realną potrzebą zachowania tajemnicy przed Rosją. W efekcie politycy i dziennikarze widząc konieczność powiększenia armii i przyspieszenia modernizacji, swój lęk przed podejmowaniem niewygodnych decyzji uciszają gorączkowym wynajdowaniem rozwiązań zastępczych które mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. W naszym polityczno-medialnym kociołku mieszają też służby rosyjskie próbując tak ukierunkować bieg wydarzeń i podejmowanych decyzji, żeby nasz system obrony stał się jak najmniej skuteczny. Może nawet nieodwracalnie nieskuteczny, a może nawet uruchomić procesy autodestrukcji tak, by stał się elementem samozniszczenia państwa. W biologii znane są choroby autoimmunologiczne, kiedy system obronny organizmu zaczyna niszczyć własne komórki, organy i narządy, aż do zniszczenia całego organizmu. Obrona terytorialna może, i powinna być ważną częścią systemu obronnego, ale kiedy wprowadzi się do niej szkodliwe rozwiązania organizacyjne, może stać się dla tego państwa zagrożeniem. Kiedy się czyta nawoływania do tworzenia prywatnych lub samorządowych armii, a jednocześnie widzi że zawodowych żołnierzy wykorzystuje się głównie do pokazów i ozdabiania uroczystości pogrzebowych, przychodzi na myśl analogia ze schyłkiem I Rzeczpospolitej.
Tworząc wojska OT, trzeba pamiętać o panującej sytuacji międzynarodowej. Nie tylko o zagrożeniu ze wschodu, ale i z południa - w postaci napływu imigrantów islamskich. Niosą oni nowy rodzaj wojny - wojnę religijną, powszechną wojnę terrorystyczną, masowy bandytyzm. Chronieni przez dominującą w UE lewicowo liberalną ideologię bezwzględnej równości wszystkiego ze wszystkim, mogą domagać się dostępu do broni tak, jak inni obywatele. A także do własnych szkoleń wojskowych, i własnych formacji zbrojnych jeżeli inni takie prawo mają. Czy chcemy otwierać tę puszkę Pandory? Czy chcemy wracać do średniowiecza gdy każdy bogaty szlachcic i każde miasto mogło mieć swoją własna armię? Czy skład broni dla żołnierzy burmistrza musi być na posterunku policji? Zwiększenie dostępu do broni jest słuszne ale czy musi to być broń maszynowa, granatniki? Może wystarczą pistolety? Spór polityczny w Polsce od kilku lat się zaostrza. Można już mówić o wojnie politycznej. Były już przypadki morderstw politycznych pod wpływem partyjnej nienawiści sączonej przez "zaprzyjaźnione" media i polityków (Ryszard Cyba - zwolennik PO który zamordował polityka PiS). Czy chcemy żeby skorumpowani, opłacani przez FSB lub białoruskie KGB burmistrze i starostowie PO, PSL, SLD, mieli swoje własne armie hunwejbinów i wypowiedzieli posłuszeństwo państwu polskiemu tylko dlatego że akurat rządzi nim PiS? Może to działać oczywiście we wszystkich kierunkach. Naszym wrogom nie musi zależeć na szybkim podboju Polski i i włączeniu jej do grona swoich wasali. Może im wystarczyć, że będzie tu trwała wieloletnia wojna domowa jak w Iraku, Libii i Syrii a wcześniej w Libanie. Nie ma w cywilizowanej Europie państwa gdzie obrona terytorialna podlega lokalnym władzom samorządowym lub przedsiębiorcom. Dlaczego więc chce się nam wcisnąć rosyjskie patenty rodem z Donbasu i Abchazji?
Rozważając przygotowanie systemu obronnego, trzeba na początku przyjrzeć się zamiarom i siłom przeciwnika. Rosja stosuje w polityce groźbę użycia siły jednak trzeba realnie oceniać zarówno jej zamiary jak i możliwości. Zacznijmy od zamiarów. Są one niewątpliwie agresywne, ale... Można założyć z dużym prawdopodobieństwem że jeśli dojdzie do wojny z NATO, bliższym celem Rosji będzie zajęcie krajów bałtyckich. Koncept Rosjan może być taki: kiedy zaczną zajmować kraje bałtyckie, Polscy politycy specjalnej troski każą ruszyć naszemu wojsku na pomoc sojusznikom. Dlatego wojska rosyjskie muszą równocześnie z uderzeniem na bałtów, zająć rejon Suwałk. Dzięki temu zablokują pomoc Polski dla państw bałtyckich. Równocześnie, żeby podzielić polskie siły, Rosja zagrozi uderzeniem na Warszawę z rejonu Brześcia. Możemy się też spodziewać zbrojnych rebelii na naszych tyłach, żeby odciągnąć jak najwięcej naszych sił od rejonu Suwałk. Następnie, kiedy operetkowe armie bałtów zostaną rozbite a tworzenie nowych władz w podbitych krajach dobiegnie końca, siły rosyjskie z rejonu Suwałk wycofają się. Oczywiście w ramach negocjacji pokojowych - coś za coś (może jeszcze dorzucą wrak Tu-154M).. Wtedy Polacy będą szczęśliwi że znowu im się udało, ale bałtowie naszej pomocy nie dostaną.
Dzisiejsza Rosja dysponuje licznymi wojskami konwencjonalnymi ale nie są one tak potężne jak jeszcze 10-20 lat temu. Jest to zaledwie około 60 brygad i pułków ogólnowojskowych. Nawet przyjmując że część z brygad będzie w najbliższych latach przeformowana w dywizje, nie jest to tak wielka siła żeby Polski nie było stać na zbudowanie odpowiedniej siły obronnej. Aby uzyskać powodzenie, przeciwnik powinien posiadać przewagę 3 do 1. W uproszczeniu, zakładając podobny poziom wyposażenia technicznego, 3 ich bataliony na jeden nasz. Trzeba też pamiętać że przeciwnik nie odważy się pozostawić nie bronionych niektórych regionów na dalekim wschodzie (Władywostok) w centrum i na południu (Azja Środkowa - miękkie podbrzusze Rosji, okupowane terytoria Gruzji). Obecnie zaangażowany jest również na Ukrainie. Również nagły przerzut znacznych sił z Dalekiego Wschodu do Europy spotkałby się zapewne z ostrą reakcją USA. Można przyjąć że przeciwko Bałtom i Polsce Rosja mogłaby rzucić najwyżej 2/3 swoich jednostek lądowych. Jest to 160 batalionów. Do tego około 10 brygad, czyli 40 batalionów armii białoruskiej. Razem 200 batalionów. Z tego około 90 zostałoby użytych do rozbicia wojsk bałtów. Na Polskę pozostaje 110 batalionów. Przyjmując dopuszczalną przewagę przeciwnika 2 do 1, Polska powinna posiadać około 55-60 batalionów ciężkich i średnich. Obecnie posiadamy 34 takie bataliony, brakuje więc 26 batalionów. Naszych batalionów wojsk aeromobilnych nie warto liczyć bo ich wartość bojowa jest znikoma.
Wychodząc od stanów liczebnych czołgów, bwp, artylerii, jakie były jeszcze kilka lat temu (ok. 1000 czołgów, 1310 BWP-1, 530 2S-1, 230 Gradów), uzbrojenia wycofanego z linii a przechowywanego w składach, powinno być dla około 6 dodatkowych brygad zmotoryzowanych (przyjmując że część batalionów piechoty może się poruszać na opancerzonych ciężarówkach). Prawdopodobnie jest go mniej bo część sprzedano, a jego stan jest bardzo zły i wymaga remontu. Dodatkowo, również do istniejących brygad można dodać po 1-2 bataliony piechoty na ciężarówkach tak, żeby każda brygada miała 4 bataliony, w tym co najmniej 1 batalion czołgów i 1 batalion na BWP-1 lub Rosomakach. Dałoby to łącznie 68 batalionów. Taka liczba jest wystarczająca do obrony w przedstawionym wariancie, pod warunkiem że wszystkie te bataliony będą mobilne i będzie można ich użyć tam, gdzie wystąpi zagrożenie a nie będą rozrzucone według podziału administracyjnego kraju - po jednym na powiat.
Jak było
Struktura OT w Polsce została już dawno przemyślana i zastosowana. Kiedy powstawała w latach 1960, miała być namiastką polskiej suwerennej armii, nie podlegającej dowództwu Układu Warszawskiego. Z definicji nie mogła być użyta na froncie zewnętrznym, musiała pozostać w kraju kiedy przewalały się przez niego milionowe masy wojsk sowieckich jadących na zachód. Potem Jaruzelski sprytnie przekształcił ją z jednostek bojowych, w wojska zabezpieczające płynność tego transferu ale to już inna historia.
W czasie "W", w każdym powiecie miał być batalion OT. Żołnierze przechowywali swoje oporządzenie i umundurowanie w domach. Trzeba jednak pamiętać że działo się to w państwie totalitarnym a za nie wykonanie rozkazu groziła kara śmierci. Nie było obaw że taki batalion wymknie się spod kontroli i ogłosi niepodległość powiatu. Kilka takich batalionów podlegało Rejonowej Komendzie Wojskowej (późniejsze WKU) których było już wtedy mniej niż powiatów. RKW były dowództwami obwodowymi nad tymi batalionami. Nad nimi były wojewódzkie sztaby wojskowe (WSzW) które miały swoje oddziały OT - pułki lub brygady. W czasie pokoju te pułki i brygady podlegały dowództwom okręgów wojskowych. WSzW-we były na prawach dywizji, mieliśmy więc 17 dywizji OT.
Oprócz tego, swoją siatkę miało MSW. W każdym powiecie na czas "W" były rozwijane rezerwowe kompanie MO. Zwróćmy uwagę że te kompanie, dzięki jednolitości stopni służbowych, wyszkolenia i uzbrojenia, mogły być płynnie włączone w podległość lokalnego dowództwa batalionu OT. Tak więc wojsko mogło realizować zasadę obrony totalnej. Struktury doskonale się zazębiały.
Jaka powinna być struktura OT dziś?
Jak wynika z przedstawionej wyżej charakterystyki zagrożeń i kalkulacji sił, nie potrzeba dziś formować batalionu w każdym powiecie. Nie grozi nam okupacja całego kraju, co najwyżej jego części, a wcześniej wojna domowa. Dlatego, aby efektywnie wykorzystać posiadane siły, muszą one być mobilne, żeby mogły zawczasu znaleźć się tam, gdzie pojawi się zagrożenie zewnętrzne a same nie stały się katalizatorem anarchii.
Dziś, przy uzawodowieniu policji, na powiat nie będzie więcej policjantów rezerwy niż pluton. Ale też wojska w powiecie nie będzie w zasadzie więcej niż kompania! Nie tylko dlatego że armia zawodowa ma mniej rezerwistów. Nie powinno być więcej niż kompania dlatego, że przy otwartych granicach, infiltracji ze wschodu, poziomie korupcji, obecności mniejszości etnicznych które mogą rządzić w niektórych powiatach, byłoby to niepożądane. Do ochrony ważnych obiektów infrastruktury taka liczebność powinna wystarczyć. Tam gdzie będzie potrzebny batalion - będzie on podlegał pod WKU lub WSzW.
WKU na czas "W" stawałyby się dowództwami obwodowymi OT na prawach batalionu lub pułku. Sztaby wojewódzkie - na prawach brygady. Jest to o szczebel niżej niż w dawnej strukturze. Pozwoliłoby to oszczędnie gospodarować etatami. Nie ma potrzeby formowania w czasie pokoju oddzielnych dowództw OT szczebla wojewódzkiego jak to sugerują niektóre enuncjacje urzędników MON. Te zadania z powodzeniem może realizować w czasie pokoju WSzW wzmocniony tylko o kilka etatów.
OT rodzaj wojsk, czy rodzaj sił zbrojnych?
Nie ma też organizacyjnej potrzeby tworzenia nowego dowództwa krajowego OT, chociaż można zrozumieć sens strategiczny i polityczny powołania takiej struktury (jeśli chodzi o politykę zagraniczną) a nawet sens przyjęcia nazwy OTK (Kraju). Istnieje natomiast sens powołania wydziałów lub zarządów OT w dowództwach (obecnie inspektoratach) rodzajów sił zbrojnych. W czasie "W", bazy lotnicze będą wymagały ochrony przez pododdziały wielkości batalionu. Podobnie w MW. Cedowanie tych zadań na pododdziały OT podległe strukturom wojewódzkim OT nie byłoby dobrym rozwiązaniem gdyż komplikowałoby współdziałanie z dowództwem bazy, wydłużało niepotrzebnie łańcuch dowodzenia itp. Trzeba pamiętać że ustanowienie wojsk OT odrębnym rodzajem sił zbrojnych,skomplikuje wykorzystanie ich w innych rodzajach sił zbrojnych oraz niepotrzebnie utrudni współdziałanie i szkolenie z jednostkami wojsk lądowych..
Mobilne jednostki OT
Z organizacyjnego i operacyjnego punktu widzenia byłoby lepiej, żeby nowe dywizje zmotoryzowane na wschodzie, o ile takie powstaną, należały do wojsk operacyjnych a nie OT. Mogłyby im podlegać zarówno brygady wojsk operacyjnych jak i OT. Można jednak zrozumieć uwarunkowania zewnętrzne jak i wewnątrzekonomiczne dyktujące potrzebę włączenia takich dywizji do OT. Jeśli mają być formowane mobilne dywizje OT, to powinny one podlegać albo pod korpusy (okręgi wojskowe) wojsk lądowych albo pod oddzielne dowództwo strategiczne OT.
Wbrew doktrynerskim uprzedzeniom niektórych, powołanie mobilnych jednostek OT ma sens. Zarówno sens taktyczny jak i strategiczny. Z naszego położenia geostrategicznego wynika że będziemy jednym z pierwszych krajów NATO, o ile nie pierwszym, zaangażowanych w działania lądowe w krajach bałtyckich w razie inwazji Rosji na te kraje. Dywizje wojsk operacyjnych być może będą musiały pójść na Litwę lub do Estonii. Nasza wschodnia granica pozostanie bez większych jednostek. W takiej sytuacji dobrze jest mieć kilka mobilnych dywizji lub przynajmniej brygad zmechanizowanych OT a nawet dobrze jest nazwać je jednostkami Obrony Terytorialnej Kraju - żeby nikt nie miał wątpliwości gdzie nie będą walczyć.
Dowodzący zawsze będzie miał do dyspozycji ograniczoną liczbę żołnierzy i sprzętu. Przy zagrożeniu ze wschodu, nie ma sensu tworzyć podobnej wielkości jednostki OT w Jeleniej Górze i w Białej Podlaskiej. Żołnierze tej pierwszej, prawdopodobnie nie zobaczą przeciwnika aż do skończenia wojny a żołnierze tej drugiej oddadzą życie walcząc w osamotnieniu podczas gdy ich towarzysze broni wypatrywali wroga w Sudetach. Dlatego dowodzący i tak będzie zmuszony wykorzystać część żołnierzy OT z innych regionów kraju tam, gdzie będą oni bardziej potrzebni. Pytanie tylko dlaczego nie uczynić ich mobilnymi jeszcze zanim rozpocznie się wojna? Znacznie lepiej jest mieć żołnierzy tam gdzie może wystąpić zagrożenie zanim ono wystąpi, niż wysyłać ich dopiero wtedy, gdy już wróg zaatakuje.
Mobilność na dzisiejszym polu walki jest zresztą warunkiem przetrwania. Nie ma obecnie takiego bunkra bojowego który by wytrzymał bezpośrednie trafienie pociskiem lotniczym czy głowicą burzącą rakiety. A przecież zadaniem wojsk OT nie jest chowanie się pod ziemią, tylko walka. Jak mówił generał Patton, "fortyfikacje to pomniki głupoty" - zawsze można je obejść lub zniszczyć. Dlatego współczesne armie stosują schrony lekkie, doraźnie przygotowane, okopują sprzęt w obronie, ale nie budują linii Maginota. Obrona miast jest potrzebna, ale miast trzeba bronić o ile to możliwe na podejściach. Miasto po kilku tygodniach walk zamienia się w gruzowisko. Zakładanie z góry że będziemy siedzieć w miastach i czekać aż przeciwnik zrówna je z ziemią za pomocą artylerii byłoby zbrodnią. Dlatego wojska OT powinny być nie tylko mobilne, ale też dysponować własna artylerią dalekiego zasięgu. Nie tylko moździerzami, ale i haubicami.
Wbrew nieukom i doktrynerom, wojska OT powinny też, o ile istnieje taka możliwość, dysponować czołgami. Tych którzy mają co do tego wątpliwości odeślijmy do zapoznania się uzbrojeniem brygad OT Bundeswehry kiedy to Niemcy były "wschodnią flanką". Również rosyjskie dywizje karabinów maszynowych i artylerii na granicy z Chinami dysponowały okopanymi punktami ogniowymi wykorzystującymi starsze modele czołgów (T-55, T-62). W obronie wykorzystuje się wszystko co jest dostępne. Każdy żołnierz przyzna że zawsze lepiej jest mieć stary czołg niż nic, nawet jeśli ten czołg ma tylko amunicję do pokładowego kaemu. Czołgi nie muszą występować w strukturach takich samych jak w wojskach operacyjnych. Mogą być używane jako pododdział przeciwpancerny, mniej liczny niż batalion czy kompania czołgów.
Inne formacje uzbrojone
Często, biorący udział w dyskusji teoretycy i wizjonerzy, nie rozróżniają pomiędzy kilkoma kategoriami uzbrojonych sił. Pomińmy już haniebny pomysł oparcia OT na strażakach z OSP, grupach rekonstrukcyjnych, klasach mundurowych, harcerzach i wesołkach z ASG, jakim uraczył nas swego czasu rząd PO. Ale istnieje wiele nieporozumień co do miejsca w systemie poszczególnych formacji i grup. Niektórzy próbują nadmiernie eksponować rolę niektorych formacji, albo na przykład nieetatowych grup obronnych.
System obronny powinien być wielowarstwowy lub inaczej mówiąc, opierać się na kilku filarach:
1. Główną warstwą powinny być zawodowe WOJSKA OPERACYJNE, wyposażone w najnowszy sprzęt i pełne spektrum środków rażenia.
2. Następną warstwą powinna być mobilna Obrona Terytorialna Kraju lub Gwardia Narodowa ( mobilne jednostki OT) w razie zagrożenia oparte na wykorzystaniu zsw i rezerwistów. Uzbrojenie produkowane głównie w kraju.
3. Kolejna warstwa to jednostki stacjonarne OT (głównie rezerwiści), wśród nich jest miejsce dla:
3a. Nieetatowe grupy obronne (NGO) formowane przez organizacje proobronne.
4. Formacje podległe MSW: Policja, Straż Graniczna i
4a. Najliczniejsza - Obrona Cywilna (uzbrojone pododdziały ogólnej samoobrony - broń indywidualna np. kbk AK) broniąca życiowo ważnych dla mieszkańców instalacji oraz zakładów pracy. Tu jest miejsce dla firm ochroniarskich i części NGO.
5. Ostatni filar: Uzbrojeni i przygotowani obronnie obywatele, broniący swoich rodzin (liberalizacja przepisów posiadania broni).
W czasie wojny powinny być wykorzystywane wszystkie siły. Nie tylko regularna armia zawodowa ale i siły podległe innym resortom. W MSW będzie to przede wszystkim Straż Graniczna i Policja. Dlatego bardzo słuszny jest pomysł żeby kandydatom do tych formacji postawić prawny wymóg odbycia podstawowego przeszkolenia wojskowego. Niestety jakoś ostatnio sprawa ta ucichła, czyżby zablokował ją potężny nepotyzm panujący również w MSW?
Ważne jest też kompatybilność struktur w tym podział terytorialny i okresowe ćwiczenia we współdziałaniu z wojskiem (w tym ćwiczenia Kraj które miały się odbyć w ubiegłym roku ale zostało odwołane ze względu na kampanię wyborczą). Jeśli się popatrzy na rozmieszczenie brygad (obecnie "oddziałów" Straży Granicznej), to widać jak rozmieszczone były kiedyś dywizje wojsk lądowych. Widać jak wielkich zniszczeń dokonano w strukturach WL. W MSW znajduje się również Obrona Cywilna. Struktura praktycznie zniszczona ale teoretycznie to do niej powinny należeć formacje ogólnej samoobrony.
Zgodnie z prawem międzynarodowym formacje OC mogą być uzbrojone w broń indywidualną (do której w Polsce zaliczano również karabinki AK) i być dowodzone przez żołnierzy. Ale co ważniejsze: prawo międzynarodowe przewiduje, ze formacje OC nie podlegają rozbrojeniu po wejściu wojsk okupacyjnych przeciwnika. To właśnie uzbrojone pododdziały OC powinny występować na szczeblu gminy, a nie jednostki OT. Ich zadaniem będzie obrona ludności przed grupami bandytów i maruderów jakich pełno na każdej wojnie. Dlatego zasadniczo to do nich, a nie do wojska, powinny być włączane uzbrojone grupy samoobrony organizowane przez obywateli. Oczywiście wojsko może włączyć w razie potrzeby nieetatowe grupy obronne (NGO) pod swoją komendę, podobnie jak OC, ale nie ma sensu stawiać tego jako wymóg formalny.
Podsumowanie
Uwzględniając wymienione czynniki, stacjonarna część wojsk OT mogłaby wyglądać następująco:
Struktura:
Wojewódzka struktura OT - wersja minimum
Istniejące 86 WKU (RKW/dowództwo obwodowe OT) na prawach batalionów lub pułków: każdemu podlegałoby po kilka "powiatowych" kompanii OT, kompania - batalion manewrowy (na ciężarówkach), kompania - batalion obrony i ochrony; kompania - batalion forteczny na ważnych kierunkach operacyjnych i tam gdzie istnieją obiekty fortyfikacyjne.
16 WSzW na prawach brygady lub dywizji: każdemu podlegałoby kilka - kilkanaście dowództw obwodowych OT (na bazie WKU/RKW), dowództw garnizonu oraz jednostki samodzielne: bataliony - pułki forteczne, bataliony - pułki manewrowe, bataliony obrony i ochrony obiektów.
Wojewódzka struktura OT - wersja maksimum.
Dowództwo OT aglomeracji.
Dowództwo OTK szczebla centralnego: 2-3 dywizje zmotoryzowane OT o strukturze zbliżonej do dywizji wojsk operacyjnych.
Liczebność - około 60-80 tysięcy żołnierzy w siłach stacjonarnych i około 60-80 tys w siłach mobilnych.
Razem 120-160 tys. żołnierzy OT, czyli jakaś 1/2 całości Sił Zbrojnych.
Oczywiście w razie dalszej eskalacji zagrożenia i ewentualnego przywrócenia poboru, można zwiększać liczebność OT przez zwiększenie pododdziałów dyslokowanych w powiatach do batalionów, co dałoby około 250 tysięcy dodatkowych żołnierzy. Przywrócenie poboru to inna ważna kwestia związana z OT. Nie da się realnie zwiększyć liczebności armii bez przywrócenia jakiejś formy zasadniczej służby wojskowej choćby tylko w OT, ale może to być służba odbywana w skróconej formie, na przykład: szkolenie podstawowe (3-4 miesiące) obowiązywałoby wszystkich poborowych, a specjalistyczne (5 miesięcy) tylko dla ochotników. Oczywiście organizacje proobronne, takie jak Strzelec, czy lekcje przysposobienia obronnego w szkołach powinny być cennym uzupełnieniem systemu, ale nie mogą one stanowić jego zasadniczej części..
Zobacz też na tym blogu:
Nowoczesna Obrona Terytorialna
Szkodliwość rozproszonej OT
Przyszła wojna
Zasady sztuki wojennej
22 sty 2016
Rosja: nie 3, ale 4 nowe dywizje
Dowódca rosyjskich wojsk lądowych podał dziś nowe szczegóły dotyczące formowania w 2016 nowych dywizji. Okazuje się że mają być sformowane nie 3, jak wcześniej podawało MO FR, ale 4 nowe dywizje. 3 na kierunku zachodnim, i 1 na kierunku centralnym. Mają być one formowane na bazie istniejących brygad. Decyzja jest usprawiedliwiana tym, że narasta liczba ćwiczeń NATO. Jest to oczywiście równie dobry powód jak wzrost liczby plam na Słońcu. Liczba i wielkość ćwiczeń NATO nie dorównuje liczbie i wielkości ćwiczeń wojsk Rosji a ponadto jest prowadzona w odpowiedzi na rosyjską agresję na Ukrainę. Prawdziwy powód jest taki, że system brygadowy się nie sprawdził. Jest mało przydatny w operacjach zaczepnych. Zniesienie sankcji wobec Iranu, taniejąca ropa (poniżej 20 dolarów za baryłkę) odsuwa szanse Rosji na powrót do grona wielkich mocarstw. A tego karmione nacjonalizmem społeczeństwo Rosji Putinowi nie wybaczy. Mogą wytrzymać okradanie przez elity ale pod warunkiem, że inne narody się ich boją. Sytuację może odwrócić więc tylko dalsza eskalacja napięcia i nowe wojny. Najlepiej z jakimiś małymi, słabymi krajami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










