20 paź 2014

Serią z Polski i okolic

 Garść wiadomości i refleksji od września do października

* Opóźnionych jest 6 z 14 programów modernizacji technicznej wojska. Z planów MON wynika, że na 14 programów modernizacyjnych ma być wydanych w tym roku 3,5 mld zł. W pierwszym półroczu wydano tylko 840 mln zł.

*  W żagańskiej 34BKPanc. powstaje wioska potiomkinowska: jak podał jeden z użytkowników NFoW, 2bcz z 10BKPanc został w 75% stanu etatowego oddelegowany do 34BKPanc. Jak z tego wynika, żadna z brygad pancernych 11DKPanc, nie jest w tej chwili zdolna do prowadzenia działań bojowych.

* Firma rosyjskiego konsula zaopatrywała Służbę Wywiadu Wojskowego i GROM. 8 września 2008 r. Unizeto Technologies, spółka rosyjskiego konsula honorowego w Polsce, podpisała umowę ze Służbą Wywiadu Wojskowego (SWW) na dostawę urządzeń teleinformatycznych w wykonaniu specjalnym, o wysokim poziomie zabezpieczeń, umożliwiających przetwarzanie informacji o klauzuli ściśle tajne. Unizeto podpisała też umowę z Departamentem Zaopatrywania Sił Zbrojnych (DZSZ) MON na dostawę 247 sztuk komputerów stacjonarnych. Komputery przeznaczone zostały na potrzeby Departamentu Sił Zbrojnych, Departamentu Informatyki i Telekomunikacji Ministerstwa Obrony Narodowej RP oraz Jednostki Wojskowej „GROM”. W 2011 r. Unizeto Technologies wygrało przetarg na dostawę i wdrożenie systemu elektronicznego obiegu dokumentów w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa (RCB). W 2013 r. Unizeto podpisało umowę na realizację usług informatycznych z Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. Firma pracuje też od 2012 roku, wspólnie z WAT, nad nowym mobilnym urządzeniem do szyfrowania.

* ABW zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji ppłk Zbigniewa J. z Departamentu Wychowania i Promocji Obronności MON i prawnika Stanisława Sz. Zatrzymany prawnik pracował między innymi przy realizacji gazoportu, był praktykantem w spółce Unizeto Technologies zajmującej się kryptografią i informatyką dla wojska. Planował też werbowanie polityków i dziennikarzy, udzielał się na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Krytyki Politycznej”.

* 6 żołnierzy z lubuskich garnizonów i 2 osoby cywilne zatrzymali pod zarzutem handlu narkotykami funkcjonariusze ŻW, policji i Straży Granicznej. Gang działał na terenie garnizonów w Czerwieńsku i Międzyrzeczu.

* Z 8 osób podejrzanych o korupcję przy organizowaniu przetargów na ochronę obiektów wojskowych, 7 przyznało się do winy, 5 złożyło wnioski o dobrowolne poddanie się karze - poinformowała prowadząca śledztwo Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Sprawa dotyczy ochrony obiektów w Malborku, Pruszczu Gdańskim i Lasowicach Wielkich.
W skład grupy mieli wchodzić żołnierze i pracownicy cywilni odpowiedzialni za ochronę obiektów i informacji niejawnych oraz przedstawiciele firmy która wygrała przetarg. Zatrzymania w tej sprawie miały miejsce w 2013 roku.
W czerwcu w podobnej sprawie 8 żołnierzy i 6 innych osób zatrzymała ŻW z Elbląga i policja z Gdańska. Są podejrzani o popełnienie przestępstw w związku z zamówieniami publicznymi dla Marynarki Wojennej. Zatrzymani żołnierze służyli w 6 jednostkach i instytucjach wojskowych. Według ustaleń, wojskowi przyjmowali łapówki w związku z naprawami okrętów.

* W TVN 24 minister obrony wicepremier T. Siemoniak, odniósł się do kolejnych gróźb wysuwanych przez rosyjskich polityków, analityków, a nawet bojowników "separatystów" wobec Polski, którzy zapowiedzieli, że jeśli nasz kraj nie zmieni swojej polityki, spotka go ten sam los, co Ukrainę. Siemoniak uznał te zapowiedzi za element wojny informacyjnej.
- Wojna informacyjna odnosi skutek, ale jest dość toporna. Tak też było w czasie zimnej wojny. Jednak Zachód, wolność i demokracja wtedy wygrały - powiedział Siemoniak. I dodał, że wbrew niektórym pogłoskom w zachodniej prasie - m.in. w "Der Spieglu" i "Financial Times" jest przekonany, że państwa NATO wywiążą się ze swoich zobowiązań w razie konfliktu.
- Wierzę w to, co mówił Barack Obama w Warszawie, że USA są z Polską i tą częścią Europy, i są gotowe do obrony, do wysłania swoich żołnierzy, co zresztą od miesięcy czynią. Wydaje mi się, że władze Rosji zdają sobie z tego sprawę, a na pewno nie mogą tego wykluczać - ocenił wicepremier.

* W wielu szpitalach brakuje kombinezonów ochronnych, które miałyby być zastosowane na wypadek wystąpienia w Polsce wirusa ebola, a nawet jeśli są, to nikt nie przeszkolił personelu, jak ma ich używać - alarmują pielęgniarki i położne z OZZPIP .
Rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar proszony o odniesienie się do zastrzeżeń pielęgniarek, powiedział PAP: "związki zawodowe powinny zajmować się sprawami związkowymi, od standardów leczenia jest Ministerstwo Zdrowia, krajowy konsultanci i inni eksperci".

* Z danych Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych wynika, że w czasie misji w Afganistanie ponad 800 żołnierzy zostało poszkodowanych, w tym 350 było rannych (tzn. hospitalizowanych powyżej siedmiu dni). Odkąd Polska zaangażowała się w 2007 roku w NATO-wską operację ISAF w Afganistanie poległo w niej 44 polskich żołnierzy.

*  W pociągu dalekobieżnym relacji Katowice - Gdynia Straż Graniczna i Straż Ochrony Kolei zatrzymały obywatela Rosji, u którego podczas przeszukania znaleziono broń palną, w tym 3 pistolety, szkielet karabinu maszynowego i inne części do broni krótkiej oraz amunicję ćwiczebną i alarmową" - podaje ABW.

* W związku z atakiem Rosji na Ukrainę i biernością rządu, w Polsce zaczynają powstawać lokalne organizacje samoobrony.
Do Ochotniczej Armii Wielkopolskiej może wstąpić każda osoba dorosła. W tej chwili organizacja skupia kilkudziesięciu członków, przeważnie mężczyzn w średnim wieku. Uczestnicy ćwiczą kilka razy w miesiącu m.in. w okolicach Poznania oraz Puszczy Noteckiej.  OAW to organizacja, której twórcy są fachowcami w swoich dziedzinach. Paweł Jóźwiak to twórca Triari Combat System i szef Akademii Krav Maga Polska - odpowiada za szkolenie walki wręcz i szkolenie taktyczne. Agnieszka Jóźwiak z Instytutu Edukacji dla Bezpieczeństwa doskonale zna się na pomocy przedmedycznej oraz pomocy rannym w sytuacji pola walki. Z kolei Ramzes Temczuk jest odpowiedzialny za budowanie struktury i tradycji OAW. To, że pojawiają się tego typu formacje i pojawiają się samoistnie, nie czekając na to, aż jakikolwiek ruch zrobi w tej sprawie państwo i kolejne rządzące ekipy, mówi samo za siebie - przyznaje Ramzes Temczuk. - Jest taka potrzeba, tym bardziej że żołnierzeochotnicy mogą być przydatni nie tylko podczas konfliktu zbrojnego.

* BBN zaproponował dołożenie do ustawy z 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej - punktu 4a zakładającego, że Prezydent RP „w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej postanawia, na wniosek Rady Ministrów, o dniu, w którym rozpoczyna się czas wojny na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. W tym samym trybie postanawia o dniu, w którym czas wojny kończy się”. BBN dopuszcza więc, by „w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej” można było ogłaszać: albo „czas wojny” (ogłaszany przez Prezydenta RP na wniosek Rady Ministrów – zgodnie z projektem BBN), albo „stan wojny” (ogłaszany zgodnie z Konstytucją RP przez Sejm). Według BBN „stan wojny” wcale nie musi więc oznaczać „czasu wojny” (i odwrotnie).

* Nie ma czasu do stracenia – przekonuje gen. Waldemar Skrzypczak. „Jeżeli armia nie osiągnie określonych zdolności obrony powietrznej i przeciwpancernej, nie będzie zdolna do podstawowego zadania, jakim jest obrona kraju”.
„W związku z wyjątkową sytuacją dla bezpieczeństwa Polski, a jest ona wyjątkowa, te dodatkowe 800 mln przeznaczone na armię trzeba spożytkować na wojska pancerne i powietrzne” – ocenił gen. Skrzypczak. Rząd zakłada że wzrost wydatków na obronę do 2% PKB, nastąpi od 2016 roku. „Natomiast moim zdaniem te 800 mln, które są dedykowane w ramach wzrostu wydatków na armię do 2% PKB potrzeba natychmiast. Nasze bezpieczeństwo jest zagrożone, więc procesy modernizacyjne armii powinny już działać” – wyjaśniał były dowódca wojsk lądowych. 
Zdaniem Skrzypczaka istnieje wątpliwość, czy polskie wojsko jest zdolne do obrony polskiego terytorium. „Jeżeli armia nie osiągnie określonych zdolności obrony powietrznej i przeciwpancernej nie będzie zdolna do podstawowego zadania, jakim jest obrona kraju” – zauważył gen. Skrzypczak. Zdaniem wojskowego szczególnie kluczowy jest program obrony powietrznej.
Wcześniej, szef BBN, min. S. Koziej, proponował dodatkowe 800 mln przeznaczyć na bezpilotowce.

* W 2015 MON nie planuje zakupów kolejnych zestawów przeciwpancernych pocisków kierowanych. Pomimo to twierdzi że rozmowy z Izraelczykami w sprawie dalszych zakupów ppk Spike są kontynuowane. Może najwyższy czas rozejrzeć się za jakąś alternatywą dla Spike, choćby amerykański zestaw Javelin, z pociskami w nowej wersji  o zasięgu ponad 4,7 km.

* “Wczoraj Szkocja jutro Śląsk” pod takim tytułem w poniedziałek, 6 października Katowicach, odbędzie spotkanie się w ramach cyklu “Pogŏdejmy ô Ślōnsku”. Organizatorem jest Ruch Autonomii Śląska. – poinformował „Dziennik Zachodni”. W dyskusji wezmą udział: Jerzy Gorzelik, dr Tomasz Cwienk, autor książki “Autonomia Śląska w perspektywie historycznej i współczesnej" oraz dr Małgorzata Myśliwiec, która od lat zapewnia jak to wspaniale będzie niepodległej Katalonii, gdy odłączy się od Hiszpanii. Debatę poprowadzi dr Tomasz Słupik.

* Program Homar - budowy wyrzutni rakiet operacyjnych dla Wojsk Lądowych znowu miał pecha. Wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, nie wymienił go wśród elementów "Polskich Kłów". W trakcie wizyty w towarzystywie prezydenta Komorowskiego na poligonie w Bemowie Piskim, podczas ćwiczeń Anakonda 2014, Siemoniak przedstawił składowe Polskich Kłów: pociski JASSM, pociski NSM, bezzałogowce bojowe oraz wojska specjalne.

* MON zamówiło w Mesko 14 000 naboi odłamkowo-burzących do czołgów Leopard 2. Dostawy w latach 2014-2017. Nadal nierozstrzygnięta pozostaje kwestia zakupu nowoczesnej amunicji przeciwpancernej, której brak w arsenale polskich Leopardów.

* Gen. Lech Majewski dla Onetu: mamy gotowe plany operacyjne na wypadek działań zbrojnych na terytorium Polski. Takie plany, zwłaszcza dotyczące obrony, istnieją w każdym państwie, lecz mają najwyższą klauzulę tajności. Niewiele osób je widziało i nikt poważny o nich publicznie nie rozmawia. Stąd mój wniosek, że opinie kwestionujące gotowość wojska i systemu obronnego Polski wysuwają osoby, które nie mają na ten temat wiedzy lub robią to celowo. [Nie panie generale, tajne plany nie zakryją smutnej rzeczywistości, którą widać gołym okiem].

* Rozważamy dalsze zwiększenie liczby wezwań rezerwistów - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM minister obrony Tomasz Siemoniak. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy, że armia dwukrotnie zwiększyła planowaną liczbę szkoleń. - To nie koniec - dodaje minister.
Wezwań mogą spodziewać się przede wszystkim ci rezerwiści, którzy dawno nie ćwiczyli na poligonie. Chodzi o to, żeby poznali nowy sprzęt, który pojawił się w polskiej armii.
Po drugie minister chce zaprosić na szkolenia ochotników. Zwłaszcza absolwentów uczelni wyższych, którzy nigdy nie mieli na sobie munduru, a chcą nauczyć się walki. - Obywatele są bardzo zainteresowani, chcą się zaangażować w samoobronne. Będziemy taką ofertę przygotowywać. Prawdopodobnie w listopadzie ją przedstawimy - mówi szef MON. Dodaje, że oficjalny powód to nie konflikt na wschodzie, a po prostu przezorność. - Po prostu rezerwy muszą być dobrze przygotowanie - podkreśla.

* Benon z NFoW:  Wszystko cacy, ale nie wiem czy ktoś sobie zdaje sprawę, że w dużej mierze, owe szkolenie rezerwistów odbywa się kosztem nieobsadzania etatów przeznaczonych dla żołnierzy zawodowych. Nie wiem jak w innych JW, ale znam przypadki, gdzie wytyczne mówią o nieobsadzaniu około 1/5 stanowisk dla szeregowych i 1/6 stanowisk dla podoficerów.

 * Wiceminister obrony Czesław Mroczek poinformował, że Polska będzie dążyć do włączenia się w prace badawcze nad kolejną generacją pocisków JASSM. „Chcemy także uczestniczyć w rozwoju tego pocisku w programie ER o wydłużonym zasięgu. To element naszego potencjału odstraszania i budowanie zdolności rakietowych Sił Zbrojnych” – napisał wiceminister na swoim profilu na Facebooku.

* Poważna awaria policyjnej bazy danych (2014-10-03).
Wielka awaria policyjnego systemu. Od doby nie działa Krajowy System Informacyjny Policji, czyli KSIP. Jak powiedział IAR rzecznik policji Mariusz Sokołowski, informatycy intensywnie pracują nad przywróceniem systemu. 
Do awarii doszło wczoraj przed południem. Natychmiast została poinformowana firma, która zajmuje się serwisowaniem systemu, prace trwają - dodaje Mariusz Sokołowski. Podkreśla, że tego typu awaria zdarza się niezwykle rzadko.
Policja ma utrudnioną pracę, ale nie ma mowy o tym, żeby niemożliwe było identyfikowanie osób. Policjanci mają inne możliwości sprawdzenia danych. Dzisiaj mogą korzystać z innych systemów poprzez kontakt z dyżurnym - wyjaśnia rzecznik policji.

* Polska przepłaca za 40 pocisków manewrujących dalekiego zasięgu powietrze-ziemia typu JASSM, których sprzedaż wczoraj zatwierdził Departament Stanu USA. Jak informuje "Fakt" Finowie zapłacą nawet 6 razy mniej niż polscy podatnicy.
Za 40 sztuk nowoczesnych pocisków do myśliwców F-16 Polska zapłaci pół miliarda dolarów (ponad 1,5 miliarda złotych), natomiast Finlandia za 70 rakiet tylko 255 mln. dol. (około 765 mln zł).

* Wall Street Journal: Polska zmienia politykę wobec Ukrainy
Według amerykańskiego dziennika nowa premier Ewa Kopacz zasygnalizowała, że "bezpieczeństwo własnego kraju będzie dla niej ważniejsze niż los wschodniego sąsiada". Nowa premier według nich będzie wyplątywać Polskę ze zbytniego zaangażowania w sprawy ukraińskie.

* Polska armia drastycznie zmienia plany szkolenia rezerwistów. Jak dowiedział się reporter RMF FM, w ostatnich dniach dokonano korekty dotyczącej ćwiczeń na 2016 i 2017 roku. Za dwa lata wezwania na szkolenie może się spodziewać prawie 40 tysięcy osób - to ponad dwa razy więcej, niż podawano jeszcze pod koniec sierpnia.
Sztab Generalny i resort obrony zaprzeczają, że ta korekta ma jakiś związek z sytuacją na Ukrainie.
Wojskowi zapewniają, że wszystko odbywa się zgodnie z planem, który powstał jeszcze przed rosyjską agresją. Tłumaczą, że przez cztery lata w ogóle zaniechano szkoleń rezerwistów, teraz liczba powołań ma stopniowo wracać do poziomu z połowy ubiegłej dekady. Wtedy wezwania otrzymywało rocznie około 70 tysięcy rezerwistów. Sztab planuje w 2017 roku przeszkolenie do 60 tysięcy takich osób.  Docelowo polska armia planuje powrót do liczby powołań sprzed lat, sięgającej nawet 70 tysięcy rezerwistów.
Szkolenia będą planowane w ciągu całego roku kalendarzowego, z wyjątkiem lipca i sierpnia. Są obowiązkowe. Na czas ich trwania pracodawca ma obowiązek zwolnić pracownika. Rezerwiście, który nie stawił się na wezwanie, grozi do 3 lat więzienia.

* Wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak towarzyszy Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej Bronisławowi Komorowskiemu podczas wizyty na poligonie w Orzyszu, gdzie odbywa się międzynarodowe ćwiczenie wojskowe ANAKONDA-14.
Wojska NATO muszą ćwiczyć i na tym nie można oszczędzać - powiedział Siemoniak. Minister zaznaczył, że ćwiczenia są efektem m.in. największego od dziesięcioleci kryzysu bezpieczeństwa przy granicach Polski.

* Poza MON szkoli się hobbystycznie ok. 30 tyś ludzi. 

* Organizacje proobronne mogłyby zajmować się szkoleniem rezerwistów - uważa szef BBN.  Jak podaje "Rzeczpospolita", 01-10-2014, w zamkniętym dla mediów spotkaniu wzięli udział m. in. ZHR, Obrona Narodowa.pl, Związek Strzelecki "Strzelec", Ruch Obywatelski Miłośników Broni, Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP, PCK, LOK, Polski Związek Krótkofalowców, Związek Polskich Spadochroniarzy, a także przedstawiciele MON, MSW, Państwowej Straży Pożarnej, Sztabu Generalnego WP i Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Spotkanie odbyło się w ramach Strategicznego Forum Bezpieczeństwa, które ma na celu wypracowanie koncepcji działań na rzecz wzmocnienia strategicznej odporności kraju na różne zagrożenia.
Zdaniem szefa BBN, ministra Kozieja, organizacje proobronne z jednej strony mogłyby uczestniczyć w reformowaniu Narodowych Sił Rezerwowych, ale także mogłyby uczestniczyć w szkoleniu rezerwistów "traktowanych jako zadanie zlecone". Mogłyby się włączyć w tworzenie rezerwowych jednostek, a na wypadek wojny być włączone do obrony terytorialnej. Jego zdaniem organizacje pozarządowe powinny wypracować własne doktryny uwzględniające pomoc strukturom państwa. Mogłyby to być np. zadania o charakterze operacyjnym - wypełniane w razie zagrożenia i wojny, zadania szkoleniowe świadczone na rzecz wojska, policji, Straży Granicznej i pożarnej oraz innych instytucji państwowych. Mogłyby także uczestniczyć w "szkoleniu ludności cywilnej, krzewieniu świadomości, uczulaniem młodzieży na sprawy bezpieczeństwa".
Minister Koziej zastrzegł, że jest przeciwny tworzeniu, jak to nazwał "wojska prywatnego", czy działania tych organizacji poza siłami zbrojnymi.
- Ustaliliśmy, że struktury państwowe powinny zidentyfikować obszary działań, w których mogłyby oczekiwać wsparcia od stowarzyszeń - powiedział po spotkaniu szef BBN. Zapowiedział, że będą kolejne spotkania z takimi organizacjami, wezmą w nim udział także przedstawiciele MON.

* Wojska Putina mogą "być w Warszawie w ciągu dwóch dni"?
"Gdybym chciał, w dwa dni mogę mieć wojska rosyjskie nie tylko w Kijowie, ale również w Rydze, Wilnie, Tallinie, Warszawie i Bukareszcie", powiedział rosyjski przywódca Władimir Putin według raportu w niemieckim Süddeutsche Zeitung na 18 września. Miał to powiedzieć prezydentowi Ukrainy Petro Poroszenko, który z kolei poinformował o tym urzędników UE.
Zdaniem rosyjskich analityków wojskowych pracujących na Zachodzie Pawła Bajewa, Pawła Podwiga i Igora Sutjagina, zagrożeniem bardziej realistycznym jest wojna hybrydowa - nacisk ekonomiczny, przewrót polityczny i tajna akcja militarna - wobec państw bałtyckich w celu podziału NATO, które nie będzie wiedziało jak reagować twierdzi portal EU Observer.
Natowski artykuł V nigdy nie został przetestowany i nie wiadomo, czy Amerykanie lub Francuzi będą gotowi umrzeć za Estonię i Polskę w wojnie z użyciem broni jądrowej.
Jeżeli Artykuł V nie zostanie uruchomiony, to, jak uważają zgodnie analitycy, kraje bałtyckie są "nie do obrony" ze względu na bliskość Rosji.
Bukareszt i Warszawa to już inna perspektywa.
"Bukareszt jest całkowicie wątpliwy - wojska rosyjskie będą musiały przejechać tak ogromny obszar, że jest to technicznie niemożliwe", twierdzi Bajew.
"Trzeba by zrobić dużą morską operację desantową żeby dotrzeć do Bukaresztu i Rosja nie jest w stanie tego zrobić", dodaje Sutjagin.  Jak powiedzieli, Warszawa jest bardziej podatna.
Rosyjskie czołgi i piechota mogą zaatakować Polskę z Białorusi a rosyjskie rakiety Iskander mogą uderzyć w polskie miasta z rejonu Kaliningradu. Rosja może również wysłać siły specjalne do stolicy Polski.
Ale rosyjskie samoloty i siły lądowe działałyby daleko od swoich baz i mogą napotkać komplikacje z tankowaniem i dostępnością dróg.
"Może oni (siły rosyjskie) dojdą do Warszawy, ale co zrobią potem?" pyta Sutjagin.
Bajew był bardziej sceptyczny, uważa że w przeciwieństwie do zimnej wojny, wojska rosyjskie nie są utrzymywane w stanie gotowości do dużego uderzenia: "Struktur mobilizacji dla konwencjonalnej wojny nie ma i Warszawa jest poza tym, co prawdopodobnie Rosja może zrobić".

*  Dowódca sił powietrznych Stanów Zjednoczonych w Europie generał Frank Gorenc stwierdził, że jedna trzecia terytorium Polski jest w zasięgu systemu obrony powietrznej Federacji Rosyjskiej – pisze Breaking Defense.  Dowódca USAF Starym Kontynencie stwierdził również, że „inne” części przestrzeni powietrznej Sojuszu Północnoatlantyckiego również znajdują się w zasięgu systemów przeciwlotniczych Federacji.
W opinii generała Phillipa Breedlove, dowódcy sił Stanów Zjednoczonych w Europie i naczelnego dowódcy wojsk NATO na Starym Kontynencie Sojusz nie może zakładać z góry posiadania panowania w powietrzu (jak w bardzo dużym stopniu miało to miejsce w trakcie działań w Iraku i Afganistanie). Oznacza to, że w wypadku prowadzenia kolektywnej operacji obronnej konieczne może się okazać przełamywanie elementów systemu obrony powietrznej potencjalnego przeciwnika. Utrzymywanie przewagi powietrznej jest niezbędnym warunkiem skutecznego prowadzenia kolektywnej operacji obronnej. Wymaga to jednak zachowania i rozbudowy zdolności do działań w warunkach intensywnego przeciwdziałania przeciwnika.

*  Ćwiczenia Anakonda-14 (Polska Zbrojna): "Nasz wywiad, rozpoznanie i analitycy dosyć precyzyjnie określili moment agresji wojsk Barii na terytorium Wislandii" -– mówi zastępca kierownika ćwiczenia „Anakonda-14” gen. bryg. Andrzej Reudowicz.
Gen. bryg. Reudowicz: "Ponieważ konflikt pomiędzy naszymi krajami narastał od dawna, byliśmy przygotowani na atak pod względem mobilizacyjnym, rozmieszczenia sił i każdym innym." [Założenie że nasz wywiad zdobył plany wroga niewątpliwie ułatwiło pracę ćwiczącym, można przypiąć kolejne medale, spocznij. Na następnych ćwiczeniach niech przyjmą że nasz wywiad zwerbował Putina, może nie trzeba będzie w ogóle wyjeżdżać na poligon].

* Ochrona obiektów, zatrzymywanie podejrzanych, przeszukiwania czy internowania, czyli wykonywanie postanowień wynikających ze stanu wojennego, leżą w gestii wojewodów. Jednak w szczególnych sytuacjach odpowiedzialność w tzw. strefie działań bezpośrednich może przejąć wojsko.

* Polska żydowską ziemią obiecaną? Severyn Ashkenazy proponuje powtórne osadnictwo Żydów w Polsce! - W Europie wzrasta antysemityzm. Najbezpieczniejszym miejscem dla Żydów jawi się na kontynencie właśnie Polska. Czy Polacy i Żydzi znów powinni zamieszkać razem? - pyta Severyn Ashkenazy. 

* Paryż szkoli rosyjskich marynarzy, którzy przygotowują się w ten sposób do służby na Mistralach. Tymczasem Siemoniak powiedział w związku z tą umową, że jeśli Francja wywiąże się z niej i dostarczy okręty Rosjanom, wówczas Polsce ciężko będzie zdecydować się na francuską firmę w przetargu na dostawę systemów przeciwlotniczych.
– Nie mogę ukryć faktu, że sprawa Mistrali nie ułatwia nam podęcia pozytywnej decyzji. Jesteśmy krytyczni co do tej transakcji. Nikt nigdy nie ukrywał tego przed naszymi francuskimi partnerami. Nie chce odgrywać roli kogoś, kto dyktują Francji warunki. Jestem pewien, że Francja podejmie mądrą i odpowiedzialną decyzję bacząc na to, że jest członkiem NATO i znając opinie pozostałych sojuszników – powiedział Siemoniak.

* Likwidacja WSI to był, moim zdaniem, sabotaż Polski - mówi w wywiadzie w tygodniku "Wprost" Patryk Vega, reżyser filmu "Służby specjalne". Reżyser opowiada również, o tym, co się teraz dzieje z były oficerami WSI. - Prezesi ważnych dla Polski firm byli oficerami WSI. Rezydent wywiadu cywilnego Polski Ludowej w Berlinie Zachodnim wraz z synem prowadzą jedną z największych polskich agencji ochrony - wymienia.

* Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" napisał, że wysocy rangą wojskowi wyrażają wątpliwości co do możliwości wdrożenia przyjętego na szczycie NATO Planu Działań na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan), wskazując na organizacyjne i finansowe trudności. Według gazety NATO prawdopodobnie nie będzie w stanie wywiązać się z udzielonych na szczycie gwarancji bezpieczeństwa dla Polski i państw bałtyckich.

* W Pol­sce wzra­sta ak­tyw­ność pro­ro­syj­skich or­ga­ni­za­cji. Głów­nym miej­scem ich dzia­ła­nia staje się in­ter­net, gdzie toczy się wojna pro­pa­gan­do­wa. Spra­wą "krem­low­skiej armii trol­li" ata­ku­ją­cych pol­ską sieć zaj­mu­je się już kontr­wy­wiad - in­for­mu­je ty­go­dnik "Do Rze­czy".
Organizacje broniące interesów Rosji w internecie określane są przez ekspertów jako "cień Putina". Choć na razie nie ma zagrożenia, że za nasze granice przenikną tzw. "zielone ludziki", to wojna propagandowa między Rosją a resztą świata trwa w internecie. W lipcu i sierpniu doszło do 117 ataków cyberterrorystycznych na wojskowe sieci teleinformatyczne w Polsce – donosi tygodnik.
Eksperci przyznają, że mają pochodzące z Rosji sygnały o regularnym skanowaniu polskiego Internetu. Co najmniej 26 osób lub instytucji w Polsce, w różnych miastach, właśnie stało się przedmiotem cyberataków, prowadzonych przez hakerów między innymi z terenu Chin, Białorusi, Niemiec i Rosji. (...) Eksperci zajmujący się polskim bezpieczeństwem cybernetycznym mówią jednak, że w ostatnim czasie mocno nasiliło się zainteresowanie Polską ze strony rosyjskich hakerów, a za częścią ataków stoją rosyjskie służby specjalne" – czytamy w "Do Rzeczy".
O "kremlowskiej armii trolli" pisały już zachodnie gazety. Dzięki rublom płynącym z Moskwy, ludzie powiązani z rosyjską Agencją Badań Internetu, atakują i spamują serwery zachodnich mediów. Co piszą? Przede wszystkim powielają rosyjską propagandę i atakują osoby nieprzychylne Rosji.  Organizacje, które mogą znaleźć się na celowniku służb, to m.in. wspierający działania Moskwy na Ukrainie Polski Komitet Słowiański na czele z Bolesławem Tejkowskim, członkowie "Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej" i pismo "Obserwator Polityczny".

* Nawet 100 tys. polskich firm jest gotowych stworzyć organizację paramilitarną - wynika z badania przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Biznesmeni zamierzają nie tylko wystawić półmilionową armię, ale też częściowo ją utrzymywać. [Nie lepiej płacić podatki jak w każdym normalnym kraju i mieć normalną, porządną armię? W każdym razie wychodzi zakłamanie polityków i ich medialnych klakierów którzy twierdzą że Polacy nie chcą płacić na wojsko].

* Dziennik.pl:  Polska armia zaniedbana? Przez cztery lata nie szkoliła rezerwistów. W latach 2009-2012 nie przeszkoliliśmy żadnego rezerwisty.  Jeszcze w 2008 r. wojsko polskie szkoliło ok. 50 tys. rezerwistów. - Decyzja ówczesnego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha o zaniechaniu szkoleń, rozłożyła system mobilizacji. Te straty są niepowetowane, osłabiło to potencjał polskich sił zbrojnych - stwierdza były dowódca wojsk lądowych generał Waldemar Skrzypczak. - Osoby, które podjęły tamte decyzje powinny być pociągnięte do odpowiedzialności za osłabienie zdolności bojowych armii - dodaje. Warto przypomnieć starą prawdę żołnierską, że wojny rozpoczynają zawodowcy, a kończą rezerwiści. Tymczasem w ubiegłym roku tych drugich przeszkoliliśmy zaledwie 3 tys., a w tym będzie to ok. 7 tys. Wzywani mogą być szeregowi do 50 roku życia oraz podoficerowie i oficerowie, którzy nie mają mniej niż 60 lat.
– Największym problemem jest to, że podczas takich ćwiczeń często stawiają się żołnierze z kompletnie różnych jednostek. A podstawą tego typu szkolenia powinny być ćwiczenia zgrywające na poziomie kompanii czy batalionu - mówi gen. Skrzypczak. - Nie może być tak, że dowódca danej jednostki swoich rezerwistów nigdy nie widział na oczy. W wypadku mobilizacji on ich nawet nie rozpozna -  stwierdza oficer.
Pocieszające jest to, że chociaż mamy armię zawodową to wśród mężczyzn, którzy obecnie mają 25 i więcej lat przeprowadzano pobór. W związku z tym co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób z każdego rocznika ma za sobą przeszkolenie wojskowe.

* Odkryto 19 jam grobowych, wydobyto szczątki 86 osób
Szkielety 86 osób, w tym 28 dzieci, odnaleziono na terenie aresztu śledczego w Białymstoku, w ramach kolejnego etapu prac ekshumacyjnych. Prace związane są ze śledztwami IPN dotyczącym zbrodni funkcjonariuszy państwa komunistycznego w latach 1939-1956.
 Od początku trwania prac ekshumacyjnych, znaleziono tam już szczątki ponad 280 osób.

* Podobne pochówki znaleziono na cmentarzu na Służewie w Warszawie, gdzie pod zwykłymi grobami a nawet pod ścieżkami cmentarnymi znajdują się szczątki setek osób pomordowanych w więzieniu na Rakowieckiej żołnierzy AK. Tu jednak władze zabroniły poszukiwań ponieważ mogłoby to naruszyć spokój grobów pochowanych nad nimi funkcjonariuszy UB, SB i PZPR.

* W Świdniku powstał pierwszy SPON, Strzelecki Pododdział Obrony Narodowej. Przeszkoleni ochotnicy mają działać także w przypadku zagrożenia militarnego.

* Kupując BSL, warto pamiętać, że Brytyjczycy utracili w Afganistanie ponad 450 maszyn klasy mini-bsl, a Amerykanie używają 12000 takich urządzeń.  To jest stosunkowo tani i prosty produkt o ograniczonej żywotności.

* Premier Kopacz rozporządzeniem przekazała nadzór i koordynację służb specjalnych nie nowej szefowej MSW, a ministrowi J. Cichockiemu, szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

* Zdaniem polskiego ministra obrony narodowej "zielone ludziki" nie będa już stanowić dla krajów NATO zaskoczenia.
– NATO postanowiło się zająć "zielonymi ludzikami" w tym sensie, że bardzo intensywnie zmienia różne plany, doktryny po to, aby to nie było zaskoczenie – przekonywał w Radiu Zet Tomasz Siemoniak. 
– Głównodowodzący sił NATO, amerykański wojskowy powiedział wyraźnie "zielone ludzki" to jest agresja na NATO, to jest artykuł 5, to będzie odpowiedź całego sojuszu – mówił minister obrony.
– Nie da się już grać taką kartą, jak "zielone ludzki" uznając, że wtedy NATO będzie myślało, że to nie jest prawdziwa agresja. "Zielone ludziki" to jest zwykła agresja i zostało to nazwane po imieniu – podkreślił Siemoniak.
- W tym kontekscie ciekawie brzmi wypowiedź ministra Kozieja.
Pytany, co się stanie, jeśli w Polsce - podobnie jak na Krymie - pojawią się tzw. zielone ludziki, stwierdził, że "musielibyśmy sobie z tym radzić sami". - Tutaj na NATO nie możemy się oglądać - dodał.
"Der Spiegel" napisał, że wysocy rangą wojskowi wyrażają wątpliwości co do możliwości wdrożenia przyjętego na szczycie NATO Planu Działań na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan), wskazując na organizacyjne i finansowe trudności. Według gazety NATO prawdopodobnie nie będzie w stanie wywiązać się z udzielonych na szczycie gwarancji bezpieczeństwa dla Polski i państw bałtyckich.
Pytany o tę publikację Koziej powiedział w Radiu ZET, że to normalne rozważania i dyskusje między generałami. - To nie jest nic dziwnego. To jest w tej chwili zastanawianie się, w jaki sposób zrealizować postanowienia z Newport. Na pewno to nie będzie łatwe, proste, szybkie itd. - ocenił szef BBN. 
Pytany, co się stanie, jeśli w Polsce - podobnie jak np. na Krymie - pojawią się tzw. zielone ludziki, czyli żołnierze bez oznaczeń przynależności państwowej, Koziej ocenił, że ten problem jest w Polsce "demonizowany".
Zaznaczył też, że w Polsce funkcjonuje system wyłapywania dywersantów, który niedawno był ćwiczony. - Gdyby się pojawiła grupa 10, 20 czy nawet stu takich dywersantów, to my musimy sobie z tym radzić sami. Tutaj na NATO nie możemy się oglądać - powiedział Koziej. 
W tym kontekście szef BBN był pytany o tzw. szpicę, czyli liczące kilka tys. żołnierzy siły NATO przeznaczone do działania w ciągu dwóch dni. - Szpica nie jest od tego, żeby reagować, jak się jakiś zielony ludzik zjawi czy jakiś dywersant, a nie daj Boże, gdyby czołgi miały wjechać. Istota szpicy polega na tym, że ona jest instrumentem władz politycznych Sojuszu Północnoatlantyckiego do reagowania w sytuacji, kiedy pojawiają się objawy kryzysu, gdy wzrasta zagrożenie - wyjaśnił Koziej.
- Szpica nie jest sposobem bojowego reagowania na zaistniałą już agresję, tylko jest sposobem demonstracji polityczno-strategicznej woli sojuszu przeciwstawiania się nadchodzącemu zagrożeniu - powiedział szef BBN. 
["Istota szpicy polega na tym, że ona jest instrumentem władz politycznych Sojuszu Północnoatlantyckiego" - tu Koziej próbuje osłabienia idei szpicy - NATO mówiło że szpica ma być do dyspozycji D-cy wojsk NATO w Europie, na żądanie zaatakowanego kraju a nie władz politycznych sojuszu!]

*  Putin chce zniszczyć NATO, nakłaniając je do bezczynności. Jeśli nie zrobimy wszystkiego w obronie krajów bałtyckich, Sojusz będzie skończony. I to na zawsze – mówi w wywiadzie dla Newsweeka Edward Lucas, brytyjski publicysta i znawca Rosji.
Edward Lucas: NATO wreszcie wróciło do gry – to jasne. Przez kilka lat sama kwestia obrony przed rosyjskim zagrożeniem stanowiła tabu, a teraz to się zaczęło zmieniać. Należy się cieszyć, że w ogóle mamy taką dyskusję. Jeśli chodzi o szczegóły: stworzenie sił szybkiego reagowania w liczbie 4 tysięcy żołnierzy to dobry pomysł. Najważniejsze jest to, aby te oddziały podlegały bezpośrednio dowództwu wojskowemu NATO. Nie może być tak, że Rosja zaatakuje państwa bałtyckie – to po Ukrainie będzie następny etap rosyjskiej inwazji – a żeby ich bronić, trzeba będzie czekać na decyzję Rady Północnoatlantyckiej. Bo na jej forum Niemcy i Francja zaczną toczyć dyskusje, czy należy coś robić w tej sprawie, czy też nie. Dowódca sił NATO w Europie musi mieć prawo mobilizowania tych oddziałów. Musimy też mieć plany obrony państw bałtyckich, opierające się na założeniu, że NATO będzie toczyć prawdziwą wojnę w Europie Wschodniej. Tak więc pozostało wiele praktycznych kwestii do rozwiązania. (...)
 Jestem zadowolony, że NATO robi to, co robi. Ale Zachód nadal nie ma strategii powstrzymania Rosji ani obrony wojskowej z prawdziwego zdarzenia. Na dodatek zmiany w NATO – nawet jeśli będą bardzo istotne – nie wystarczą. Bo to, co dzieje się na Ukrainie, to jest wojna hybrydowa. Rosja wykorzystuje nie tylko swoje regularne i nieregularne siły wojskowe, ale ucieka się do pogróżek dyplomatycznych, prowadzi cyberwojnę, ucieka się do prób ekonomicznego uzależnienia. Do europejskiej gospodarki przenikają rosyjskie struktury mafijne. Orężem Putina są blef, dywersja i wojna informacyjna. NATO nie jest przygotowane do walki z tego typu zagrożeniami, mówi Lucas. Władca Kremla działa tak pospiesznie i gorączkowo, bo gdy Zachód wreszcie wszystko zrozumie, będzie już za późno. I dlatego w najbliższym czasie możemy się spodziewać wyłącznie bardzo nieprzyjemnych niespodzianek ze strony Moskwy. Ten, kto liczy na spokój, bardzo się myli. Nawet jeśli okaże się, że Putin się przeliczył i będzie musiał odejść, co z tego? Rosja nie wyhamuje. Wielu ludzi z bliskiego otoczenia Putina chce jeszcze brutalniejszej polityki.
Edward Lucas jest autorem książki „Nowa zimna wojna” (wyd. polskie 2008) która została wydana w ponad 20 krajach.

* „Rz" ustaliła, że szefowie Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Huty Stalowa Wola dostali zielone światło z MON na rozmowy z firmą zbrojeniową Samsung Techwin w sprawie licencji na produkcję koreańskich podwozi dla krabów. To uznanie porażki krajowej zbrojeniówki i cios dla śląskich konstruktorów i producentów broni pancernej. Ale przemysł nie jest bez winy.

* Do końca 2014 w radomskim Łuczniku ma zostać skompletowanych około dwustu karabinków MSBS-5,56 partii wdrożeniowej. Część z nich zostanie poddana badaniom kwalifikacyjnym (państwowym), przed wprowadzeniem do uzbrojenia Sił Zbrojnych RP
Obok broni samoczynno-samopowtarzalnej, planuje się też opracowanie kilku egzemplarzy samopowtarzalnych, przeznaczonych na rynek cywilny.
prowadzone są też prace nad przystosowaniem broni rodziny MSBS do odmiennych kalibrów
W pierwszej kolejności zdecydowano stworzyć na bazie MSBS konstrukcję do naboju 7,62 mm x 39. Przemawia za tym rozpowszechnienie karabinków AK/AKM i nadal duża popularność tej amunicji wśród potencjalnych odbiorców eksportowych. Broń ma być zasilana z typowych 30-nabojowych magazynków od karabinka AK/AKM.

* Ppłk rez. dr. Krzysztof M. Gaj, Narodowe Centrum Studiów Strategicznych: Obecne rozmieszczenie jednostek sił zbrojnych jest pokłosiem tego co zostało w spadku po Układzie Warszawskim. Jednostki o najniższym stopniu ukompletowania stacjonowały na tzw. ścianie wschodniej. W zw. z tym, one jako pierwsz poszły "pod młotek".
Jednostki o wysokim stopniu rozwinięcia, powyżej 80% są zdolne do podjęcia działań bojowych bez przeprowadzania mobilizacyjnego rozwinięcia. Według NATO, są to jednostki tzw. gotowe (ready). Około 2/3 jednostek to są jednostki "semi ready", czyli jednostki które aby wejść do akcji bojowej, muszą przeprowadzić mobilizacyjne rozwinięcie, czyli poświęcić jakiś czas na osiągnięcie zdolności. Czas mobilizacyjnego rozwinięcia takich jednostek w zależności od typu jednostki, wynosi od kilku, do kilkunastu tygodni.

* Mjr. dr. Grzegorz Kwaśniak: Obecnie na 1 "dowódcę" (oficera i podoficera) przypada 0,9 szeregowego.
Ta połowa brygad która ma ukompletowanie rzędu 80-90% jest w stanie podjąć działania bojowe po kilku dniach. Ale jeżeli brygada ma 20-30% ukompletowania, to na pewno potrzeba do tego 2-3 miesiące. Ten stopień ukompletowania byłby zadawalający gdyby Polska leżała na przykład na Półwyspie Iberyjskim. Ale przy naszym położeniu i sąsiadach, ten stopień ukompletowania powinien budzić najwyższe zaniepokojenie.

* W szpicy, czyli jednostce NATO która ma jako pierwsza reagować na zagrożenie terytorium któregokolwiek z członków Sojuszu, będzie 4-5 tys. żołnierzy - zapowiedział zastępca sekretarza generalnego NATO Alexander Vershbow.
Vershbow, były ambasador USA przy NATO, odwiedził wczoraj Szczecin, gdzie mieści się kwatera główna korpusu Sojuszu. W rozmowie z agencją AP Vershbow ujawnił również kilka informacji o owej szpicy, o powstaniu której zdecydował niedawno szczyt NATO w Walii.
Szpica będzie działać niezależnie od rozbudowywanego właśnie polsko-niemiecko-duńskiego korpusu w Szczecinie. W jej skład wejdą żołnierze z krajów Europy Wschodniej oraz Amerykanie. Ci ostatni będą - zdaniem Vershbowa - stacjonować w bazach w Niemczech lub we Włoszech.

*  Gottard (komentarz z niezależnej.pl) W USA średnio szeregowiec zawodowy służy na kontrakcie 4 lata ( kontrakty są 5 lat), w Szwecji zmieniają przepisy aby zamiast 6 lat był kontrakt 4 lata dla szeregowców. Tam nie rządzą zdrajcy, właśnie szczytem głupoty jest trzymanie 12 lat szeregowca - czyli 35-40 letnich pryków i zero rezerwistów. Może dajmy zatrudnienie 30 tys. młodych chłopaków? Pozyskamy nowych a starzy przejdą do rezerwy.
(...) W ten sposób pozyskujemy rezerwistów bo przez parę lat od odejścia ze służby będą pamiętali co i jak. Tylko w Polsce jest obłęd że trzyma się ludzi w wojsku do emerytury i co rok-dwa obowiązkowy obligatoryjny awans niczym kwiaty na dzień kobiet. Na zachodzie zawodowa służba wojskowa jest chwilowym epizodem w życiu. W USA średnio żołnierz zawodowy służy 4 lata, piloci US Navy oficerowie średnio 5 lat i do cywila. W wojsku do emerytury zostają tylko nieliczni twardziele którzy cyklicznie przechodzą ciężkie weryfikacje i wygrywają konkursy na wyższe stanowiska. w Austrii np. jak potrzeba wysłać jakiś kontygent wojska dla ONZ czy na inne misje ogłasza się nabór przeważnie bezrobotnych z cywila na kontrakt 1 rok - pół roku szkolenie i pół roku misja i finito - do domciu. W Kanadzie piloci myśliwców F18 służą po 2-3 lata max 8 lat i do cywila bo nikt nie wytrzyma dłużej obciążeń związanych z manewrową walką powietrzną. Służba wojskowa jest dobrze płatana ale krótka i nikt im nie daje na własność mieszkań służbowych ot tak. W Polsce tym idiotom kompletnie odbiło wiec mamy patologię do kręcenia lodów a nie armię a w tle nieprzeliczone tabuny 35-40 letnich emerytów którym naród zafundował dodatkowo mieszkania. No i jak widać zadusili budżet państwa, za chwile nie będzie pieniążków na emeryturki i skończą się wczasy w Tajlandii, sorry Gregory.

* Po zmniejszeniu przez Gazprom dostaw gazu do Polski, Gaz-System zdecydował się na jego zakup od Czechów i Niemców. Było to możliwe dzięki fizycznemu rewersowi na Jamale.

* Coraz więcej Polaków chce powrotu obowiązkowego poboru do wojska, informuje "Metro" w oparciu o badania CBOS.
W 2008 r. aż 54 proc. Polaków uważało, że siły zbrojne powinny składać się z armii zawodowej, czyli opartej na żołnierzach pełniących służbę na podstawie dobrowolnego kontraktu. Teraz to się zmienia. Z najnowszych badań CBOS wynika, że poparcie dla armii składającej się tylko z zawodowców wynosi już tylko 47 proc.
Zwiększa się za to grupa, która chciałaby powrotu powszechnego obowiązkowego poboru. 34 proc. Polaków uważa, że choć wojsko polskie powinno składać się w dużej części z armii zawodowej, to należałoby zachować powszechny pobór (w 2008 r. twierdziło tak 26 proc. badanych). Dodatkowo 11 proc. uważa, że wojsko powinno się składać przede wszystkim z armii opartej na powszechnym, obowiązkowym poborze (w 2008 r. było to 9 proc.)
Aż 24 proc. Polaków sądzi, że brak poboru przyczynia się do spadku bezpieczeństwa kraju (w 2009 r. mówiło tak zaledwie 14 proc.).

* Niepewna sytuacja na Ukrainie będzie wpływała na pozycję Polski. Dlatego według prezesa PiS rozwiązanie, jakie powinien przyjąć polski rząd jest jedno - dozbroić i powiększyć armię.
Na przykład o ile możliwość obrony długiej linii naszej granicy, od Kaliningradu do granicy białoruskiej, jest bardzo trudna, wzmocniona armia polska mogłaby to przez jakiś czas czynić, o tyle przedłużenie tego odcinka o granicę ukraińską wymaga zwiększenia liczebności sił zbrojnych o jakieś 40 procent - przekonuje Kaczyński. Zdaniem prezesa PiS, który udzielił wywiadu tygodnikowi "Do Rzeczy", dotychczasowe działania rządu ws. wzmocnienia obronności Polski są niewystarczające, a tylko zdecydowane kroki są w stanie zapewnić Polsce bezpieczeństwo.
- 130 mld złotych i to w perspektywie do 2020 roku to zdecydowanie zbyt mało. My potrzebujemy dużo więcej i dużo szybciej, by się porządnie dozbroić i przeszkolić - powiedział Kaczyński.  Podkreślił przy tym, że polskie wojsko powinno przede wszystkim być dwa razy większe niż obecnie. Środki na zwiększenie liczebności miałyby zaś pochodzić z proponowanego przez PiS Funduszu Bezpieczeństwa Europejskiego, czyli unijnego funduszu, który oferowałby niskooprocentowane pożyczki na zbrojenia dla krajów zagrożonych rosyjską agresją. Jak zapewnił Kaczyński, Polska mogłaby wówczas uzyskać na ten cel nawet 100 miliardów euro, któe byłoby sumą "za którą armię można by przyzwoicie dozbroić".

* Lockheed Martin na MSPO 2014 wyraził zainteresowanie współudziałem w polskim programie wyrzutni rakietowych dalekiego zasięgu Homar. W skład nowo powstającego systemu mogłyby, zdaniem koncernu, wejść moduły rakietowe HIMARS.

* Podczas swoich rządów PO zatrudniła blisko 10 tys. nowych urzędników cywilnych, a fundusz na ich wynagrodzenia wzrósł o blisko 2 mld zł.

* Szef Służby Wywiadu Wojskowego będzie miał dwóch nowych zastępców, obaj zostali pozytywnie zaopiniowani przez sejmową komisję służb specjalnych.

*  2014-09-12 W weekend w Słupsku odbędą się ćwiczenia "Wzmocnienie 14", w których wezmą udział rezerwiści z przydziałem do jednostki policyjnej.

* Gen. Polko: Z wojska robi się dziś ochronkę. Dzieci w szkole mają więcej stresów niż wojskowi  powiedział gen. Roman Polko w wywiadzie dla 1 programu PR. - Dziś kandydaci na oficerów nie mogą biegać, bo może byłoby to "niehumanitarne". Oni na stołówkę chodzą w dresikach nie śpiewając - mówił w radiowej "Jedynce" gen. Roman Polko. Jego zdaniem polskie wojsko wymaga poważnych zmian już na poziomie szkoły oficerskiej.
Polko zauważył, że nie wiadomo, kto miałby dowodzić armią w razie ewentualnej agresji na Polskę. - Należałoby zmienić konstytucję po to, by dowódca na czas wojny mógł przygotowywać się do tej funkcji w czasie pokoju. W tej chwili mamy trzech dowódców na równym poziomie. Jest to dowódca generalny, dowódca operacyjny i szef sztabu generalnego. Oznacza to, że jeśli cokolwiek złego się stanie, to jeden na drugiego może wskazywać palcem - to nie ja, to kolega.

* Jestem przekonany, że Władimir Putin nie wahałby się użyć broni jądrowej, gdyby Rosja została zaatakowana przez NATO. Rosja wciąż postrzega Sojusz Północnoatlantycki jako wroga. To tylko nam się wydaje, że po upadku muru berlińskiego, przyszedł czas na budowanie pokoju. Rosjanie w dalszym ciągu myślą jak dawniej, czego dowodem są przeprowadzane manewry, ćwiczenia obliczone na użycie broni jądrowej - mówi w rozmowie z WP.PL gen. Roman Polko, były dowódca GROM.

* Prestiżowy amerykański magazyn „Foreign Affairs” ocenia, że wybór Donalda Tuska i Federici Mogherini na unijne urzędy „będzie katastrofą”. Osłabi to UE także w relacjach z Rosją.

* Obrabowano transport pomocy humanitarnej przygotowany dla Ukrainy przez nasze ministerstwo obrony - dowiedział się portal tvn24.pl. Wojskowi prokuratorzy prowadzą w tej sprawie śledztwo. Podejrzanymi są polscy żołnierze.
Jak podaje tvn24.pl, przedmiotem śledztwa jest pierwszy transport pomocy humanitarnej, który pod koniec ubiegłego miesiąca przygotowało MON. Na 320-tonowy ładunek składały się koce, pościel i żywność. Braki w konwoju zauważył polski oficer, który we Lwowie nadzorował rozładunek
Rzecznik prasowy wojskowego prokuratora okręgowego w Warszawie, płk Ryszard Filipowicz, w rozmowie z tvn24.pl, potwierdził, że wszczęto postępowanie w sprawie "nieprawidłowości w gospodarowaniu mieniem w 2 Regionalnej Bazie Logistycznej w Rembertowie". Z nieoficjalnych informacji wynika, że brakuje około 1,5 tysiąca koców i drugie tyle materaców.

 * Tylko atom! Tak przynajmniej uważa Henryk Kmiecik z Twojego Ruchu. Choć to poseł od Palikota, poruszony przez niego temat wydaje się godny odnotowania. Zwłaszcza, że parlamentarzysta nadał kwestii polskich zbrojeń jądrowych oficjalny bieg – skierował interpelację do premiera. Już sam tytuł dokumentu robi wrażenie: „W sprawie posiadania przez Polskę taktycznej broni nuklearnej mogącej zapewnić bezpieczeństwo naszego kraju w aspekcie wypowiedzi wiceprzewodniczącego rosyjskiego parlamentu.” Wcześniej poseł poruszył kwestię jądrowych zbrojeń Polski na forum Sejmu. Jeżeli NATO uważa, że na naszym terytorium nie powinno być baz wojskowych paktu, to w tej sytuacji my, Polacy, sami musimy zadbać o nasze bezpieczeństwo, konstruując odpowiednią liczbę pocisków samosterujących z taktycznymi ładunkami jądrowymi o niedużej mocy, ale wystarczającej do zniszczenia zaplecza logistycznego nacierającego agresora, uważa Kmiecik. Oczywistym jest, że nie potrzebujemy silosów z rakietami balistycznymi, wystarczy nam kilkanaście małych głowic jądrowych bądź termojądrowych umieszczonych w ruchomych pociskach samosterujących, które spełnią rolę wyrównania sił albo odstraszenia potencjalnego agresora proponuje w oświadczeniu poselskim.


* 10/09/2014 Rosja zmniejszyła niespodziewanie dostawy gazu ziemnego do Polski, realizowane w ramach tzw. kontraktu jamalskiego. Redukcje dostaw sięgnęły 24 procent.

* Dowództwo sił natychmiastowego reagowania, które powoła NATO, ma być w Polsce - zasygnalizował brytyjski premier David Cameron na szczycie Sojuszu w walijskim Newport. Dodał, że Wielka Brytania wydzieli 3,5 tys. personelu dla tych wielonarodowych sił. 
- Mam nadzieję, że dziś uzgodnimy utworzenie wielonarodowych sił "szpicy", która może zostać rozmieszczona w dowolnym miejscu na świecie w ciągu 2-5 dni. To będzie częścią reformy Sił Odpowiedzi NATO: z kwaterą główną w Polsce, czterema jednostkami w krajach Sojuszu w Europie Wschodniej i przemieszczeniem sprzętu i infrastruktury, aby pozwolić na więcej ćwiczeń i - w razie potrzeby - na szybkie wzmocnienie - powiedział Cameron, otwierając obrady w drugim dniu szczytu. 
- Jeśli to uzgodnimy, Wielka Brytania wydzieli 3,5 tys. osób dla tych wielonarodowych sił - dodał.

* Podczas szczytu w Newport przywódcy państw NATO przyjęli Readiness Action Plan – program na rzecz podniesienia gotowości bojowej sił sojuszniczych, między innymi w świetle aneksji Krymu i późniejszych działań Rosji na Ukrainie.
Zgodnie z treścią deklaracji przyjętej w Walii, Readiness Action Plan obejmuje kroki przyjęte „w celu zapewnienia sojuszników (o woli realizacji zobowiązań do obrony)” jak i „adaptacji wojskowo – strategicznej” czyli zbudowania zdolności do obrony kolektywnej w warunkach szerokiego spektrum zagrożeń. Nie podjęto natomiast decyzji o rozmieszczeniu znaczących sił wojskowych w Europie Środkowo – Wschodniej.

*  W Walii przyjęto także inicjatywę "państw ramowych" NATO - rozbudowy konkretnych zdolności krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego wokół największych krajów członkowskich. W jej ramach sformowane zostaną połączone siły ekspedycyjne z udziałem Wielkiej Brytanii, Norwegii, Danii, Holandii oraz państw bałtyckich. Niemcy jako "państwo ramowe" będą rozwijać zdolności m.in. zakresie wsparcia logistycznego, ochrony przed bronią masowego rażenia, obrony przeciwrakietowej, rozpoznania, dowodzenia oraz zwalczania celów za pomocą powietrznych, morskich i lądowych środków rażenia w grupie 10 państw, w tym Belgii, Chorwacji, Czech, Danii, Niemiec, Luksemburga, Holandii, Norwegii, Polski i Węgier. Zespół sześciu państw z udziałem Włoch ma się zajmować między innymi działaniami stabilizacyjnymi i rekonstrukcyjnymi.

* "Foreign Policy": Putin zaatakuje atomem? Pierwsza będzie Warszawa.
Dziennikarz i autor kilku książek Jeffrey Tayler na łamach "Foreign Policy" pisze, że narastający konflikt na wschodzie Ukrainy może zakończyć się punktowymi atakami nuklearnymi na kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszy cios miałaby odebrać Warszawa, ponieważ już wcześniej przeprowadzano symulację ataku nuklearnego na stolicę Polski. W dalszej kolejności ucierpiałoby Wilno, stolica Litwy.
Na forum młodzieży, które odbywało się nieopodal Moskwy, Władimir Putin przypomniał światu, że "Rosja jest jednym z najpotężniejszych państw nuklearnych". - To rzeczywistość, nie tylko słowa - powiedział.
Kilkanaście dni wcześniej, 14 sierpnia, na konferencji w Jałcie, rosyjski prezydent powiedział zgromadzonym przedstawicielom Dumy, że planuje "zaskoczyć Zachód naszymi nowymi rozwiązaniami w kwestii ofensywnej broni jądrowej, o których jeszcze nie mówimy".
Podczas gdy w Walii spotykają się przywódcy NATO, Rosja zapowiedziała ćwiczenia na niespotykaną dotąd skalę z udziałem strategicznych sił jądrowych. Co więcej, Kreml oświadczył, że wraz z rosnącym napięciem na obszarze Ukrainy zmodyfikuje swoją doktrynę wojskową. "Nie wiadomo, co to jeszcze oznacza, ale w świetle rosnących napięć Rosji z Zachodem, nie wróży to niczego dobrego" - pisze Amerykanin.
"Ale czy Putin faktycznie użyje broni jądrowej?" - zastanawia się Jeffrey Tayler. Andriej Piontkowski, naukowiec i wieloletni krytyk prezydenta Rosji, a także były dyrektor Centrum Studiów Strategicznych w Moskwie i komentator polityczny BBC World Service uważa, że może tak się stać. W sierpniu Piontkowski opublikował niepokojące wnioski na temat tego, co, jego zdaniem, może Putin zrobić, aby wyjść zwycięsko z obecnego impasu z Zachodem i, za jednym uderzeniem, zniszczyć NATO jako organizację, położyć kres hegemonii Stanów Zjednoczonych i "amerykańskiej wiarygodności jako światowego strażnika pokoju". Jest to punktowy atak jadrowy na Warszawę i być może kilka innych stolic nowych członków NATO na wschodzie.

* Prezydent Komorowski odwiedzając dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie powiedział że "Trzeba skutecznie zwiększyć odporność państwa polskiego, wydobyć elementy siły, także z innych struktur państwa polskiego, wyciągając także wnioski z doświadczeń ukraińskich".  W jego ocenie do sytemu obrony państwa polskiego należy wprowadzać "praktycznie wszystkie, albo większość służb mundurowych". Miałyby one być nastawione "na reagowanie w obliczu zagrożenia takiej nietypowej wojny, jaka ma miejsce na wschodzie Ukrainy". Komorowski ocenił, że należy również zreformować Narodowe Siły Rezerwy oraz sprawdzić rezerwy i zdolności mobilizacyjne państwa polskiego.

* - Szantażyście nie można ustępować. Powinno być zdecydowane stanowisko: wojny nie chcemy, oczywiście, ale jak on straszy atomem, to z drugiej strony też trzeba postawić atom - powiedział w programie "Fakty po Faktach" w TVN24 były prezydent, Lech Wałęsa. - Jeśli tylko Rosjanie by się ruszyli, idę jako pierwszy, z Noblem na piersiach - dodał.
Zdaniem Wałęsy, Polska powinna wydzierżawić od NATO broń nuklearną. - Ja bym powiedział do Putina: proszę pana, na polską ziemię nie wejdziesz pan, a przynajmniej z niej nie zejdziesz - podkreślił.

* - Rosja będzie rozmieszczała swoje siły w pobliżu granic Polski i NATO - ocenia możliwą reakcję Moskwy na postanowienia szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego o wzmocnieniu militarnym jego wschodnich granic Robert Cheda, były analityk wywiadu, ekspert ds. Rosji i Wspólnoty Niepodległych Państw. W rozmowie z Wirtualną Polską wskazuje także na przecieki z Moskwy, że Kreml szykuje zmiany ws. obronnego użycia broni jądrowej na możliwość prewencyjnego ataku. 
Reakcja Rosji będzie głośna. Z przecieków w rosyjskiej prasie wynika, że Moskwa zamierza zmienić doktrynę wojskową, tzn. zrezygnować z formuły obronnego, odstraszającego użycia broni jądrowej. Rosja rezerwowała sobie prawo odpowiedzi jądrowej na atak ze strony potencjalnego przeciwnika. Teraz, z przecieków z Rady Bezpieczeństwa Rosji wynika, że Moskwa będzie chciała zapisać prawo do prewencyjnego uderzenia jądrowego; tzn. że czując się zagrożona, ale nie atakowana, będzie mogła zdecydować o wyprzedzającym ataku jądrowym.

* Anne Applebaum w felietonie na slate.com, zwraca uwagę,
na kontrowersyjne wypowiedzi Rosjan, którzy rozważają użycie broni nuklearnej. Wskazuje ona na wypowiedź jednego z liczących się współpracowników Putina, którym jest Aleksander Dugin. Stwierdził on, że Ukraina musi być wyczyszczona z idiotów, a także wspomniał on o ludobójstwie rasy bękartów.
Żona Radosława Sikorskiego w swoim felietonie ostrzega również inne kraje, gdyż także Polska oraz kraje bałtyckie mogą się czuć zagrożone. Atmosferę wojenną podgrzewają wypowiedzi rosyjskich polityków. Władimir Żyrinowski, członek Dumy, w ostatniej wypowiedzi stanął na stanowisku, że Rosja powinna użyć broni nuklearnej przeciwko Polsce i krajom nad Bałtykiem. Żyrinowski oficjalnie należy do opozycji, jednak tajemnicą poliszynela jest, że często wygłasza on poglądy, których nie może głośno mówić Putin. Andrei Piontkovsky, rosyjski analityk, w swoim artykule przychyla się do użycia broni jądrowej. Uważa on jednak, że Rosja powinna uderzyć w jedną ze stolic, prawdopodobnie Warszawę, aby pokazać, rosyjską siłę oraz to, że NATO jest słabe i nie odważy się odpowiedzieć na taki atak w obawie przed większą katastrofą.

16 paź 2014

Powstaną kompaktowe reaktory termojądrowe?

Firma Lockheed Martin ogłosiła że wkrótce rozpocznie budowę kompaktowych reaktorów opartych na wykorzystaniu syntezy termojądrowej. Jak donosi Reuters, pierwsze reaktory o mocy 100MW mają mieścić się na ciężarówce i być gotowe w ciągu dekady. Początkowo mają być używane do celów wojskowych a w ciągu 20 lat znajdą się również na rynku cywilnym. Do tej pory oceniano że stanie się to około roku 2050.

Brzmi to jak bajka, przełom w dziedzinie badań nad syntezą termojądrową był już ogłaszany wiele razy i trzeba podchodzić do tego ostrożnie, jednak warto zwrócić uwagę że firma jest całkiem poważna i być może nie rzuca słów na wiatr. Kluczem do sukcesu ma być reaktor sferyczny, o bardzie stabilnej plazmie niż dotychczas przewidywano dla tokamaków. Jeśli by doszło do zbudowania takich reaktorów, może to doprowadzić do rewolucyjnych zmian nie tylko w technice, ale i w polityce światowej. Amerykanie zapewniają, że elektrownia termojądrowa zbudowana w ich technologii, o mocy 1 GW ma kosztować ok. 2,7 mld dolarów, czyli tylko 100 mln dolarów więcej niż elektrownia węglowa. Spowoduje to duże przemeblowanie na rynku surowców energetycznych. Przede wszystkim spadną ceny ropy naftowej i gazu ziemnego - dziś podstawowych nośników energii. Węgiel kamienny i brunatny prawdopodobnie całkowicie straci rację bytu jako paliwo, chyba że do palenia w kominkach. Jednak ten upadek może być złagodzony przez rosnącą jego rolę jako surowca do budowy nowych materiałów opartych na węglowych nanorurkach. Decydenci, stratedzy i planiści gospodarczy nie mogą takiej informacji nie brać pod uwagę. Wraz ze spadkiem znaczenia tradycyjnych nośników energii, nastąpi spadek znaczenia ich eksporterów, takich jak Rosja czy Arabia Saudyjska. Spadnie znaczenie całego regionu Bliskiego i Środkowego Wschodu. 

Jak ujawnił szef projektu Tom McGuire, jego zespół pracował nad energią jądrową w tajnym laboratorium Skunk Works przez cztery lata. Jak twierdzi, dotychczasowe badania pokazały możliwość zbudowania reaktora o mocy 100 MW o rozmiarach 2 na 3 metry. Lockheed Martin deklaruje, że zbuduje i przetestuje w ciągu mniej niż roku kompaktowy reaktor, a w ciągu pięciu lat zbuduje pełnowymiarowy prototyp. Lockheed Martin korzysta ze zmodyfikowanej koncepcji tokamaka, plazma w "sferomaku" ma być utrzymywana przez pole magnetyczne bardziej efektywnie. Paliwem ma być tak jak dotychczas, deuter i tryt. Firma twierdzi, że jej zmodyfikowany tokamak jest 10-krotnie bardziej wydajny od innych. Większość naukowców zajmujących się tą problematyką, pozostaje sceptyczna, wskazują między innymi na to że reakotr dwukomorowy powinien mieć czterokrotnie mniejszą sprawność niż klasyczne tokamaki. Wskazuje się też na brak dostępnych materiałów wytrzymujących tak wysokie temperatury i problemy z chłodzeniem w tak małej przestrzeni.

Pozostaje wiele niejasności a sama firma LM twierdzi że dotychczas prowadziła prace czysto teoretyczne a szczegóły utrzymywane są w tajemnicy. Skąd zatem wzmianka o badaniach w Skunk Works? Może kluczem jest deklaracja Lockheed Martina że nowy kompaktowy reaktor firma  zbuduje i przetestuje w ciągu mniej niż roku a w ciągu pięciu lat powstanie pełnowymiarowy prototyp. Przy takich terminach mogłoby chodzić o działania mające na celu spadek cen ropy związane z sytuacją ma Bliskim Wschodzie. Celowe zwiększenie nacisków na Rosję w związku z jej atakiem na Ukrainę, jest chyba wykluczone bo informacje o tym pojawiły się już w lutym ubiegłego roku. Jednak całkiem możliwe że taki efekt zostanie osiągnięty niejako przy okazji. Podobne informacje z dziedziny technologii, często podkolorowane, były wrzucane podczas reaganowskiej inicjatywy "gwiezdnych wojen" i doprowadziły Związek Sowiecki do ruiny, wplątując go w wyścig zbrojeń którego nie mógł wygrać.

Jeśli jednak doszłoby faktycznie do wprowadzenia takich reaktorów, można sobie wyobrazić zmiany jakie by to spowodowało. Wszystkie okręty, nie tylko te największe jak lotniskowce, mogłyby mieć siłownie termojądrowe. Chińskie "naddźwiękowe okręty podwodne" mogłyby stać się faktem a to zmieniłoby całą wojnę na morzu. Być może powstałyby też samoloty z napędem termojądrowym nie potrzebujące dużego zapasu paliwa i statki kosmiczne zdolne do lotu na Marsa w ciągu kilku miesięcy. Transport ogromnych ładunków na orbitę dzięki nowym, superwydajnym rakietom termojądrowym, pozwoliłby na budowę wielkich miast kosmicznych. Kolonizacja Układu Słonecznego stałaby się realna. Realne stałyby się działa elektromagnetyczne i laserowe na wolnych elektronach. Trzeba jednak pamiętać że reaktor na pojazdach załogowych będą wymagały ciężkich osłon przeciwpromiennych, co może znacząco pogorszyć ich parametry (chyba że będą to osłony elektrostatyczne).

Więcej:  http://lockheedmartin.com/compactfusion

22 wrz 2014

Jak w 48 minut napisać bzdurę i stać się sławnym?

Ile trwa napisanie dobrego artykułu? 2 godziny, czasami dwa dni, (czyli 48 godzin) jeżeli wymaga poszperania w internecie, czasami dłużej. A ile trwa napisanie krótkiego artykułu bez zastanowienia się czy ma on sens? Może 48 minut?

Tyle prawdopodobnie pisał swój słynny artykuł "W 48 godzin możemy być pod Kaliningradem" redaktor portalu Dziennik Zbrojny, Mariusz Cielma. Artykuł miał na tyle sensacyjny tytuł, że zacytowały go największe portale w Polsce a nawet niektóre strony rosyjskie i ukraińskie. Co ciekawe, zarówno Rosjanie jak i Ukraińcy przytaczają go w tonie całkowicie poważnym, chociaż zapewne z całkowicie odmiennych powodów.

Artykuł miał być odpowiedzią na słowa prezydenta Putina o tym, że Armia Rosyjska może w 2 dni zająć Warszawę. Gdyby pan Cielma próbował dowodzić w nim że słowa prezydenta Putina są równie bezsensowne jak jego własne, nie można by się z nim zgodzić, ale przynajmniej cel napisania takiego artykułu byłby zrozumiały. Ale nie, pan Cielma z całą powagą zabiera się za dowodzenie że zajęcie Kaliningradu przez Wojsko Polskie jest całkowicie realne.

Aby podeprzeć swoją tezę konkretami, autor wylicza jak daleko od granicy dyslokowane są poszczególne brygady na Warmii i Mazurach (brygada w Braniewie - kilka km, w Bartoszycach 15 km, w Giżycku i Orzyszu - 30-60 km). Po drugiej stronie, jak pisze autor, stoją też 3 duże oddziały, a że do Kaliningradu jest tylko 40 km, to oczywiście zwycięstwo mamy w kieszeni. Głównie dzięki temu że, jak twierdzi, przerzut spadochroniarzy nad Bałtykiem w czasie wojny będzie trudny a wykorzystanie baz przechowywania sprzętu (skadrowanych brygad), jest możliwe dopiero po przetransportowaniu rezerwistów z terenu "zasadniczej" Rosji.

Dlaczego pan Cielma zakłada że w samym Obwodzie Kaliningradzkim rezerwistów nie wystarczy? Liczba mieszkańców Obwodu wynosi ponad 900 tysięcy. Przy armii poborowej zdatnych do służby wojskowej jest zwykle 5-10% mieszkańców. Powinno się więc tam znajdować co najmniej 45 tysięcy mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Uwzględniając że w służbie czynnej jest około 13 tysięcy żołnierzy, pozostałe jednostki skadrowane można wypełnić z powodzeniem przez część z 32 tysiący rezerwistów z samego Obwodu Kaliningradzkiego.

Na tym samym portalu można znaleźć informację że w Obwodzie stacjonowało w 2010 roku 811 czołgów, 1239 wozów opancerzonych, 345 systemów artyleryjskich, w tym 18 taktycznych rakiet balistycznych, 170 samolotów i śmigłowców. Oznacza to po prostym przeliczeniu uzbrojenie dla (między innymi) około 19 batalionów czołgów i 23 batalionów zmechanizowanych, czyli około 10 brygad. Potencjał militarny wojsk lądowych dyslokowany w Obwodzie Kaliningradzkim jest więc porównywalny z potencjałem całych Sił Zbrojnych RP. Tymczasem aby osiągnąć sukces, strona atakująca zgodnie z regułami taktyki musi mieć przewagę co najmniej 3 do 1, a w skali strategicznej co najmniej 2 do 1.
Pomijam już takie "drobnostki" jak to, że Rosja, nawet gdyby nie miała w Obwodzie Kaliningradzkim ani jednego żołnierza, ani jednego czołgu, mogłaby w odpowiedzi na nasz atak, zmieść Warszawę czy Olsztyn w kilka minut dzięki użyciu broni jądrowej.

Pan Cielma pisząc swój scenariusz zwycięskiej wojenki z Rosją miał pecha. Tego samego dnia kiedy ukazał się jego artykuł, w TVP Info został wyemitowany program w którym pokazano stopień rozwinięcia naszych brygad. Żeby użyć 9 Brygadę Pancerną z Braniewa nie wystarczy 48 godzin. Może nie wystarczyć nawet 3 miesiące. Jak tłumaczył ppłk rez. dr. Krzysztof M. Gaj, z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, jednostki o najniższym stopniu ukompletowania stacjonują właśnie na tzw. ścianie wschodniej.

 Jak widać 9 Brygada nie dojedzie do Kaliningradu w 48 godzin, chociaż to tylko 40 kilometrów, musi najpierw przeprowadzić mobilizacyjne rozwinięcie. fot. TVP.
Jednostki o wysokim stopniu rozwinięcia, powyżej 80% są zdolne do podjęcia działań bojowych bez przeprowadzania mobilizacyjnego rozwinięcia. Według klasyfikacji NATO są to jednostki tzw. gotowe (ready), oznaczone kolorem zielonym. Około 2/3 naszych  jednostek Wojsk Lądowych, to jednostki "semi ready" które oznaczono kolorem żółtym. Są to jednostki które aby wejść do akcji bojowej, muszą przeprowadzić mobilizacyjne rozwinięcie, a więc poświęcić jakiś czas na osiągnięcie zdolności do działania. Czas mobilizacyjnego rozwinięcia takich jednostek, w zależności od typu jednostki, wynosi od kilku, do kilkunastu tygodni.
 Jak dodaje mjr. dr. Grzegorz Kwaśniak, połowa brygad która ma ukompletowanie rzędu 80-90% jest w stanie podjąć działania bojowe po kilku dniach. Ale jeżeli brygada ma 20-30% ukompletowania, to na pewno potrzeba do tego 2-3 miesiące. Taki stopień ukompletowania byłby zadowalający gdyby Polska leżała na przykład na Półwyspie Iberyjskim. Jednak przy naszym położeniu i sąsiadach, ten stopień ukompletowania powinien budzić najwyższe zaniepokojenie.

 Biorąc pod uwagę intensywność ćwiczeń, czas rozwinięcia skadrowanych jednostek rosyjskich jest o wiele krótszy. W Rosji już dawno pozbyto się tak zwanych "dywizji trzydziestek" gdzie liczba 30 oznaczała czas w dobach potrzebny na rozwinięcie. Na podstawie analogii do czasów schyłkowych lat Układu Warszawskiego w naszej armii, i pewnych informacji jakie ukazały się na Białorusi, można oceniać że rosyjskie bazy przechowywania sprzętu stają się pełnokrwistymi brygadami w czasie od 4 dni do 2 tygodni, ze wskazaniem na tę pierwszą liczbę.

Jednak Rosja wcale nie potrzebuje przeprowadzać mobilizacyjnego rozwinięcia swoich skadrowanych brygad żeby zająć Warszawę w kilka dni. Wystarczy że użyje swoich wojsk powietrznodesantowych, specnazu i części jednostek rozwiniętych wojsk lądowych. I nic nie pomoże tu zaklinanie rzeczywistości że "w czasie wojny nie tak łatwo będzie przelecieć samolotem transportowym". NATO przyznało że zostało zaskoczone inwazją rosyjską na Krym. Będzie zaskoczone i następnym razem. Słowa Putina o tym że może zająć Warszawę w 2 dni, należy traktować z największą powagą. Są one bowiem sygnałem, że taki plan już istnieje. Że jest to plan całkowicie realny mogą potwierdzić wypowiedzi generała Skrzypczaka (który mówił wprawdzie o 3 dniach potrzebnych Rosji do zajęcia Warszawy, ale to niewielka różnica).

Jedyne czego Putin potrzebuje, to przygotowanie psychologiczne na taki krok własnego społeczeństwa i opinii publicznej Zachodu. Do tego potrzebuje użytecznych idiotów którzy dostarczą mu pretekstu i dowodów że Polska "przecież od dawna szykowała się do wojenki z Rosją". Po co był ten wielki program modernizacji "Polskie Kły" jak grzmiała propaganda Warszawy? Po co były te artykuły o zajęciu Kaliningradu? - Rosja nie miała po prostu innego wyjścia, musiała przerwać to pobrzękiwanie szabelką powie Putin. Na takie argumenty nie nabiorą się może w Waszyngtonie i Londynie, ale może nabiorą się w Berlinie i w Paryżu. To wystarczy.

11 wrz 2014

FSB czuje swąd

Prezydent Rosji Władimir Putin zarządził nieoczekiwany przegląd gotowości bojowej wojsk we Wschodnim Okręgu Wojskowym – podał minister obrony Rosji Siergiej Szojgu, cytowany przez agencję ITAR-TASS. Ćwiczenia rozpoczynają się w czwartek (czyli dziś).
Jak poinformował Szojgu, prezydent Władimir Putin polecił także sprawdzenie gotowości federalnych organów władzy na Dalekim Wschodzie do wypełniania zadań w warunkach wojennych.

Jak podały wczoraj media, Chiny rozmieściły 12 tys. żołnierzy przy rosyjskiej granicy. Według doniesień FSB, która kontroluje granicę, wysyłanie chińskich wojsk na granicę rozpoczęło się 6 września. Około 12-15 tysięczne zgrupowanie jest wspierane przez ciężką artylerię.

Cytowany przez media przedstawiciel rosyjskich służb granicznych powiedział, że nie jest jasne, dlaczego Chiny zdecydowały się na przemieszczenie wojsk na granicę. Jednak podkreślił, że „coś tu brzydko pachnie”. Nie wiadomo od kiedy FSB jest tak uczulone na smród. Sami przecież z ładnego zapachu raczej nie słyną.

Dziwne że psie syny z FSB się dziwią, przecież to dosyć jasne: Jeśli Rosja zajmuje wschodnią Ukrainę, to dlaczego Chiny nie mogą zająć wschodniej Rosji? A dokładnie okupowanej przez Rosję chińskiej Mandżurii. Dziwne jest raczej to, że moskiewskie psie syny nie chcą w to uwierzyć. Podobnie jak nie chciały uwierzyć w 1941 roku, że może ich zaatakować ich sojusznik Hitler z którym razem napadli na Polskę i kraje bałtyckie.

Putin myślał że wkupił się w łaski Chińczyków kontraktem na dostawy gazu po kosztach. Jednak zapomniał że Chiny kupują więcej gazu ziemnego od Kazachstanu i po tańszej cenie. Gaz z Rosji do niczego nie jest im potrzebny. Zgodzili się go kupować chyba tylko z litości nad nieudolnością Rosjan.
Chiny ze spokojem przyglądają się szaleńczym, epileptycznym drgawkom Kremla. Rosja już od dawna nie jest w stanie w żaden sposób im zagrozić. Mają 2,3 mln żołnierzy i drugie tyle w rezerwie (przy ok 750 tys. sołdatów plus drugie tyle czynnej rezerwy jakimi dysponuje Moskwa). Same operacyjne siły wojsk lądowych liczą więcej niż cała armia rosyjska. Chińskie wojska lądowe składają się z 18 korpusów plus samodzielne dywizje i brygady (przy 10 armiach czynnych i 4 rezerwowych rosyjskich, słabszych od chińskich korpusów). Mając więcej nowoczesnych czołgów, są w stanie zmiażdżyć moskiewską soldateskę w krótkim czasie.
Jeśli mają zaatakować, to właśnie teraz, kiedy Moskwa nie uruchomiła jeszcze produkcji czołgu Armata, który będzie przewyższał obecne czołgi chińskie. Okazja do ataku będzie zwłaszcza jeśli wojska putlerowskie będą zaangażowane w konflikt z wojskami NATO. Putin we wschodnim okręgu wojskowym ma tylko 4 czynne armie plus jedna w Centralnym OW, przeznaczona do wsparcia okręgu wschodniego. Nawet jeśli Chiny zostawią 8 korpusów naprzeciw rosyjskiego zgrupowania na Dalekim Wschodzie, to i tak pozostanie im jeszcze 10 korpusów przeciwko 6 rosyjskim armiom uwikłanym w konflikt z NATO na zachodzie. W praktyce 10 chińskich korpusów będzie mieć przeciwko sobie tylko 1-2 armie Centralnego OW. W Chinach jest 100 milionów więcej mężczyzn niż kobiet. Pekin nie musi obawiać się że duże straty na froncie przyniosą znaczący uszczerbek dla potencjału ludnościowego kraju.

Władimir Putin naiwnie liczył że Chiny staną po jego stronie w konflikcie z Zachodem który rozpoczął bez konsultacji z nimi. Jednak wchodząc w konflikt z NATO, oddaje wszystkie atuty w ręce Pekinu. Chiny mogą odebrać swoje ziemie zabrane im przez imperium carskie. Rosja, zajęta konfliktem na Zachodzie, nie będzie mogłaby temu przeciwdziałać. Wiele wskazuje jednak na to, że Chińczycy wybiorą inny wariant. Nie mogą czekać biernie aż Putin odbuduje sowieckie imperium. Chiny nigdy dobrze nie wychodziły na kontaktach z imperialną Rosją. Nie zadowolą się więc zajęciem swoich historycznych ziem na Dalekim Wschodzie. Żeby dobić Rosyjskiego gada, grożącego im bronią jądrową, muszą zmiażdżyć mu głowę. Dlatego jest bardzo prawdopodobne że główne chińskie uderzenie zostanie wyprowadzone z północno-zachodniej części Chin i pójdzie południowym skrajem Uralu na Moskwę. Nam pozostaje tylko życzyć chińskim przyjaciołom powodzenia.
Putin w tej sytuacji ma oczywiście jeszcze jedno wyjście. Wykonywać grzecznie wszystkie polecenia Pekinu. Agonia Rosji w takim wypadku potrwa trochę dłużej i jeśli kraj ten będzie miał mądrych przywódców po Putinie, może nawet przetrwać jako chiński satelita kilkadziesiąt lat.

8 wrz 2014

Co w obecnej sytuacji pownniśmy zrobić przede wszystkim?

Rosja coraz częściej grozi Polsce uderzeniami jądrowymi, nasi sojusznicy na szczycie w Walii pokazali że nie mają chęci nas bronić. Co w takiej sytuacji powinniśmy zrobić przede wszystkim?

Chyba wszyscy już uświadomili sobie (politycznego folkloru w rodzaju "króla" Korwina Mikke i innych klientów Moskwy nie liczę) że przejście na stronę Rosji czy próby podlizywania się, nic nie dadzą. Próbował tego Donald Tusk ze swoim nierządem PO-PSL, nic z tego nie wyszło. Rosja reaguje jak typowy drapieżnik - daj jej palec, będzie chciała całą rękę. Jej celem jest odbudowa imperium. Polska jako suwerenne państwo, nie jest jej do niczego potrzebna (jak mówił nadworny ideolog Putina, prof. Dugin). Dlatego musimy się przygotować na najgorsze.

Najpewniejszym sposobem obrony (i właściwie jedynym skutecznym) w dzisiejszym świecie jest odstraszanie nuklearne. Niestety rządy Kaczyńskiego i Tuska przekazały Rosji cały zapas polskiego wzbogaconego uranu (około 1000 kg) z którego można było w krótkim czasie zbudować 25-26 ładunków jądrowych. Akcja przekazywania zakończyła się na początku 2010 roku i zaraz potem nastąpił a katastrofa w Smoleńsku. Wszystko wskazuje na to że te dwa wydarzenia mają ze sobą ścisły związek. Rosja nigdy nie zaatakowałaby państwa mogącego odpowiedzieć bronią jądrową lub państwa "progowego" jakim była Polska.

Moglibyśmy starać się o przystąpienie do programu NATO Nuclear Sharing dostosować nasze F-16 do przenoszenia amerykańskich bomb jądrowych B61. Niestety, po Smoleńsku pełnię władzy zdobyła PO, partia oszustów i zwykłych sprzedawczyków, w dodatku silnie powiązana wieloma nićmi z siłami starego systemu. Rosja ma na nich rozliczne haki (próbkę dały nagrania z restauracji "Sowa i przyjaciele") i jest mało prawdopodobne żeby ci politycy (a raczej zwykłe lumpy w garniturach) zdobyli się na taki krok. Powinniśmy więc przygotować się na najgorszy wariant rozwoju sytuacji.

Trzeba przestać oszukiwać społeczeństwo że uratuje nas program "Polskie kły" które mogą "wyrosnąć" najwcześniej za kilka lat, a i tak użycie ich jako odpowiedź na pojedyncze uderzenie jądrowe, np. na Warszawę, tylko spotęgowałoby odwet Rosji. "Polskie kły" są potrzebne, ale jako niezbędny element klasycznych sił zbrojnych, tak jak w każdym porządnym kraju (nawet Finlandia ma wyrzutnie MLRS M270 i pociski JASSM). W planowanym kształcie jest to broń o znaczeniu tylko taktycznym i taktyczno-operacyjnym, nie strategicznym i jako taka nie zmieni naszego położenia.

Putin spowodował że mamy do czynienia, jeżeli nie z początkiem 3 wojny światowej, to przynajmniej z powrotem do zimnej wojny. Biorąc to pod uwagę, musimy podjąć działania adekwatne do sytuacji. Takie, które mogą podnieść bezpieczeństwo już teraz a nie za kilka lat. Przede wszystkim trzeba w obecnej sytuacji:

- Zwrócić się do sojuszników o użyczenie nowoczesnych zestawów przeciwrakietowych i przeciwlotniczych takich jak Patriot PAC-3 i THAAD na zasadach podobnych jak dla Turcji.
 - Bezprzetargowo, w związku z pilną potrzebą operacyjną, zakupić zestawy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe (w tym dalekiego zasięgu - obecnie nie ma takich w planie modernizacji). Niestety ich produkcja trwa kilka lat a propozycję przekazania zestawów Patriot z Niemiec, rząd Tuska odrzucił).

Równolegle lub nawet w pierwszej kolejności, powinny być podjęte działania związane z ochroną ludności:

- Przygotować schrony dla ludności w Warszawie i innych dużych miastach i budować nowe (Rosja już w 2009 roku, przygotowując się do wojny, uruchomiła taki program, zakładał on wybudowanie tylko w Moskwie do 2012 roku 2 tysięcy nowych schronów). Większość schronów jest zamieniona na składy rupieci czy wynajęta firmom komercyjnym. Trzeba je oczyścić i uporządkować. Wbrew pozorom jest to poważny problem bo atak, z tego co się słyszy i czyta, może przyjść w każdej chwili, Putin jest nieobliczalny. Należy też zmienić prawo aby zmusić inwestorów budowlanych do obowiązkowego wyposażania w schrony wszystkich nowych budynków, podobnie jak to jest w Szwajcarii.

- Reaktywować Obronę Cywilną. Armia jest zawodowa, ale służba w OC może i powinna być z poboru (4-5 miesięczna). Trzeba też przywrócić przedmiot PO (Przysposobienie Obronne) w szkołach. Polacy domagają się przeszkolenia obronnego, więc będą je mieli, w zakresie najbardziej dla nich przydatnym.

Oprócz tego należy przygotować struktury obronne do reakcji na prowokacje i incydenty zbrojne oraz nowy model wojny zaprezentowany przez Rosję na Ukrainie.
Rosja może podjąć wobec Polski i jej obywateli prowokacje takie jak:
- Porwania na swoim terytorium polskich funkcjonariuszy poaństwowych, pobicia i zabójstwa obywateli.
- Zabór mienia, statków, samolotów cywilnych a nawet mniejszych okrętów, także na wodach państw trzecich.
- Rajdy grup terrorystycznych na terytorium Polski.
- Incydenty graniczne na lądzie, morzu i w powietrzu.
- Ataki na przedstawicieli rządu, ważne osobistości świata kultury (zamachy terrorystyczne).
Najgroźniejsze oprócz bezpośredniego ataku, mogą być próby wywołania rebelii na obszarze jednego lub kilku regionów, na przykład na Śląsku lub w rejonie Białegostoku. W takiej sytuacji w pierwszym rzędzie kluczowe znaczenie ma lojalność policji i innych służb MSW oraz właściwe jej współdziałanie z wojskiem i kontrwywiadem.

Wszystkie te rodzaje ataków będą połączone z działaniami w przestrzeni informacyjnej. Posiadając przewagę w przestrzeni informacyjnej można nie tylko wygrać wojnę ale nawet nie dopuścić do jej wybuchu. Już Napoleon Bonaparte mawiał że "Cztery nieprzyjazne gazety są groźniejsze od tysiąca bagnetów". Przy okazji przytoczmy inne powiedzenie Napoleona: "Rządy dotrzymują słowa tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne". Nie bez przyczyny kremlowska mafia szykując się do wojny, już kilka lat temu uruchomiła anglojęzyczną telewizję "Russia Today". Ukraińcy poszli po rozum do głowy dopiero gdy wojna już rozkręciła się na dobre i też niedawno uruchomili telewizję "Ukraine Today". Polska powinna uruchomić całodobową telewizję anglojęzyczną prowadzoną przez dziennikarzy z W. Brytanii i USA, władających natywnym angielskim.  Trzeba też myśleć o pozyskiwaniu osobistości, najbardziej wpływowych polityków i przedstawicieli mediów świata, zwłaszcza w USA, W. Brytanii, Francji, to co Rosja robi od dziesięcioleci. Nie po to by dezinformować Zachód, tak jak robi to Rosja, ale przeciwnie - żeby prostować kłamstwa Rosji.

W nowym modelu wojny większe znaczenie niż wojska pancerne ma piechota, wojska specjalne, artyleria i śmigłowce. Po doświadczeniach na Ukrainie, Rosjanie zamierzają znacznie zwiększyć liczebność wojsk powietrzno-desantowych, przy czym w czasie tej wojny wykorzystują je bez desantowania z powietrza, jako elitarną lekką piechotę. Walka może toczyć się często w rejonach zurbanizowanych, z wykorzystaniem wojsk specjalnych i lokalnych grup zbrojnego podziemia. Patrząc na mapę, innym najbardziej prawdopodobnym terenem starcia z Rosją jest teren lesisto-jeziorny Mazury i Suwalszczyzna. W takim terenie najważniejsza jest piechota. Dlatego my również powinniśmy rozwijać jednostki elitarnej lekkiej piechoty jakimi są 6BPD i 25BKPow. Powinniśmy też odtworzyć zmotoryzowane wojska OT, zwłaszcza na wschodzie kraju.Na początek po kilka batalionów na województwo. Bitność z jaką walczą bataliony Gwardii Narodowej i OT na Ukrainie poddaje w wątpliwość tezy o bezwzględnej przewadze armii zawodowej. 

Czołgi pełnią obecnie częściej rolę wozów wsparcia piechoty niż przełamania, dlatego mogą być słabiej opancerzone. W tej roli nadal dobrze będą spisywać się stare T-72, trzeba tylko wyposażyć je w nowoczesne przyrządy obserwacyjno-celownicze (nokto i termowizyjne). Również BWP-1 będą nadal spełniały swoją rolę po remoncie standardowo połączonym z modernizacją przyrządów obserwacyjno-celowniczych i wyposażeniu w nowe ppk. Śmigłowce w obronie, o ile będziemy bronić się sami (co jest najbardziej prawdopodobne), będą działać najczęściej pod parasolem własnej opl, nad własnymi wojskami. Dlatego w przetargu na nowe śmigłowce wielozadaniowe, warto wybrać takie, które oprócz transportowej, mogą pełnić rolę śmigłowców bojowych, które łatwo wyposażyć w podwieszenia ppk i które mogą być kompatybilne z przyszłymi śmigłowcami uderzeniowymi.

Niezwykle pilna jest modernizacja artylerii. Stanowiące gros polskiej artylerii stare zestawy 2S1 Goździk 122mm , należy zachować w brygadach jako drugi dywizjon przeznaczony do wzmocnienia batalionów, a jako główne na szczeblu brygady, i dywizji, wprowadzić  jak najszybciej dywizjony wyposażone w dawno oczekiwane haubice 155mm Krab. Dużą liczbę posiadanych wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet Grad/Langusta, należy wykorzystać przesuwając część z nich na szczebel brygady skąd zostały błędnie wycofane kilka lat temu. Nowo rozwijane lekkie haubice samobieżne Kryl można będzie wprowadzić na wyposażenie tylko 6 BPD, ponieważ dla brygad zmechanizowanych lepiej nadaje się haubica Krab górująca nad Krylem mobilnością taktyczną i odpornością. W pułkach artylerii należy jak najszybciej wprowadzić wyrzutnie większego kalibru takie jak HIMARS, przy tym trzeba zrezygnować z programu Homar jako zbyt opóźnionego. Można też rozważyć pozyskanie wyrzutni M270 MLRS ze składów armii USA wraz z pociskami ATACMS o zasięgu 300km. Tu trzeba nadmienić że Rosja opracowała nowe pociski ziemia-ziemia średniego zasięgu, klasy GCLM, ale zadanie walki z nimi musi spaść na obronę przeciwlotniczą. Odpowiedzią na nie może być zakup pocisków JASSM-ER lub opracowanie własnych pocisków manewrujących średniego zasięgu (obejmującego Moskwę).

Walcząc samotnie, przy miażdżącej przewadze przeciwnika, będziemy musieli opuścić rejony przygraniczne prowadząc działania opóźniające i odwrotowe sił głównych. Dlatego ważne jest, żeby na opuszczonych czasowo terenach mieć przygotowane grupy działań nieregularnych. Mogą to być żołnierze wojsk OT a także grupy nieetatowe złożone z ochotników. Trzeba je zawczasu przygotować do działania w podziemiu, wybierając oczywiście sprawdzonych i pewnych ludzi.

 Posiadając silną obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, zdolność do przeciwdziałania ogniowego rosyjskim pociskom operacyjno-taktycznym oraz działaniom niekonwencjonalnym, moglibyśmy myśleć o dalszym trwaniu naszej państwowości (bez "bulu" ale z nadzieją).

Pewnym optymizmem napawa, że politycy obudzili się wreszcie z zimowego snu i zaczynają przebąkiwać nawet o zwiększeniu wydatków na wojsko. Jednak ten optymizm osłabia fakt, że może być już za późno na modernizację, podobnie jak w 1939 roku. W chwili obecnej trzeba skupić się na remontach posiadanego ale niesprawnego sprzętu i uzbrojenia, produkcji amunicji wyposażenia pojedynczego żołnierza. Na przykład dlaczego jeszcze nie są zamawiane granatniki rewolwerowe 40mm z Tarnowa? Dlaczego nie kupuje się głowic do RGP-7 o większej przebijalności i nie prowadzi się prac nad pozyskaniem nowych granatników przeciwpancernych? Jeśli skupimy się na pozyskaniu najważniejszych rodzajów uzbrojenia, będących już w produkcji i posiadanych na zbyciu przez sojuszników, można wyraźnie i stosunkowo szybko wzmocnić potencjał obronny nawet przy niewielkim zwiększeniu budżetu MON.


18 sie 2014

Jeszcze o białoruskich wojskach lądowych

W uzupełnieniu wcześniejszego wpisu o wojskach lądowych Białorusi.

 Siły Zbrojne Białorusi wpółdziałają z rosyjskimi siłami zbrojnymi Obwodu Kaliningradzkiego i Zachodniego Okręgu Wojskowego stanowiąc intergralny komponent Regionalnego Zgrupowania Wojskowego Państwa Związkowego Białorusi i Rosji na Zachodnim Kierunku Strategicznym.

 W wojskach lądowych uwagę zwraca bardzo liczna i silna artyleria. Wyrzutnie rakiet operacyjno-taktycznych (60), artyleryjskie zestawy rakietowe kalibru 300 mm 9A52 Smiercz (60), a także zestawy rakietowe Uragan.
W rozwiniętych brygadach (6, 11, 120 BZ) oraz w bazach przechowywania sprzętu i uzbrojenia, uworzono batalionowe grupy taktyczne (mówiąc prosto, są to wzmocnione bataliony). Są one utrzymywane w wysokim stopniu gotowości bojowej i mogą realizować wiele zadań związanych z osłoną rozwinięcia mobilizacyjnego wojsk oraz przechodzenia do działań obronno-opóźniających i poszukiwawczo-likwidacyjnych. Bazy przechowywania sprzętu i uzbrojenia (BSU) są też brygadami zmechanizowanymi, tylko głęboko skadrowanymi. Mówiąc obrazowo jest to "wojsko w workach" (każdy żołnierz ma w bazie swój worek z umundurowaniem). Po powołaniu rezerwistów, w ciągu kilku dni taka baza staje się znowu pełnokrwistą brygadą. Jednak z tego powodu, czasami krążą fałszywe opinie na temat liczby białoruskich brygad i ich składu.




Grafiki mają kilka lat ale raczej niewiele się tu zmieniło. Liczebność armii może się zmieniać zależnie od sytuacji międzynarodowej. Teraz raczej będzie wzrastać.
Bałoruska brygada zmechanizowana miała podobną strukturę jak rosyjska brygada zmechanizowana typu B, czyli 2 bataliony czołgów i 2 bataliony zmechanizowane. Do tego bardzo silna artyleria (kilka dywizjonów, praktycznie pułk), kilka dywizjonów plot (też o sile praktycznie pułku przeciwlotniczego, z zestawami rakietowymi), bataliony rozpoznawczy i saperów. Różnica w porównaniu z Rosjanami jest taka że białoruskie bataliony czołgów były słabsze - batalion czołgów liczył 31 czołgów podczas gdy rosyjskie mają obecnie po 42. Batalion zmechanizowany liczył 45 BWP-2 i 1 BWP-2K a batalion zmotoryzowany 42 BTR-70 i 1 BTR-70K.
 Białoruski batalion zmechanizowany.

Wykorzystałem publikację "Struktury organizacyjne pododziałów sił zbrojnych poszczególnych państw" i inne publikacje MON. W kolejnych wpisach postaram się przybliżyć struktury rosyjskich brygad ciężkich i batalionów rosyjskich i białoruskich. 

17 sie 2014

Główne cechy wojen według Rosji

 Fragment Doktryny wojennej Rosji:


9. Główne cechy ogólne współczesnych wojen:

- wpływ na wszystkie sfery działalności ludzkiej;
- charakter koalicyjny wojen;
- szerokie zastosowanie niebezpośrednich, bezkontaktowych i innych (w tym także nietradycyjnych) form i sposobów działań, dalekosiężnego oddziaływania ogniowego i elektronicznego;
- aktywne przeciwdziałanie informacyjne (wojna informacyjna), dezinformacja opinii publicznej tak w poszczególnych państwach jak i globalnie;
- dążenie stron walczących do dezorganizacji systemu kierowania państwem i dowodzenia wojskami (nota bene, reforma Kozieja wpisuje się w tę cechę znakomicie z p.tu widzenia rosyjskiego);
- użycie najnowszych wysokoefektywnych (w tym także opartych na nowych zasadach fizycznych) systemów uzbrojenia i techniki wojskowej;
- manewrowy charakter działań wojsk (sił) na różnorodnych kierunkach z szerokim wykorzystywaniem wojsk aeromobilnych, desantów i wojsk specjalnych;
- uderzenia na wojska (siły) obiekty tyłowe, ekonomikę, system komunikacyjny na całej głębokości operacyjnej i terytorium kraju walczących stron;
- prowadzenie operacji powietrznych, katastrofalne następstwa uderzeń (zniszczenia) zakładów energetycznych (zwłaszcza energetyki jądrowej), chemicznych i innych produkujących związki niebezpieczne, zniszczenia infrastruktury państwa, komunikacji, kompleksów mieszkalnych;
- duże prawdopodobieństwo wciągnięcia do wojny (konfliktu zbrojnego) nowych państw, eskalacja działań zbrojnych, rozszerzenie zakresu i zasięgu użytych systemów bojowych, użycie broni masowego rażenia;
- uczestnictwo w działaniach bojowych obok formacji wojskowych oddziałów paramilitarnych i nieregularnych oddziałów wojsk.

10. Konflikt zbrojny może zostać zainicjowany w formie incydentu zbrojnego, akcji zbrojnej i innych starć zbrojnych o ograniczonym zakresie i stanowić próbę rozstrzygania przeciwieństw natury nacjonalistycznej, etnicznej, religijnej lub innych źródeł niezgodności za pomocą walki zbrojnej.

Podstawową formą konfliktu zbrojnego jest konflikt graniczny.

Konflikt zbrojny może mieć charakter międzynarodowy (z udziałem dwóch lub kilku państw) lub wewnętrzny (gdy działania bojowe prowadzone są w obrębie granic jednego państwa)

11. Konflikt zbrojny charakteryzuje się:

- szerokim zakresem objęcia działaniami bojowymi i uzależnieniem od ich przebiegu i charakteru ludności miejscowej (zamieszkującej w rejonie konfliktu);
- udziałem w działaniach bojowych sił uregulowanych;
- szerokim wykorzystaniem metod dywersji i terroru;
- złożonością sytuacji moralno-psychologicznej w jakiej działają wojska;
- koniecznością wydzielenia znacznych sił i środków do zapewnienia bezpieczeństwa linii komunikacyjnych i rejonów dyslokacji wojsk (sił);
- możliwością przekształcenia się w wojnę lokalną konfliktu pomiędzy dwoma państwami lub w wojnę domową konfliktu wewnętrznego o początkowo ograniczonym zakresie.

12. Dla osiągnięcia celów w ramach wewnętrznego konfliktu zbrojnego mogą być formowane połączone (z wojsk będących w różnorodnej podległości instytucjonalnej) ugrupowania wojsk (sił) rozwinięte w rejonie konfliktu wraz z organami dowodzenia.

13. Wojna lokalna może być prowadzona ugrupowaniem wojsk (sił) rozwiniętym w rejonie konfliktu, z możliwością, w sytuacji koniecznej ich wzmocnienia przez przerzut wojsk, sił i środków z innych kierunków oraz realizacją częściowego strategicznego rozwinięcia sił zbrojnych.

W wojnie lokalnej strony będą prowadzić działania w granicach walczących państw i zmierzać do osiągnięcia ograniczonych celów wojskowo-politycznych.

14. Wojna regionalna może stać się rezultatem eskalacji działań zbrojnych w ramach wojny lokalnej lub konfliktu zbrojnego. Jej stronami mogą być dwa lub więcej państw (grup państw) jednego regionu z wykorzystaniem narodowych lub koalicyjnych sił zbrojnych, które walczyć będą za pomocą broni klasycznych oraz broni masowego rażenia. W wojnie regionalnej strony walczące będą zmierzać do osiągnięcia wyższych celów polityczno-wojskowych.

15. Wojna o szerokim zasięgu (globalna) może być rezultatem eskalacji konfliktu zbrojnego, wojny lokalnej lub regionalnej i udziału w niej znacznej liczby państw w różnych regionach świata.

Wojna globalna prowadzona tylko z użyciem klasycznych środków rażenia będzie charakteryzować się wysokim stopniem prawdopodobieństwa użycia w toku działań bojowych broni jądrowej z jej katastroficznymi następstwami dla cywilizacji.

W wojnie globalnej strony uczestniczące w konflikcie będą dążyć do osiągnięcia bardzo radykalnych celów polityczno-wojskowych. Wojna taka będzie wymagała pełnej mobilizacji rosyjskich dóbr materialnych i duchowych państw uczestników.

16. Wojnę globalną (regionalną) może poprzedzać okres zagrożenia pokoju.

17. Wojna globalna (regionalna) może posiadać okres początkowy, którego głównymi cechami będą zaciekłe działania zbrojne o osiągnięcie inicjatywy strategicznej, zachowanie stałości kierowania państwem i dowodzenia wojskami, osiągnięcie przewagi w sferze informacyjnej, wywalczenie (utrzymanie) panowania w powietrzu.

W sytuacji długotrwałej wojny globalnej jej cele będą osiągane w następnych i końcowym okresie.


Wytłuszczone fragmenty pokazują to co dzieje się już, lub może się dziać za chwilę na Ukrainie lub w związku z Ukrainą. Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt że Rosja uznaje iż broń jądrowa może zostać użyta również w konfliktach regionalnych (a Rosja posiada największy na świecie arsenał taktycznej broni jądrowej), oraz na znaczenie jakie przywiązuje do wojny informacyjnej i sił specjalnych, desantowych (na Krymie) oraz nieregularnych co widzimy na wschodniej Ukrainie (najemnicy).

6 sie 2014

Uwaga! Perad - radiostacja podatna na zakłócenia!

Firma WB-Electronics prowadzi intensywny marketing swojej nowej radiostacji Perad 4010. Chce by to ona stała się wyposażeniem polskiego systemu "żołnierza przyszłości" Tytan. Wysłano ją na wystawę Eurosatory a następnie zaczęły się ukazywać obszerne artykuły zachwalające radio w prasie.

Nad radiostacją, WB Electronics pracowało prawie cztery lata.
Według założeń, przyszła radiostacja osobista żołnierza powinna posiadać możliwości smartfona jeśli chodzi o szybkość przesyłania informacji a jednocześnie powinna obejść się bez infrastruktury zewnetrznej, niezbędnej do działania smatfonów, to znaczy stacji bazowych.

I Perad 4010 to założenie spełnia. Firma chwali się że w transmisji w terenie zurbanizowanym jest lepsza niż inne radia renomowanych firm światowych. Między innymi amerykańskich, które prowadziły najbardziej zaawansowane prace nad takimi radiostacjami od kilkunastu lat. A osiągnęła to, robiąc to, czego nie zrobili Amerykanie - przyjmując sposób modulacji OFDM.  Armia USA bowiem, po wielu analizach i latach badań, przyjęła w 2013 roku starszy typ modulacji. W jednym z wywiadów cytowany wiceprezes zarządu WB Electronics Adam Bartosiewicz, rzuca slogan "nasz projekt tworzył zespół, który nie wiedział, że tego nie da się zrobić i odniósł sukces".

Niestety jak to w życiu bywa, ta historia prawdopodobnie nie skończy się happy endem. Podwładni pana Bartosiewicza nie wiedzieli bowiem o jeszcze jednej rzeczy. A raczej wiedzieli, tylko poszli na łatwiznę.  Modulacja OFDM nie jest dobrym wyborem transmisji dla radiostacji wojskowych. OFDM jest łatwa do wykrycia i zakłócania. Jest też wrażliwa na efekt Dopplera (trudności w odbiorze sygnału gdy jedno z urządzeń znajduje się w ruchu - dlatego jest wykorzystywana w urządzeniach stacjonarnych a nie przenośnych). Jednak postawowa wada to podatność na zakłócenia - dyskwalifikująca na przykład w starciu z Rosją, gdzie każda brygada zmotoryzowana ma własny batalion walki radioelektronicznej. Dlatego zapewne odrzucili ją Amerykanie. Dobry sposób transmisji danych to dyskretny system WCDMA który pozwala na osiągnięcie lepszych rezultatów transmisji.
fot. WB Electronics/Rc2

Miejmy nadzieję że radio z WB Electroncs znajdzie swoją niszę wśród użytkowników mniej wymagających, na przykład służb leśnych albo straży pożarnej. Miejmy nadzieję że MON nie będzie kierować się tanim populizmem typu "dobre bo polskie" i "co, my nie potrafimy?" i nie kupi sprzętu bezużytecznego na polu walki, tylko ze zmienioną nazwą. Natomiast firma WB Electronics mająca na koncie wiele dobrych rozwiązań, opracuje na bazie Perada dobrego smartfona dla trekkerów, a dla wojska stworzy nową radiostację, tym razem odporną na zakłócenia.

4 sie 2014

Szkodliwość rozproszonej OT

Wydarzenia na Ukrainie pokazują jak groźna może być "półcywilna", rozporszona Obrona Terytorialna według schematu proponowanego przez grupę "Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej".

Próbują oni odbudować OT od dołu: propagując tworzenie plutonów na szczeblu powiatów. W dodatku proponują żeby plutony te były finansowane przez władze samorządowe. - Idealny przepis na zrobienie w Polsce drugiej Donbaskiej lub Ługańskiej "Republiki Ludowej". Wystarczy że rosyjskie lub niemieckie służby opłacą kilkunastu ludzi żeby zoraganizowali swoje plutony w jakimś regionie a dalej pójdzie już z górki. - Rozpoczynając wojnę hybrydową, Moskwa przyśle wyszkolonych oficerów GRU którzy z plutonów zrobią kompanie i bataliony a przekupieni samorządowcy ogłoszą "autonomię" powiatu czy województwa. Potem już droga prosta do "rozmów pokojowych" na szczeblu międzypaństwowym i przehandlowaniu jakiejś części Polski "za pokój" w innej, tak jak to proponują Niemcy na Ukrainie (pokój w Donbasie za Krym).

Kto wie czy nie taki jest cel niektórych z nich? Trzeba by to sprawdzić, ale kto ma to zrobić? ABW której rząd Tuska nakazał przyjacielską współpracę z FSB? Zresztą polski kontrwywiad jest za mały. Szacowano że po wycofywaniu Armii Sowieckiej z Polski, w naszym kraju pozostało około 16 tysięcy agentów sowieckich. Kto wie ile jest ich dziś? Wielu z nich to agenci wpływu operujący w mediach, środowiskach opiniotwórczych - dziennikarzy, aktorów, poetów, polityków. Prawdopodobnie polskie służby są dla nich całkowicie przejrzyste. Co więcej, starają się wpływać na kierunki ich rozwoju. Dziś wsparci są przez rosyjskie brygady sieciowe robiące atmosferę w internecie. Dla nich stworzyć atmosferę wewnętrznego konfliktu to pestka. Zresztą właśnie to robią od kilku lat siejąc nienawiść i anarchię.

Poza tym trzeba pamiętać o zasadzie ekonomii sił. Zamiast plutonu w każdym powiecie, lepiej mieć kompanię w województwie a jeszcze lepiej batalion manewrowy w regionie. Konflikt lokany bowiem, a nawet wielka wojna, nie obejmie wszystkich powiatów. Większość z tych plutonów pozostałaby bezczynna.

Inny wariant tego pomysłu propaguje Romuald Szeremietiew. Z tą różnicą że on stawia na masowość. Widzi wojska OT liczące nawet kilka milionów żołnierzy, a więc należałoby uzbroić już gminy. W obu przypadkach broń, ci niedzielni żołnierze, mieliby posiadać w domach lub na lokalnych posterunkach policji (jeden z wariantów). Oczywiście szybko lokalne sitwy, ufundowane na korupcji i nepotyzmie, przejęłyby z niewielką pomocą SWR czy innej służby wywiadowczej, kontrolę nad takimi formacjami.

Ludzie którym daje się broń do ręki muszą być lojalni, sprawdzeni w służbie, wyszkoleni i poddani scisłej kontroli. Robienie OT opartej na weekendowych entuzjastach z grup airsoftowych, lub na bazie drużyn Ochotniczych Straży Pożarnych (gdzie niektórzy "strażacy" sami wywołują pożary żeby zarobić na flaszkę "jabola") czy grup rekonstrukcyjnych, jak to proponuje szef BBN, minister S. Koziej, to kręcenie sobie powroza na którym FSB i GRU nas powieszą.

Dziś nie ma potrzeby tworzenia wielomilionowej OT.  Wystarczy policzyć: liczebność wojsk lądowych jakimi dysponują władcy Kremla, spadła około pięciokrotnie w stosunku do czasów zimnej wojny. Z kilku milionów, do kilkuset tysięcy. Żeby pokonać jednego statystycznego partyzanta, potrzeba co najmniej 20 żołnierzy. Rosji nie stać na armię która mogłaby zdusić nawet 300 tysięczną OT. Chyba że połączyłaby swe siły z Chińczykami. Może natomiast sama zorganizować w Polsce swoją 20 czy 50 tysięczną armię partyzantów. Na to ją stać.

Dlatego nasza OT powinna być budowana jako formacja nie tyle bardzo liczna, co wysoce profesjonalna i patriotyczna. Przykład ukraińskiej Gwardii Narodowej pokazał, że nawet przy słabym uzbrojeniu, ale mając silnego ducha walki, można osiągać znaczące sukcesy pokonując formacje lepiej uzbrojonych zawodowych najemników z Rosji. Sam profesjonalizm bez patriotyzmu, jest jak doskonały samochód wyścigowy bez benzyny.

Niedopuszczalne jest, żeby żołnierze okazywali większą lojalność swojej "małej ojczyźnie", regionowi, województwu, niż Państwu Polskiemu. W tego rodzaju pułapkę łatwo wpaść, tworząc formację OT opartą o lokalne grupy ochotników finansowanych przez lokalne samorządy. Wojska OT nie powinny być wojskiem starostów, czy sołtysów. Zwłaszcza w demokracji, gdzie konflikt wpisany jest niejako w naturę ustroju. Nie powinny być nawet "wojskiem wojewodów" jak proponuje S. Koziej, choć to łatwo wpadający w ucho slogan.

Najlepiej byłoby gdyby podlegały dowódcom dywizji, komendantom regionalnych sztabów wojskowych, lub dowódcom okręgów wojskowych (o ile takie zostaną przywrócone). Powinny być zorganizowane w brygady lub bataliony zmotoryzowane, o stosunkowo dużej mobilności, poruszające się na opancerzonych lub przystosowanych do opancerzenia ciężarówkach i dysponujące silną artylerią, zwłaszcza ppk.

Przywiązanie do terenu to archaizm. Wyjątkiem mogłyby być, formowane w razie zagrożenia dużą wojną, obejmującą cały kraj, bataliony OT podlegające Wojewódzkim Sztabom Wojskowym i kompanie OT, działające w rejonach WKU (w czasie kryzysu i wojny - Wojskowe Komendy Rejonowe lub Rejonowe Dowództwa Obrony). Ich zadaniem byłaby ochrona i obrona lokalnych ośrodków administracyjnych i ważnych obiektów infrastruktury, wsparcie Wojsk Operacyjnych a także Straży Granicznej i policji. Wśród nich możnaby ukryć kompanie dywersyjne przygotowane do natychmiastowego przejścia do działań nieregularnych na tyłach przeciwnika.

Taka OT powinna być oparta na rezerwistach i składałaby się z 2 segmentów: pierwszego, lepiej wyposażonego, zmotoryzowanego, zorganizowanego w brygady i bataliony zmotoryzowane, podlegającego kilku dowództwom regionalnym (ponadwojewódzkim). Byłby to odpowiednik Gwardii Narodowej. Byłyby to wojska obrony regionalnej. Obszar odpowiedzialności takiego dowództwa obejmowałby kilka województw, ale podległe mu wojska mogłyby też działać w razie potrzeby w innych regionach kraju przekazywane tamtejszym dowództwom. Drugi segment byłby formowany tylko w razie zagrożenia wojną na dużą skalę, obejmującą całe terytorium państwa, złożonego z batalionów i kompanii OT podlegająchych WSzW i WKU (WKR/RDO, Dowództwom Garnizonów). Być może w późniejszym czasie, gdy liczba rezerwistów pozostałych po zsw spadnie, jego rozwinięcie będzie możliwe dopiero po przywróceniu zasadniczej służby wojskowej w czasie zagrożenia wojną. Jego częścią mogą być też nieetatowe grupy obrony złożone na przykład z grup Związku Strzelec, harcerzy, członków niektórych grup ASG czy rekonstrukcyjnych.

Pierwszy segment, wojska obrony regionalnej lub Gwardia Narodowa,  mógłby liczyć w czasie kryzysu i wojny około 50-100 tysięcy żołnierzy. Drugi - Obrona Terytorialna lub Obrona Narodowa - 100-200 tysięcy. Razem z wojskami operacyjnymi dałoby to w czasie wojny 300-500 tysięcy żołnierzy.

Ochroną ludności cywilnej powinny zajmować się formacje OC podległe w czasie pokoju ministrowi spraw wewnętrznych i jednostkom administracji samorządowej. Jednak struktura, wielkość i wyposażenie oddziałów ogólnej samoobrony OC powinny dobrze zazębiać się z jednostkami OT a w czasie wojny, te największe, mogłyby podlegać komendantom WSzW.

Na zakończenie należy przypomnieć o roli, jaką w najbardziej prawdopodobnym dzisiaj rodzaju wojny, jakim jest wojna hybrydowa, musi odgrywać kontrwywiad a także policja i służby walki informacyjnej podlegające jednemu scentralizowanemu dowództwu. Bez nich, skuteczna obrona w takiej wojnie jest niemożliwa. Najlepszym zabezpieczeniem przed  wojną hybrydową jest silne państwo, wyrażające się właściwym i sprawnym funkcjonowaniem jego wszystkich struktur.

Żyjemy w wyjątkowych czasach. Dziś wystarczy niewiele pieniędzy żeby zapewnić Polsce niepodległość i bezpieczeństwo. W czasach braku niepodległości za PRL, wydawaliśmy na obronę ponad 12% PKB rocznie. Być może dziś wystarczyłoby 2,5 lub 3 % PKB wydawanych na obronę, i 150 tysięcy żołnierzy w czasie pokoju, a 400 tys. w czasie wojny, żebyśmy byli bezpieczni. Niestety, rządzący naszym krajem politycy nawet tego nie chcą zrobić.