18 sie 2014

Jeszcze o białoruskich wojskach lądowych

W uzupełnieniu wcześniejszego wpisu o wojskach lądowych Białorusi.

 Siły Zbrojne Białorusi wpółdziałają z rosyjskimi siłami zbrojnymi Obwodu Kaliningradzkiego i Zachodniego Okręgu Wojskowego stanowiąc intergralny komponent Regionalnego Zgrupowania Wojskowego Państwa Związkowego Białorusi i Rosji na Zachodnim Kierunku Strategicznym.

 W wojskach lądowych uwagę zwraca bardzo liczna i silna artyleria. Wyrzutnie rakiet operacyjno-taktycznych (60), artyleryjskie zestawy rakietowe kalibru 300 mm 9A52 Smiercz (60), a także zestawy rakietowe Uragan.
W rozwiniętych brygadach (6, 11, 120 BZ) oraz w bazach przechowywania sprzętu i uzbrojenia, uworzono batalionowe grupy taktyczne (mówiąc prosto, są to wzmocnione bataliony). Są one utrzymywane w wysokim stopniu gotowości bojowej i mogą realizować wiele zadań związanych z osłoną rozwinięcia mobilizacyjnego wojsk oraz przechodzenia do działań obronno-opóźniających i poszukiwawczo-likwidacyjnych. Bazy przechowywania sprzętu i uzbrojenia (BSU) są też brygadami zmechanizowanymi, tylko głęboko skadrowanymi. Mówiąc obrazowo jest to "wojsko w workach" (każdy żołnierz ma w bazie swój worek z umundurowaniem). Po powołaniu rezerwistów, w ciągu kilku dni taka baza staje się znowu pełnokrwistą brygadą. Jednak z tego powodu, czasami krążą fałszywe opinie na temat liczby białoruskich brygad i ich składu.




Grafiki mają kilka lat ale raczej niewiele się tu zmieniło. Liczebność armii może się zmieniać zależnie od sytuacji międzynarodowej. Teraz raczej będzie wzrastać.
Bałoruska brygada zmechanizowana miała podobną strukturę jak rosyjska brygada zmechanizowana typu B, czyli 2 bataliony czołgów i 2 bataliony zmechanizowane. Do tego bardzo silna artyleria (kilka dywizjonów, praktycznie pułk), kilka dywizjonów plot (też o sile praktycznie pułku przeciwlotniczego, z zestawami rakietowymi), bataliony rozpoznawczy i saperów. Różnica w porównaniu z Rosjanami jest taka że białoruskie bataliony czołgów były słabsze - batalion czołgów liczył 31 czołgów podczas gdy rosyjskie mają obecnie po 42. Batalion zmechanizowany liczył 45 BWP-2 i 1 BWP-2K a batalion zmotoryzowany 42 BTR-70 i 1 BTR-70K.
 Białoruski batalion zmechanizowany.

Wykorzystałem publikację "Struktury organizacyjne pododziałów sił zbrojnych poszczególnych państw" i inne publikacje MON. W kolejnych wpisach postaram się przybliżyć struktury rosyjskich brygad ciężkich i batalionów rosyjskich i białoruskich. 

17 sie 2014

Główne cechy wojen według Rosji

 Fragment Doktryny wojennej Rosji:


9. Główne cechy ogólne współczesnych wojen:

- wpływ na wszystkie sfery działalności ludzkiej;
- charakter koalicyjny wojen;
- szerokie zastosowanie niebezpośrednich, bezkontaktowych i innych (w tym także nietradycyjnych) form i sposobów działań, dalekosiężnego oddziaływania ogniowego i elektronicznego;
- aktywne przeciwdziałanie informacyjne (wojna informacyjna), dezinformacja opinii publicznej tak w poszczególnych państwach jak i globalnie;
- dążenie stron walczących do dezorganizacji systemu kierowania państwem i dowodzenia wojskami (nota bene, reforma Kozieja wpisuje się w tę cechę znakomicie z p.tu widzenia rosyjskiego);
- użycie najnowszych wysokoefektywnych (w tym także opartych na nowych zasadach fizycznych) systemów uzbrojenia i techniki wojskowej;
- manewrowy charakter działań wojsk (sił) na różnorodnych kierunkach z szerokim wykorzystywaniem wojsk aeromobilnych, desantów i wojsk specjalnych;
- uderzenia na wojska (siły) obiekty tyłowe, ekonomikę, system komunikacyjny na całej głębokości operacyjnej i terytorium kraju walczących stron;
- prowadzenie operacji powietrznych, katastrofalne następstwa uderzeń (zniszczenia) zakładów energetycznych (zwłaszcza energetyki jądrowej), chemicznych i innych produkujących związki niebezpieczne, zniszczenia infrastruktury państwa, komunikacji, kompleksów mieszkalnych;
- duże prawdopodobieństwo wciągnięcia do wojny (konfliktu zbrojnego) nowych państw, eskalacja działań zbrojnych, rozszerzenie zakresu i zasięgu użytych systemów bojowych, użycie broni masowego rażenia;
- uczestnictwo w działaniach bojowych obok formacji wojskowych oddziałów paramilitarnych i nieregularnych oddziałów wojsk.

10. Konflikt zbrojny może zostać zainicjowany w formie incydentu zbrojnego, akcji zbrojnej i innych starć zbrojnych o ograniczonym zakresie i stanowić próbę rozstrzygania przeciwieństw natury nacjonalistycznej, etnicznej, religijnej lub innych źródeł niezgodności za pomocą walki zbrojnej.

Podstawową formą konfliktu zbrojnego jest konflikt graniczny.

Konflikt zbrojny może mieć charakter międzynarodowy (z udziałem dwóch lub kilku państw) lub wewnętrzny (gdy działania bojowe prowadzone są w obrębie granic jednego państwa)

11. Konflikt zbrojny charakteryzuje się:

- szerokim zakresem objęcia działaniami bojowymi i uzależnieniem od ich przebiegu i charakteru ludności miejscowej (zamieszkującej w rejonie konfliktu);
- udziałem w działaniach bojowych sił uregulowanych;
- szerokim wykorzystaniem metod dywersji i terroru;
- złożonością sytuacji moralno-psychologicznej w jakiej działają wojska;
- koniecznością wydzielenia znacznych sił i środków do zapewnienia bezpieczeństwa linii komunikacyjnych i rejonów dyslokacji wojsk (sił);
- możliwością przekształcenia się w wojnę lokalną konfliktu pomiędzy dwoma państwami lub w wojnę domową konfliktu wewnętrznego o początkowo ograniczonym zakresie.

12. Dla osiągnięcia celów w ramach wewnętrznego konfliktu zbrojnego mogą być formowane połączone (z wojsk będących w różnorodnej podległości instytucjonalnej) ugrupowania wojsk (sił) rozwinięte w rejonie konfliktu wraz z organami dowodzenia.

13. Wojna lokalna może być prowadzona ugrupowaniem wojsk (sił) rozwiniętym w rejonie konfliktu, z możliwością, w sytuacji koniecznej ich wzmocnienia przez przerzut wojsk, sił i środków z innych kierunków oraz realizacją częściowego strategicznego rozwinięcia sił zbrojnych.

W wojnie lokalnej strony będą prowadzić działania w granicach walczących państw i zmierzać do osiągnięcia ograniczonych celów wojskowo-politycznych.

14. Wojna regionalna może stać się rezultatem eskalacji działań zbrojnych w ramach wojny lokalnej lub konfliktu zbrojnego. Jej stronami mogą być dwa lub więcej państw (grup państw) jednego regionu z wykorzystaniem narodowych lub koalicyjnych sił zbrojnych, które walczyć będą za pomocą broni klasycznych oraz broni masowego rażenia. W wojnie regionalnej strony walczące będą zmierzać do osiągnięcia wyższych celów polityczno-wojskowych.

15. Wojna o szerokim zasięgu (globalna) może być rezultatem eskalacji konfliktu zbrojnego, wojny lokalnej lub regionalnej i udziału w niej znacznej liczby państw w różnych regionach świata.

Wojna globalna prowadzona tylko z użyciem klasycznych środków rażenia będzie charakteryzować się wysokim stopniem prawdopodobieństwa użycia w toku działań bojowych broni jądrowej z jej katastroficznymi następstwami dla cywilizacji.

W wojnie globalnej strony uczestniczące w konflikcie będą dążyć do osiągnięcia bardzo radykalnych celów polityczno-wojskowych. Wojna taka będzie wymagała pełnej mobilizacji rosyjskich dóbr materialnych i duchowych państw uczestników.

16. Wojnę globalną (regionalną) może poprzedzać okres zagrożenia pokoju.

17. Wojna globalna (regionalna) może posiadać okres początkowy, którego głównymi cechami będą zaciekłe działania zbrojne o osiągnięcie inicjatywy strategicznej, zachowanie stałości kierowania państwem i dowodzenia wojskami, osiągnięcie przewagi w sferze informacyjnej, wywalczenie (utrzymanie) panowania w powietrzu.

W sytuacji długotrwałej wojny globalnej jej cele będą osiągane w następnych i końcowym okresie.


Wytłuszczone fragmenty pokazują to co dzieje się już, lub może się dziać za chwilę na Ukrainie lub w związku z Ukrainą. Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt że Rosja uznaje iż broń jądrowa może zostać użyta również w konfliktach regionalnych (a Rosja posiada największy na świecie arsenał taktycznej broni jądrowej), oraz na znaczenie jakie przywiązuje do wojny informacyjnej i sił specjalnych, desantowych (na Krymie) oraz nieregularnych co widzimy na wschodniej Ukrainie (najemnicy).

6 sie 2014

Uwaga! Perad - radiostacja podatna na zakłócenia!

Firma WB-Electronics prowadzi intensywny marketing swojej nowej radiostacji Perad 4010. Chce by to ona stała się wyposażeniem polskiego systemu "żołnierza przyszłości" Tytan. Wysłano ją na wystawę Eurosatory a następnie zaczęły się ukazywać obszerne artykuły zachwalające radio w prasie.

Nad radiostacją, WB Electronics pracowało prawie cztery lata.
Według założeń, przyszła radiostacja osobista żołnierza powinna posiadać możliwości smartfona jeśli chodzi o szybkość przesyłania informacji a jednocześnie powinna obejść się bez infrastruktury zewnetrznej, niezbędnej do działania smatfonów, to znaczy stacji bazowych.

I Perad 4010 to założenie spełnia. Firma chwali się że w transmisji w terenie zurbanizowanym jest lepsza niż inne radia renomowanych firm światowych. Między innymi amerykańskich, które prowadziły najbardziej zaawansowane prace nad takimi radiostacjami od kilkunastu lat. A osiągnęła to, robiąc to, czego nie zrobili Amerykanie - przyjmując sposób modulacji OFDM.  Armia USA bowiem, po wielu analizach i latach badań, przyjęła w 2013 roku starszy typ modulacji. W jednym z wywiadów cytowany wiceprezes zarządu WB Electronics Adam Bartosiewicz, rzuca slogan "nasz projekt tworzył zespół, który nie wiedział, że tego nie da się zrobić i odniósł sukces".

Niestety jak to w życiu bywa, ta historia prawdopodobnie nie skończy się happy endem. Podwładni pana Bartosiewicza nie wiedzieli bowiem o jeszcze jednej rzeczy. A raczej wiedzieli, tylko poszli na łatwiznę.  Modulacja OFDM nie jest dobrym wyborem transmisji dla radiostacji wojskowych. OFDM jest łatwa do wykrycia i zakłócania. Jest też wrażliwa na efekt Dopplera (trudności w odbiorze sygnału gdy jedno z urządzeń znajduje się w ruchu - dlatego jest wykorzystywana w urządzeniach stacjonarnych a nie przenośnych). Jednak postawowa wada to podatność na zakłócenia - dyskwalifikująca na przykład w starciu z Rosją, gdzie każda brygada zmotoryzowana ma własny batalion walki radioelektronicznej. Dlatego zapewne odrzucili ją Amerykanie. Dobry sposób transmisji danych to dyskretny system WCDMA który pozwala na osiągnięcie lepszych rezultatów transmisji.
fot. WB Electronics/Rc2

Miejmy nadzieję że radio z WB Electroncs znajdzie swoją niszę wśród użytkowników mniej wymagających, na przykład służb leśnych albo straży pożarnej. Miejmy nadzieję że MON nie będzie kierować się tanim populizmem typu "dobre bo polskie" i "co, my nie potrafimy?" i nie kupi sprzętu bezużytecznego na polu walki, tylko ze zmienioną nazwą. Natomiast firma WB Electronics mająca na koncie wiele dobrych rozwiązań, opracuje na bazie Perada dobrego smartfona dla trekkerów, a dla wojska stworzy nową radiostację, tym razem odporną na zakłócenia.

4 sie 2014

Szkodliwość rozproszonej OT

Wydarzenia na Ukrainie pokazują jak groźna może być "półcywilna", rozporszona Obrona Terytorialna według schematu proponowanego przez grupę "Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej".

Próbują oni odbudować OT od dołu: propagując tworzenie plutonów na szczeblu powiatów. W dodatku proponują żeby plutony te były finansowane przez władze samorządowe. - Idealny przepis na zrobienie w Polsce drugiej Donbaskiej lub Ługańskiej "Republiki Ludowej". Wystarczy że rosyjskie lub niemieckie służby opłacą kilkunastu ludzi żeby zoraganizowali swoje plutony w jakimś regionie a dalej pójdzie już z górki. - Rozpoczynając wojnę hybrydową, Moskwa przyśle wyszkolonych oficerów GRU którzy z plutonów zrobią kompanie i bataliony a przekupieni samorządowcy ogłoszą "autonomię" powiatu czy województwa. Potem już droga prosta do "rozmów pokojowych" na szczeblu międzypaństwowym i przehandlowaniu jakiejś części Polski "za pokój" w innej, tak jak to proponują Niemcy na Ukrainie (pokój w Donbasie za Krym).

Kto wie czy nie taki jest cel niektórych z nich? Trzeba by to sprawdzić, ale kto ma to zrobić? ABW której rząd Tuska nakazał przyjacielską współpracę z FSB? Zresztą polski kontrwywiad jest za mały. Szacowano że po wycofywaniu Armii Sowieckiej z Polski, w naszym kraju pozostało około 16 tysięcy agentów sowieckich. Kto wie ile jest ich dziś? Wielu z nich to agenci wpływu operujący w mediach, środowiskach opiniotwórczych - dziennikarzy, aktorów, poetów, polityków. Prawdopodobnie polskie służby są dla nich całkowicie przejrzyste. Co więcej, starają się wpływać na kierunki ich rozwoju. Dziś wsparci są przez rosyjskie brygady sieciowe robiące atmosferę w internecie. Dla nich stworzyć atmosferę wewnętrznego konfliktu to pestka. Zresztą właśnie to robią od kilku lat siejąc nienawiść i anarchię.

Poza tym trzeba pamiętać o zasadzie ekonomii sił. Zamiast plutonu w każdym powiecie, lepiej mieć kompanię w województwie a jeszcze lepiej batalion manewrowy w regionie. Konflikt lokany bowiem, a nawet wielka wojna, nie obejmie wszystkich powiatów. Większość z tych plutonów pozostałaby bezczynna.

Inny wariant tego pomysłu propaguje Romuald Szeremietiew. Z tą różnicą że on stawia na masowość. Widzi wojska OT liczące nawet kilka milionów żołnierzy, a więc należałoby uzbroić już gminy. W obu przypadkach broń, ci niedzielni żołnierze, mieliby posiadać w domach lub na lokalnych posterunkach policji (jeden z wariantów). Oczywiście szybko lokalne sitwy, ufundowane na korupcji i nepotyzmie, przejęłyby z niewielką pomocą SWR czy innej służby wywiadowczej, kontrolę nad takimi formacjami.

Ludzie którym daje się broń do ręki muszą być lojalni, sprawdzeni w służbie, wyszkoleni i poddani scisłej kontroli. Robienie OT opartej na weekendowych entuzjastach z grup airsoftowych, lub na bazie drużyn Ochotniczych Straży Pożarnych (gdzie niektórzy "strażacy" sami wywołują pożary żeby zarobić na flaszkę "jabola") czy grup rekonstrukcyjnych, jak to proponuje szef BBN, minister S. Koziej, to kręcenie sobie powroza na którym FSB i GRU nas powieszą.

Dziś nie ma potrzeby tworzenia wielomilionowej OT.  Wystarczy policzyć: liczebność wojsk lądowych jakimi dysponują władcy Kremla, spadła około pięciokrotnie w stosunku do czasów zimnej wojny. Z kilku milionów, do kilkuset tysięcy. Żeby pokonać jednego statystycznego partyzanta, potrzeba co najmniej 20 żołnierzy. Rosji nie stać na armię która mogłaby zdusić nawet 300 tysięczną OT. Chyba że połączyłaby swe siły z Chińczykami. Może natomiast sama zorganizować w Polsce swoją 20 czy 50 tysięczną armię partyzantów. Na to ją stać.

Dlatego nasza OT powinna być budowana jako formacja nie tyle bardzo liczna, co wysoce profesjonalna i patriotyczna. Przykład ukraińskiej Gwardii Narodowej pokazał, że nawet przy słabym uzbrojeniu, ale mając silnego ducha walki, można osiągać znaczące sukcesy pokonując formacje lepiej uzbrojonych zawodowych najemników z Rosji. Sam profesjonalizm bez patriotyzmu, jest jak doskonały samochód wyścigowy bez benzyny.

Niedopuszczalne jest, żeby żołnierze okazywali większą lojalność swojej "małej ojczyźnie", regionowi, województwu, niż Państwu Polskiemu. W tego rodzaju pułapkę łatwo wpaść, tworząc formację OT opartą o lokalne grupy ochotników finansowanych przez lokalne samorządy. Wojska OT nie powinny być wojskiem starostów, czy sołtysów. Zwłaszcza w demokracji, gdzie konflikt wpisany jest niejako w naturę ustroju. Nie powinny być nawet "wojskiem wojewodów" jak proponuje S. Koziej, choć to łatwo wpadający w ucho slogan.

Najlepiej byłoby gdyby podlegały dowódcom dywizji, komendantom regionalnych sztabów wojskowych, lub dowódcom okręgów wojskowych (o ile takie zostaną przywrócone). Powinny być zorganizowane w brygady lub bataliony zmotoryzowane, o stosunkowo dużej mobilności, poruszające się na opancerzonych lub przystosowanych do opancerzenia ciężarówkach i dysponujące silną artylerią, zwłaszcza ppk.

Przywiązanie do terenu to archaizm. Wyjątkiem mogłyby być, formowane w razie zagrożenia dużą wojną, obejmującą cały kraj, bataliony OT podlegające Wojewódzkim Sztabom Wojskowym i kompanie OT, działające w rejonach WKU (w czasie kryzysu i wojny - Wojskowe Komendy Rejonowe lub Rejonowe Dowództwa Obrony). Ich zadaniem byłaby ochrona i obrona lokalnych ośrodków administracyjnych i ważnych obiektów infrastruktury, wsparcie Wojsk Operacyjnych a także Straży Granicznej i policji. Wśród nich możnaby ukryć kompanie dywersyjne przygotowane do natychmiastowego przejścia do działań nieregularnych na tyłach przeciwnika.

Taka OT powinna być oparta na rezerwistach i składałaby się z 2 segmentów: pierwszego, lepiej wyposażonego, zmotoryzowanego, zorganizowanego w brygady i bataliony zmotoryzowane, podlegającego kilku dowództwom regionalnym (ponadwojewódzkim). Byłby to odpowiednik Gwardii Narodowej. Byłyby to wojska obrony regionalnej. Obszar odpowiedzialności takiego dowództwa obejmowałby kilka województw, ale podległe mu wojska mogłyby też działać w razie potrzeby w innych regionach kraju przekazywane tamtejszym dowództwom. Drugi segment byłby formowany tylko w razie zagrożenia wojną na dużą skalę, obejmującą całe terytorium państwa, złożonego z batalionów i kompanii OT podlegająchych WSzW i WKU (WKR/RDO, Dowództwom Garnizonów). Być może w późniejszym czasie, gdy liczba rezerwistów pozostałych po zsw spadnie, jego rozwinięcie będzie możliwe dopiero po przywróceniu zasadniczej służby wojskowej w czasie zagrożenia wojną. Jego częścią mogą być też nieetatowe grupy obrony złożone na przykład z grup Związku Strzelec, harcerzy, członków niektórych grup ASG czy rekonstrukcyjnych.

Pierwszy segment, wojska obrony regionalnej lub Gwardia Narodowa,  mógłby liczyć w czasie kryzysu i wojny około 50-100 tysięcy żołnierzy. Drugi - Obrona Terytorialna lub Obrona Narodowa - 100-200 tysięcy. Razem z wojskami operacyjnymi dałoby to w czasie wojny 300-500 tysięcy żołnierzy.

Ochroną ludności cywilnej powinny zajmować się formacje OC podległe w czasie pokoju ministrowi spraw wewnętrznych i jednostkom administracji samorządowej. Jednak struktura, wielkość i wyposażenie oddziałów ogólnej samoobrony OC powinny dobrze zazębiać się z jednostkami OT a w czasie wojny, te największe, mogłyby podlegać komendantom WSzW.

Na zakończenie należy przypomnieć o roli, jaką w najbardziej prawdopodobnym dzisiaj rodzaju wojny, jakim jest wojna hybrydowa, musi odgrywać kontrwywiad a także policja i służby walki informacyjnej podlegające jednemu scentralizowanemu dowództwu. Bez nich, skuteczna obrona w takiej wojnie jest niemożliwa. Najlepszym zabezpieczeniem przed  wojną hybrydową jest silne państwo, wyrażające się właściwym i sprawnym funkcjonowaniem jego wszystkich struktur.

Żyjemy w wyjątkowych czasach. Dziś wystarczy niewiele pieniędzy żeby zapewnić Polsce niepodległość i bezpieczeństwo. W czasach braku niepodległości za PRL, wydawaliśmy na obronę ponad 12% PKB rocznie. Być może dziś wystarczyłoby 2,5 lub 3 % PKB wydawanych na obronę, i 150 tysięcy żołnierzy w czasie pokoju, a 400 tys. w czasie wojny, żebyśmy byli bezpieczni. Niestety, rządzący naszym krajem politycy nawet tego nie chcą zrobić. 


21 lip 2014

Liczba czołgów w Wojskach Lądowych

Liczba czołgów, bwp i transporterów Rosomak według danych na czerwiec 2014:
Leopard 2A4 - 128 sztuk
Leopard 2A5 - 49 sztuk*
PT-91 - 218 sztuk
T-72 - 306 sztuk
BWP-1 - 1098 sztuk
KTO Rosomak - 333 sztuki

 *) kupione ale nie wprowadzone rozkazem do SZ RP

Źródło - MON.

Dyslokacja czołgów (z pamięci):
Leopard 2A4 - 2 bataliony w 10 BKPanc w Świętoszowie.
Leopard 2A5 - 34 BPanc w Żaganiu.
PT-91 - 4 bataliony w: 1 BPanc w Wesołej (1 batalion), 2 BZ w Czarnem (1 batalion), 34 BPanc w Żaganiu (2 bataliony, w trakcie przekazywania do 9 BPanc w Braniewie).
T-72 - 5 batalionów: 2 w 9 BPanc w Braniewie, po jednym w 15 BZ w Giżycku (Orzysz), 20 BZ w Bartoszycach, 21 BSP w Rzeszowie (Żurawica).
Bataliony czołgów i zmechanizowane liczą etatowo po 58 czołgów lub bwp/KTO.
Kilkaset czołgów T-72 znajdowało się prawdopodobnie w dyspozycji Inspektoratu Wsparcia  lub AMW w różnym stanie technicznym, najczęściej niesprawne.
Czołgów PT-91 było 232, liczba 218 może wskazywać że część znajdowała się w zakładach remontowych. 

O lekkich związkach taktycznych

Czasem pojawiają się jeszcze wśród entuzjastów militariów zwolennicy wyposażenia części brygad w lekkie samochody opancerzone zamiast klasycznych bwp, czołgów i ciężkiej artylerii. - Pokłosie dawno skompromitowanej idei syjonistycznego neokona P. Wolfowitza który chciał zaoszczędzić na paliwie, wysyłając amerykańskich żołnierzy, zamiast w czołgach - w lekkich pojazdach, na swoje "szybkie wojenki". Fanbojom lekkich brygad coś do myślenia może da to wspomnienie:

"Na bazie Kijowskiego Okręgu Wojskowego, w tym czasie (rok 1987) była utworzona eksperymentalna struktura - jedna z dywizji zmotoryzowanych* była przeformowana w dywizję lekką. W związku z tym, ciężki sprzęt i uzbrojenie były czasowo zdjęte z jej wyposażenia. W ich miejsce, w dywizji była znacznie zwiększona liczba przenośnego (przewoźnego) sprzętu i uzbrojenia. Na przykład, w miejsce transporterów opancerzonych i bwp, każda drużyna zmotoryzowana otrzymała lekki samochód UAZ z granatnikiem automatycznym AGS-17. W miejsce ciężkich haubic samobieżnych, zwiększono liczbę ciągnionych haubic 122 mm. Oczekiwano (w teorii) że takie dywizje będzie można wykorzystywać do uchwycenia i utrzymania wygodnych robieży do czasu podejścia sił głównych, wykorzystując ich manewrowość i szybkość przemieszczania się. Polecono mi przetestować celowość tworzenia takich dywizji. W tym celu odbyły się ćwiczenia na terytorium Ukrainy w obwodach Woroszyłowgradzkim, Charkowskim i Czernihowskim. Ćwiczenia planował i prowadził sztab Kijowskiego Okręgu Wojskowego. Moim zadaniem było zrozumieć tę strukturę organizacyjną i jej możliwości podczas wykonywania długich marszów, w tym po bezdrożach, prowadzeniu działań bojowych, przede wszystkim o charakterze obronnym. Zebrawszy grupę specjalistów z dowództwa Wojsk Lądowych, głównego zarządu wojsk pancernych i zmechanizowanych, wyjechaliśmy w rejon dyslokacji dywizji. Był sierpień, na Ukrainie pogoda była piękna, ciepła i sucha. Przed naszym przyjazdem, dowództwo okręgu poderwało dywizję alarmem, z częściowym zmobilizowaniem jej elementów i przekazało im zadanie bojowe. Istotą zadania było to że dywizja musiała z rejonu centrum szkoleniowego "Piatichatki" (Obwód Woroszyłowgradzki),  wykonać długi marsz przez Obwód Charkowski i na poligonie "Czernihow krug" (Obwód Czernihowski), przystąpić do działań bojowych z "przeciwnikiem", uchwycić wygodną rubież na rzece Desna, utrzymując ją do podejścia sił głównych armii. Jako umownego przeciwnika wyznaczono część szkolnej dywizji pancernej znajdującej się w mieście Desna. Pierwszy etap ćwiczeń - marsz, pokazał wyższość możliwości eksperymentalnej (lekkiej) dywizji nad dywizjami o istniejących etatach. Nie obciążone ciężką bronią i sprzętem (opancerzonymi pojazdami gąsienicowymi), części dywizji podczas marszu pokazały prędkości znacznie przekraczające obowiązujące. Tu trzeba uwzglednić doskonałe warunki pogodowe i dobry stan dróg na Ukrainie. Zupełnie inny obraz ukazał się po rozegraniu działań bojowych. Nie mająca możliwości zniszczyć przeciwnika na dalekich podejściach (brak dalekosiężnej artylerii) a także ze względu na zmniejszenie wydajności walki z czołgami (brak własnych czołgów na wyposażeniu dywizji), dywizja została skazana na porażkę. Wykorzystanie takich dywizji na Zachodnim Teatrze Działań Wojennych było niecelowe. Na teatrach z górskim profilem terenu, gdzie trudno użyć ciężkiego sprzętu, gdzie obrona ma w większości przypadków charakter ogniskowy, możliwość wykorzystania lekkich dywizji nie była wyluczona. Do takich wniosków doszliśmy i my i dowództwo okręgu. Na tym, decyzją ministra obrony, eksperyment się zakończył. Lekkie dywizje w wojskach lądowych nie pojawiły się."
Generał armii S.I. Postnikow.

Poza ciekawostką jaką dla nas jest pojawienie się w tym tekscie znanych Polakom miejscowości jak Piatichatki (obecnie Obwód Ługański), czy Charków, można znaleźć też odniesienia do dzisiejszej sytuacji militarnej. Widać że prace koncepcyjne nad nowymi strukturami wojsk podjęte w ZSRS w czasie potężnego kryzysu lat 1980 (Moskwa zaczęła przegrywać wyścig zbrojeń a, z powodu niskich cen ropy, gospodarka padała), szły w kierunku badania możliwości przyjęcia struktur lżejszych, mniej paliwożernych, a więc tańszych w utrzymaniu. Widać próby poszukiwania nowej strategii, od wyłącznie agresywnej, do zaczepno-obronnej. Trzeba było jednak jeszcze głębszych przemian w myśleniu o wojnie żeby te koncepcje znalazły zastosowanie w życiu. Efektem tych zmian jest dzisiejsza wojna hybrydowa. Pozwoliła ona użyć struktur typowych dla strony słabszej, metod wojny partyzanckiej - w działaniach agresywnych. A więc pomimo kryzysu i cięcia kosztów pozwalających na zachowanie agrersywnego charakteru polityki. Jak widać jednak, i w tym rodzaju wojny posiadanie ciężkiego sprzętu daje przewagę i pozwala zdobyć lub utrzymać teren o czym przekonujemy się z doniesień z Donbasu każdego dnia.

Wniosek dla naszych budowniczych struktur jest taki że sens istnienia 12 BZmot i 17 BZmot bez czołgów jest wątpliwy. Brygady te od początku powstały na kanwie błędnego założenia że wszystko w nich powinno być na jednakowym podwoziu - transportera Rosomak. Miało to zmniejszyć koszty i uprościć logistykę na dalekich teatrach wojen gdzie nasze jednostki ekspedycyjne walczące u boku US Army widzieli  postkomunistyczni generałowie i politycy o wasalnej mentalności. Zupełnie nie wzięto pod uwagę mobilnosci taktycznej, gdzie przewagę mają pojazdy gąsienicowe, i wydajności ognia przeciwpancernego, którą zapewniają czołgi. Inny wniosek to jak najszybsze wprowadzenie samobieżnych haubic 155 mm Krab w brygadach zmechanizowanych i pancernych w miejsce haubic 122 mm Goździk o zbyt małej donośności. Brygady zmotoryzowane zaś, powinny mieć własny etatowy batalion czołgów który zwiększałby nie tylko ich możliwości ogniowe, ale i manewrowość w terenie, zwłaszcza podczas silnych opadów deszczu i śniegu.

*) Dosłownie "motostriełkowe" czyli "strzelców zmotoryzowanych". Ich wyposażenie nie różni się jednak od jednostek zmechanizowanych.

20 lip 2014

Rosja zestrzeliła samolot pasażerski nad Ukrainą

Czy Putin już na tyle stracił poczucie rzeczywistości że chce doprowadzić do wojny światowej?

W dążeniu do przywrócenia imperium, Władimir Putin jest konsekwentny i prze do przodu niczym buldożer. Natychmiast po ogłoszeniu nowych sankcji przez USA i UE, Putin powiedział że, cytat: "odpowiedź Rosji będzie bolesna i ostra". I rzeczywiście, kilka godzin później rosyjscy żołnierze "oddelegowani na urlop" na Ukrainę, dokonali zestrzelenia samolotu B-777 malezyjskich linii lotniczych mordując 298 osób, głównie Holendrów, ale też jednego Amerykanina. Po wykonaniu zadania, wyrzutnia Buk z której dokonano ataku, została ewakuowana do Rosji.

fot. Twitter, Peter Brookes.

Oczywiście między bajki możemy włożyć tłumaczenia że tak zwani "separatyści" nie umieli obsługiwać wyrzutni i "pomylili" samolot malezyjski z ukraińskim samolotem An-26. Rosja wysyłając wyrzutnie Buk z obsługami z pewnością nie dopuściłaby do sytuacji żeby żołnierze strzelali ot tak, do wszystkiego co zobaczą. Głównie z tego powodu, że również lotnictwo rosyjskie wykonuje w tym rejonie loty. Rozkaz o zestrzeleniu samolotu malezyjskiego musiał przyjść co najmniej od dowództwa rosyjskiego sektora obrony powietrznej, a najpewniej z samej Moskwy gdyż była to decyzja o znaczeniu strategicznym.

Zastanówmy się co przez to wydarzenie prezydent Rosji chce powiedzieć Zachodowi. Przede wszystkim nie należy się łudzić że Rosja mogłaby rzucić wyzwanie światu, bez choćby cienia przekonania że są na Zachodzie znaczące, acz nie koniecznie stojące w pierwszym szeregu siły, które dadzą na to zgodę. To co się dzieje, te niemrawe protesty, są dla Rosjan tylko zachętą żeby szli kolejny krok dalej. Dla tych zaś, którzy mają wątpliwości i dla opinii publicznej, przesłanie jest proste: "nic mnie nie powstrzyma, nie cofnę się przed żadną zbrodnią". Oraz: "jeżeli staniecie mi na drodze, sami zginiecie".

Chodzi przede wszystkim o opinię publiczną i polityków UE. Czy taki szantaż może być wobec tej części Zachodu skuteczny? Całkiem możliwe, biorąc pod uwagę gnuśność i oportunizm naszych polityków. Właściwie to nie do końca naszych bo Polska, chociaż formalnie jest częścią Zachodu, ostatnio w przyspieszonym tempie dryfuje w kierunku standardów wschodnich. Także dlatego nie naszych, że rządząca ekipa Tuska, prawdopodobnie widzi w nagłym zaostrzeniu tonu wobec Rosji szansę odwrócenia uwagi "publiczności" od własnych afer.

Spodziewajmy się więc dalszego ciągu już wkrótce, być może również z udziałem Polski.

8 lip 2014

Dyslokacja jednostek sił zbrojnych Białorusi i lotnictwa Rosji

 Surfując po rosyjskojęzycznych forach natrafiłem na interesujące mapki.
Jedna z nich przedstawia dyslokację większych jednostek sił zbrojnych oraz wojsk wewnętrznych Białorusi w 2014 roku:
Skróty nazw jednostek są rosyjskie, w transkrypcji angielskiej. Przykładowe skróty: OMB - Samodzielna Brygada Zmotoryzowana (najczęściej z przedrostkiem oznaczającym nazwę wyróżniającą jednostki (np. G jak "Gwardyjska"), BH - Baza Przechowywania (techniki wojskowej - Baza Sprzętu i Uzbrojenia w praktyce skadrowana brygada ogólnowojskowa, najczęściej skadrowane są jednostki pancerne), ZRB - Brygada Rakiet Przeciwlotniczych, AB - Brygada Artylerii, RAB - Brygada Artylerii Rakietowej, RB - Brygada Rakietowa (rakiety ziemia-ziemia), BHAT - Baza Przechowywania Techniki Lotniczej. Dodałem polskie tłumaczenie legendy. W każdym większym mieście znajduje się brygada wojsk wewnętrznych, jest ich chyba nawet więcej niż brygad wojsk operacyjnych. Widać że prezydent Łukaszenka, co najmniej tak samo jak wrogów zewnętrznych, boi się własnego społeczeństwa.

Udało mi się tu naliczyć 9 brygad zmechanizowanych i baz przechowywania techniki pancernej i zmechanizowanej (ale wiadomo z innych źródeł że jest ich co najmniej 11). W praktyce niektóre bazy przechowują uzbrojenie dla 2 brygad.  Białoruskie brygady mają po dwa bataliony czołgów i 2 zmechanizowane. Charakterystyczna jest duża ilość brygad i pułków artylerii i rakiet (naliczyłem 7), oraz przeciwlotniczych (9). Białoruś ma 2 dowództwa operacyjne Wojsk Lądowych (Północne i Zachodnie) w Grodnie i Brześciu, w praktyce są to odpowiedniki rosyjskich armii. Liczba jednostek artyleryjskich wskazuje że być może część z nich jest przeznaczona dla, rozwijanej na czas wojny, trzeciej armii białoruskiej (która kiedyś istniała) lub rosyjskiej.

Druga mapka ukazuje dyslokację lotnictwa Rosji w 2013 roku:
Widać że większość jednostek skoncentrowana jest na zachodzie kraju, zgodnie z oficjalną doktryną w/g której głównym przeciwnikiem jest NATO.

Drugi obrazek jest mało czytelny, ponieważ Blogger automatycznie zmniejsza rozmiar dużych obrazków. Najlepiej obejrzeć go sobie w powiększeniu pod tym adresem: http://img46.imageshack.us/img46/3083/xis5.jpg

4 lip 2014

Propozycje zmiany struktury brygad

Wojna na wschodzie pomiędzy Rosją a Ukrainą nie jest dobrym czasem na grzebanie przy strukturach ani zmniejszanie ilości brygad, dlatego mam pewność ze ta propozycja nie trafi na podatny grunt (nie przeczyta jej jakiś decyzyjny idiota - w rodzaju ministra Bogdana Klicha i nie zacznie wprowadzać w życie). Ale że są wakacje a strukturami potrafi i lubi bawić się każde dziecko, to i ja nie odmówię sobie tej przyjemności.

Obecnie polska brygada ogólnowojskowa składa się z 3 batalionów ogólnowojskowych, batalionu dowodzenia, dywizjonu artylerii (haubic samobieżnych), dywizjonu przeciwlotniczego, kompanii rozpoznawczej, kompanii lub batalionu saperów (część brygad zmechanizowanych i obydwie zmotoryzowane mają batalion), batalionu logistycznego i grupy zabezpieczenia medycznego.

Z batalionów ogólnowojskowych, w brygadzie zmechanizowanej jest 2 lub 3 bataliony zmechanizowane i 1 batalion czołgów. 7 Brygada Obrony Wybrzeża ma 3 bataliony zmechanizowane i ani jednego batalionu czołgów. Podobnie 12 i 17 brygady zmotoryzowane mają 3 bataliony zmotoryzowane (docelowo, obecnie wciąż jeszcze po jednym zmechanizowanym). 21 Brygada Strzelców Podchalańskich ma strukturę typowej brygady zmechanizowanej, z tym że ma 3 bataliony zmechanizowane i 1 batalion czołgów.

Brygady pancerne mają po 2 bataliony czołgów i 1 batalionie zmechanizowanym. Ale tu też jest wyjątek - 1 Brygada Pancerna jest pancerną tylko z nazwy - w rzeczywistości ma strukturę typowej brygady zmechanizowanej - 2 bataliony zmechanizowane i 1 batalion czołgów.

Bataliony liczą po 4 kompanie ogólnowojskowe (odpowiednio w pancernym są to kompanie czołgów, w zmechanizowanym - zmechanizowane). Oprócz kompanii ogólnowojskowych, w każdym batalionie znajduje się kompania dowodzenia i kompania logistyczna oraz pluton rozpoznawczy. W batalionach zmechanizowanych, oprócz wymienionych pododziałów, znajduje się jeszcze kompania wsparcia. Bataliony zmotoryzowane różnią się od zmechanizowanych tylko wyposażeniem (mają Rosomaki zamiast BWP-1, moździerze 98 mm w kompaniach wsparcia zamiast moździerzy 120 mm i kilka innych drobnych różnic).

W Wojskach Lądowych mamy 13 brygad. Są to 3 brygady faktycznie pancerne, 5 brygad zmechanizowanych, 1 brygada obrony wybrzeża, 2 brygady zmotoryzowane i 2 brygady lekkie (aeromobilne - 6 BPow-des i 25 BKPow). Większość tych brygad podlega dywizjom a 3  są samodzielne (wymienione brygady aeromobilne i 21 BSPodch z Rzeszowa). Teoretycznie dywizje nie mają przyporządkowanych na stałe brygad. W czasie pokoju dwóm dywizjom na zachodzie kraju podlega po 3 brygady, a jednej pozostającej na północnym wschodzie - cztery.

Sztucznie narzucona przez polityków (a właściwie speców od politycznego PR) liczba żołnierzy 100 tysięcy w czasie pokoju, powoduje że nie wszystkie te brygady mogą być wypełnione żołnierzami. W praktyce połowa z nich liczy jedynie po kilkuset ludzi, choć etatów mają po kilka tysięcy. W dodatku NSR który miał być taką rezerwą dyspozycyjną szefa Sztabu Generalnego czy ministra ON, nigdy nie osiągnął przewidywanej liczby 20 tysięcy żołnierzy. Powoduje to że gotowość i zdolność do działań dywizji jest fikcyjna.

Jak temu zaradzić? Najprościej byłoby podnieść liczbę żołnierzy w czasie pokoju do 120 - 130 tysięcy. Jednak jak już wspomnieliśmy, przeszkadza w tym polityczny PR który zabrania partii rządzącej przyznania się do błędu. Z kolei, jak mówił generał Skrzypczak, nie możemy dalej zmniejszać liczby brygad (ze względów operacyjnych i strategicznych). Pozostaje nam więc szukać oszczędności w zmianach struktur.

Powinniśmy szukać oszczędności przede wszystkim w etatach niebojowych, nieliniowych, w logistyce, szkolnictwie, administracji, dowodzeniu i systemie kierowania. Jednak, jak się wydaje, tam również możliwości redukcji zostały wyczerpane. Przy czym zbytnie odchudzenie szkolnictwa i systemu dowodzenia może być wręcz zabójcze dla armii. Otrzymalibyśmy w rezultacie ciało bez mózgu lub w najlepszym razie armię z encefalopatią. Wykształcenie oficera sztabu dywizji czy wyższego trwa zbyt wiele lat żeby można było odbudować struktury w czasie zagrożenia jak choćby teraz, podczas wojny na Ukrainie.

Zresztą politycy niezbyt chętnie podejmują decyzje o zwiększaniu armii. Nawiasem mówiąc jest to powód dla którego armia zawodowa powinna mieć w miarę możliwości jak nalepiej wypełnione etaty już w czasie pokoju. Głupcy i pacyfiści u władzy wymagają takich struktur, by w czasie zagrożenia nie trzeba było wiele zmieniać. Tu można dodać na marginesie, że MON dał przydziały mobilizacyjne około 200 tysiącom rezerwistów, czyli że na czas "W" armia ma powiększyć się trzykrotnie. Jeszcze kilka lat temu było to ponad 550 tysięcy, tyle przynajmniej było w magazynach MON broni strzeleckiej. Jednak jak wiadomo panująca nam niemiłościwie banda kręci lody na wszystkim, więc i broń strzelecką sprzedała.

Zmuszeni jesteśmy więc szukać oszczędności w strukturach bojowych. Doszliśmy już do wniosku, że powinny to być etaty na jak najniższym szczeblu bo te najłatwiej uzupełnić nowym narybkiem lub rezerwistami. Nie mogą to być jednak etaty wykonawcze, związane bezpośrednio z walką i obsługą uzbrojenia. Powinny to być etaty pomocnicze lub dowódcze ale na jak najniższym szczeblu - czyli w kompanii.

Wzmocnienie batalionów było dużym osiągnięciem naszej armii. Z czasów Układu Warszawskiego wyszliśmy z batalionami liczącymi 31 wozów bojowych w 3 kompaniach. Obecnie liczą one 58 wozów bojowych w 4 kompaniach.  Stało się to przez wzmocnienie plutonów o 1 wóz bojowy i kompanii o dodatkowy wóz bojowy dla zastępcy dowódcy kompanii. Tych struktur nie należy zmieniać. Można natomiast zmniejszyć liczbę kompanii w batalionie. Zmniejszyć, ale tak, żeby nie osłabić samego batalionu. Ogólna liczba wozów bojowych w batalionie powinna pozostać taka jak teraz, lub niewiele mniejsza.

Można to osiągnąć zwiększając liczbę plutonów w kompanii z 3 do 4. Zamiast 4 kompanii w batalionie, będziemy mieli 4 plutony w kompanii. Ogólna liczba wozów w batalionie zmniejszy się tylko o dwa - z 58 do 56.  W kompanii wzrośnie z 14 do 18.
Zmniejszając liczbę kompanii z 4 do 3 zyskujemy około 10 etatów w batalionie - większość oficerskich i podoficerskich. W brygadzie będzie to już 30 osób, w 11 brygadach ciężkich i zmotoryzowanych jest to już około 340 etatów. O tyle - 3 pełne kompanie - można zwiększyć ukompletowanie jednostek bojowych. Nie jest to liczba oszałamiająca, ale nie do pogardzenia.

Dalsze oszczędności możliwe są teoretycznie przez zmniejszenie liczby brygad. Gdyby w każdej dywizji rozformować jedną brygadę, możnaby każdą pozostałą brygadę wzmocnić o jeden batalion. Otrzymalibyśmy silniejsze brygady ale słabsze dywizje.


Rozwiązaniem (co prawda tylko pozornym) byłoby dalsze zmniejszenie liczby dywizji do 2. Jest to wizja firmowana przez S. Kozieja. Sztab Generalny patrzył na nią niechętnie. Tu już wkraczamy w sferę polityki i zakulisowych walk najprawdopodobniej z udziałem rosyjskich agentów wpływu. Ale wizję strony przeciwnej też warto znać.


Mając tylko 2 dywizje, można bronić praktycznie tylko jednego kierunku operacyjnego. Tymczasem kierunków operacyjnych do obrony, tylko na wschodzie, jest co najmniej 4, nie licząc podkarpacia (Brama Przemyska). Rosja ma w Europie 5 armii, nie licząc armii białoruskiej i strefy Kaliningradu...

Częściowym rozwiązaniem tego problemu mogłoby być włączenie do dywizji niektórych jednostek innych rodzajów wojsk na przykład śmigłowców i OT. Możnaby wtedy, powrócić do podziału na 2 okręgi wojskowe. Dowództwo dywizji byłoby równocześnie dowództwem okręgu wojskowego. Znów mogłyby mu podlegać wojewódzkie sztaby wojskowe i logistyka. Takie dywizje byłyby praktycznie związkami taktyczno-operacyjnymi. Co prawda MON twierdzi że dywizje już są w praktyce związkami operacyjnymi, ale bez własnego lotnictwa ani nawet bez rozpoznania, można takie twierdzenia między bajki włożyć.

Śledząc zmiany organizacyjne w Wojsku Polskim, nie można oprzeć się wnioskowi że ich myślą przewodnią było jak największe zredukowanie armii i pozbawienie jej możliwości działania. Wszystko pozostałe było tylko pretekstem.
Powiedzenie że "od samego mieszania herbata  nie robi się słodsza" którym przestrzegał nas na początku transformacji Stefan Kisielewski, już od dawna trzeba przekuć na inne: "od zbyt intensywnego mieszania herbaty ubywa".
A wszystko zaczęło się tak niewinnie, od ogłoszenia okrągłej liczby 100 tysięcy żołnierzy, jako najłatwiejszej do zapamiętania przez wyborców partii "Donalda Donaldowicza Tuskaszenki".


30 cze 2014

Ameryka odsłania kolty

Miłośnicy westernów zapewne pamiętają tę scenę która się przewijała w niejednym filmie:  Do baru wchodzą bandyci a nasz bohater pijący spokojnie whisky, odwraca się powoli w kierunku drzwi odsłaniając ręką połę płaszcza pod którą ukazuje się rękojeść kolta /niesamowicie długiego srebrnego kolta ze złotymi nakładkami. Podobna sytuacja nastąpiła na początku marca, po wtargnięciu rosyjskich "zielonych ludzików" na Krym.

 Sytuacja była niejasna i nie było wiadomo jakie są dalsze zamiary szalonego cara Putina. Agresywnie antyzachodnia retoryka Kremla i nacjonalistyczny amok rozpętany przez rosyjskie środki masowego ogłupiania, wróżyły jak najgorzej.
Właśnie wtedy dobrzy kowboje z Waszyngtonu zdecydowali się odchylić nieznacznie poły płaszcza.

10 marca, spotterzy Steve Douglass i Dean Muskett w towarzystwie kilku innych znajomych przebywali na lotnisku międzynarodowym w Amarillo w Teksasie, kiedy do jednego z nich zadzwonił telefon od "pracującego dla rządu" znajomego. Kazał on im spojrzeć w niebo, ponieważ za chwilę, z południowego zachodu nadleci formacja trzech samolotów z wyraźnie widocznymi smugami kondensacyjnymi. Efektem tego telefonu i tej obserwacji są zdjęcia nieznanych do tej pory samolotów.

Zdjęcia zrobiono dwoma różnymi aparatami wysokiej jakości z teleobiektywami. Samoloty znajdowały się na dosyć dużej wyskości, stąd trudno określić szczegóły.
Analiza zdjęć połaczona z nagraniami rozmów radiowych,  pozwala jednak stwierdzić że były to nieznane wcześniej samoloty dwusilnikowe, w układzie trójkąta, załogowe (nagrano rozmowy pilotów z kontrolą naziemną). Lot całej formacji zdaje się wskazywać że mamy tu do czynienia nie z próbami samolotu eksperymentalnego czy prototypu, ale z samolotami pozostającymi już w służbie!

 Żeby było ciekawiej, wkrótce pojawiło się zdjęcie w lepszej jakości, zrobione w Wichita w Kanzas, rzekomo kilka tygodni wcześniej. Ukazuje ono samolot przypominający kształtem samolot A-12 Avenger opracowywany dla marynarki wojennej nad którym prace zostały zarzucone w 1991 roku. Nie wiadomo jednak czy jest to samolot tego samego typu, czy może chodzi o dwa różne typy samolotów. Nie wykluczone że projekt A-12 zarzucony przez marynarkę wojenną, przejęło i rozwinęło w tajemnicy lotnictwo USA.


Informacje o czarnych projektach samolotów w USA pojawiają się od wielu lat. Czarny budżet Pentagonu wynosi około 50 miliardów dolarów, jest więc z czego takie projekty finansować. Obecnie w służbie jest prawdopodobnie kilka typów takich samolotów.

 Znane  czasopismo lotnicze, Jane Defense Weekly, twierdziło swego czasu, po trwającym około trzy lata śledztwie, że tajne trójkątne samoloty określane kryptonimem Aurora, były w służbie od 1989 roku. W 1995 roku Brytyjczyk, doświadczony obserwator lotniczy, Chris Gibson zaobserwował nieznany trójkątny samolot w towarzystwie powietrznego tankowca i dwóch F-111 nad W. Brytanią. Sporządzony przez niego szkic wskazywał że jest to jednak samolot przystosowany prawdopodobnie do rozwijania dużych prędkości bo jego skos krawędzi natarcia był znacznie większy niż w samolotach zaobserwowanych obecnie nad Teksasem. 

W grudniu 2012 roku w "Aviation Week" ukazała się informacja znanego dziennikarza lotniczego Billa Sweetmana, że USA przygotowują dwa nowe supertajne samoloty. Jednym z nich miał być bombowiec a drugim bezzałogowy samolot wielozadaniowy (?!), przystosowanym do walki elektronicznej i ograniczonych nalotów. Maszyna bezzałogowa miała niejako torować drogę bombowcom zakłóceniami i uderzeniami na radary obrony przeciwlotniczej. Bombowiec miał być natomiast załogowy i był rozwijany pod zasłoną prac nad NGB (Bombowcem Następnej Generacji). Samolot miał być budowany przez koncern Lockheed Martin w zakładach "Skunk Works" w Palmdale w Kalifornii. Możliwe więc, że oto mamy pierwszy dowód tego co opisywał Sweetman.

Źródło.