19 sie 2017
Nowy niewidzialny bombowiec z Chin
Na zdjęciu satelitarnym lotniska Chengdu odkryto że Chiny zbudowały nowy bombowiec stealth. Samolot podobny jest wielkością do amerykańskiego bombowca B-2 a kształtem przypomina bojowego bezzałogowca eksperymentalnego X-47B albo to co jest przedstawiane na grafikach komputerowych jako przyszły amerykański bombowiec nowej generacji LRSB B-21. Według niektórych źródeł samolot nosi oznaczenie Xian H-20 i jest ciężkim bombowcem strategicznym dalekiego zasięgu.
We wrześniu 2016 roku, ministerstwo obrony Chin potwierdziło że w fazie rozwoju znajduje się bombowiec dalekiego zasięgu nowej generacji. Dotychczasowe grafiki publikowane na Zachodzie znacznie jednak różniły się od tego co widać na zdjęciach satelitarnych.
Według analityków, nowy bombowiec może około 2025 roku wejść do służby i zacząć zastępować dotychczasowe dwusilnikowe chińskie bombowce H-6K oparte na technologii starego sowieckiego bombowca średniego zasięgu Tu-16.
Zbudowanie prototypu bombowca H-20 oznacza że Chiny wyprzedziły Rosję, a być może także Amerykanów. Rosja również ogłosiła że zamierza zbudować bombowiec nowej generacji klasy stealth ale prace nad nim nie są tak mocno zaawansowane jak u Chińczyków. Do zdjęć z Chin trzeba podchodzić jednak z dużą ostrożnością, ponieważ można na nich znaleźć prawie wszystko. Swego czasu pojawiły się w internecie zdjęcia samolotu łudząco podobnego do amerykańskiego F-117 stojącego pod jakąś chińską szkołą czy instytutem. Prawdopodobnie była to tylko makieta.
7 sie 2017
Rosja stworzyła nową "dywizję XXI wieku"
Jak podały rosyjskie Izwiestia, nowotworzona rosyjska 150 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych wchodząca w skład Południowego Okręgu Wojskowego i dyslokowana w pobliżu granicy z Ukrainą, w Obwodzie Rostowskim, otrzymała nową strukturę. W jej skład wejdą 2 pułki czołgów i 2 pułki zmotoryzowane. Dotychczasowe rosyjskie dywizje strzelców zmotoryzowanych miały po 1 pułku czołgów i 3 pułki zmotoryzowane a dywizje pancerne - odwrotnie. Dzięki nowej strukturze, dywizja będzie miała mniej żołnierzy od dotychczasowych dywizji zmotoryzowanych, a więc będzie bardziej mobilna, a jednocześnie będzie miała większą siłę ognia od dywizji pancernej.
Tworzenie dywizji obecnie dobiega końca.
Nową dywizję już okrzyknięto "dywizją XXI wieku" chociaż próby tworzenia dywizji o podobnej strukturze były prowadzone w ZSSR już pod koniec lat 1980 XX wieku w Zachodniej Grupie Wojsk na terenie d. NRD gdzie przeformowano w ten sposób 3 dywizje pancerne. Na początku XXI wieku, przed reformą Sierdiukowa również przeformowano kilka dywizji na taką strukturę.
Dywizja otrzyma nowo modernizowane czołgi T-72B3. Podczas gdy stara dywizja strzelców zmotoryzowanych miała tylko 6 batalionów czołgów i aż 10 batalionów strzelców, nowy model rosyjskiej "uniwersalnej" dywizji będzie miał po 8 batalionów czołgów i 8 batalionów zmotoryzowanych. Dla porównania polska jedyna 11 Dywizja "Pancerna" ma tylko 4 bataliony czołgów i 5 batalionów zmotoryzowanych/zmechanizowanych a 12 Dywizja Zmechanizowana ze Szczecina - tylko 1 batalion czołgów i 8 zmech/zmot.
Bataliony czołgów w pułkach zmotoryzowanych pozostaną prawdopodobnie przy starej wzmocnionej strukturze z 4 kompaniami czołgów. Dzięki temu nowa dywizja staje się bardziej "agresywna", posiadająca większe możliwości manewrowe. Jej pułki będą mogły efektywnie powstrzymywać przeciwnika, a jednocześnie lepiej przełamywać jego obronę i walczyć na jego tyłach.
150 Dywizja Strzelców kontynuuje tradycje 150 dywizji z czasów II Wojny Światowej podczas której prowadziła działania na terenie Polski i krajów bałtyckich oraz zdobywała Reichstag.
Warto dodać, że podobną strukturę jak nowa dywizja z Rostowa, miały pod koniec lat 1980 polskie pułki zmechanizowane. Posiadały one po 2 bataliony czołgów i 2 bataliony zmechanizowane. Potem w związku z przejściem do samodzielności obronnej po rozwiązaniu Układu Warszawskiego, wrócono do starej struktury z 1 batalionem czołgów i 3 batalionami piechoty/zmechanizowanymi. Również w latach 1980 dywizje amerykańskie miały w swojej strukturze po 5 batalionów czołgów i zmechanizowanych. Niedawno Izraelczycy poszli w kierunku wyrównania pododdziałów czołgów i piechoty i odeszli od jednolitych batalionów czołgów dodając im kompanie piechoty w miejsce kompanii czołgów. Jest to więc nie nowe odkrycie Rosjan, ale dosyć wyraźna tendencja rozwoju struktur na szczeblu taktycznym.
Tworzenie dywizji obecnie dobiega końca.
Nową dywizję już okrzyknięto "dywizją XXI wieku" chociaż próby tworzenia dywizji o podobnej strukturze były prowadzone w ZSSR już pod koniec lat 1980 XX wieku w Zachodniej Grupie Wojsk na terenie d. NRD gdzie przeformowano w ten sposób 3 dywizje pancerne. Na początku XXI wieku, przed reformą Sierdiukowa również przeformowano kilka dywizji na taką strukturę.
Dywizja otrzyma nowo modernizowane czołgi T-72B3. Podczas gdy stara dywizja strzelców zmotoryzowanych miała tylko 6 batalionów czołgów i aż 10 batalionów strzelców, nowy model rosyjskiej "uniwersalnej" dywizji będzie miał po 8 batalionów czołgów i 8 batalionów zmotoryzowanych. Dla porównania polska jedyna 11 Dywizja "Pancerna" ma tylko 4 bataliony czołgów i 5 batalionów zmotoryzowanych/zmechanizowanych a 12 Dywizja Zmechanizowana ze Szczecina - tylko 1 batalion czołgów i 8 zmech/zmot.
Bataliony czołgów w pułkach zmotoryzowanych pozostaną prawdopodobnie przy starej wzmocnionej strukturze z 4 kompaniami czołgów. Dzięki temu nowa dywizja staje się bardziej "agresywna", posiadająca większe możliwości manewrowe. Jej pułki będą mogły efektywnie powstrzymywać przeciwnika, a jednocześnie lepiej przełamywać jego obronę i walczyć na jego tyłach.
150 Dywizja Strzelców kontynuuje tradycje 150 dywizji z czasów II Wojny Światowej podczas której prowadziła działania na terenie Polski i krajów bałtyckich oraz zdobywała Reichstag.
Warto dodać, że podobną strukturę jak nowa dywizja z Rostowa, miały pod koniec lat 1980 polskie pułki zmechanizowane. Posiadały one po 2 bataliony czołgów i 2 bataliony zmechanizowane. Potem w związku z przejściem do samodzielności obronnej po rozwiązaniu Układu Warszawskiego, wrócono do starej struktury z 1 batalionem czołgów i 3 batalionami piechoty/zmechanizowanymi. Również w latach 1980 dywizje amerykańskie miały w swojej strukturze po 5 batalionów czołgów i zmechanizowanych. Niedawno Izraelczycy poszli w kierunku wyrównania pododdziałów czołgów i piechoty i odeszli od jednolitych batalionów czołgów dodając im kompanie piechoty w miejsce kompanii czołgów. Jest to więc nie nowe odkrycie Rosjan, ale dosyć wyraźna tendencja rozwoju struktur na szczeblu taktycznym.
21 mar 2017
Rosja formuje nową, 8 Armię
Rosja przystąpiła do formowania nowej, 8 Armii na granicy z Donbasem na kierunku ukraińskim i wzmacnia siły 20 Armii na granicy z obwodem charkowskim. Informację taką podał na fb dziennikarz Juri Batusow. Przypomniał on, że 17 marca rosyjskie media podały informację o tworzeniu nowej 8 Armii Ogólnowojskowej, dla prowadzenia operacji na "kierunku ukraińskim". Nowa armia będzie podlegać dowództwu Południowego Okręgu Wojskowego. Siedzibą jej sztabu będzie podobnie jak dowództwa okręgu, Rostów nad Donem, miasto położone ok. 100 km od granicy z Ukrainą.
Wojska 20 Armii rozwiniętej przeciwko Ukrainie w składzie Zachodniego Okręgu Wojskowego, bezpośrednio zagrażają regionowi charkowskiemu. W ten sposób Moskwa stworzyła 2 ugrupowania operacyjne mogące dowodzić korpusami "Noworosji" w regionach charkowskim i Donbasu.
Na 14-17 września Rosja planuje przeprowadzić duże ćwiczenia wojskowe "Zapad-17" na terenie od półwyspu Kola do Białorusi które mogą stać się przygrywką do nowej wojny na wschodzie Ukrainy. Na teren Białorusi wejdzie wtedy rosyjska 1 Armia Pancerna która oskrzydli Ukrainę od północy i zagrozi uderzeniem na Kijów. Zmusi to Ukraińców do podzielenia swoich sił - część będzie musiała pozostać na północy do ewentualnej obrony Kijowa. W tym czasie 8 i 20 armie będą mogły zająć cały Donbas i przebić korytarz na Krym przez Mariupol.
Żródło: http://sprotyv.info/ru/news/kiev/rossiya-narashchivaet-voennoe-prisutstvie-na-granice-s-donbassom-i-harkovshchinoy
Wojska 20 Armii rozwiniętej przeciwko Ukrainie w składzie Zachodniego Okręgu Wojskowego, bezpośrednio zagrażają regionowi charkowskiemu. W ten sposób Moskwa stworzyła 2 ugrupowania operacyjne mogące dowodzić korpusami "Noworosji" w regionach charkowskim i Donbasu.
Na 14-17 września Rosja planuje przeprowadzić duże ćwiczenia wojskowe "Zapad-17" na terenie od półwyspu Kola do Białorusi które mogą stać się przygrywką do nowej wojny na wschodzie Ukrainy. Na teren Białorusi wejdzie wtedy rosyjska 1 Armia Pancerna która oskrzydli Ukrainę od północy i zagrozi uderzeniem na Kijów. Zmusi to Ukraińców do podzielenia swoich sił - część będzie musiała pozostać na północy do ewentualnej obrony Kijowa. W tym czasie 8 i 20 armie będą mogły zająć cały Donbas i przebić korytarz na Krym przez Mariupol.
Żródło: http://sprotyv.info/ru/news/kiev/rossiya-narashchivaet-voennoe-prisutstvie-na-granice-s-donbassom-i-harkovshchinoy
12 mar 2017
Lądowiska śmigłowców Rosja, Białoruś
Mapa pokazująca lądowiska śmigłowców w Obwodzie Kaliningradzkim i na Białorusi. Moskwa, po krótkiej przerwie, tradycyjnie, podobnie jak w czasach sowieckich, wykorzystuje swoje służby graniczne jako element ekspansjonistycznej strategii imperialnej. Organizacyjnie są one, obok wywiadu i kontrwywiadu, częścią FSB (dawna KGB), i mają za zadanie, kiedy padnie rozkaz Kremla, stać się oddziałem przednim uderzającego frontu. Przejmują posterunki graniczne sąsiedniego kraju pozbawiając go ważnego elementu rozpoznawczego w krytycznej fazie wtargnięcia.
9 mar 2017
Z cyklu Czarna Księga Wojska Polskiego
Wczoraj na portalu Interia ukazał się wywiad z generałem Skrzypczakiem w którym ten były wiceminister rzucił ciekawy pomysł by opublikować czarną księgę na temat zaniedbań w armii. Co prawda tym pomysłem pan generał strzela sobie w stopę bo sam był przez wiele lat odpowiedzialny za stan wojska i firmował go swoim nazwiskiem ale pomijając ten fakt, pomysł należy uznać za znakomity i podjąć się wykonania, każdy według swojej wiedzy i możliwości. Niniejszym rozpoczynamy cykl który zapewne się rozrośnie do kilku wpisów pokazujących w skrócie jak wygląda dzisiejsza armia.
Większość posiadanego obecnie uzbrojenia wojsk pancernych i zmechanizowanych została zakupiona w latach 1970 i 1980, czyli ponad 35 lat temu. Można to porównać z częstotliwością wymiany taboru np. w zakładach autobusowych - dziś nadal jeździlibyśmy Jelczami "ogórkami" i Ikarusami. Zresztą tę analogię można ciągnąc dalej - liczba poszczególnych typów uzbrojenia w całej armii nie przekracza liczby autobusów w dużym mieście wojewódzkim. O wycofaniu blisko połowy BWP-1 ze względu na zużycie, mówiło się już w latach 1990. Podobnie z czołgami rodziny T-72. W dywizjonach przeciwlotniczych SP używa się wyłącznie zestawów jednokanałowych które miały być w całości wycofane do 2017 roku (a był to i tak termin kilkukrotnie przedłużany). Okręty Marynarki Wojennej są jeszcze starsze - najsilniejsze jednostki, fregaty typu OHP dobiegają czterdziestki a okręty podwodne typu Kobben - pięćdziesiątki. Wprowadzenie W logistyce WOG-ów (naśladownictwo rozwiązania francuskiego) spowodowało że po najdrobniejszą śrubkę trzeba pisać zapotrzebowanie i jeździć nawet po 100 km w jedną stronę co zajmuje kilka dni. Podobnie z amunicją na strzelanie. Sztuczne ograniczenie liczebności Sił Zbrojnych do poniżej 100 tysięcy żołnierzy, spowodowało, że trzeba było rozformować jedyną dywizję na wschodzie a pozostałe dywizje pozbawić pułków artylerii, przeciwlotniczych, batalionów rozpoznawczych i saperów. Bataliony logistyczne odebrano im już wcześniej. Zlikwidowano również szczebel operacyjny a jednostki szczebla korpusu zredukowano i przeniesiono w podporządkowanie centralne (co skutkowało nadmiernym obciążeniem struktury i brakiem możliwości efektywnej kontroli) a potem część z nich podporządkowano dywizjom (pułki artylerii i przeciwlotnicze).Co ciekawe, bataliony rozpoznawcze nadal figurowały w wojennej strukturze dywizji, pomimo że nie ma dla nich sprzętu i wyszkolonych ludzi. Powoduje to że taka papierowa dywizja potrzebuje co najmniej pół roku aby przygotować się do działań bojowych.
Wymagania sprawnościowe żołnierzy są podzielone na kilka kategorii wiekowych i znacznie bardziej łagodne wobec kobiet (chociaż pensje takie same). Można mieć wątpliwości czy przeciwnik na polu walki będzie łagodniej traktował kobiety. Podobnie z wiekiem - inne wymagania są wobec szeregowego w wieku 25 lat a inne w wieku 40 lat. Ciężar skrzynki amunicji i karabinu PKM niestety nie zmienia się. Wydłużenie służby i wieku szeregowych i podoficerów spowodowało że ogólna sprawność fizyczna pododdziałów spadła. Brak zaprawy porannej, praca od 7.30 do 15.30 (w piątki krócej) i tradycyjne piwko po pracy, powoduje że ponad połowa żołnierzy cierpi na nadwagę. Wielu dorabia sobie na boku jako nocni stróże w firmach cywilnych odsypiając po garażach w pracy, zaś ochroną obiektów wojskowych zajmują się firmy prywatne. Program szkolenia które w czasach obowiązywania zasadniczej służby wojskowej żołnierze wykonywali w 1 rok, dziś żołnierze zawodowi wykonują w 3 lata. Obniżono również normy szkoleniowe. Jeżeli więc żołnierz kontraktowy razem ze swoją drużyną w 2006 roku wykonywał 1 rzut granatem w ciągu roku, to dziś wykonuje go raz na 3 lata. Miało to obniżyć koszty eksploatacji sprzętu i zużycie środków bojowych. Spowodowało jednak, że przeciętny żołnierz zawodowy jest mniej obeznany z bronią i mniej profesjonalny niż żołnierze służby kontraktowej w poprzednim systemie. Na szczęście dzięki misjom, część ma doświadczenie wojenne co jest nie do przecenienia.
I na koniec jakość elit przywódczych państwa, ta też ma znaczenie dla jakości armii. To one decydują o użyciu armii a także o jej rozwoju lub... wręcz przeciwnie. Zniszczenie systemu dowodzenia jakiego dokonał minister B. Komorowskiego, S. Koziej, może nawet nasuwać myśl o zdradzie głównej a poziom umysłowy premier Kopacz nie kwalifikował jej nawet na sekretarkę w ministerstwie.
![]() |
| Siedzisko mechanika-kierowcy BWP-1 z 15 BZ w Giżycku. fot. z reportażu litewskiej telewizji z lutego 2017. Czy minister Macierewicz chciałby jeździć samochodem z takimi fotelami? |
Większość posiadanego obecnie uzbrojenia wojsk pancernych i zmechanizowanych została zakupiona w latach 1970 i 1980, czyli ponad 35 lat temu. Można to porównać z częstotliwością wymiany taboru np. w zakładach autobusowych - dziś nadal jeździlibyśmy Jelczami "ogórkami" i Ikarusami. Zresztą tę analogię można ciągnąc dalej - liczba poszczególnych typów uzbrojenia w całej armii nie przekracza liczby autobusów w dużym mieście wojewódzkim. O wycofaniu blisko połowy BWP-1 ze względu na zużycie, mówiło się już w latach 1990. Podobnie z czołgami rodziny T-72. W dywizjonach przeciwlotniczych SP używa się wyłącznie zestawów jednokanałowych które miały być w całości wycofane do 2017 roku (a był to i tak termin kilkukrotnie przedłużany). Okręty Marynarki Wojennej są jeszcze starsze - najsilniejsze jednostki, fregaty typu OHP dobiegają czterdziestki a okręty podwodne typu Kobben - pięćdziesiątki. Wprowadzenie W logistyce WOG-ów (naśladownictwo rozwiązania francuskiego) spowodowało że po najdrobniejszą śrubkę trzeba pisać zapotrzebowanie i jeździć nawet po 100 km w jedną stronę co zajmuje kilka dni. Podobnie z amunicją na strzelanie. Sztuczne ograniczenie liczebności Sił Zbrojnych do poniżej 100 tysięcy żołnierzy, spowodowało, że trzeba było rozformować jedyną dywizję na wschodzie a pozostałe dywizje pozbawić pułków artylerii, przeciwlotniczych, batalionów rozpoznawczych i saperów. Bataliony logistyczne odebrano im już wcześniej. Zlikwidowano również szczebel operacyjny a jednostki szczebla korpusu zredukowano i przeniesiono w podporządkowanie centralne (co skutkowało nadmiernym obciążeniem struktury i brakiem możliwości efektywnej kontroli) a potem część z nich podporządkowano dywizjom (pułki artylerii i przeciwlotnicze).Co ciekawe, bataliony rozpoznawcze nadal figurowały w wojennej strukturze dywizji, pomimo że nie ma dla nich sprzętu i wyszkolonych ludzi. Powoduje to że taka papierowa dywizja potrzebuje co najmniej pół roku aby przygotować się do działań bojowych.
Większość ośrodków sprawności fizycznej jeśli nie rozmontowano i sprzedano na złom, to porasta trawą. Zresztą nawet za komuny niechętnie z nich korzystano żeby nie pogarszać statystyki "wypadków nadzwyczajnych" które to pojecie wprowadził jeszcze Wojciech Jaruzelski hamując jakąkolwiek aktywność fizyczną i sportową wojska.
![]() |
| Pozorowanie szkolenia - płot którego nie trzeba przeskakiwać - pręty są tak szeroko rozstawione że można przecisnąć się pomiędzy nimi. |
![]() |
| Dezorganizacja systemu dowodzenia, tzw. "reforma Kozieja" doprowadziła do sporów kompetencyjnych a w rezultacie do rozmycia odpowiedzialności i paraliżu decyzyjnego w Siłach Zbrojnych. |
28 lut 2017
Hajnówka - takich ludzi MON chce uzbroić i wyszkolić do walki
Filmik z kontrmanifestacji do Marszu Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce.
Wzięli w niej udział lokalni mieszkańcy narodowości "ruskiej" lub
"rusińskiej" jak sami mówią, oraz prawosławni Polacy. Pomijając kto ma w tym sporze rację, ich wypowiedzi
obrazują poziom nienawiści. Padają słowa "wypierdalaj stąd, to jest moja ziemia" i że Polska te ziemie okupuje. Takich ludzi Antoni Macierewicz chce uzbroić
w karabiny i moździerze w tym mieście, w ramach budowy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Hajnówka jest miastem powiatowym. Według planu w każdym takim mieście ma być sformowana kompania piechoty OT. W powiecie hajnowskim około 40% mieszkańców to Białorusini, podobny procent Białorusinów będzie w miejscowej kompanii OT. Nie jest możliwa selekcja narodowościowa w przyjęciach do Wojska Polskiego. Każdy obywatel RP ma prawo ubiegać się o służbę w wojsku, niezależnie czy to Polak, Białorusin, Ukrainiec Litwin czy Niemiec. Jednak dotychczas żołnierze ci "rozpływali się" w masie Polaków w jednostkach rozrzuconych po całym kraju. Wraz z powstaniem służby terytorialnej ograniczonej do jednego powiatu, udział procentowy przedstawicieli lokalnych mniejszości narodowych w takiej jednostce staje się znaczący i stwarza nowe problemy. W wielu powiatach może sięgnąć nawet połowy żołnierzy. A jeśli jeszcze organizacje mniejszościowe będą celowo kierować swoich ludzi do takiej służby, mogą nawet przejąć całe pododdziały. Oznacza to przeniesienie konfliktu narodowościowego na wyższy, uzbrojony poziom. Niczego lepszego rosyjski Sztab Generalny nie mógłby sobie w Polsce wymarzyć.
Żeby było jasne, wojska OT są potrzebne, jednak czy koniecznie we wszystkich miastach powiatowych? Jest wiele miast powiatowych w których nie ma żadnych obiektów strategicznych koniecznych do obrony, są za to potencjalne konflikty które źle zorganizowane formacje takie jak OT mogą tylko zaognić. Nawet jeśli potrzeby obronne wymagają posiadania na czas kryzysu kompanii OT w takiej Hajnówce, to czy musi ona składać się wyłącznie z mieszkańców tego jednego powiatu? Przecież żołnierze takiej kompanii mogą mieszkać w całym rejonie odpowiedzialności lokalnego batalionu OT, a więc również na terenie sąsiednich powiatów. Same kompanie mogą mieć swoje rejony odpowiedzialności na czas "W" w różnych powiatach, ale swoją stałą bazę szkoleniową i logistyczną na czas pokoju w jednym miejscu, przy dowództwie batalionu, a więc w danym przypadku najprawdopodobniej w Bielsku Podlaskim. Byłoby to tańsze i bezpieczniejsze. Zwykle odległość najdalszej miejscowości od dowództwa batalionu OT nie przekroczy 60 km a więc godzina jazdy samochodem i będzie identyczna jak w przypadku szwedzkiej OT w której takie rozwiązanie stosuje się z powodzeniem. Po co więc na siłę chce się rozproszyć kompanie OT równo po wszystkich powiatach? Chyba tylko po to, żeby zrobić dobrze Putinowi.
Rosja jest obecnie za słaba żeby zająć i okupować całą Polskę. Nie grozi nam też użycie "zielonych ludzików" jak na Krymie czy w Donbasie bo nie mamy po temu takich warunków. - Brak w Polsce silnie skonfliktowanej z rządem i uzbrojonej mniejszości narodowej. I co w tej sytuacji robi nasz MON? Ano stwarza takie warunki, dając ludziom z mniejszości broń do ręki, szkoląc ich w walce partyzanckiej i rozwijając kult "żołnierzy wyklętych". Czy można zrobić coś głupszego i bardziej samobójczego?
Hajnówka jest miastem powiatowym. Według planu w każdym takim mieście ma być sformowana kompania piechoty OT. W powiecie hajnowskim około 40% mieszkańców to Białorusini, podobny procent Białorusinów będzie w miejscowej kompanii OT. Nie jest możliwa selekcja narodowościowa w przyjęciach do Wojska Polskiego. Każdy obywatel RP ma prawo ubiegać się o służbę w wojsku, niezależnie czy to Polak, Białorusin, Ukrainiec Litwin czy Niemiec. Jednak dotychczas żołnierze ci "rozpływali się" w masie Polaków w jednostkach rozrzuconych po całym kraju. Wraz z powstaniem służby terytorialnej ograniczonej do jednego powiatu, udział procentowy przedstawicieli lokalnych mniejszości narodowych w takiej jednostce staje się znaczący i stwarza nowe problemy. W wielu powiatach może sięgnąć nawet połowy żołnierzy. A jeśli jeszcze organizacje mniejszościowe będą celowo kierować swoich ludzi do takiej służby, mogą nawet przejąć całe pododdziały. Oznacza to przeniesienie konfliktu narodowościowego na wyższy, uzbrojony poziom. Niczego lepszego rosyjski Sztab Generalny nie mógłby sobie w Polsce wymarzyć.
Żeby było jasne, wojska OT są potrzebne, jednak czy koniecznie we wszystkich miastach powiatowych? Jest wiele miast powiatowych w których nie ma żadnych obiektów strategicznych koniecznych do obrony, są za to potencjalne konflikty które źle zorganizowane formacje takie jak OT mogą tylko zaognić. Nawet jeśli potrzeby obronne wymagają posiadania na czas kryzysu kompanii OT w takiej Hajnówce, to czy musi ona składać się wyłącznie z mieszkańców tego jednego powiatu? Przecież żołnierze takiej kompanii mogą mieszkać w całym rejonie odpowiedzialności lokalnego batalionu OT, a więc również na terenie sąsiednich powiatów. Same kompanie mogą mieć swoje rejony odpowiedzialności na czas "W" w różnych powiatach, ale swoją stałą bazę szkoleniową i logistyczną na czas pokoju w jednym miejscu, przy dowództwie batalionu, a więc w danym przypadku najprawdopodobniej w Bielsku Podlaskim. Byłoby to tańsze i bezpieczniejsze. Zwykle odległość najdalszej miejscowości od dowództwa batalionu OT nie przekroczy 60 km a więc godzina jazdy samochodem i będzie identyczna jak w przypadku szwedzkiej OT w której takie rozwiązanie stosuje się z powodzeniem. Po co więc na siłę chce się rozproszyć kompanie OT równo po wszystkich powiatach? Chyba tylko po to, żeby zrobić dobrze Putinowi.
Rosja jest obecnie za słaba żeby zająć i okupować całą Polskę. Nie grozi nam też użycie "zielonych ludzików" jak na Krymie czy w Donbasie bo nie mamy po temu takich warunków. - Brak w Polsce silnie skonfliktowanej z rządem i uzbrojonej mniejszości narodowej. I co w tej sytuacji robi nasz MON? Ano stwarza takie warunki, dając ludziom z mniejszości broń do ręki, szkoląc ich w walce partyzanckiej i rozwijając kult "żołnierzy wyklętych". Czy można zrobić coś głupszego i bardziej samobójczego?
22 lis 2016
Nowy mundur dla WOT - prawie gotowy
Jak donosi nasz honorowy korespondent z Olgino, wkrótce do wybranych żołnierzy WOT trafi około 200 mundurów wyjściowych w celu ich przetestowania.
Nowe mundury zostaną wyposażone w kołnierze w formie stójki. Krojem będą nawiązywały do mundurów słynnej wyklętej formacji KBW oraz Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW.
Niedawno odbyła się konferencja rządowa na temat dezinformacji. Pan Macierewicz wygłosił na niej wiele słusznych myśli. Między innymi o umasowieniu agentury wpływu przez komunistów. Nie zauważył chyba jednak, że ruska agentura wpływu idzie zawsze krok przed nim. On sam podąża za nią jak zahipnotyzowany. Tak było z pomysłem przedłużenia służby szeregowych, który sprawi że bardzo szybko Siły Zbrojne zostaną pozbawione większych zasobów rezerwistów. Tak było z ruchem tworzenia lokalnych powiatowych organizacji paramilitarnych, który spowodował konieczność wydatkowania pieniędzy MON na budowę rozproszonych, powiatowych kompanii WOT, zamiast na modernizację i tworzenie większych oddziałów wojsk operacyjnych na wschodzie. Tak było nawet z pomysłem mundurów.
Decyzja aby nie dawać terytorialsom broni do domów* jest jedną z pierwszych chwalebnych prób oporu w tej tendencji podążania za podszeptami agentury wpływu, ale tylko oporu. Może najwyższy czas przejąc inicjatywę i zacząć śmiało wyprzedzać posunięcia Rosjan w tej wojnie informacyjnej?
*) Dowódca WOT, płk. Kukuła powiedział wczoraj, że terytorialsi będą mieli indywidualne wyposażenie w domach ale nie dotyczy to broni.
Nowe mundury zostaną wyposażone w kołnierze w formie stójki. Krojem będą nawiązywały do mundurów słynnej wyklętej formacji KBW oraz Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW.
![]() |
| Ochotnicy już zgłosili się do testowania nowych mundurów. |
Niedawno odbyła się konferencja rządowa na temat dezinformacji. Pan Macierewicz wygłosił na niej wiele słusznych myśli. Między innymi o umasowieniu agentury wpływu przez komunistów. Nie zauważył chyba jednak, że ruska agentura wpływu idzie zawsze krok przed nim. On sam podąża za nią jak zahipnotyzowany. Tak było z pomysłem przedłużenia służby szeregowych, który sprawi że bardzo szybko Siły Zbrojne zostaną pozbawione większych zasobów rezerwistów. Tak było z ruchem tworzenia lokalnych powiatowych organizacji paramilitarnych, który spowodował konieczność wydatkowania pieniędzy MON na budowę rozproszonych, powiatowych kompanii WOT, zamiast na modernizację i tworzenie większych oddziałów wojsk operacyjnych na wschodzie. Tak było nawet z pomysłem mundurów.
Decyzja aby nie dawać terytorialsom broni do domów* jest jedną z pierwszych chwalebnych prób oporu w tej tendencji podążania za podszeptami agentury wpływu, ale tylko oporu. Może najwyższy czas przejąc inicjatywę i zacząć śmiało wyprzedzać posunięcia Rosjan w tej wojnie informacyjnej?
*) Dowódca WOT, płk. Kukuła powiedział wczoraj, że terytorialsi będą mieli indywidualne wyposażenie w domach ale nie dotyczy to broni.
15 lis 2016
Co nowego w OT?
W Sejmie trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony na mocy której zostaną powołane Wojska Obrony Terytorialnej jako nowy rodzaj sił zbrojnych. WOT mają liczyć 53 tysiące żołnierzy w 2019 roku. Jest to zwiększenie, wcześniej mówiono o 35 a potem 45 tysiącach.
Przypuszczalnie wynika to z zamiaru włączenia do WOT żołnierzy NSR. Byłby to dobry krok, pod warunkiem, że odpowiednio zwiększone liczebnie zostaną wojska operacyjne w których część z tych żołnierzy NSR dotąd służyło. Być może tak się stanie bo 4 listopada w TVP Info, Macierewicz powiedział, że w przyszłym roku liczebność wojsk operacyjnych wzrośnie do 105 tysięcy żołnierzy (obecnie służy w nich mniej niż 100 tysięcy). WOT mają liczyć w przyszłym roku 18 tysięcy żołnierzy. NSR liczy obecnie około 15 tysięcy, w tym część ma przydziały do kompanii podporządkowanych wojewódzkim sztabom wojskowym (terytorialne). Około 50 tysięcy żołnierzy to tyle, ile według szacunków znanych od wielu lat, potrzeba jest do ochrony i obrony infrastruktury krytycznej o znaczeniu strategicznym.
Słowom Macierewicza nie można jednak ufać. W jego wypowiedziach pojawiają się sprzeczności a nawet niedorzeczności. Na wczorajszej konferencji prasowej ministra, padła liczba 18 tysięcy żołnierzy OT w przyszłym roku, a nie 21 tysięcy jak mówił kilka dni wcześniej w wywiadzie dla TVP Info. Ministrowi często mylą się liczby. Być może jest to przejaw zmęczenia - przez ostatni rok trwały intensywne kontakty w związku ze szczytem NATO w Warszawie i wzmocnieniem wschodniej flanki. Może jest to skutek podeszłego wieku. Zdarzało mu się też bezczelnie i bezrefleksyjnie kłamać z mównicy sejmowej, jak w słynnym przypadku "Mistrali za jeden dolar", tak że potem służby prasowe MON musiały wszystko obracać w żart. Dla bezpieczeństwa należałoby jednak sprawdzić kto mu robi herbatę, bo przy niektórych wystąpieniach nasuwa się smutne skojarzenie z przypadkiem Gabriela Janowskiego.
MON szacuje, że koszty utworzenia obrony terytorialnej do 2019 r. wyniosą ok. 3,6 mld zł. Żołnierze OT będą różnili się od innych żołnierzy rezerwy tym, że będą pobierali comiesięczny dodatek za gotowość. Swoje umundurowanie i oporządzenie będą przechowywali w domach i będą mieli obowiązek uczenia się między innymi w systemie e-learningowym. Stosunek liczby żołnierzy zawodowych do żołnierzy służby terytorialnej w wojskach OT ma wynosić 6 do 8%. WOT mają być najtańszym sposobem zwiększenia zdolności obrony kraju i najlepszym sposobem odpowiedzi na zagrożenia hybrydowe.
Co do tego ostatniego istnieją jednak poważne wątpliwości. Po pierwsze, czy w Polsce takie zagrożenia rzeczywiście istnieją, czy też dopiero powstaną wraz z utworzeniem lokalnych ugrupowań zbrojnych jakimi będą kompanie powiatowe OT? Czy, zamiast rozwijania etosu lojalności względem fragmentu kraju, nie lepiej rozwijać wojska ogólnokrajowe? Brygady piechoty są potrzebne na wschodzie kraju, ale czy koniecznie w Kielcach, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu? Czy formowanie kompanii ochotników w każdym powiecie w Województwie Opolskim, gdzie w wielu powiatach większość ma paszporty niemieckie, wzmocni w dłuższej perspektywie potencjał Wojska Polskiego, czy Bundeswehry? Takich pytań można zadać więcej.
Wojska OT nie są zwiększeniem armii czynnej do 150 tysięcy jak próbuje kłamać w żywe oczy Antoni Macierewicz. Jak by ich nie nazywano, są one tylko częścią sił przewidzianych do rozwinięcia na czas wojny, złożoną głównie z rezerwistów. Problem w tym że liczebność sił zbrojnych na czas wojny utajniono. Wynosi ona prawdopodobnie około 250 tysięcy żołnierzy. WOT są tą częścią sił zbrojnych na czas "W", która z niejasnych powodów jest obecnie rozwijana w czasie pokoju. Czy nie lepiej za te same pieniądze utworzyć mniej brygad, ale zmotoryzowanych i ze wsparciem, choćby w postaci średnich moździerzy lub Goździków, których wiele rdzewieje bezużytecznie i MON nie wie co z nimi zrobić? Czy nie dlatego właśnie MON utajniło informacje o liczbie uzbrojenia, które jeszcze kilka lat temu były jawne? Jak nie wiem co zrobić, to sprawę utajnię żeby się nie wydało żem głupi, albo co gorsza, żem się sprzedał lobbystom, obcym służbom, za złote konto, stanowisko i pomoc w karierze.
W całej dyskusji o OT od początku przebija totalna niewiara Polaków w państwo. Ludziom nie chodzi tak naprawdę o OT, ale o stworzenie oddolnie nowego państwa bo to które jest, jest rządzone przez idiotów, złodziei i sprzedawczyków. Gdyby rząd PO nie zredukował armii do 95 tysięcy żołnierzy i nie zlikwidował dywizji na wschodzie, nie podważył zaufania do armii, Polacy by się tak nie bali i nie tworzyli spontanicznie grup paramilitarnych które teraz trzeba "zagospodarowywać".
Dla rządu PO priorytetem był demontaż państwa, taka była idea Donalda Tuska. Jednak niestety, obecny rząd wcale tego państwa nie przywraca - wręcz przeciwnie, utrwala "osiągnięcia" poprzedników, dając broń do ręki niedzielnym powiatowym wojownikom i udając że jest to zwiększenie armii. I jeżeli w najbliższych latach tego nowego państwa nie uda się Polakom przywrócić poprzez Warszawę, będą tworzyli swoje własne państwa lokalnie, w swoich regionach. Może właśnie o to chodzi?
Przypuszczalnie wynika to z zamiaru włączenia do WOT żołnierzy NSR. Byłby to dobry krok, pod warunkiem, że odpowiednio zwiększone liczebnie zostaną wojska operacyjne w których część z tych żołnierzy NSR dotąd służyło. Być może tak się stanie bo 4 listopada w TVP Info, Macierewicz powiedział, że w przyszłym roku liczebność wojsk operacyjnych wzrośnie do 105 tysięcy żołnierzy (obecnie służy w nich mniej niż 100 tysięcy). WOT mają liczyć w przyszłym roku 18 tysięcy żołnierzy. NSR liczy obecnie około 15 tysięcy, w tym część ma przydziały do kompanii podporządkowanych wojewódzkim sztabom wojskowym (terytorialne). Około 50 tysięcy żołnierzy to tyle, ile według szacunków znanych od wielu lat, potrzeba jest do ochrony i obrony infrastruktury krytycznej o znaczeniu strategicznym.
Słowom Macierewicza nie można jednak ufać. W jego wypowiedziach pojawiają się sprzeczności a nawet niedorzeczności. Na wczorajszej konferencji prasowej ministra, padła liczba 18 tysięcy żołnierzy OT w przyszłym roku, a nie 21 tysięcy jak mówił kilka dni wcześniej w wywiadzie dla TVP Info. Ministrowi często mylą się liczby. Być może jest to przejaw zmęczenia - przez ostatni rok trwały intensywne kontakty w związku ze szczytem NATO w Warszawie i wzmocnieniem wschodniej flanki. Może jest to skutek podeszłego wieku. Zdarzało mu się też bezczelnie i bezrefleksyjnie kłamać z mównicy sejmowej, jak w słynnym przypadku "Mistrali za jeden dolar", tak że potem służby prasowe MON musiały wszystko obracać w żart. Dla bezpieczeństwa należałoby jednak sprawdzić kto mu robi herbatę, bo przy niektórych wystąpieniach nasuwa się smutne skojarzenie z przypadkiem Gabriela Janowskiego.
MON szacuje, że koszty utworzenia obrony terytorialnej do 2019 r. wyniosą ok. 3,6 mld zł. Żołnierze OT będą różnili się od innych żołnierzy rezerwy tym, że będą pobierali comiesięczny dodatek za gotowość. Swoje umundurowanie i oporządzenie będą przechowywali w domach i będą mieli obowiązek uczenia się między innymi w systemie e-learningowym. Stosunek liczby żołnierzy zawodowych do żołnierzy służby terytorialnej w wojskach OT ma wynosić 6 do 8%. WOT mają być najtańszym sposobem zwiększenia zdolności obrony kraju i najlepszym sposobem odpowiedzi na zagrożenia hybrydowe.
Co do tego ostatniego istnieją jednak poważne wątpliwości. Po pierwsze, czy w Polsce takie zagrożenia rzeczywiście istnieją, czy też dopiero powstaną wraz z utworzeniem lokalnych ugrupowań zbrojnych jakimi będą kompanie powiatowe OT? Czy, zamiast rozwijania etosu lojalności względem fragmentu kraju, nie lepiej rozwijać wojska ogólnokrajowe? Brygady piechoty są potrzebne na wschodzie kraju, ale czy koniecznie w Kielcach, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu? Czy formowanie kompanii ochotników w każdym powiecie w Województwie Opolskim, gdzie w wielu powiatach większość ma paszporty niemieckie, wzmocni w dłuższej perspektywie potencjał Wojska Polskiego, czy Bundeswehry? Takich pytań można zadać więcej.
Wojska OT nie są zwiększeniem armii czynnej do 150 tysięcy jak próbuje kłamać w żywe oczy Antoni Macierewicz. Jak by ich nie nazywano, są one tylko częścią sił przewidzianych do rozwinięcia na czas wojny, złożoną głównie z rezerwistów. Problem w tym że liczebność sił zbrojnych na czas wojny utajniono. Wynosi ona prawdopodobnie około 250 tysięcy żołnierzy. WOT są tą częścią sił zbrojnych na czas "W", która z niejasnych powodów jest obecnie rozwijana w czasie pokoju. Czy nie lepiej za te same pieniądze utworzyć mniej brygad, ale zmotoryzowanych i ze wsparciem, choćby w postaci średnich moździerzy lub Goździków, których wiele rdzewieje bezużytecznie i MON nie wie co z nimi zrobić? Czy nie dlatego właśnie MON utajniło informacje o liczbie uzbrojenia, które jeszcze kilka lat temu były jawne? Jak nie wiem co zrobić, to sprawę utajnię żeby się nie wydało żem głupi, albo co gorsza, żem się sprzedał lobbystom, obcym służbom, za złote konto, stanowisko i pomoc w karierze.
W całej dyskusji o OT od początku przebija totalna niewiara Polaków w państwo. Ludziom nie chodzi tak naprawdę o OT, ale o stworzenie oddolnie nowego państwa bo to które jest, jest rządzone przez idiotów, złodziei i sprzedawczyków. Gdyby rząd PO nie zredukował armii do 95 tysięcy żołnierzy i nie zlikwidował dywizji na wschodzie, nie podważył zaufania do armii, Polacy by się tak nie bali i nie tworzyli spontanicznie grup paramilitarnych które teraz trzeba "zagospodarowywać".
Dla rządu PO priorytetem był demontaż państwa, taka była idea Donalda Tuska. Jednak niestety, obecny rząd wcale tego państwa nie przywraca - wręcz przeciwnie, utrwala "osiągnięcia" poprzedników, dając broń do ręki niedzielnym powiatowym wojownikom i udając że jest to zwiększenie armii. I jeżeli w najbliższych latach tego nowego państwa nie uda się Polakom przywrócić poprzez Warszawę, będą tworzyli swoje własne państwa lokalnie, w swoich regionach. Może właśnie o to chodzi?
4 lis 2016
Rogatywka polowa wróciła do szeregów!
Dziś w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu podczas przysięgi słuchaczy Studium Oficerskiego - kandydatów na oficerów Wojsk Obrony Terytorialnej po raz pierwszy po wielu latach, żołnierze wystąpili w polowych rogatywkach. Nowe rogatywki są w kamuflażu "Pantera", tak jak mundury. Krój jest trochę lżejszy niż w starych rogatywkach, bez klamry z przodu. Co by nie mówić o ministrze Macierewiczu, jakiej gafy by jeszcze nie popełnił, zostanie zapamiętany jako ten, który przywrócił Wojsku Polskiemu rogatywkę polową, czapkę która jest symbolem i relikwią dla każdego Polaka!
Teraz czekamy na przywrócenie rogatywki w całych wojskach lądowych!
Zdjęcia: MON st. chor. sztab. Marek Kańtoch.
Teraz czekamy na przywrócenie rogatywki w całych wojskach lądowych!
Zdjęcia: MON st. chor. sztab. Marek Kańtoch.
14 paź 2016
Kupmy Superhawki!
Zakończenie negocjacji z Airbus Helicopters w sprawie Caracali było przeprowadzone w sposób dosyć karkołomny ale wydaje się że rząd Polski powoli zaczyna wychodzić na prostą. Co więcej, ma szansę zrobić dobry interes i wyposażyć wojsko w lepsze śmigłowce.
Najgorszy byłby stan zawieszenia jaki znaliśmy od lat pod rządami PO-PSL a potem przez rok pod rządami PiS. Jak mówi stara wojskowa prawda, lepsza jest zła decyzja niż brak decyzji.
Cale szczęście tym razem proces decyzyjny nie ugrzązł, ale został przyspieszony. Minister Macierewicz ogłosił że Polska kupi śmigłowce Black Hawk produkowane w Mielcu. Jeszcze w tym roku dwa a następnych latach kolejne dla WS. Co ciekawe w całej tej sprawie w świetle reflektorów poległo kłamstwo którym karmiono Polaków od ćwierćwiecza, jakoby kapitał nie miał narodowości. Władze Francji zareagowały alergicznie. Prezydent Hollande nawet odwołał wizytę w Polsce a polskiej rządowej delegacji zaproszonej na paryskie targi Euronaval 2016 odebrano oficjalny status i kazano płacić.
Tym razem jednak rząd Polski nie dał się zastraszyć ani Francuzom, ani ujadaniem naszej "totalnej opozycji" i lokajskich mediów i przystąpił do kontrofensywy. Francuzom przypomniano kto ich nauczył jeść nożem i widelcem i ogłoszono kupno śmigłowców produkowanych przez amerykańską konkurencję. Francuzi, pomimo że ogłosili że będą domagać się odszkodowania (co jest rutynową procedurą w przypadku utraty kontraktu) dostali nadzieję na inne kontrakty, a tych będzie sporo w najbliższych latach. Co więcej minister Waszczykowski zasygnalizował, ze pewna liczba Caracali jednak zostanie zakupiona dla eskadry MW zajmującej się ratownictwem.
Jest to jedna z opcji aczkolwiek nie najszczęśliwsza jeśli już zdecydowano o zakupie śmigłowców Black Hawk. Lepiej byłoby kupić śmigłowce Sikorsky S-92 (H-92) Superhawk które są młodsze konstrukcyjnie i w znacznym stopniu zunifikowane z Black Hawkiem (mogą mieć m.in. takie same silniki). Mają przy tym znacznie większą kabinę (jako że rozmiary Black Hawka były ograniczone wymogiem transportu na pokładzie C-130) co w wersji SAR i nie tylko, nie jest bez znaczenia! Można by w takim układzie zunifikować całą flotę śmigłowcową - średnie UH-60 Black Hawk, duże H-92 Superhawk i bojowe AH-64 Apache (również te same silniki i inne podzespoły). Logistyka mogłaby na takim wyborze znacznie zyskać, jak również koszty eksploatacji i przechowywania części zamiennych. Wzrosłaby gotowość całej floty śmigłowców. Byłby to logiczny krok po dzisiejszej rodzinie Mi-8/17 - Mi-14 - Mi24.
A więc, Panie ministrze Macierewicz - nie zatrzymuj się w pół drogi, jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B i kupić dla marynarzy Superhawki!
Najgorszy byłby stan zawieszenia jaki znaliśmy od lat pod rządami PO-PSL a potem przez rok pod rządami PiS. Jak mówi stara wojskowa prawda, lepsza jest zła decyzja niż brak decyzji.
Cale szczęście tym razem proces decyzyjny nie ugrzązł, ale został przyspieszony. Minister Macierewicz ogłosił że Polska kupi śmigłowce Black Hawk produkowane w Mielcu. Jeszcze w tym roku dwa a następnych latach kolejne dla WS. Co ciekawe w całej tej sprawie w świetle reflektorów poległo kłamstwo którym karmiono Polaków od ćwierćwiecza, jakoby kapitał nie miał narodowości. Władze Francji zareagowały alergicznie. Prezydent Hollande nawet odwołał wizytę w Polsce a polskiej rządowej delegacji zaproszonej na paryskie targi Euronaval 2016 odebrano oficjalny status i kazano płacić.
Tym razem jednak rząd Polski nie dał się zastraszyć ani Francuzom, ani ujadaniem naszej "totalnej opozycji" i lokajskich mediów i przystąpił do kontrofensywy. Francuzom przypomniano kto ich nauczył jeść nożem i widelcem i ogłoszono kupno śmigłowców produkowanych przez amerykańską konkurencję. Francuzi, pomimo że ogłosili że będą domagać się odszkodowania (co jest rutynową procedurą w przypadku utraty kontraktu) dostali nadzieję na inne kontrakty, a tych będzie sporo w najbliższych latach. Co więcej minister Waszczykowski zasygnalizował, ze pewna liczba Caracali jednak zostanie zakupiona dla eskadry MW zajmującej się ratownictwem.
Jest to jedna z opcji aczkolwiek nie najszczęśliwsza jeśli już zdecydowano o zakupie śmigłowców Black Hawk. Lepiej byłoby kupić śmigłowce Sikorsky S-92 (H-92) Superhawk które są młodsze konstrukcyjnie i w znacznym stopniu zunifikowane z Black Hawkiem (mogą mieć m.in. takie same silniki). Mają przy tym znacznie większą kabinę (jako że rozmiary Black Hawka były ograniczone wymogiem transportu na pokładzie C-130) co w wersji SAR i nie tylko, nie jest bez znaczenia! Można by w takim układzie zunifikować całą flotę śmigłowcową - średnie UH-60 Black Hawk, duże H-92 Superhawk i bojowe AH-64 Apache (również te same silniki i inne podzespoły). Logistyka mogłaby na takim wyborze znacznie zyskać, jak również koszty eksploatacji i przechowywania części zamiennych. Wzrosłaby gotowość całej floty śmigłowców. Byłby to logiczny krok po dzisiejszej rodzinie Mi-8/17 - Mi-14 - Mi24.
A więc, Panie ministrze Macierewicz - nie zatrzymuj się w pół drogi, jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B i kupić dla marynarzy Superhawki!
![]() |
| Superhawk podczas wizyty w Mielcu w 2008 roku. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)











