9 mar 2017

Z cyklu Czarna Księga Wojska Polskiego

Wczoraj na portalu Interia ukazał się wywiad z generałem Skrzypczakiem w którym ten były wiceminister rzucił ciekawy pomysł by opublikować czarną księgę na temat zaniedbań w armii. Co prawda tym pomysłem pan generał strzela sobie w stopę bo sam był przez wiele lat odpowiedzialny za stan wojska i firmował go swoim nazwiskiem ale pomijając ten fakt, pomysł należy uznać za znakomity i podjąć się wykonania, każdy według swojej wiedzy i możliwości. Niniejszym rozpoczynamy cykl który zapewne się rozrośnie do kilku wpisów pokazujących w skrócie jak wygląda dzisiejsza armia.


Siedzisko mechanika-kierowcy BWP-1 z 15 BZ w Giżycku. fot. z reportażu litewskiej telewizji z lutego 2017. Czy minister Macierewicz chciałby jeździć samochodem z takimi fotelami?

Większość posiadanego obecnie uzbrojenia wojsk pancernych i zmechanizowanych została zakupiona w latach 1970 i 1980, czyli ponad 35 lat temu. Można to porównać z częstotliwością wymiany taboru np. w zakładach autobusowych - dziś nadal jeździlibyśmy Jelczami "ogórkami" i Ikarusami. Zresztą tę analogię można ciągnąc dalej - liczba poszczególnych typów uzbrojenia w całej armii nie przekracza liczby autobusów w dużym mieście wojewódzkim. O wycofaniu blisko połowy BWP-1 ze względu na zużycie, mówiło się już w latach 1990. Podobnie z czołgami rodziny T-72.  W dywizjonach przeciwlotniczych SP używa się wyłącznie zestawów jednokanałowych które miały być w całości wycofane do 2017 roku (a był to i tak termin kilkukrotnie przedłużany).  Okręty Marynarki Wojennej są jeszcze starsze - najsilniejsze jednostki, fregaty typu OHP dobiegają czterdziestki a okręty podwodne typu Kobben - pięćdziesiątki. Wprowadzenie W logistyce WOG-ów (naśladownictwo rozwiązania francuskiego) spowodowało że po najdrobniejszą śrubkę trzeba pisać zapotrzebowanie i jeździć nawet po 100 km w jedną stronę co zajmuje kilka dni. Podobnie z amunicją na strzelanie. Sztuczne ograniczenie liczebności Sił Zbrojnych do poniżej 100 tysięcy żołnierzy, spowodowało, że trzeba było rozformować jedyną dywizję na wschodzie a pozostałe dywizje pozbawić pułków artylerii, przeciwlotniczych, batalionów rozpoznawczych i saperów. Bataliony logistyczne odebrano im już wcześniej. Zlikwidowano również szczebel operacyjny a jednostki szczebla korpusu zredukowano i przeniesiono w podporządkowanie centralne (co skutkowało nadmiernym obciążeniem struktury i brakiem możliwości efektywnej kontroli) a potem część z nich podporządkowano dywizjom (pułki artylerii i przeciwlotnicze).Co ciekawe, bataliony rozpoznawcze nadal figurowały w wojennej strukturze dywizji, pomimo że nie ma dla nich sprzętu i wyszkolonych ludzi. Powoduje to że taka papierowa dywizja potrzebuje co najmniej pół roku aby przygotować się do działań bojowych.
Plan wycofania zestawów przeciwlotniczych (już nieaktualny z wiadomych powodów - nowych  nie kupiono).  Jak widać, oprócz zestawów Osa, większość powinna zostać wycofana z uzbrojenia już kilka lat temu.


Bartłomiej Misiewicz wizytuje 9 BKPanc w Braniewie. Za jego plecami widać pordzewiałe bramy garaży. Trzeba jednak przyznać że dbałość o infrastrukturę jest chyba największa w powojennej historii WP, przynajmniej w stosunku do całości wydatków.




Pozorowanie szkolenia - płot którego nie trzeba przeskakiwać - pręty są tak szeroko rozstawione że można przecisnąć się pomiędzy nimi.

Większość ośrodków sprawności fizycznej jeśli nie rozmontowano i sprzedano na złom, to porasta trawą. Zresztą nawet za komuny niechętnie z nich korzystano żeby nie pogarszać statystyki "wypadków nadzwyczajnych" które to pojecie wprowadził jeszcze Wojciech Jaruzelski hamując jakąkolwiek aktywność fizyczną i sportową wojska.
Wymagania sprawnościowe żołnierzy są podzielone na kilka kategorii wiekowych i znacznie bardziej łagodne wobec kobiet (chociaż pensje takie same). Można mieć wątpliwości czy przeciwnik na polu walki będzie łagodniej traktował kobiety. Podobnie z wiekiem - inne wymagania są wobec szeregowego w wieku 25 lat a inne w wieku 40 lat. Ciężar skrzynki amunicji i karabinu PKM niestety nie zmienia się. Wydłużenie służby i wieku szeregowych i podoficerów spowodowało że ogólna sprawność fizyczna pododdziałów spadła. Brak zaprawy porannej, praca od 7.30 do 15.30 (w piątki krócej) i tradycyjne piwko po pracy, powoduje że ponad połowa żołnierzy cierpi na nadwagę. Wielu dorabia sobie na boku jako nocni stróże w firmach cywilnych odsypiając po garażach w pracy, zaś ochroną obiektów wojskowych zajmują się firmy prywatne. Program szkolenia które w czasach obowiązywania zasadniczej służby wojskowej żołnierze wykonywali w 1 rok, dziś żołnierze zawodowi wykonują w 3 lata. Obniżono również normy szkoleniowe. Jeżeli więc żołnierz kontraktowy razem ze swoją drużyną w 2006 roku wykonywał 1 rzut granatem w ciągu roku, to dziś wykonuje go raz na 3 lata.  Miało to obniżyć koszty eksploatacji sprzętu i zużycie środków bojowych. Spowodowało jednak, że przeciętny żołnierz zawodowy jest mniej obeznany z bronią i mniej profesjonalny niż żołnierze służby kontraktowej w poprzednim systemie. Na szczęście dzięki misjom, część ma doświadczenie wojenne co jest nie do przecenienia.

Oficer Garnizonu Warszawa za czasów prezydentury B. Komorowskiego. Wielu pacjentów sanatoriów gruźlicznych wygląda lepiej.

I na koniec jakość elit przywódczych państwa, ta też ma znaczenie dla jakości armii. To one decydują o użyciu armii a także o jej rozwoju lub... wręcz przeciwnie. Zniszczenie systemu dowodzenia jakiego dokonał minister B. Komorowskiego, S. Koziej, może nawet nasuwać myśl o zdradzie głównej a poziom umysłowy premier Kopacz nie kwalifikował jej nawet na sekretarkę w ministerstwie.

Dezorganizacja systemu dowodzenia, tzw. "reforma Kozieja" doprowadziła do sporów kompetencyjnych a w rezultacie do rozmycia odpowiedzialności i paraliżu decyzyjnego w Siłach Zbrojnych.




2 komentarze:

  1. Anonimowy3/09/2017

    Już myślałem, że nie żyjesz
    Standardowo, dlaczego tak krótko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W maju zeszłego roku byłem na ćwiczeniach rezerwy w bazie w Krzesinach... jedna wielka farsa. Co mnie uderzyło pierwsze, to postura tych "zawodowych"- ogólnie wyglądali jak takie szczury, jak dzieci z gimnazjum. W samej kompanii rezerwy była niezła rozmaitość- rezerwiści w wieku od dwudziestukilku do czterdziestu dziewięciu (!) lat, część dawni zetole (jak ja), część eneserowców, plus dwie dziewczyny wzrostu koło 150-160. Jako tako nie mam nic do kobiet w armii, ale obciążenia kostno-stawowe i mięśniowe są inne dla kogoś, kto dźwiga w szpeju 40% swojej masy, a inne dla kogoś kto dźwiga 80% (to zresztą tyczy się też facetów, co to wiatr niedługo by ich zdmuchnął). OSF- zlikwidowany, w postawili tam magazyny, podobny los spotkał strzelnicę (na strzelania muszą teraz jeździć do Śremu, jak dobrze pamiętam). Za to kompleks sportowy- jak z centrum olimpijskiego, nowiutki stadion (tak, z trybunami), korty tenisowe- trawiaste, ziemne i twarde, siłownia, basen- nie wiem, czy czasami nie olimpijski, o hali sportowej (także z trybunami) nie wspomnę. Oczywiście całość z reguły była pusta... Zresztą, patrząc, jak było zorganizowane wcielenie, to w razie ewentualnego konfliktu, zanim by nam wydali mundury, Rosjanie zdążyliby nadlecieć z Kaliningradu zeppelinami i wszystko zbombardować. Przydział mam na radiotelefonistę, ale teerceka nawet na oczy nie widziałem, a beryla tylko trzymałem przez chwilę w ręku. A o 15:00 to już większości kadry nie było... Ot, wojsko polskie....

    OdpowiedzUsuń