15 wrz 2017

Co dają Putinowi ćwiczenia Zapad 2017?

Na Bliskim Wschodzie Izrael przeprowadza regularne rajdy lotnicze na cele w Syrii, szykuje największe od lat ćwiczenia wojskowe i stawia na nogi swój Północny Okręgo Wojskowy, Turcja przygotowuje się do wprowadzenia swoich wojsk do prowincji Idlib w Syrii.  Szalony Kim z Korei Północnej  testuje głowicę wodorową i ponad terytorium Japonii strzela rakietami które mogą dosięgnąć USA. Rosja, Polska, nawet neutralna Szwecja przeprowadzają ćwiczenia wojskowe z powoływaniem rezerwistów pod broń. Zamachy terrorystyczne we Francji i Londynie. To tylko doniesienia z kilku ostatnich dni i godzin. 
Wydarzenia zaczynają przyspieszać, nie ma nawet czasu na komentowanie. Jak się to wszystko zakończy, czy trwa już III Wojna Światowa, jak mówił papież Franciszek?


Umowna sytuacja w regionie ćwiczeń.
Obecnie Rosja jest politycznie i gospodarczo za słaba żeby rozpocząć dużą, konwencjonalną wojnę w Europie a Armia Rosyjska jest za słaba żeby ją zwycięsko zakończyć. Co prawda ocenia się że jest 2 razy silniejsza niż w czasie ćwiczeń Zapad 2013 ale to wciąż za mało żeby stawić czoła zjednoczonemu blokowi państw NATO. Moskwa może jednak straszyć i to robi. Sił wystarczyłoby jej żeby anektować Białoruś, ale po co, kiedy Białoruś i tak jest praktycznie kolonią rosyjską? Siły Zbrojne Ukrainy liczą obecnie ponad 250 tysięcy żołnierzy i są zupełnie inną armią niż w 2014 roku. Nie ma możliwości żeby wojska Putina zrobiły coś więcej niż podbój kilku kolejnych skrawków tego państwa, ale to by kosztowało kolejne, znacznie dotkliwsze, sankcje i jeszcze większą izolację w świecie.

Ćwiczenia Zapad 2017 oficjalnie odbywają się głównie na terytorium Białorusi. Ciekawostką jest że obszar  rozgrywania ćwiczeń na Białorusi, nazwany umownie "Wejsznorią", pokrywa się z rejonem największego zamieszkiwania mniejszości polskiej i wyznawców religii katolickiej. Tutaj przeciwnicy Łukaszenki zdobywali zawsze najwięcej głosów w wyborach. Jest to również obszar objęty euroregionem "Niemen". Ma tu według założeń ćwiczenia, wybuchnąć wspierana przez blok zachodni rebelia miejscowej ludności którą trzeba będzie stłumić. Warto w tym miejscu przypomnieć, że masowe czystki etniczne na ludności polskiej w sowietach w 1937-38 (tzw. Operacja Polska NKWD) były w zamyśle Rosjan, wyczyszczeniem zaplecza przyszłego frontu przed planowaną inwazją na Polskę. Rosjanie wymordowali wtedy ponad 111 tysięcy Polaków a drugie tyle deportowali na Sybir i do Kazachstanu. Wtedy również spodziewali się że kiedy uderzą na Polskę, ludność polska na ich tyłach będzie prowadzić akcje dywersyjne i wywiadowcze. Na kogo dziś chcą uderzyć Putin z Łukaszenką że trenują czystki na terenach zamieszkałych przez Polaków? Nie trudno się domyśleć. Pomysł "Wejsznorii", chyba jednak wbrew intencjom organizatorów ćwiczeń, przeszedł wśród Białorusinów do anegdoty a jej profil na Facebooku zdobył już 8000 polubień. Tak więc prezydent Łukaszenka, zamiast pozbyć się problemu, dzięki swoim sojusznikom w Moskwie, zyskuje nowe kłopoty. Być może jest to celowe działanie mające doprowadzić do realnej destabilizacji Białorusi.



Ocena sił rosyjsko-białoruskich wg. Ukraińców w VIII 2017.

Ćwiczenia Zapad mają objąć oficjalnie niespełna 13 tysięcy żołnierzy. Rejon ćwiczeń oprócz Białorusi, obejmuje obwody Rosji w pasie wzdłuż granic państw bałtyckich od Finlandii po Polskę. Postawiono też w stan alarmu jednostki rakiet przeciwlotniczych S-400 i Pancyr wokół Moskwy.
Jednak ćwiczą również, i to od połowy sierpnia, choć formalnie w odrębnych ćwiczeniach, wojska rozlokowane wzdłuż granicy z Ukrainą aż do Morza Czarnego. Tak więc ćwiczą co najmniej 2 okręgi wojskowe. Mówi się o liczbie żołnierzy znacznie przekraczającej 100 tysięcy. Nie jest to jednak nowość ponieważ już wcześniej odbywały się ćwiczenia przekraczające 120 a nawet 160 tys. żołnierzy.

Rozwinięcie wojsk w czasie ćwiczeń Zapad-2013.

Eksperci mówią że Moskwa ma 3 możliwości w związku z cwiczeniami Zapad-17. Może wprowadzić wojska na Białoruś i tam je pozostawić. Może pozostawić tam tylko swój sprzęt wojskowy a żołnierzy odesłać do Rosji. Lub może wycofać do Rosji żołnierzy i sprzęt tak jak oficjalnie obiecuje. W praktyce ma tylko tę ostatnią możliwość. Choć militarnie jest gotowa do zrobienia znacznie więcej, to nie ma po temu obecnie odpowiednich warunków politycznych.

Dlatego straszy, na przykład komunikatem o przegrupowaniu 1 Armii Pancernej na Białoruś co wzbudziło konsternację władz w Mińsku.
Dzięki temu, Putin może powiedzieć Rosjanom - patrzcie, Białoruś się nas boi, Zachód się nas boi, jesteśmy znowu wielkim mocarstwem, tak jak za czasów sowieckich! Zresztą nazwa "Zapad" (Zachód) jest nawiązaniem do ćwiczeń pod tą samą nazwą odbywających się w czasach sowieckich. Między innymi potężnych ćwiczeń Zapad-81 które miały wywrzeć presję na władze w Warszawie obawiające się samodzielnego zdławienia ruchu "Solidarność". Wyciągnięto wtedy nawet czołgi z miotaczami ognia. Tamte ćwiczenia odbywały się  również na terytorium Białorusi.

Większość elementów wojny hybrydowej w Polsce została już przez Moskwę uruchomiona.

Oprócz tej oczywistej korzyści wewnątrzpolitycznej (która jest nie do przecenienia bo pozycja Putina w moskiewskich elitach władzy zdaje się słabnąć), Zapad-17 jest przygotowaniem do sytuacji która może nastąpić, kiedy USA będą zajęte dużą wojną w innym rejonie świata, np. do wojny USA z Koreą Północną i Chinami.
W takiej sytuacji wojska USA w Europie mogą zostać liczebnie zmniejszone bo część z nich będzie przemieszczona do Azji Wschodniej. Siły zbrojne USA są obecnie w stanie prowadzić zwycięsko tylko jedną dużą wojnę. Być może nawet USA będą zmuszone do zawarcia jakiegoś paktu z Rosją. Putin uzyska wtedy wolną rękę i bedzie mógł zrobić w Europie co będzie chciał. Zwłaszcza w krajach bałtyckich i na Ukrainie. Dlatego Putin już od kilku lat przygotowuje sobie front przyszłych działań a także stara się odpowiednio kształtować sytuację na zapleczu tego potencjalnego frontu.


"Obrońcy demokracji" w Polsce.
Tym zapleczem będzie Polska. Bez wojsk w Polsce, a także drożnych linii komunikacyjnych przez Polskę, NATO nie zdoła udzielić pomocy zaatakowanym krajom bałtyckim. Chodzi o destabilizację zaplecza, zakłócenia i opóźnienia w transporcie wojsk a, o ile to możliwe, także o skłócenie krajów NATO tak, żeby decyzje były podejmowane z jak największym opóźnieniem. Tak jak w latach 1980, Polska jest krajem tranzytowym dla wojsk sojuszniczych. Jeżeli w 1980 roku, dzięki powstaniu "Solidarności", plany przegrupowania przez terytorium Polski ,wojsk sowieckiego 2 rzutu strategicznego do zaatakowanych Niemiec, stały się iluzoryczne, tak jest również dziś: Przywództwo na Kremlu liczy, że jeżeli napadnie kraje bałtyckie, to spowodowanie zamieszania w Polsce utrudni pomoc Zachodu dla Bałtów. Dlatego częścią przygotowań do wojny jest organizacja i wsparcie lokalnych niepokojów. Jak wiadomo ulubionym zajęciem Rosjan i ich akolitów, jest małpowanie pomysłów powstałych na zachodzie. W 1980 roku mieliśmy "Solidarność", dziś mamy różne ruchy próbujące ją naśladować, KOD, WIR tudzież inne dziwne twory, jak fundacje powiązane z Rosją, próbujące organizować "drugi Majdan". Zadziwiająca liczba "hobbystów" piszących na polskich forach internetowych czy na Facebooku reprezentuje nie tylko rosyjski punkt widzenia ale i rosyjski szowinizm w stosunku do Polski i Polaków. Powstały grupy paramilitarne nie ukrywające fascynacji Rosją i Putinem. Kilka lat temu było to nie do pojęcia, dziś uznajemy to za normalność.

W obecnej sutuacji, Putin nie może rozpocząć wojny bo sankcje Zachodu rzuciłyby gospodarkę Rosji na kolana. Jednak może nastąpić taka konfiguracja polityczna i militarna na świecie która pozwoli Putinowi na szybką akcję militarną nawet wobec krajów bałtyckich w zamian np. za poparcie USA w innych sprawach. Pod warunkiem oczywiście że będzie to operacja szybka, tak żeby media na Zachodzie nie miały możliwości pokazywania dużej liczby ofiar przez dłuższy czas. Putin liczy że amerykańska wojna z Koreą Północną "przykryje medialnie" jego operację w Europie. Rosja wspiera reżim w Phenianie na równi z Chinami. Niedawno wypłynęła informacja że ochroną Kim Dzong Una zajmuje się grupa kierowana przez Rosjan. Rosja dostarcza reżimowi Kima ropę naftową, zatrudnia jego niewolników, wysyła turystów specjalną linią promową. Prawdopodobnie dostarczyła również technologię części rakiet dalekiego zasięgu (choć służby Kremla zręcznie przekierowały uwagę na Ukrainę). Niewykluczone że sam Kim Dzong Un został zwerbowany przez wywiad rosyjski podczas jego pobytu w Szwajcarii. Putinowi wyraźnie chodzi o to, żeby uwikłać USA w dużą wojnę z Chinami, której zapalnikiem ma być Korea Północna.

5 wrz 2017

Borsuk ujawniony

Przy okazji wystawy MSPO 2017 w Kielcach, Huta Stalowa Wola zaprezentowała swój nowy produkt - pływający bojowy wóz piechoty Borsuk z wieżą ZSSW-30. Prace nad następcą BWP-1 zostały rozpoczęte w HSW ponad 3 lat temu. Według ujawnionych informacji wóz posiada jednorodny pancerz stalowy, ma masę około 24-25 ton w wariancie do pływania i maksymalnie około 30 ton po dodaniu modułów dodatkowego opancerzenia. 


Załoga 3 żołnierzy, desant - 6 żołnierzy. Power Pack z 8 cylindrowym silnikiem MTU w układzie widlastym, o mocy ok. 600 KW jest przygotowywany w WZM Poznań. Automatyczna skrzynia przekładniowa ma 4 biegi do przodu i 2 wsteczne. Moc jednostkowa w wariancie maksymalnie obciążonym jest nieco większa od mocy jednostkowej BWP-1. W wariancie pływającym moc jednostkowa wynosi około 21 KW/t. Wóz posiada zawieszenie hydropneumatyczne i jest dostosowany do szybkiej wymiany gąsienic z metalowych na gumowe. Falochron jest otwierany hydraulicznie.


Przedział desantowy jest otwierany rampą również napędzaną hydraulicznie. Wydaje się to niewłaściwym rozwiązaniem - stwarza zagrożenie dla desantu w wypadku uszkodzenia przewodów hydraulicznych. Najlepszym rozwiązaniem są drzwi otwierane na bok.


Faza badawczo-rozwojowa ma zakończyć się w 2020 roku. Wydaje się że główną wadą pojazdu jest stosunkowo wysoka sylwetka - prawdopodobnie do stropu kadłuba - ok. 2 metry. Wieża ZSSW-30 ma wysokość około 70 cm. Jednak dzięki zawieszeniu hydropneumatycznemu żołnierze mogą mieć trochę mniej pracy przy okopywaniu wozu w obronie.


Wóz jest wyraźnie wyższy od porównywalnego masowo CV-90 (i nie ma to nic wspólnego z wymogiem pływania) ale i tak jest niższy niż niemiecki bwp Puma.

Wóz będzie gotowy do produkcji seryjnej najwcześniej w połowie 2020 roku, w związku z tym należałoby pomyśleć o płytkiej modernizacji przynajmniej części BWP-1. Wprawdzie istnieje zamiar dalszego pozyskiwania transporterów Rosomak, jednak ze względu na przewagi trakcji gąsienicowej (zdolność do poruszania się w trudnym terenie - błoto, głęboki śnieg, teren lesisty, zawały, gruzowiska), nie mogą one zastąpić wszystkich obecnie używanych BWP-1. Zakładając że nowe bwp będą wchodzić do służby w liczbie zapewniającej wymianę przynajmniej jednego batalionu rocznie, wymiana tylko 10 batalionów BWP-1 zakończy się najwcześniej w 2031 roku. Batalionów wyposażonych w BWP-1 jest obecnie 17.

Wszystkie grafiki - HSW.

19 sie 2017

Nowy niewidzialny bombowiec z Chin


Na zdjęciu satelitarnym lotniska Chengdu odkryto że Chiny zbudowały nowy bombowiec stealth. Samolot podobny jest wielkością do amerykańskiego bombowca B-2 a kształtem przypomina bojowego bezzałogowca eksperymentalnego X-47B albo to co jest przedstawiane na grafikach komputerowych jako przyszły amerykański bombowiec nowej generacji LRSB B-21. Według niektórych źródeł samolot nosi oznaczenie Xian H-20 i jest ciężkim bombowcem strategicznym dalekiego zasięgu.


We wrześniu 2016 roku, ministerstwo obrony Chin potwierdziło że w fazie rozwoju znajduje się bombowiec dalekiego zasięgu nowej generacji. Dotychczasowe grafiki publikowane na Zachodzie znacznie jednak różniły się od tego co widać na zdjęciach satelitarnych.

Według analityków, nowy bombowiec może około 2025 roku wejść do służby i zacząć zastępować dotychczasowe dwusilnikowe chińskie bombowce H-6K oparte na technologii starego sowieckiego bombowca średniego zasięgu Tu-16.

Zbudowanie prototypu bombowca H-20 oznacza że Chiny wyprzedziły Rosję, a być może także Amerykanów. Rosja również ogłosiła że zamierza zbudować bombowiec nowej generacji klasy stealth ale prace nad nim nie są tak mocno zaawansowane jak u Chińczyków. Do zdjęć z Chin trzeba podchodzić jednak z dużą ostrożnością, ponieważ można na nich znaleźć prawie wszystko. Swego czasu pojawiły się w internecie zdjęcia samolotu łudząco podobnego do amerykańskiego F-117 stojącego pod jakąś chińską szkołą czy instytutem. Prawdopodobnie była to tylko makieta.

7 sie 2017

Rosja stworzyła nową "dywizję XXI wieku"

Jak podały rosyjskie Izwiestia, nowotworzona rosyjska 150 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych wchodząca w skład Południowego Okręgu Wojskowego i dyslokowana w pobliżu granicy z Ukrainą, w Obwodzie Rostowskim, otrzymała nową strukturę. W jej skład wejdą 2 pułki czołgów i 2 pułki zmotoryzowane. Dotychczasowe rosyjskie dywizje strzelców zmotoryzowanych miały po 1 pułku czołgów i 3 pułki zmotoryzowane a dywizje pancerne - odwrotnie. Dzięki nowej strukturze, dywizja będzie miała mniej żołnierzy od dotychczasowych dywizji zmotoryzowanych, a więc będzie bardziej  mobilna, a jednocześnie będzie miała większą siłę ognia od dywizji pancernej.
Tworzenie dywizji obecnie dobiega końca.

Nową dywizję już okrzyknięto "dywizją XXI wieku" chociaż próby tworzenia dywizji o podobnej strukturze były prowadzone w ZSSR już pod koniec lat 1980 XX wieku w Zachodniej Grupie Wojsk na terenie d. NRD gdzie przeformowano w ten sposób 3 dywizje pancerne. Na początku XXI wieku, przed reformą Sierdiukowa również przeformowano kilka dywizji na taką strukturę.

Dywizja otrzyma nowo modernizowane czołgi T-72B3. Podczas gdy stara dywizja strzelców zmotoryzowanych miała tylko 6 batalionów czołgów i aż 10 batalionów strzelców, nowy model rosyjskiej "uniwersalnej" dywizji będzie miał po 8 batalionów czołgów i 8 batalionów zmotoryzowanych. Dla porównania polska jedyna 11 Dywizja "Pancerna" ma tylko 4 bataliony czołgów i 5 batalionów zmotoryzowanych/zmechanizowanych a 12 Dywizja Zmechanizowana ze Szczecina - tylko 1 batalion czołgów i 8 zmech/zmot.

Bataliony czołgów w pułkach zmotoryzowanych pozostaną prawdopodobnie przy starej wzmocnionej strukturze z 4 kompaniami czołgów.  Dzięki temu nowa dywizja staje się bardziej "agresywna", posiadająca większe możliwości manewrowe. Jej pułki będą mogły efektywnie powstrzymywać przeciwnika, a jednocześnie lepiej przełamywać jego obronę i walczyć na jego tyłach.

150 Dywizja Strzelców kontynuuje tradycje 150 dywizji z czasów II Wojny Światowej podczas której prowadziła działania na terenie Polski i krajów bałtyckich oraz zdobywała Reichstag.

Warto dodać, że podobną strukturę jak nowa dywizja z Rostowa, miały pod koniec lat 1980 polskie pułki zmechanizowane. Posiadały one po 2 bataliony czołgów i 2 bataliony zmechanizowane.  Potem w związku z przejściem do samodzielności obronnej po rozwiązaniu Układu Warszawskiego, wrócono do starej struktury z 1 batalionem czołgów i 3 batalionami piechoty/zmechanizowanymi. Również w latach 1980 dywizje amerykańskie miały w swojej strukturze po 5 batalionów czołgów i zmechanizowanych.   Niedawno Izraelczycy poszli w kierunku wyrównania pododdziałów czołgów i piechoty i odeszli od jednolitych batalionów czołgów dodając im kompanie piechoty w miejsce kompanii czołgów. Jest to więc nie nowe odkrycie Rosjan, ale dosyć wyraźna tendencja rozwoju struktur na szczeblu taktycznym.

21 mar 2017

Rosja formuje nową, 8 Armię

 Rosja przystąpiła do formowania nowej, 8 Armii na granicy z Donbasem na kierunku ukraińskim i wzmacnia siły 20 Armii na granicy z obwodem charkowskim. Informację taką podał na fb dziennikarz Juri Batusow. Przypomniał on, że 17 marca rosyjskie media podały informację o tworzeniu nowej 8 Armii Ogólnowojskowej, dla prowadzenia operacji na "kierunku ukraińskim".  Nowa armia będzie podlegać dowództwu Południowego Okręgu Wojskowego. Siedzibą jej sztabu będzie podobnie jak dowództwa okręgu, Rostów nad Donem, miasto położone ok. 100 km od granicy z Ukrainą.
Wojska 20 Armii rozwiniętej przeciwko Ukrainie w składzie Zachodniego Okręgu Wojskowego, bezpośrednio zagrażają regionowi charkowskiemu. W ten sposób Moskwa stworzyła 2 ugrupowania operacyjne mogące dowodzić korpusami "Noworosji" w regionach charkowskim i Donbasu.
Na 14-17 września Rosja planuje przeprowadzić duże ćwiczenia wojskowe "Zapad-17" na terenie od półwyspu Kola do Białorusi które mogą stać się przygrywką do  nowej wojny na wschodzie Ukrainy. Na teren Białorusi wejdzie wtedy rosyjska 1 Armia Pancerna która oskrzydli Ukrainę od północy i zagrozi uderzeniem na Kijów. Zmusi to Ukraińców do podzielenia swoich sił - część będzie musiała pozostać na północy do ewentualnej obrony Kijowa. W tym czasie 8 i 20 armie będą mogły zająć cały Donbas i przebić korytarz na Krym przez Mariupol.

Żródło: http://sprotyv.info/ru/news/kiev/rossiya-narashchivaet-voennoe-prisutstvie-na-granice-s-donbassom-i-harkovshchinoy

12 mar 2017

Lądowiska śmigłowców Rosja, Białoruś

Mapa pokazująca lądowiska śmigłowców w Obwodzie Kaliningradzkim i na Białorusi. Moskwa, po krótkiej przerwie, tradycyjnie, podobnie jak w czasach sowieckich, wykorzystuje swoje służby graniczne jako element ekspansjonistycznej strategii imperialnej. Organizacyjnie są one, obok wywiadu i kontrwywiadu, częścią FSB (dawna KGB), i mają za zadanie, kiedy padnie rozkaz Kremla, stać się oddziałem przednim uderzającego frontu. Przejmują posterunki graniczne sąsiedniego kraju pozbawiając go ważnego elementu rozpoznawczego w krytycznej fazie wtargnięcia.





9 mar 2017

Z cyklu Czarna Księga Wojska Polskiego

Wczoraj na portalu Interia ukazał się wywiad z generałem Skrzypczakiem w którym ten były wiceminister rzucił ciekawy pomysł by opublikować czarną księgę na temat zaniedbań w armii. Co prawda tym pomysłem pan generał strzela sobie w stopę bo sam był przez wiele lat odpowiedzialny za stan wojska i firmował go swoim nazwiskiem ale pomijając ten fakt, pomysł należy uznać za znakomity i podjąć się wykonania, każdy według swojej wiedzy i możliwości. Niniejszym rozpoczynamy cykl który zapewne się rozrośnie do kilku wpisów pokazujących w skrócie jak wygląda dzisiejsza armia.


Siedzisko mechanika-kierowcy BWP-1 z 15 BZ w Giżycku. fot. z reportażu litewskiej telewizji z lutego 2017. Czy minister Macierewicz chciałby jeździć samochodem z takimi fotelami?

Większość posiadanego obecnie uzbrojenia wojsk pancernych i zmechanizowanych została zakupiona w latach 1970 i 1980, czyli ponad 35 lat temu. Można to porównać z częstotliwością wymiany taboru np. w zakładach autobusowych - dziś nadal jeździlibyśmy Jelczami "ogórkami" i Ikarusami. Zresztą tę analogię można ciągnąc dalej - liczba poszczególnych typów uzbrojenia w całej armii nie przekracza liczby autobusów w dużym mieście wojewódzkim. O wycofaniu blisko połowy BWP-1 ze względu na zużycie, mówiło się już w latach 1990. Podobnie z czołgami rodziny T-72.  W dywizjonach przeciwlotniczych SP używa się wyłącznie zestawów jednokanałowych które miały być w całości wycofane do 2017 roku (a był to i tak termin kilkukrotnie przedłużany).  Okręty Marynarki Wojennej są jeszcze starsze - najsilniejsze jednostki, fregaty typu OHP dobiegają czterdziestki a okręty podwodne typu Kobben - pięćdziesiątki. Wprowadzenie W logistyce WOG-ów (naśladownictwo rozwiązania francuskiego) spowodowało że po najdrobniejszą śrubkę trzeba pisać zapotrzebowanie i jeździć nawet po 100 km w jedną stronę co zajmuje kilka dni. Podobnie z amunicją na strzelanie. Sztuczne ograniczenie liczebności Sił Zbrojnych do poniżej 100 tysięcy żołnierzy, spowodowało, że trzeba było rozformować jedyną dywizję na wschodzie a pozostałe dywizje pozbawić pułków artylerii, przeciwlotniczych, batalionów rozpoznawczych i saperów. Bataliony logistyczne odebrano im już wcześniej. Zlikwidowano również szczebel operacyjny a jednostki szczebla korpusu zredukowano i przeniesiono w podporządkowanie centralne (co skutkowało nadmiernym obciążeniem struktury i brakiem możliwości efektywnej kontroli) a potem część z nich podporządkowano dywizjom (pułki artylerii i przeciwlotnicze).Co ciekawe, bataliony rozpoznawcze nadal figurowały w wojennej strukturze dywizji, pomimo że nie ma dla nich sprzętu i wyszkolonych ludzi. Powoduje to że taka papierowa dywizja potrzebuje co najmniej pół roku aby przygotować się do działań bojowych.
Plan wycofania zestawów przeciwlotniczych (już nieaktualny z wiadomych powodów - nowych  nie kupiono).  Jak widać, oprócz zestawów Osa, większość powinna zostać wycofana z uzbrojenia już kilka lat temu.


Bartłomiej Misiewicz wizytuje 9 BKPanc w Braniewie. Za jego plecami widać pordzewiałe bramy garaży. Trzeba jednak przyznać że dbałość o infrastrukturę jest chyba największa w powojennej historii WP, przynajmniej w stosunku do całości wydatków.




Pozorowanie szkolenia - płot którego nie trzeba przeskakiwać - pręty są tak szeroko rozstawione że można przecisnąć się pomiędzy nimi.

Większość ośrodków sprawności fizycznej jeśli nie rozmontowano i sprzedano na złom, to porasta trawą. Zresztą nawet za komuny niechętnie z nich korzystano żeby nie pogarszać statystyki "wypadków nadzwyczajnych" które to pojecie wprowadził jeszcze Wojciech Jaruzelski hamując jakąkolwiek aktywność fizyczną i sportową wojska.
Wymagania sprawnościowe żołnierzy są podzielone na kilka kategorii wiekowych i znacznie bardziej łagodne wobec kobiet (chociaż pensje takie same). Można mieć wątpliwości czy przeciwnik na polu walki będzie łagodniej traktował kobiety. Podobnie z wiekiem - inne wymagania są wobec szeregowego w wieku 25 lat a inne w wieku 40 lat. Ciężar skrzynki amunicji i karabinu PKM niestety nie zmienia się. Wydłużenie służby i wieku szeregowych i podoficerów spowodowało że ogólna sprawność fizyczna pododdziałów spadła. Brak zaprawy porannej, praca od 7.30 do 15.30 (w piątki krócej) i tradycyjne piwko po pracy, powoduje że ponad połowa żołnierzy cierpi na nadwagę. Wielu dorabia sobie na boku jako nocni stróże w firmach cywilnych odsypiając po garażach w pracy, zaś ochroną obiektów wojskowych zajmują się firmy prywatne. Program szkolenia które w czasach obowiązywania zasadniczej służby wojskowej żołnierze wykonywali w 1 rok, dziś żołnierze zawodowi wykonują w 3 lata. Obniżono również normy szkoleniowe. Jeżeli więc żołnierz kontraktowy razem ze swoją drużyną w 2006 roku wykonywał 1 rzut granatem w ciągu roku, to dziś wykonuje go raz na 3 lata.  Miało to obniżyć koszty eksploatacji sprzętu i zużycie środków bojowych. Spowodowało jednak, że przeciętny żołnierz zawodowy jest mniej obeznany z bronią i mniej profesjonalny niż żołnierze służby kontraktowej w poprzednim systemie. Na szczęście dzięki misjom, część ma doświadczenie wojenne co jest nie do przecenienia.

Oficer Garnizonu Warszawa za czasów prezydentury B. Komorowskiego. Wielu pacjentów sanatoriów gruźlicznych wygląda lepiej.

I na koniec jakość elit przywódczych państwa, ta też ma znaczenie dla jakości armii. To one decydują o użyciu armii a także o jej rozwoju lub... wręcz przeciwnie. Zniszczenie systemu dowodzenia jakiego dokonał minister B. Komorowskiego, S. Koziej, może nawet nasuwać myśl o zdradzie głównej a poziom umysłowy premier Kopacz nie kwalifikował jej nawet na sekretarkę w ministerstwie.

Dezorganizacja systemu dowodzenia, tzw. "reforma Kozieja" doprowadziła do sporów kompetencyjnych a w rezultacie do rozmycia odpowiedzialności i paraliżu decyzyjnego w Siłach Zbrojnych.




28 lut 2017

Hajnówka - takich ludzi MON chce uzbroić i wyszkolić do walki

Filmik z kontrmanifestacji do Marszu Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce. Wzięli w niej udział lokalni mieszkańcy narodowości "ruskiej" lub "rusińskiej" jak sami mówią, oraz prawosławni Polacy. Pomijając kto ma w tym sporze rację, ich wypowiedzi obrazują poziom nienawiści. Padają słowa "wypierdalaj stąd, to jest moja ziemia" i że Polska te ziemie okupuje. Takich ludzi Antoni Macierewicz chce uzbroić w karabiny i moździerze w tym mieście, w ramach budowy Wojsk Obrony Terytorialnej.

 Hajnówka jest miastem powiatowym. Według planu w każdym takim mieście ma być sformowana kompania piechoty OT. W powiecie hajnowskim około 40% mieszkańców to Białorusini, podobny procent  Białorusinów będzie w miejscowej kompanii OT. Nie jest możliwa selekcja narodowościowa w przyjęciach do Wojska Polskiego. Każdy obywatel RP ma prawo ubiegać się o służbę w wojsku, niezależnie czy to Polak, Białorusin, Ukrainiec Litwin czy Niemiec. Jednak dotychczas żołnierze ci "rozpływali się" w masie Polaków w jednostkach rozrzuconych po całym kraju. Wraz z powstaniem służby terytorialnej ograniczonej do jednego powiatu, udział procentowy przedstawicieli lokalnych mniejszości narodowych w takiej jednostce staje się znaczący i stwarza nowe problemy. W wielu powiatach może sięgnąć nawet połowy żołnierzy. A jeśli jeszcze organizacje mniejszościowe będą celowo kierować swoich ludzi do takiej służby, mogą nawet przejąć całe pododdziały. Oznacza to przeniesienie konfliktu narodowościowego na wyższy, uzbrojony poziom. Niczego lepszego rosyjski Sztab Generalny nie mógłby sobie w Polsce wymarzyć.

Żeby było jasne, wojska OT są potrzebne, jednak czy koniecznie we wszystkich miastach powiatowych? Jest wiele miast powiatowych w których nie ma żadnych obiektów strategicznych koniecznych do obrony, są za to potencjalne konflikty które źle zorganizowane formacje takie jak OT mogą tylko zaognić. Nawet jeśli potrzeby obronne wymagają posiadania na czas kryzysu kompanii OT w takiej Hajnówce, to czy musi ona składać się wyłącznie z mieszkańców tego jednego powiatu? Przecież żołnierze takiej kompanii mogą mieszkać w całym rejonie odpowiedzialności lokalnego batalionu OT, a więc również na terenie sąsiednich powiatów. Same kompanie mogą mieć swoje rejony odpowiedzialności na czas "W" w różnych powiatach, ale swoją stałą bazę szkoleniową i logistyczną na czas pokoju w jednym miejscu, przy dowództwie batalionu, a więc w danym przypadku najprawdopodobniej w Bielsku Podlaskim. Byłoby to tańsze  i bezpieczniejsze. Zwykle odległość najdalszej miejscowości od dowództwa batalionu OT nie przekroczy 60 km a więc godzina jazdy samochodem i będzie identyczna jak w przypadku szwedzkiej OT w której takie rozwiązanie stosuje się z powodzeniem. Po co więc na siłę chce się rozproszyć kompanie OT równo po wszystkich powiatach? Chyba tylko po to, żeby zrobić dobrze Putinowi.

Rosja jest obecnie za słaba żeby zająć i okupować całą Polskę. Nie grozi nam też użycie "zielonych ludzików" jak na Krymie czy w Donbasie bo nie mamy po temu takich warunków. - Brak w Polsce silnie skonfliktowanej z rządem i uzbrojonej mniejszości narodowej. I co w tej sytuacji robi nasz MON? Ano stwarza takie warunki, dając ludziom z mniejszości broń do ręki, szkoląc ich w walce partyzanckiej i rozwijając kult "żołnierzy wyklętych". Czy można zrobić coś głupszego i bardziej samobójczego?


22 lis 2016

Nowy mundur dla WOT - prawie gotowy

Jak donosi nasz honorowy korespondent z Olgino, wkrótce do wybranych żołnierzy WOT trafi około 200 mundurów wyjściowych w celu ich przetestowania.

 Nowe mundury zostaną wyposażone w kołnierze w formie stójki. Krojem będą nawiązywały do mundurów słynnej wyklętej formacji KBW oraz Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW.

Ochotnicy już zgłosili się do testowania nowych mundurów. 

Niedawno odbyła się konferencja rządowa na temat dezinformacji. Pan Macierewicz wygłosił na niej wiele słusznych myśli. Między innymi o umasowieniu agentury wpływu przez komunistów. Nie zauważył chyba jednak, że ruska agentura wpływu idzie zawsze krok przed nim. On sam podąża za nią jak zahipnotyzowany. Tak było z pomysłem przedłużenia służby szeregowych, który sprawi że bardzo szybko Siły Zbrojne zostaną pozbawione większych zasobów rezerwistów. Tak było z ruchem tworzenia lokalnych powiatowych organizacji paramilitarnych, który spowodował konieczność wydatkowania pieniędzy MON na budowę rozproszonych, powiatowych kompanii WOT, zamiast na modernizację i tworzenie większych oddziałów wojsk operacyjnych na wschodzie. Tak było nawet z pomysłem mundurów.
Decyzja aby nie dawać terytorialsom broni do domów* jest jedną z pierwszych chwalebnych prób oporu w tej tendencji podążania za podszeptami agentury wpływu, ale tylko oporu. Może najwyższy czas przejąc inicjatywę i zacząć śmiało wyprzedzać posunięcia Rosjan w tej wojnie informacyjnej?

*) Dowódca WOT, płk. Kukuła powiedział wczoraj, że terytorialsi będą mieli indywidualne wyposażenie w domach ale nie dotyczy to broni. 

15 lis 2016

Co nowego w OT?

W Sejmie trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony na mocy której zostaną powołane Wojska Obrony Terytorialnej jako nowy rodzaj sił zbrojnych.  WOT mają liczyć 53 tysiące żołnierzy w 2019 roku. Jest to zwiększenie, wcześniej mówiono o 35 a potem 45 tysiącach.

Przypuszczalnie wynika to z zamiaru włączenia do WOT żołnierzy NSR. Byłby to dobry krok, pod warunkiem, że odpowiednio zwiększone liczebnie zostaną wojska operacyjne w których część z tych żołnierzy NSR dotąd służyło. Być może tak się stanie bo 4 listopada w TVP Info, Macierewicz powiedział, że w przyszłym roku liczebność wojsk operacyjnych wzrośnie do 105 tysięcy żołnierzy (obecnie służy w nich mniej niż 100 tysięcy). WOT mają liczyć w przyszłym roku 18 tysięcy żołnierzy. NSR liczy obecnie około 15 tysięcy,  w tym część ma przydziały do kompanii podporządkowanych wojewódzkim sztabom wojskowym (terytorialne).  Około 50 tysięcy żołnierzy to tyle, ile według szacunków znanych od wielu lat, potrzeba jest do ochrony i obrony infrastruktury krytycznej o znaczeniu strategicznym.

Słowom Macierewicza nie można jednak ufać. W jego wypowiedziach pojawiają się sprzeczności a nawet niedorzeczności. Na wczorajszej konferencji prasowej ministra, padła liczba 18 tysięcy żołnierzy OT w przyszłym roku, a nie 21 tysięcy jak mówił kilka dni wcześniej w wywiadzie dla TVP Info. Ministrowi często mylą się liczby. Być może jest to przejaw zmęczenia - przez ostatni rok trwały intensywne kontakty w związku ze szczytem NATO w Warszawie i wzmocnieniem wschodniej flanki. Może jest to skutek podeszłego wieku. Zdarzało mu się też bezczelnie i bezrefleksyjnie kłamać z mównicy sejmowej, jak w słynnym przypadku "Mistrali za jeden dolar", tak że potem służby prasowe MON musiały wszystko obracać w żart. Dla bezpieczeństwa należałoby jednak sprawdzić kto mu robi herbatę, bo przy niektórych wystąpieniach nasuwa się smutne skojarzenie z przypadkiem Gabriela Janowskiego.

MON szacuje, że koszty utworzenia obrony terytorialnej do 2019 r. wyniosą ok. 3,6 mld zł. Żołnierze OT będą różnili się od innych żołnierzy rezerwy tym, że będą pobierali comiesięczny dodatek za gotowość. Swoje umundurowanie i oporządzenie będą przechowywali w domach i będą mieli obowiązek uczenia się między innymi w systemie e-learningowym. Stosunek liczby żołnierzy zawodowych do żołnierzy służby terytorialnej w wojskach OT ma wynosić 6 do 8%. WOT mają być najtańszym sposobem zwiększenia zdolności obrony kraju i najlepszym sposobem odpowiedzi na zagrożenia hybrydowe.

Co do tego ostatniego istnieją jednak poważne wątpliwości. Po pierwsze, czy w Polsce takie zagrożenia rzeczywiście istnieją, czy też dopiero powstaną wraz z utworzeniem lokalnych ugrupowań zbrojnych jakimi będą kompanie powiatowe OT? Czy, zamiast rozwijania etosu lojalności względem fragmentu kraju, nie lepiej rozwijać wojska ogólnokrajowe? Brygady piechoty są potrzebne na wschodzie kraju, ale czy koniecznie w Kielcach, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu? Czy formowanie kompanii ochotników w każdym powiecie w Województwie Opolskim, gdzie w wielu powiatach większość ma paszporty niemieckie, wzmocni w dłuższej perspektywie potencjał Wojska Polskiego, czy Bundeswehry? Takich pytań można zadać więcej.

 Wojska OT nie są zwiększeniem armii czynnej do 150 tysięcy jak próbuje kłamać w żywe oczy Antoni Macierewicz. Jak by ich nie nazywano, są one tylko częścią sił przewidzianych do rozwinięcia na czas wojny, złożoną głównie z rezerwistów. Problem w tym że liczebność sił zbrojnych na czas wojny utajniono. Wynosi ona prawdopodobnie około 250 tysięcy żołnierzy. WOT są tą częścią sił zbrojnych na czas "W", która z niejasnych powodów jest obecnie rozwijana w czasie pokoju. Czy nie lepiej za te same pieniądze utworzyć mniej brygad, ale zmotoryzowanych i ze wsparciem, choćby w postaci średnich moździerzy lub Goździków, których wiele rdzewieje bezużytecznie i MON nie wie co z nimi zrobić? Czy nie dlatego właśnie MON utajniło informacje o liczbie uzbrojenia, które jeszcze kilka lat temu były jawne? Jak nie wiem co zrobić, to sprawę utajnię żeby się nie wydało żem głupi, albo co gorsza, żem się sprzedał lobbystom, obcym służbom, za złote konto, stanowisko i pomoc w karierze.

W całej dyskusji o OT od początku przebija totalna niewiara Polaków w państwo. Ludziom nie chodzi tak naprawdę o OT, ale o stworzenie oddolnie nowego państwa bo to które jest, jest rządzone przez idiotów, złodziei i sprzedawczyków. Gdyby rząd PO nie zredukował armii do 95 tysięcy żołnierzy i nie zlikwidował dywizji na wschodzie, nie podważył zaufania do armii, Polacy by się tak nie bali i nie tworzyli spontanicznie grup paramilitarnych które teraz trzeba "zagospodarowywać".

Dla rządu PO priorytetem był demontaż państwa, taka była idea Donalda Tuska. Jednak niestety, obecny rząd wcale tego państwa nie przywraca - wręcz przeciwnie, utrwala "osiągnięcia" poprzedników, dając broń do ręki niedzielnym powiatowym wojownikom i udając że jest to zwiększenie armii. I jeżeli w najbliższych latach tego nowego państwa nie uda się Polakom przywrócić poprzez Warszawę, będą tworzyli swoje własne państwa lokalnie, w swoich regionach. Może właśnie o to chodzi?