29 paź 2015

Koncepcje obrony Polski



Część 2 - Prawo i Sprawiedliwość

W czasie pierwszych swoich rządów, w latach 2005-2007, ekipa PiS ograniczała się do administrowania resortem obrony kontynuując działania podjęte przez poprzednią ekipę.  Partia nie wydawała się widzieć związku pomiędzy suwerenną polityką zagraniczną a wiarygodnym systemem obronnym. To rząd PiS przystał, pod naciskiem USA, na krzywdzący program odebrania Polsce wysoko wzbogaconego uranu, który przez poprzednie lata był jednym z ważniejszych czynników chroniących kraj przed agresywnymi działaniami Rosji. Z kolei rygorystyczne zasady ochrony przed korupcją przyjęte w resorcie obrony sparaliżowały wszelkie kontakty wojska z przemysłem, co utrudniło i tak niemrawe działania zmierzające do modernizacji technicznej Sił Zbrojnych. Na plus można zapisać im płynne finansowanie istniejących wówczas programów modernizacyjnych, w tym programu korwety Gawron (czego nie można powiedzieć o następcach - ekipie PO-PSL). W końcówce pierwszych rządów PiS, istniała koncepcja stopniowego uzawodowienia Sił Zbrojnych, rozłożonego na kilka lat, z docelową liczebnością 120 tysięcy żołnierzy zawodowych i kontraktowych oraz 30 tysięcy ochotniczej rezerwy NSR. 

Dopiero jednak katastrofa w Smoleńsku zmusiła polityków PiS do zwrócenia większej uwagi na problemy obrony. W programie z 2011 roku zapowiadano podniesienie nakładów na obronę do 2% PKB w celu "zapewnienia samodzielności obronnej" z zastrzeżeniem, że w wypadku "zaostrzenia polityczno-wojskowej sytuacji w pobliżu Polski, musimy liczyć się ze znacznym zwiększeniem nakładów na obronność". NATO, UE i strategiczne partnerstwo z USA wymieniano jako 3 główne filary bezpieczeństwa. Program zwracał uwagę że "niebezpieczeństwo konfliktu konwencjonalnego w sąsiedztwie Polski jest całkiem realne" i wymieniał Finlandię jako wzorzec prowadzenia samodzielnej obrony w pierwszej fazie konfliktu. Uznawał 150 tysięczną armię za "wystarczającą w czasie pokoju". Program z 2014, który był w znacznym stopniu powtórzeniem poprzedniego, zauważał że: "w obecnej sytuacji finansowej Siły Zbrojne RP nie są w stanie, w przypadku ewentualnego konfliktu, realizować strategii samodzielnego powstrzymania przeciwnika przed dotarciem do strategicznych obiektów i rejonów naszego kraju w czasie pierwszej fazy konfliktu". Zapowiadał "dołożenie wszelkich starań, aby Siły Zbrojne RP osiągnęły standardy i możliwości techniczne, które pozwolą na obronę integralności terytorialnej w razie ataku potencjalnego agresora". W Programie z 2015 roku mowa jest już o zwiększeniu nakładów na obronę do "co najmniej" 2,3% PKB, często powtarzaną liczbą jest 2,5% PKB. Liczba żołnierzy zawodowych, po osiągnięciu 120 tysięcy, miała się w perspektywie zwiększyć o dalsze kilkadziesiąt tysięcy.


 System dowodzenia

Reforma systemu dowodzenia zapowiadała powrót do 4 dowództw rodzajów sił zbrojnych które miały zajmować się szkoleniem wojsk, likwidację Dowództwa Generalnego i Dowództwa Operacyjnego (które miało być powoływane tylko na czas prowadzenia operacji zagranicznych), oraz utworzenie "dowództw połączonych operacji". Sztab Generalny miał zajmować się wyłącznie planowaniem i doradzaniem cywilnemu ministrowi. Na pierwszy rzut oka może się wydawać że koncepcja ta jest podobna do koncepcji profesora Kozieja wdrożonej przez ministra Siemoniaka, a jedynie w inny sposób psuje to, co zepsuła tamta. Jednak wiele może zależeć od jej wykonania. 

Przede wszystkim wymusza powołanie już w czasie pokoju Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, gdyż inaczej, istnienie kilku dowództw połączonych operacji przy braku jednego dowództwa strategicznego, oznaczałoby groźbę chaosu. Z kolei istnienie jednego Dowództwa Wojsk Lądowych, przy geostrategicznym położeniu Polski wydaje się niepotrzebne. Pomysł na takie dowództwo został skopiowany z krajów anglosaskich które są krajami wyspowymi. Tam wojska lądowe nie odgrywają tak ważnej roli jak w Polsce, w związku z tym mogą być mniej liczne. Dlatego jedno ich dowództwo, równorzędne z dowództwami lotnictwa i MW, ma tam sens. 

W Polsce, kraju kontynentalnym, wojska lądowe są podstawą. Muszą one być wielokrotnie liczniejsze niż lotnictwo czy MW, w związku z tym istnieje potrzeba podziału ich na kilka dowództw operacyjnych równorzędnych z dowództwami SP i MW. Taka struktura była w czasach PRL i właśnie jej "pochodzenie z nieprawego łoża", stało się głównym motywem jej likwidacji. Nie miała ona jednak nic wspólnego z ideologią a tylko ze skutecznością i dopasowaniem do środowiska (najlepszy dowód, że w byłym ZSRS istniało Dowództwo Wojsk Lądowych a w Polsce go nie było). 

Powołanie 2 dowództw połączonych operacji, może więc mieć sens, pod warunkiem że zrezygnujemy z ponownego tworzenia DWL. W tym celu jednak, dowództwa te powinny zajmować się w czasie pokoju szkoleniem wojsk lądowych (obok szkolenia samych siebie w prowadzeniu operacji połączonych). Pełniłyby więc rolę okręgów wojskowych przywracając, nieopatrznie zlikwidowany, a konieczny w warunkach Polski, szczebel operacyjny. 

Rozdzielenie podległości wojsk lądowych na kilka dowództw operacyjnych jest konieczne również z innego powodu. Przy braku szczebla operacyjnego, nowemu-staremu DWL będzie podlegać zbyt duża liczba jednostek (ten problem dotyczy również obecnego Dowództwa Generalnego). Komplikuje to zarządzanie a sprawne dowodzenie może nawet uczynić niemożliwym. Pamiętajmy że struktury nie istnieją dla samych siebie, ale "konkurują" w czasie wojny ze strukturami przeciwnika i muszą być co najmniej równie efektywne. 


Gwardia Narodowa i zmiany dyslokacji

Na konwencji PiS w lipcu 2015 roku, pojawił się pomysł utworzenia ochotniczej Gwardii Narodowej. Jak pisał Przemysław Żurawski vel Grajewski, miałaby być odpowiednikiem brytyjskiej ochotniczej Armii Terytorialnej. Odbudowę rezerw mobilizacyjnych miano oprzeć na wprowadzeniu regulacji prawnej nakładającej na niektórych pracowników obowiązek odbycia przeszkolenia wojskowego. Dotyczyłoby to pracowników ochrony, policji, Straży Granicznej, SOK, Straży Leśnej. Przewidywano też system stypendiów dla studentów w zamian za odbycie przeszkolenia wojskowego. Według koncepcji PiS, przedstawionej przez Ryszarda Czarneckiego, liczbę brygad ogólnowojskowych miano zwiększyć do 36. W Policji i Straży Granicznej miano utworzyć oddziały manewrowe przeznaczone do walki z terroryzmem i dywersją. Posłowie PiS zapowiedzieli również przeprowadzenie zmian w dyslokacji tak, aby zapełnić lukę na wschodzie.

Gwardia Narodowa to znakomity pomysł, pod warunkiem że będą to jednostki mobilne, odporne (opancerzone) i wyposażone we własną artylerię. Powinny to być jednostki o strukturze podobnej lub identycznej do brygad zmechanizowanych lub zmotoryzowanych wojsk operacyjnych. Najlepiej z własnymi czołgami. Problem braku rezerw można łatwo rozwiązać skracając służbę kontraktową do 2-6 lat dla szeregowych i odpowiednio dłużej dla podoficerów i oficerów (obecnie oficerowie też zaczynają służbę po szkole oficerskiej jako kontraktowi - kontrakt może trwać do kilkunastu lat).


Modernizacja techniczna

Poseł Czarnecki zapowiadał też pozyskanie lekkiej broni przeciwpancernej oraz przyspieszenie zakupów niektórych innych systemów broni, jak zestawy przeciwlotnicze i bojowe wozy piechoty. W miejsce Inspektoratu Uzbrojenia miano utworzyć Agencję Uzbrojenia. Pomysł ten wydaje się wątpliwy jako dalsze odsuwanie decyzji o zakupach uzbrojenia od jego użytkownika, czyli żołnierzy. Decyzja wyboru konkretnego typu uzbrojenia powinna należeć do praktyków. Sztab Generalny definiuje potrzeby sprzętowe a w przypadku drobniejszego sprzętu, powinni to robić nawet dowódcy poszczególnych jednostek. Cywilny minister powinien tylko wyznaczać "widełki finansowe" i oczywiście zatwierdzać ostateczną decyzję. 

PiS przywiązuje dużą wagę do produkcji uzbrojenia w kraju. Jest tu pewna pułapka gdyż często uzbrojenie produkcji krajowej jest znacznie droższe od analogicznego uzbrojenia zagranicznego a przy tym znacznie słabsze jakościowo. Za broń gorszej jakości żołnierze płacą własną krwią - na nic tu się zda pseudopatriotyczna narracja o wspieraniu krajowego przemysłu. Produkowanie wszystkiego w kraju miałoby sens gdyby produkcja wojskowa stanowiła jakąś znaczącą część gospodarki lub groziła nam blokada ekonomiczna, ale tak nie jest. Często krajowe biura konstrukcyjne zmusza się do "odkrywania koła na nowo" tylko po to, żeby ominąć ograniczenia patentowe produktów dawno wymyślonych na świecie. W rezultacie powstaje produkt gorszy i z wieloletnim opóźnieniem. Należałoby wybrać typy sprzętu i uzbrojenia które możemy opracować w krajowych biurach konstrukcyjnych i które mają szanse na konkurowanie z produkcją zagraniczną a pozostałe produkować na licencji lub w kooperacji, dzięki czemu wojsko dysponowałoby uzbrojeniem na poziomie światowym ponosząc mniejsze wydatki.


Problem Romualda Szeremietiewa

Na ostatniej prostej wyścigu wyborczego, do partii Jarosława Gowina, Polska Razem, będącej w koalicji z PiS, dołączył Romuald Szeremietiew. Ten, jak sam się przedstawia,  porucznik rezerwy a obecnie wykładowca AON, ogarnięty jest ideą budowy powszechnej obrony terytorialnej. O ile obrona taka miała sens jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy Rosja miała niemal tyle dywizji co dziś brygad i prawie tyle okręgów wojskowych co dziś armii, o tyle dziś jest nie tylko niepotrzebna, ale szkodliwa. Dziś, po doświadczeniach wojny w Donbasie wiemy, że Rosji nie stać na frontalną inwazję mającą na celu pozbawienie niepodległości kraju takiego jak Polska. Stać ją za to na agentów wpływu i finansowanie napływu imigrantów islamskich mających wywołać chaos w Europie. Stać ją także na ataki terroryzujące przy użyciu lotnictwa, rakiet i sił specjalnych. Zajęcie niewielkiej części terytorium przy wsparciu najemników i lokalnych sprzedawczyków a następnie grożenie bronią jądrową.

Przeciwko tym wszystkim zagrożeniom powszechna OT jest do niczego nie przydatna. Może za to stać się elementem, który Rosja będzie mogła wykorzystać. Już były przypadki dywersji prorosyjskich fanatyków w mundurach "Strzelca". Pan Szeremietiew planuje powołać w każdym powiecie batalion OT wspierany przez samodzielne pododdziały ochotników sponsorowanych przez prywatnych sponsorów i samorządy. Jest to oczywiste zagrożenia dla spójności terytorialnej naszego kraju. Zwłaszcza w czasach intensywnej kampanii na rzecz regionalizacji w UE i działań autonomistów w sprawie oderwania niektórych regionów. Rosja ma potężny aparat oddziaływania psychologicznego i poprzez agenturę z pewnością jest w stanie wywołać konflikt lokalny na przykład na Śląsku lub w Białostockim. W takiej sytuacji tylko idiota lub zdrajca nawoływałby do tworzenia samorządowych lub prywatnych "armii wojewodów" czy starostów.

Obrona Terytorialna jest potrzebna w czasie wojny, ale jako siły pomocnicze a nie główne siły obronne z własnym dowództwem na prawach oddzielnego rodzaju sił zbrojnych jak chce pan Szeremietiew. W czasie pokoju, OT powinna istnieć głównie jako zalążki organizacyjne jednostek. Co najwyżej można na wschodzie rozwinąć kilka batalionów złożonych z przeszkolonych w w wojsku rezerwistów. Co nie znaczy że społeczeństwo nie powinno wiedzieć gdzie takie jednostki powstaną w czasie zagrożenia lub wojny, bo to właśnie z tej niewiedzy bierze się lęk graniczący z histerią na którym żerują różni organizatorzy prywatnych "armii krajowych", powiatowych i gminnych.

Dziś jest nam potrzebne dosłownie kilka dodatkowych brygad zmechanizowanych do uzupełnienia luki na wschodzie. Obojętne czy nazwiemy je wojskami operacyjnymi czy Gwardią Narodową. Można je wyposażyć na okres przejściowy w sprzęt i uzbrojenie pozostające jeszcze w dyspozycji Inspektoratu Wsparcia po ich wyremontowaniu. Są to czołgi T-72, wozy BWP-1, haubice 2S-1 Goździk. Wszystko to jeszcze istnieje na składach. Niewielkim kosztem możemy uzyskać znacznie efektywniejsze jednostki niż setki lekkich batalionów OT uzbrojonych w broń ręczną które przeciwnik może zdmuchnąć jedną nawałą artyleryjską. Dla Rosji jednak korzystniej będzie, kiedy pieniądze przeznaczone na modernizację techniczną i mobilne, odporne jednostki zmechanizowane, wydamy na utrzymanie kilkuset tysięcy słabo wyszkolonych i rozproszonych równomiernie po kraju niczym cukier puder na torcie, amatorów.

 Szeremietiew jest również przeciwnikiem obecności broni jądrowej na terytorium Polski a głosił niedawno że chce zostać ministrem obrony. Gdyby tak się stało, byłby to sygnał dla USA że rząd RP pragnie utrzymać Polskę ze statusem członka NATO drugiej kategorii. Obecność wojsk USA, zwłaszcza lotnictwa w Łasku, stanęłaby pod znakiem zapytania. Podobno były rozważane kroki, by po wycofaniu samolotów Tornado, które są nosicielami w Luftwaffe broni jądrowej w ramach NNS, ich rolę przejęłyby polskie F-16. Można przypuszczać że Polska nadal o to dyskretnie zabiega a zapowiedź bazy USA w Łasku może być tego potwierdzeniem. Obecność Szeremietiewa w rządzie, nawet na stanowisku wiceministra, mogłaby oznaczać fiasko takich zabiegów. Gdyby nie było Romualda Szeremietiewa, Władimir Putin musiałby go wymyślić.



27 paź 2015

Wielospektralny kamuflaż dla PT-91M

Armia Malezji wdrożyła wielospektralny, mobilny kamuflaż dla swoich czołgów PT-91M.
System zmniejsza sygnaturę czołgu w paśmie widzialnym, w podczerwieni i radarową.


Przypomnijmy, że polski MON, mimo nie w pełni wykorzystywanego, wielomiliardowego budżetu, do dziś nie wyposażył czołgów w tego rodzaju system maskowania. Żołnierze muszą korzystać ze środków improwizowanych.

24 paź 2015

PKP nadal zapewnia Armii Rosyjskiej trasy kolejowe przez Polskę

Jak podaje strona Centrum Zrównoważonego Transportu, PKP PLK nadal buduje perony według wymagań skrajni sowieckiej (obecnie WNP) co naraża pasażerów na uszkodzenia ciała. Jest to również sprzeczne z przepisami unijnymi, pozwala jednak poruszać się po Polsce szerokotowowym wagonom krajów WNP jakie wykorzystuje Armia Rosyjska (po zmianie wózków na normalnotorowe).

Jak pisze portal czt.org.pl, nie chodzi tu bynajmniej o pociągi pasażerskie. Wagony pociągów Moskwa - Nicea czy Moskwa - Paryż mają bowiem gabaryty unijne. Inaczej nie wjechałyby do Niemiec czy Francji. Nie chodzi także o normalne wagony towarowe - te do Polski nie wjeżdżają, są przeładowywane na granicy.
Wniosek jest prosty - chodzi o zabezpieczenie strategicznych interesów Armii Rosyjskiej, możliwość wjazdu i przejazdu przez Polskę transportów wojskowych. Wystarczy wymienić wózki na normalnotorowe. Rozkładowo trwa to ok. 2 godzin, kto przekraczał koleją granicę wschodnią ten wie. W warunkach wojennych zapewne wystarczy kilkanaście minut.
I dlatego pasażerom grozi wpadnięcie między peron i stopień wagonu. Dla PKP PLK ważniejsze są interesy rosyjskich i białoruskich sił zbrojnych niż bezpieczeństwo pasażerów.


 Niektóre trasy kolejowe w Polsce dostępne dla taboru szerokotorowego. Źródło: czt.org.pl


Nie ma żadnej podstawy prawnej dla takiego postępowania, jedynie wytyczne Organizacji Współpracy Kolei założonej przez państwa komunistyczne pod przewodnictwem Moskwy i dla celów Moskwy.
Jest to idealny przykład czym kończy się brak wymiany kadr po 1989 roku ("gruba kreska Mazowieckiego" i pozostawienie tak zwanych "niezastąpionych fachowców" z czasów PRL).

Więcej w artykule:

Cztery wielkie kotły w Syrii?

Jeden z rosyjskich blogerów obserwatorów wojny w Syrii, przyglądając się mapie położenia stron,  zauważył interesującą rzecz. Armia syryjska walcząc z rebeliantami jest w trakcie tworzenia czterech ogromnych kotłów dzięki którym może odciąć bandytów od zaopatrzenia z zewnątrz i odzyskać znaczne połacie terytorium. Autor w oryginale przedstawia północny kocioł w nieco innym miejscu ale wygląda to na błąd bo takie jego usytuowanie wymagałoby współdziałania z siłami Kurdów. Poniżej bardziej prawdopodobne położenie tego kotła - bardziej na zachód. Okrążenie rebeliantów w tym miejscu ma większy priorytet bo ciążą oni tu zdecydowanie mocniej nad rosyjską bazą w Latakii, i całym terytorium kontrolowanym przez armię syryjską.

Kocioł na północy wymaga odcięcia od granicy z Turcją, skąd płynie zaopatrzenie do rebeliantów. Pozostałe kotły wymagają zamknięcia poprzez tereny pustynne.

Natychmiast nasuwa się skojarzenie z kotłem debalcewskim, gdzie Rosjanie zamknęli duże siły Ukraińców. Przypuszczalnie za wyborem takich kierunków ofensywy armii syryjskiej stoją rosyjscy doradcy. Zachodzi pytanie czy dowództwo armii syryjskiej dysponuje wystarczającymi siłami by przeprowadzić taki zamysł.

Źródło: http://cont.ws/post/138084?_utl_t=tw

12 paź 2015

Z cyklu: zasady sztuki wojennej

Punkt 5. - zaskoczenie :)


Nowemu szefowi MON ad memoriam

Nowemu ministrowi obrony, jeszcze zanim zacznie urzędowanie, przydałoby się przeczytać i zapamiętać te kilka nieśmiertelnych zasad obowiązujących i nauczanych we wszystkich armiach świata (co najwyżej czasem jest ich trochę więcej lub trochę mniej albo uszeregowane są w różnej kolejności):
- celowość działań
- jedność dowodzenia
- morale
- aktywność
- zaskoczenie
- manewrowość
- skupienie wysiłku
- ekonomia sił
- prostota
- elastyczność.
To mu się przyda także w jego pracy.

Może nie popełni wtedy głupstwa do jakiego namawia na przykład Romuald Szeremietiew - i nie rozproszy wysiłku obronnego równomiernie na cały obszar kraju, formując już w czasie pokoju statyczne jednostki Obrony Terytorialnej, czyli "linię Maginota w każdej wsi". Romuald Szeremietiew, obojętne, czy jest ruskim agentem, czy zwykłym idiotą, swoim pomysłem łamie równocześnie kilka zasad sztuki wojennej (gdzie aktywność?! gdzie manewrowość?! gdzie skupienie wysiłku?! gdzie ekonomia sił?! gdzie elastyczność?!). Chce zrobić to, przed czym przestrzegał już generał Patton, mówiąc że "fortyfikacje to pomniki głupoty". Manewrowość głupcze! Jeszcze w latach 1980 urządzono pokaz w czasie którego polski Su-22 rozwalił jedną bombą betonowy bunkier o stropie grubym na 6 metrów. Pytam pana Szeremietiewa ile milionów chce wydać na budowę tych bunkrów dla "co najmniej" kilkuset powiatowych batalionów i kompanii OT? O "gminnych" kompaniach i plutonach już nawet nie wspominam bo to zupełny odlot. Każda kompania to co najmniej kilka takich bunkrów. Kilkaset powiatów, to kilka tysięcy bunkrów. Większość z nich będzie bezużyteczna bo nie będą położone na trasie z Brześcia do Warszawy lub w rejonie Suwałk. Jaki sens ma tego rodzaju rozproszona obrona? Może ktoś myśli że po utracie stolicy, rząd przeniesie się do Pcimia Dolnego albo Szumiradu? To nic nie da, wystarczy posłać tam kilka bomb lub rakiet, a w Warszawie, mniej lub bardziej spontanicznie, powstanie rząd kolaborantów. Rozproszone siły przeciwnik będzie bił kolejno. Rejony o mniejszym znaczeniu wystarczy izolować siłami wojsk MSW Rosji lub porazić artylerią.

Pomijam już taką drobnostkę jak silne dążenie UE do regionalizacji i zaniku państw narodowych, co przy "obywatelskiej OT" oznacza tworzenie armii dla separatystów za pieniądze MON. Niestety również PO włazi na tę minę planując tworzenie pododdziałów OT opartych częściowo na samorodnych organizacjach paramilitarnych. Żołnierzy musi łączyć więź jaką daje jednolite dla wszystkich szkolenie unitarne. Pomysł żeby oprzeć obronę na "samoszkolących się" ASGejach, grupach rekonstrukcyjnych i strażakach z OSP, sponsorowanych przez prywatnych biznesmenów lub samorządy, mógł przyjść do głowy tylko wariatowi lub zdrajcy. Pan Szeremietiew bredzi twierdząc że po zbudowaniu jego OT Polska będzie tak groźna, że żaden wróg nie waży się jej zaatakować bo jak zaatakuje to ugrzęźnie i będzie musiał się z okupacji wycofać. Nie odrobił lekcji Afganistanu - tam każdy miał karabin a mimo to, ten górzysty kraj uległ dwóm najazdom w ciągu 25 lat. Tym bardziej równinna Polska nie odstraszy agresora obroną terytorialną. Partyzantka to najkosztowniejszy rodzaj obrony, znacznie droższy niż broń jądrowa której tak nie chce pan Szeremietiew, a przy tym nieskuteczny, bo wcale nie chroni przed najazdem. Armia szwajcarska na którą powołuje się Szeremietiew, ma strukturę taką samą jak armie regularne, z lotnictwem i czołgami, fortyfikacje są tylko jej uzupełnieniem.

OT jest potrzebna, nawet niezbędna w czasie wojny, ale jako uzupełnienie wojsk operacyjnych, przeznaczone do działań pomocniczych: obrony i ochrony infrastruktury krytycznej, obrony na kierunkach biernych, działań przeciwdywersyjnych, w obronie zawsze we współdziałaniu z wojskami operacyjnymi. Jak to już dawno obliczono, do ochrony infrastruktury krytycznej potrzeba około 50 tysięcy żołnierzy. Ale robienie z niej podstawy odstraszania przez tworzenie masowej, milionowej formacji, to głupota. Głupota która może nas drogo kosztować. Tworzenie masowej OT ma sens tylko w jednym przypadku: kiedy mamy pewność że za chwilę nastąpi zmasowana inwazja wojsk przeciwnika na cały kraj a nie dysponujemy żadną inną bronią lub rozwiązaniem obronnym które można wdrożyć w krótkim czasie. Takiego zagrożenia jednak obecnie i w najbliższym czasie nie ma. Rysuje się za to inne zagrożenie - inwazją imigrantów islamskich. Jednak w tym przypadku uzbrojenie ochotniczych obywatelskich milicji OT nic nie pomoże, zwiększy tylko chaos. Tu potrzebne jest egzekwowanie prawa i rutynowe działania policji i Straży Granicznej, bez nieodpowiedzialnych zobowiązań wobec zagranicy.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że wojska lądowe Rosji są w tej chwili na tyle nieliczne i względnie słabe, że Polska z powodzeniem mogłaby się obronić bez potrzeby uciekania się do dziwacznych pomysłów masowej OT czy cudownej broni typu "drugi dywizjon NSM i rakiety na okrętach podwodnych". Wystarczy powrócić do silnych, manewrowych wojsk lądowych. Dosłownie kilka dodatkowych brygad zmechanizowanych na wschodzie i dodatkowy, czwarty batalion w każdej brygadzie, oraz przystąpienie Polski do NNS, już mogłoby wystarczająco podnieść nasz potencjał obronny i zniechęcić do agresji. Ale może właśnie dlatego pojawiają się te dziwne pomysły, żeby odwrócić uwagę od prostych i sprawdzonych rozwiązań.

Zobacz też na tym blogu:
Nowoczesna obrona terytorialna
Przyszła wojna
Szkodliwość rozproszonej OT

7 paź 2015

26 świeczek na urodzinowym torcie Putina


7 października, w dniu urodzin Władimira Putina minister Szojgu uznał za stosowne uświetnić tę datę wystrzeleniem z okrętów na Morzu Kaspijskim 26 rakiet Kalibr-NK na głowy islamistów w Syrii. Tak dopełniła się "nowa świecka tradycja" Rosji - uświetniania urodzin Putina śmiercią jego przeciwników. Przypomnijmy że 7 października 2006 roku została zamordowana Anna Politkowska, niezależna rosyjska dziennikarka, znana ze swego krytycznego stosunku do Władimira Putina i wojny w Czeczenii. Dlaczego jednak akurat 26 rakiet, co ta liczba ma symbolizować?

26 lat temu, w 1989 roku odbył się szczyt na Malcie, który zapoczątkował nowy etap pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem. Prezydenci ZSRS i USA oficjalnie ogłosili na nim koniec epoki zwanej Zimną Wojną. Kolejne miesiące to postępujący proces rozpadu Związku Sowieckiego, zakończony rezygnacją Gorbaczowa z urzędu prezydenta ZSRS. Od tego momentu sukcesorem dawnego supermocarstwa staje się Federacja Rosyjska z Borysem Jelcynem na czele, który za priorytet uznał ułożenie stosunków z Ameryką na nowych zasadach. Dla nacjonalistów rosyjskich okres ten to pasmo upokorzeń i klęsk zwane smutą Jelcyna.

Wystrzelenie 26 pocisków Kalibr-NK być może miało swoje uzasadnienie wojskowe i polityczne. Taniej było wysłać bombowce Su-24 jednak użyto pocisków manewrujących. Mogło chodzić o wywarcie presji na kraje Bliskiego Wschodu, zwłaszcza Arabię Saudyjską która ostro protestuje przeciwko włączeniu się Rosji do wojny w Syrii. Liczba rakiet mogła być przypadkiem, chociaż w rosyjskiej polityce mało jest przypadków. Jednak efekt ich użycia, jak i cała rosyjska operacja w Syrii wykracza poza znaczenie regionalne. Symbolizuje powrót Rosji jako gracza światowego. Coś więcej niż mocarstwo regionalne, jak ustawiali Rosję Amerykanie w licznych wypowiedziach. W Syrii po raz pierwszy Rosja użyła siły w dużej operacji militarnej poza obszarem byłego ZSRS. Dla Rosji to wielkie święto - powrót na arenę światową jako prawie już supermocarstwo i tak będzie przedstawiany ten dzień przez rosyjską propagandę w przyszłości.

 Jeżeli Rosja rzeczywiście chciała symbolicznie zaznaczyć, że uważa okres postzimnowojennego pokoju za zakończony, to w Waszyngtonie, a zwłaszcza w Warszawie, tego sygnału nie powinni lekceważyć.

2 paź 2015

Izrael i USA stoją za kryzysem migracyjnym

Grupa Anonymous wydała komunikat do Polaków w którym wyjaśnia że za kryzysem imigracyjnym w Europie stoją jej zdaniem USA, Izrael i Arabia Saudyjska. Tu należy dodać od razu że Arabię Saudyjską można winić tak samo, jak karabin czy nóż w ręku terrorysty, bo wiadomo od dawna że reżim Saudów jest marionetką Izraela.
Jak piszą Anonymous, celem jest "Utworzenie państwa Wielki Izrael na terenach wyludnionych przez działania ISIS, oraz otwarte podporządkowanie multikulturowej i niezdolnej do sprzeciwu Europy".
 Zdaniem hakerów mamy do czynienia z groźną sytuacją, w której "media i inni dezinformatorzy manipulują informacją by osiągnąć zamierzony efekt" a "cała sytuacja jest operacją psychologiczną na olbrzymią skalę"
Jak piszą: "Zasadniczym celem tzw. kryzysu uchodźców jest wprowadzenie w państwach europejskich szeroko pojętego chaosu opartego na poczuciu zagrożenia. Następnym krokiem będzie wprowadzenie rządowych rozwiązań zaostrzających środki bezpieczeństwa, kontrolę i monitoring. Ważnym następstwem praktyki migracyjnej jest pozbawienie ludności europejskiej „spójności narodowej i kulturowej” poprzez wykształcenie podatnego na manipulację i kontrolę społeczeństwa multikulturowego egzystującego bez poczucia jedności i woli walki."
"Prawdopodobnym ostatecznym celem całej agendy jest utworzenie państwa Wielki Izrael na terenach wyludnionych przez działania ISIS, oraz otwarte podporządkowanie multikulturowej i niezdolnej do sprzeciwu Europy." Proponują nie poddawanie się manipulacji, oraz przedstawiają sposoby rozwiązania kryzysu w kilku krokach.

W całym liście łatwo odnaleźć poglądy Moskwy ale akurat tu należy się z nimi w dużym stopniu zgodzić. List pomija rolę międzynarodowego żydostwa i finansjery (znana jest rola między innymi G. Sorosa w finansowaniu potoku imigrantów), ale warto się z nim zapoznać jako elementem ogromnej gry jaka rozwija się wokół konfliktu na Bliskim Wschodzie i w Europie. Stoimy przed ogromnym zagrożeniem, być może jest to rzeczywiście początek III Wojny Światowej.

 Autorzy listu, w ocenie szczegółowego charakteru zagrożenia, nie zauważają nowej jakości jaką wprowadza masowa obecność muzułmanów w krajach europejskich. Dzięki niej, to nie klasyczny terroryzm staje się głównym zagrożeniem, ale powszechna wojna uliczna w której mogą brać udział kobiety i dzieci wykorzystując nie tylko bomby ale też dawno zapomniane a łatwo dostępne rodzaje broni jak noże, maczety, dzidy, łuki, butelki zapalające. Możemy mieć do czynienia z masowymi napadami tak uzbrojonych grup na przechodniów i obiekty publiczne. Jest to łatwe do stłumienia zawczasu przez straże graniczne, policję i właściwe przepisy administracyjne, jednak przymus poprawności politycznej i ideologia bezwarunkowej tolerancji wobec mniejszości, nie pozwolą na podjęcie odpowiednich działań zapobiegawczych. Zmusi to rdzennych mieszkańców Europy do spontanicznych działań obronnych i odwetowych co z kolei umożliwi rządom ograniczenie swobód obywatelskich. Może na tym skorzystać strona trzecia, która zainterweniuje "wyzwalając" kraje Europy z chaosu bądź dyktatury, przez wprowadzenie swoich wojsk i swoich porządków.

W tym świetle warto z ostrożnością podchodzić do propozycji tworzenia masowego ruchu "obywatelskich" grup Obrony Terytorialnej jaką wysuwa między innymi Romuald Szeremietiew. Takie samorodne, pozostające poza kontrolą grupy mogą być narzędziem Rosji w tej wojnie. Pod hasłami samoobrony, w istocie będą paliwem konfliktu. Konfliktu, któremu można łatwo zapobiec za pomocą istniejących środków. Potrzebna jest tylko wola polityczna i minimum asertywności wobec Brukseli, Berlina i lewackich szczekaczek.

Na podstawie: http://www.pcworld.pl/news/403316/Anonymous.
http://mediumpubliczne.pl/2015/10/anonymous-do-polakow-o-uchodzcach/